Wojenne słowo i czyn lwowskich poetów fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski

Wojenne słowo i czyn lwowskich poetów

23 stycznia w Teatrze Lesia Kurbasa we Lwowie odbył się wieczór poetycki pod tytułem „Przed obliczem wojny” z udziałem czwórki znanych ukraińskich autorów: Kateryny Michalicynej, Haliny Kruk, Julii Musakowskiej i Ostapa Sływynskiego. Jednym z organizatorów tego przedsięwzięcia była Ania Kudzia, polska konserwatorka kamienia oraz wolontariuszka organizacji Ukraina Pomagamy.

– Dzisiejszy wieczór pod tytułem „Przed obliczem wojny”, który zaczerpnęliśmy z serii tomów wierszy opublikowanych przez wydawnictwo „Pogranicze” zorganizowało tutaj dla nas Studio Dźwiękowe Audiostories, a także Teatr Lesia Kurbasa – wyjaśniła Ania Kudzia. – Ukraina Pomagamy jest partnerem tego wydarzenia. Dzięki temu, że poeci deklamowali swe piękne wiersze, mogliśmy zorganizować ten wieczór, podczas którego zbieramy pieniążki na wsparcie medyków 79 Brygady.

Anna Kudzia, fot. Igor Rewaga / Nowy Kurier Galicyjski

Ania Kudzia ratuje zabytkowe kamienne nagrobki na Cmentarzu Łyczakowskim i na innych nekropolach na Ukrainie, odnawia kamienne piękno lwowskiej starówki, a w międzyczasie aktywnie zajmuje się wolontariatem.

– Te trzy lata od początku pełnoskalowej inwazji rosyjskiej na Ukrainę tak szybko minęły, że czasami wydaje się, że to było jak jeden dzień, ale w tym czasie udało się nam zrobić bardzo dużo – mówiła dalej. – Dostarczyć 230 transportów na Wschód. Transportów do szpitali, na punkty stabilizacyjne, do żołnierzy. Także do zwykłych ludzi, którzy tej pomocy potrzebują. Udało się także wysłać 7 samochodów, 4 karetki, w pełni wyposzczone dla medyków. Udało się nam zebrać ponad 1500 apteczek medycznych, które są podstawą działalności naszej organizacji. Taka apteczka ratuje życie każdemu rannemu na froncie. Działamy cały czas i będziemy to robić dopóki taka pomóc będzie potrzebna. Wspierają nas przede wszystkim ludzie z Polski. Tam organizujemy  nasze zbiórki. Cały czas staramy się motywować i mobilizować Polaków do tego, żeby nie zostawali obojętni wobec tej wojny. Żeby nie zapominali o tym, że tutaj w Ukrainie każdego dnia giną ludzie, którzy oddają życie tak naprawdę również za nas. Walczą nie tylko o wolną Ukrainę, ale by również Polsce było spokojnie, żeby u nas nie było wojny. Mamy też bardzo wielu wspierających tutaj, w Ukrainie, którzy wspierają nas finansowo. Cały czas staramy się organizować różnego rodzaju aukcje, zbiórki. Także coraz więcej mieszkańców Ukrainy wspiera naszą działalność. Najbliższa wyprawa już jutro. Jutro po południu wyruszamy ze Lwowa i zmierzamy na Donbas. Mamy już załadowany bus – 60 apteczek, które udało się nam zebrać dzięki temu, że w grudniu zorganizowaliśmy w Polsce aukcję prac ukraińskich artystów. To była pierwsza taka aukcja i będziemy je organizować regularnie, gdyż trzeba również wspierać ukraińskich twórców.

Chcemy w Polsce pokazywać ukraińską kulturę i to co się tutaj dzieje. Otworzyć bardziej Polskę na Ukrainę. Natomiast jutro jedziemy na Donbas i mamy nadzieję, że nasza wyprawa odbędzie się bez żadnych przygód i że tę pomóc dowieziemy do żołnierzy i do medyków i bezpiecznie wrócimy do Lwowa. Jadę z Natalią Jastrzębską, która ze mną bardzo intensywnie działa od dwóch lat. Jedziemy we dwie, do naszego znajomego wolontariusza z Ukrainy, który w okolicach Pokrowska mieszka i z którym już od dawna rozwozimy na miejscu tę pomoc bezpośrednio chłopakom. Przed nami długa podróż, kilka dni bardzo intensywnych, kilka nieprzespanych nocy, ale tak wyglądają te wyjazdy. Będziemy się odsypiać i odpoczywać jak wrócimy. Odczuwam taki impuls, taki głos serca, który mówi, że musimy to robić. Ja to robię już od trzech lat i nie zamierzam zaprzestać, bo uważam, że jest to nasz obowiązek. Te wyjazdy to nie tylko nadawanie pomocy materialnej, ale to też bardzo często dla żołnierzy, dla medyków wsparcie moralne. Nasze przyjazdy bardzo ich cieszą. Mamy dużo ciekawych rozmów. Czasem nawet ważne jest wspólne wypicie kawy, przy okazji tej pomocy, z żołnierzami, którzy są na linii frontu od dwóch lat bez żadnego urlopu i wyjazdu do domu. Dlatego będziemy ich wspierać cały czas. Oczywiście, że jest strach, bo rozumiemy dokąd jedziemy. Ale też przy okazji staramy się robić zdjęcia, robić filmy, dokumentować to co widzimy w danym momencie. Dziś większość miejsc, w których byliśmy wcześniej z pomocą niestety jest już pod okupacją. Ta dokumentacja jest bardzo ważna i przy okazji naszych wyjazdów staramy się to robić.
W ten wieczór, w przededniu wyjazdu na Donbas Ania Kudzia opowiedziała zebranym na sali o wspólnej działalności polskich i ukraińskich wolontariuszy, a potem ze wzruszeniem przeczytała wiersz Wiktorii Ameliny, który jak przyznała, ją podtrzymuje, kiedy ma kryzys albo kiedy traci wiarę.

fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski

Wiktoria Amelina urodziła się w 1986 roku we Lwowie. 27 czerwca 2023 roku została ciężko ranna w rosyjskim ataku rakietowym w Kramatorsku. Przebywała tam na spotkaniu z przedstawicielami kolumbijskiej organizacji wspierającej Ukrainę „Aguanta Ucraina”. Zmarła w szpitalu w Dnieprze na skutek ran odniesionych podczas tego ataku.

Wiersz Wiktorii Ameliny ma tytuł ,,Modlitwa o wolność” i został przetłumaczony na język polski:

nie bać się
ani ognia
ani miecza
ani węża
ani syczenia jego
na niebie
nie zapomnieć
ani twarzy
ani imion
ani kraju
ani wyczuwania go
dźwiękiem uderzającym w trumnę ukochaną
nie umrzeć
ani dla czułości
ani dla miłości
ani dla człowieka
ani dla jego odbłysku w oku wroga
martwego i żywego
ale jeśli trzeba
ciałem za naszą wolność
tym razem nie waszą
nie ich
nareszcie naszą
bo cała wolność i swoboda
jest nasza
i na niebie i w ziemi
i w oku wroga
martwego i żywego
i nie zgodzić się
na wolność naszą
mniej pełną
niż pełnia ponad drogami
dwudziestego czwartego lutego
dwa tysiące dwudziestego drugiego roku

Podczas wieczoru poetyckiego można było nabyć książki Biblioteki Poezji Ukrainy „W obliczu wojny”. Jej wydawcy zaznaczyli, że ta seria ma swoje źródło w przekonaniu, że literatura nie jest strefą autonomiczną, lecz głęboko rezonuje z rzeczywistością noszącą piętno wojennej tragedii. Nie chodzi tutaj o „temat wojny” jako jeden z możliwych tematów wierszy, lecz o ukraińskie poesis – słowo w działaniu w sytuacji granicznej. Idea publikowania poezji ukraińskiej tworzonej w obliczu trwającej od 2014 roku rosyjskiej agresji i tłumaczonej przez poetki i poetów z Polski zrodziła się w Międzynarodowym Centrum Dialogu im. Czesława Miłosza w Krasnogrudzie w ramach programu Pogranicze/Ukraina. Jest to wspólna inicjatywa oficyn wydawniczych „Dżezwa” ze Lwowa i „Pogranicze” z Sejn/Krasnogrudy i niezależnych wydawnictw z Sarajewa, Belgradu i Lublany jeszcze podczas trwającej wojny w byłej Jugosławii. Środki ze sprzedaży tomików przeznaczono na wsparcie twórców z Ukrainy.

– Byłam w tej pierwszej puli wydania serii pt. „W obliczu wojny” – powiedziała dla Kuriera obecna Halina Kruk, poetka ze Lwowa. – Ostatnio urządzamy dość dużo takich spotkań, podczas których czytamy wiersze i zbieramy pieniądze czy inne środki dla wojska. Właśnie taka jest nasza realność i nasza możliwość pomóc nie tylko komuś, ale też sobie w tych trudnych czasach. Bo pomagając innym, czasem czuje się, że pomaga się sobie.

Kateryna Michalicyna jest autorką ponad 20 książek dla dzieci.

– Każdy walczy na swoim miejscu – stwierdziła. – Słowa nie mają takiej mocy, by powstrzymać czołgi i rakiety, ale mogą okazać się wsparciem dla tych, którzy to robią. Wielu naszych poetów, pisarzy i osobistości kultury poszło na wojnę. Oni naprawdę bronią Ukrainy, bronią nas wszystkich, bronią na froncie. Zapisują słowami to, co się dzieje, a słowa zapisane teraz, w naszej rzeczywistości, nie pozwolą na późniejsze jej zniekształcenie, zapewnią większą widzialność prawdy, wszystkiego, w czym żyjemy i czego doświadczamy. Wspomniana już dzisiaj pisarka Wiktoria Amelina wyjaśniła, że zajęła się poezją, ponieważ nigdy nie miała czasu na pisanie prozy. Wiersz jest krótszą formą i szybciej reaguje na wszystko, co dzieje się wokół. Ale sama Wiktoria udała się do miejsc walki i udokumentowała zbrodnie wojenne. – Kiedy tylko jest to możliwe, spotykam się z dziećmi na terenach frontowych i nieokupowanych, aby jako autorka książek dla dzieci móc przynajmniej wywołać uśmiech na ich twarzach. Dajcie im przynajmniej na chwilę możliwość poczucia się jak dzieci. Zagrożone są w tej rzeczywistości. Jeżeli się uśmiechają, to już dużo, choćby nie wiem jak śmiesznie to brzmiało. Pochodzę z obwodu rówieńskiego. Mieszkam we Lwowie od ponad 20 lat. Dwa tygodnie temu pojechaliśmy odwiedzić przyjaciół w okolice Konstantynówki na Donbasie. Wiadomo, że nie z pustymi rękami, ale z pomocą i wsparciem. Wszystkie moje powiązania literackie skupiły się na fakcie, że obecnie staramy się pomóc naszym siłom zbrojnym tak bardzo, jak to jest możliwe. Razem z naszymi kolegami z Litwy pomagamy w zakupie samochodów i leków. A wszystko zaczęło się od poezji i od solidarności, od ostrej reakcji na niesprawiedliwość tego, co się działo.

Swoimi refleksjami podzielił się z obecnymi na sali znany lwowski poeta Ostap Sływynski, który jest autorem „Słownika wojny”. Deklamował też swoje nowe wiersze o temacie wojennym.

Julia Musakowska – poetka i tłumaczka, laureatka wielu nagród poetyckich.

– Teraz cała poezja rodzi się z rzeczywistości – zaznaczyła w naszej rozmowie. – Rzeczywistość jest o wiele ciekawsza niż fikcja. I wszystko, co nam się przytrafia, mimo że jest straszne i bolesne, jest wyjątkowe. Są to wydarzenia, które należy udokumentować, dlatego jedną z funkcji poezji jest obecnie dokumentowanie wydarzeń wojennych. Bardzo często zdarza się, że w poezji na rzeczywistość nakłada się jeszcze jedna warstwa, tzw. rzeczywistość wirtualna. Widzimy coś jeszcze na obrazach, które są przed nami. Być może widzą to tylko poeci, ale mnie zdarza się to często. Tak jest na przykład, kiedy mój kolega i obrońca Ukrainy Artur Droń opowiada o tym, co się z nim dzieje na froncie, a my siedzimy w spokojnej kawiarni we Lwowie. W tej samej kawiarni nagle za nim pojawiają się jego współbracia bojowi i on zmienia samą rzeczywistość swoją opowieścią o granicznych doświadczeniach, jakie przeżywają nasi żołnierze na froncie, chroniąc nas wszystkich i dając nam możliwość opowiedzenia o tym, czego wszyscy doświadczamy na Ukrainie, a także dając ukraińskiej kulturze szansę na bycie dostrzeżoną i usłyszaną.

Julia Musakowska często bywa za granicą.

– Przez ostatnie trzy lata sporo podróżowałam, dzieląc się poezją i opowieściami o współczesnej ukraińskiej rzeczywistości – wyjaśniła. – Poezja jest tak zwanym początkiem rozmowy, ponieważ każdy wiersz jest wstępem do dłuższej historii. Niezależnie od tego, czy jest to podróż w przeszłość, czy opowieść o bieżących wydarzeniach. W ciągu ostatnich trzech lat odwiedziłam dziesiątki krajów. Niestety nie są to wycieczki rekreacyjne. To są wyjazdy robocze, za każdym razem rozmawiamy o rzeczach, które są dla nas bolesne i oczywiste, ale czuję, że to bardzo potrzebna praca, aby świat, który w końcu dowiedział się o istnieniu Ukrainy, mógł wypełnić tę ślepą plamę w rozumieniu jej znaczenia i wagi. Ludzie często zadają mnóstwo pytań po odczytach poezji i w trakcie samych wydarzeń, a po zakończeniu wydarzeń angażują się w rozmowę. Byłam pod wielkim wrażeniem, kiedy w zeszłym roku odwiedziłam Stany Zjednoczone. Miałam odczyty na Uniwersytecie Michigan. Po odczytach podeszła do mnie jedna z pracownic i przekazała słowa swojej córki. Jeden z moich wierszy jest o wstydzie ocalałych. Ona nie mogła zrozumieć. Powiedziała: „Mamo, dlaczego oni wstydzą się tego, że żyją? „Powinni być szczęśliwi”. Jednakże jest to doświadczenie, które zrozumieć mogą tylko ci, którzy tego doświadczają. Z drugiej jednak strony, słowa te wypowiedziane przez dziecko były bardzo wzruszające. Dlaczego właściwie wstydzimy się tego, że przeżyliśmy? To jest irracjonalne. Uczucie, które zwykle rodzi się z empatii wobec tych, którzy cierpią i tych, których straciliśmy w tej wojnie.

fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski

Kto powiedział, że słowa teraz nie mają wartości?
Nasze słowa pisane w powietrzu
rozgrzanym żelazem oddechów,
krwawymi skrzepami rażą na pobladłych wargach,
wgryzają się w grunt pod naszymi nogami,
osiadają na ubraniach i butach
prochem ze zrujnowanych domów.

Nasze słowa
mkną do bliskich – do wszystkich porozrzucanych
po przestrzelonej mapie kraju.
Słowa są mocnymi kablami związków przeszczepionymi do serca
twardymi linami współistnienia.
Jak mocno wspólnie możemy kochać.
Jak mocno nienawidzić.

Słowa, które zgarniamy do plecaka
w ostatniej chwili przed wyjściem.
Słowa, których się chwytamy,
żeby utrzymać jakąkolwiek równowagę,
kiedy spod nóg wykopują ziemię jak chybotliwy taboret.
Słowa, którymi przyciskamy ziejącą ranę,
rozpłatany delikatny brzuch pewności,
jeszcze nastolatki.

Nasze słowa, twarde i wypukłe od złości,
Czarne od rozpaczy,
Jak betonowy strop dawnego schronu.
Nie ma nic bardziej nieprzemijającego.

Julia Musakowska (przełożyła Aneta Kamińska) z książki „Żelazo”, Pogranicze, Sejny, Dzhezva, Lwów, 2022.

Włodzimierz Grumet-Olszański, który razem z Natalią Jastrzębską prowadził wieczór poetycki, zorganizowali też aukcję dzieł sztuki, gdzie wystawiono udekorowane pudełko na pociski. Można było też wygrać osobistą wycieczkę do pracowni polskich i ukraińskich konserwatorów zabytków we Lwowie.

Zebrano ponad 43 000 hrywien na wsparcie medyków 79 Brygady.

Konstanty Czawaga

Tekst ukazał się w nr 2 (462), 31 stycznia – 13 lutego 2024

Przez całe życie pracuje jako reporter, jest podróżnikiem i poszukiwaczem ciekawych osobowości do reportaży i wywiadów. Skupiony głównie na tematach związanych z relacjami polsko-ukraińskimi i życiem religijnym. Zamiłowany w Huculszczyźnie i Bukowinie, gdzie ładuje swoje akumulatory.

X