Święto kościoła w Dubnie

Święto kościoła w Dubnie

Kapłani katoliccy i prawosławni Wołynia i Rowieńszczyzny, wierni, przedstawiciele władz, konsulatów Polski i Czech, delegacje miast partnerskich, przybyli do Dubna, aby wspólnie obchodzić 400-lecie założenia w tym mieście parafii kościoła św. Jana Nepomucena i 20-lecie zwrotu świątyni wiernym.

 

Obchody rozpoczęły się uroczystą Mszą św., którą celebrował ordynariusz diecezji łuckiej bp Marcjan Trofimiak. Zwracając się do obecnych zaznaczył: „Trzeba łamać bariery, bo są zbędne. Tworzymy jedno chrześcijaństwo, dlatego mamy wspólną drogę, jeden cel, jednego Odkupiciela i jedną Matkę niebiańską”.

Bp Trofimiak jest zadowolony, że dziś kościół św. Jana Nepomucena wygląda zupełnie inaczej niż przed 20. laty, gdy zwrócono go wiernym. W czasach reżimu komunistycznego na świątynię wydano wyrok. Uratowała się cudem i uniknęła tragicznego losu wielu świątyń na Zachodniej Ukrainie. Przed wojną na tych terenach było 1300 kościołów, a po jej zakończeniu – pozostało zaledwie 13. Z 1200 kapłanów ocalało tylko 8. Wydawało się, ze kościół skazany jest na wyniszczenie i nie ma żadnych szans. Fenomenem jest to, że dzięki Bożej miłości, kościół przetrwał.

„Gdy zabrakło kapłanów, nie było świątyń – nasi ojcowie i matki zastąpili je, – stwierdził biskup. – To oni przekazali nam dar wiary i tradycji. Wiara nie mieszka w najładniejszych nawet świątyniach, ona – jest w ludzkich sercach”.

Szkoła sportowa w kościele
Parafianka Maria Bożko jest jedną z tych, którzy przez całe życie chronili w sercu kaganek wiary chrześcijańskiej. Opowiada, jak matka uczyła ją modlitwy, a w najtrudniejszych czasach nie narzekała i zawsze pokładała się na Miłosierdzie Boże. Jej rodzina jest jedną z nielicznych, którym udało się uratować od pogromu przeprowadzonego przez ukraińskich nacjonalistów, mieszkańców przysiółka pod Dubnem. Ci, którzy przeżyli, prawie wszyscy wyjechali do Polski, ale Joanna Isichańska, mama Marii Bożko, pozostała. Odważna kobieta znalazła siły by żyć dalej. Te siły czerpała z wiary i tę wiarę przekazała córce Marysi. Pani Maria opowiada, że całe jej życie związane jest z kościołem św. Jana Nepomucena – tu została ochrzczona i tu poszła do Pierwszej Komunii.

„Nasza świątynia jest wyjątkowa, – twierdzi. – Jest to jedyny kościół na Ukrainie, gdzie przed 150 laty miał miejsce cud eucharystyczny, który jest zanotowany w dokumentach Watykanu. Był to okres represji carskich. Ludzie przyszli pomodlić się do kościoła, ale im nie pozwolono. Kapłan zamknął drzwi i rozpoczął nabożeństwo. Było to w czasie 40. godzinnego nabożeństwa, gdy wystawiony jest Przenajświętszy Sakrament. Raptem wierni zobaczyli promienie, idące od Hostii. Następnie w centrum Hostii zjawiła się postać Chrystusa z otwartymi ramionami, niby podtrzymującego wiernych. Ten cud trwał do końca nabożeństwa i jego świadkami było wielu ludzi”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X