Wstrząsająca relacja ze Śląska

Wstrząsająca relacja ze Śląska

Materiał dotyczący katastrofy kolejowej na Śląsku, nadesłany redakcji „KG” przez Stanisławę Warmbrand.

 

Chryste, Panie!
Tyle tylko zdołałam powiedzieć na wieść o katastrofie kolejowej w pobliżu wioski Chałupki, czyli koło Szczekocin, czyli niedaleko Zawiercia…

Chryste Panie!
Dzień był, jak każdy – sobota, a więc porządki, jak to u nas, na Śląsku, bo w niedzielę dom musi lśnić. Dopada mnie grypa, więc szło mi, jak krew z nosa…
Wreszcie wieczór. Zasiadłam w fotelu – dobra herbatka, kot umościł się na kolanach, pies u nóg. Sielanka.

– No, zobaczymy co w kraju i na świecie, słowem polskie CNN czyli TVN 24. Dochodzi 22.00 – będą wiadomości w skrócie, potem „szkło kontaktowe”… Może by iść spać?
I nagle zwięzła informacja: w okolicy Szczekocin – (spiker nie jest pewny czy to ten Szczekocin, czy te Szczekociny) doszło do wypadku kolejowego. I za chwilę: – doszło do zderzenia dwóch pociągów, i za chwilę: – są ranni. I za chwilę: – chyba są ofiary śmiertelne…!

Chryste Panie!
Przecież to w moim województwie – poza historycznym Górnym Śląskiem, raczej na obrzeżu Zagłębia, ale na Boga, niedaleko! Narasta groza. Ktoś, co uszedł cało, przesyła zdjęcie przez telefon komórkowy. Kupa złomu, las…

Chryste Panie!
Autor zdjęcia relacjonuje przytomnie sytuację: zderzenie czołowe dwóch pociągów. Są ranni.

Chryste Panie!
Nocne ciemności rozświetlają reflektory. Po pięciu minutach wiemy, że jest już Straż Pożarna, że zaczęła się akcja ratunkowa. Surrealistyczny widok: lokomotywy, wagony spiętrzone w tragiczne wzgórze, na przedpolu płaska łąka, nasyp kolejowy i w tle zdradliwy, podmokły las.

Wkrótce dowiadujemy się, że to teren bagienny, że chwała Bogu jest mały mrozik, więc łąka jest przejezdna… Padają coraz aktualniejsze liczby – rannych jest ośmiu, kilkunastu, ponad dwudziestu, trzydziestu, czterdziestu. Liczba stanęła na 58. Ilu zabitych? Są zabici?!
Gęsto od mundurów strażaków, czerwony namiot (ciężko ranni), nosze, jęki…

Chryste Panie!
Zmieniający się spikerzy zdają relację, rozmawiają ze specjalistami, a w tle, nieustająco, mrowie strażaków, nosze, karetki pogotowia. Bez zbędnych słów. Każdy wie, co ma robić.

Chryste Panie!
Noc upływa na krzątaninie – kto żyw, kto umarły, kto cudem wyszedł bez szwanku. Kto do szpitala, kto do pobliskiej szkoły, kto do autobusu i dalej, do Warszawy, Krakowa…
Ilu zabitych? Są zabici?!

Chryste Panie!
Ktoś mówi o oderwanej głowie przy torach. Że leży ludzka głowa.
Wychodzę z psem na ostatni spacer. W oknach światła. Mogę prawie bezbłędnie powiedzieć, gdzie mieszka lekarz, policjant, strażak. Wszyscy trwają w pogotowiu.
Świt rozświetla teren, ale nie przynosi ulgi. Trzeba rozcinać wagony, żeby wydostawać ludzi.

Psy – najpierw jeden; zamieszkałego nie opodal GOPR-owca, potem specjalnie szkolone psy ratowników. Do szukania żywych.
Niedziela nie kończy akcji ratunkowej. Trwa bezustannie.
Szpitale pracują bez wytchnienia – kogo opatrzeć, kogo zatrzymać, kogo operować… Sosnowiec, Zawiercie, Częstochowa, Piekary Śląskie (urazówka), Katowice…

Dzwonię do doktora Czesława Zralka. Neurochirurga. Klinika w Katowicach – Ligocie. Oczywiście, jest na dyżurze. Łóżka czekają. Lekarze gotowi do akcji. Kiedy się dowiedzieli o katastrofie? Natychmiast. Takie są u nas, na Śląsku, procedury.
U nas, na Śląsku. Blisko mojego domu przebiega trasa do katowickich klinik. Zmiana ciśnienia – mkną karetki na kardiologię. Wypadek w kopalni (której?!) – mkną karetki na chirurgię, ortopedię, neurochirurgię…
Normalka. Procedury, w razie wypadku, znane do granic bólu. Bez zastanawiania się. To waga najwyższa. Waga ludzkiego życia.

Śląsk nie toleruje mazgajstwa. Przed laty umówiłam się pod kopalnianą markownią. Ze szkolnym kolegą. Inżynierem górniczym. Ale coś mu nie pasowało. Rzucił – zaraz wracam i pobiegł w stronę markowni. Zjechał na dół. Do kopalni. I już nie wrócił. Zginął. To był piękny, wiosenny dzień. Wynieśli go na noszach, przykrytego upapraną węglem płachtą. Od ratownika usłyszałam – dzioucha, cof się!

I ten obraz wrócił w sobotę w nocy. Nosze, ratownicy, bez słowa, bez gadaniny. Procedury. Ludzkie życie. Walka z cierpieniem. Okoliczna ludność wsparła takim samym, milkliwym działaniem. Potrzymać umierającego za rękę. Wydostać zakleszczoną w żelastwie młodą kobietę.
Jakiś młody, brodaty człowiek, już w szpitalu, opowiada – kiedy mnie wyniesiono z wagonu, poprosiłem przechodzącą dziewczynę, żeby mnie przytuliła. Tylko tyle. Żeby mnie przytuliła…
Ludzka głowa przy torach.

Chryste Panie!
Dwa pociągi – jeden relacji Przemyśl – Warszawa przez Kraków, i dalej magistralą węglową, drugi Warszawa – Kraków, po części magistralą węglową. Przez województwo śląskie oba pociągi miały pokonać tylko 10 kilometrów.
Co robi pasażer kiedy zapada noc?

Rozmawia, czyta (jeśli współpasażerowie pozwolą nie gasić światła), zaszywa się w palto i drzemie, albo snuje plany.
I nagle potworny huk. Potem ciemność. Jęki. Na Boga – wydostać się! Jeśli jest się przytomnym. Ludzkie, kruche ciało i potworne złomowisko. Ludzka głowa przy torach. Ostatnia myśl? Ostatnie zdanie? Huk i błysk śmierci. Koniec.
Policzono – 16 zabitych. Wśród nich Rosjanka, Amerykanka… Jest maszynista jednego pociągu. A gdzie drugi. Na Boga? Czy nierozpoznane zwłoki to drugi maszynista? A może zdołał wyskoczyć?!

Dzwonię do doktora Jerzego Gorzelika, wicemarszałka Sejmiku Śląskiego. Proszę o opinię o tym, dla mnie niepojętym… Odpowiedź jest zwięzła. Zgodnie z procedurami, głównodowodzącym jest wojewoda śląski. – My jesteśmy do dyspozycji. I nie będę się wypowiadał jako polityk. Byłoby to niegodziwe stawianie siebie przed nieszczęśnikami.

Chryste Panie!
Nieszczęście straszne. Ale, może dzięki Ci, że to się stało na Śląsku. Milkliwym, pracowitym, od kilku stuleci przywykłym do nieszczęścia. I do ratowania ludzkiego życia bez dyskusji. I bez łez.
O jedno Cię prosimy – miej w opiece tych, co szczęśliwie mogli wrócić do domu, i rannych. I tych, co zginęli. Chryste Panie!

P.S. Aresztowano dyżurnego ruchu, winnego nieumyślnego spowodowania wypadku. I odwieziono go do szpitala psychiatrycznego.

Stanisława Warmbrand

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X