W ostatnią niedzielę maja sektor łemkowski w skansenie lwowskim wypełnił się ludźmi w barwistych strojach Łemków. Prawie przez cały dzień brzmiały tam melodie przyniesione po II wojnie światowej przez wymuszonych przesiedleńców z Beskidu Niskiego oraz z innych terenów Łemkowszczyzny. Była to poświąteczna impreza kulturalno-artystyczna pod tytułem „Łem po Wielkanocy”.
W 1992 roku w Muzeum Architektury Ludowej i Życia Codziennego im. Klemensa Szeptyckiego wzniesiono cerkiew łemkowską pw. św. Włodzimierz i Olgi, która jest kopią cerkwi świętych Kosmy i Damiana we wsi Kotań koło Jasła. Nowa świątynia greckokatolicka oprócz funkcji liturgicznej stała się też ośrodkiem kulturalnym, wokół którego gromadzą się Łemkowie, kultywując i pielęgnując swoje tradycje.
fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski
Po Mszy św. na dziedzińcu cerkiewnym rozpoczęto Festyn Łemkowski z udziałem chórów i zespołów łemkowskich z obwodów lwowskiego, iwanofrankiwskiego i tarnopolskiego. Przypuszcza się, że na Ukrainie może mieszkać obecnie do 90 tys. potomków tych Łemków, którzy zostali przesiedleni przez władze komunistyczne z Łemkowszczyzny do Związku Radzieckiego w latach 1946–1947. W tych trzech obwodach są największe skupiska rodzin łemkowskich.
fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski
Najstarszym z chórów łemkowskich jest „Łemkowyna” ze Lwowa. Założyli go Łemkowie, którzy zamieszkali w podlwowskich miejscowościach Rudno i Zimna Woda. Śpiewają w „Łemkowynie” całymi rodzinami.
Na Festyny Łemkowskie przyjechał zespół etnograficzny „Studeńka” z Kałusza, chór „Radocyna” z Pustomyt, trio „Dywocwit” z Zimnej Wody. Piosenki łemkowskie są też w repertuarze zespołu dziecięcego „Namysto” z Pałacu Kultury im. Hnata Chotkewycza we Lwowie.
Współcześni, młodzi również autentyczni Łemkowie! – tak nazywają uczestników wzorowego dziecięcego folklorystycznego zespołu łemkowskiego „Grzecni frajirki” z Monastyrzysk w obwodzie tarnopolskim.
– Monastyrzyska nazywają teraz stolicą Łemkowszczyzny – wyjaśniła dziennikarzowi Kuriera Wira Kurylak, kierowniczka zespołu. – Mówią, że mieszka tam 80 procent Łemków. Nie tylko w tym miasteczku na Podolu, ale także w okolicy. Wciąż są to osoby starsze, które zostały przesiedlone z powojennej Polski do ZSRR. W naszym zespole są dzieci ze wsi Dobrowody, posługujące się gwarą łemkowską. W latach 1945–1946 do tej wsi przybyło około 200 rodzin z Łemkowszczyzny, głównie z województwa krakowskiego, które osiedliły się w dawnych domach polskich. Był okres, kiedy Lemkowie wstydzili się swojego pochodzenia. Dzięki Bogu, to już minęło. Teraz wręcz przeciwnie, jest prestiżowo mówić, że jest się Łemkiem czy Łemkinią.
Zdaniem Wiry Kurylak, odrodzenie łemkowskie rozpoczęło się od festiwali „Watra Łemkowska”, które w latach 1999 i 2000 w Gutysku koło Brzeżan zorganizowało Tarnopolskie Towarzystwo Obwodowe „Łemkowszczyzna”. Kolejne doroczne festiwale pod tytułem „Dzwony Łemkowszczyzny” odbywają się w pobliżu Monastyrzysk.

Wira Kurylak opowiedziała też o sobie i swojej rodzinie:
– Moi rodzice pochodzą z Łemkowszczyzny. Tata miał miesiąc, kiedy jego rodziców przesiedlono na stepy, do obwodu kirowogradskiego. Następnie przenieśli się do Monastyryszczyzny. Miejscowa ludność przyjęła Łemków dość dobrze. Ponieważ Łemkowie otrzymali osobne miejsce w lesie, założyli osadę łemkowską zwaną Dubowica. W mojej rodzinie nie odczuwano zakazu mowy łemkowskiej. Wszyscy w domu mówili po łemkowsku – tata, mama i ja. Ze strojów ludowych po mojej mamie pozostał tylko lejbik łemkowski i lejbik mojej babci. Mam wykształcenie muzyczne, jestem nauczycielką gry na bandurze. Pracuję w szkole muzycznej. Jak założyłam zespół „Grzecni frajirki”? Zaczęło się od dziesięciu osób. A teraz mamy tak bogaty repertuar, że jesteśmy w stanie dać koncert dwa razy większy niż dzisiaj. Pracuję nad tym wszystkim – melodiami z różnych rejonów Łemkowszczyzny na terenach Polski, Słowacji oraz Zakarpacia na Ukrainie. Młodzież i dzieci śpiewają i tańczą. Wiele koncertujemy. Jeździmy z zespołem też do Polski, przede wszystkim na „Watrę Łemkowską” w Żdyni. W zeszłym roku mieszkaliśmy w Nowicach, gdzie urodził się poeta Bogdan Igor Antonycz. Emocje dzieci są bardziej prawdziwe i na terenie Łemkowszczyzny wszyscy mówili, że czuli się jak w domu. Wcześniej dwukrotnie jeździliśmy do Krynicy, gdzie Lilia Płachtij ze Lwowa zorganizowała warsztaty dla dzieci z Polski i Ukrainy.
Festyn Łemkowski rozpowszechnił się w tym dniu na cały teren sektora łemkowskiego w skansenie. Opiekunowie obiektów muzealnych, zwłaszcza Łemkowie z pochodzenia udostępnili chaty zabytkowe dla gości. Brzmiały pieśni na podwórkach i okolicznych łąkach.
Przeprowadzono zbiórkę datków dla pomocy żołnierzom Sił Zbrojnych Ukrainy.
Łemkowie opowiadali, że pod okupacją rosyjską jest wiele miejscowości na Donbasie i na południu Ukrainy, gdzie po II wojnie światowej przesiedlono, a faktycznie deportowano z PRL-u tysiące rodzin łemkowskich. Wielu Łemków walczy teraz na froncie w obronie Ukrainy.
17 kwietnia na Donbasie zginął były deputowany Werchownej Rady Ukrainy, zastępca granatnika, starszy sierżant Ołeh Barna. W przeddzień swoich 56. urodzin. Był aktywnym działaczem społecznym i politycznym, począwszy od studenckiego strajku głodowego w 1990 roku pod nazwą „Rewolucja na granicie”, aż po Rewolucję Godności, gdzie został ranny podczas ostrzału 18 lutego 2014 roku.
I słychać było też łemkowską pieśń żałobną „Pływe kacza po Tysynie”, która towarzyszyła ofiarom Majdanu w Kijowie, a teraz odprowadza w ostatnią drogę ukraińskich bohaterów.
Konstanty Czawaga
















