Wio, huculskie koniki!

Wio, huculskie koniki! (Fot. z archiwum Werchowyński Park Narodowy)

W miejscowości Werchowyna (dawne Żabie) na Huculszczyźnie po raz pierwszy odbyła się prezentacja koni rasy huculskiej. W imprezie udział wzięli specjaliści z Polski. Prezentacja koni rasy huculskiej – popularnie zwanych „hucułami” – dotyczyła wykorzystania zwierząt w branży turystyczno-rekreacyjnej.

Organizatorem dwutygodniowego seminarium, połączonego z wystawą koni, był Werchowyński Park Narodowy, imprezę zorganizowano dzięki dofinansowaniom z Unii Europejskiej. W ramach imprezy odbyło się seminarium „Koń huculski w kulturze Karpat”. Najważniejszymi uczestnikami całej imprezy było 28 koników z okolicznych wiosek: Krzyworówni, Żabiego, Bukowca, Górnego Jasienowa i Jaworowa. Zwierzęta były oceniane przez międzynarodowe jury. Z Polski przyjechali Teresa Pracuch – dyrektor Okręgowego Związku Hodowców Koni z Krakowa, Władysław Mróz – honorowy przodownik górskiej turystyki jeździeckiej PTTK, Marek Gibała – dyrektor Okręgowego Związku Hodowców Koni w Rzeszowie i wiceprezes Międzynarodowej Federacji Konia Huculskiego, Andrzej Stasiowski, dyrektor Polskiego Związku Hodowców Koni. Imprezę zaszczyciła swoją obecnością konsul Longina Putka z Konsulatu Generalnego RP we Lwowie.

Na ekspozycji można było podziwiać prawdziwe huculskie konie: niskie, krępe, z białymi i czarnymi grzywami, krótkimi ogonami, w tradycyjnych kolorowych huculskich uprzężach. Te niewielkie koniki były po prostu wspaniałe. Tu w rezerwacie mówią, że na początku ubiegłego wieku takie konie były w obejściu każdego gospodarza. Wraz z owcami i krowami były miernikiem zamożności: im więcej zwierząt – tym bogatszy gazda. Jednak sowiecki system kołchozowy i totalne ubóstwo Hucułów na początku lat 90. doprowadziły do tego, że hucuły na terenie Ukrainy zanikły. Pozostały nieliczne farmy hodowlane w Polsce i Czechach oraz innych krajach.

Przed kilku laty w górskich okolicach zaczął działać specjalny program odrodzenia rasy. Miejscowi początkowo odnosili się do tego sceptycznie. Ale zorientowali się, że przy rozwoju turystyki takie koniki są niezbędne i przynosić będą dodatkowe dochody. Obecnie hucuły hodowane są w wielu gospodarstwach. Zadbane i dobrze utrzymane zwierzęta zademonstrowano międzynarodowym specjalistom.

(Fot. z archiwum Werchowyński Park Narodowy)– Jury oceniało, przede wszystkim, czy zwierzę odpowiada kryteriom rasy: ważny jest jego wygląd zewnętrzny – mówi wicedyrektor Rezerwatu Dmytro Stefliuk. – Nasze koniki są gniade, niskie, nie są przekarmione, są dobrze umięśnione, mają nieco rozszerzone kopyta, bujną grzywę i ogon. Niektórzy gospodarze często je przystrzygają. Nie są to koniki wymagające specjalnego pożywienia: jedzą siano, pasą się na pastwiskach. Czasami dajemy im trochę soli. O owsie jeszcze na początku ubiegłego wieku zapomniano, bo w naszych górach nie rośnie. Są to silne stworzenia, mogą przenosić duże ładunki i ostrożnie schodzić po górskich stokach. Z wagą 100-150 kg mogą spokojnie poruszać się kamienistymi górskimi ścieżkami, nawet do 100 km dziennie (!).

Po dwu-trzykrotnym przemarszu na tej samej trasie hucuł zapamiętuje trasę do domu. Konie bardzo łatwo uczą się i wykonują różne komendy. Hucuły żyją około 30 lat, a do ponad 20 zachowują zdolności rozrodcze. Niestety nadal nie ma zorganizowanej hodowli, choć ludzie chętnie kupują rasowe konie, bo pomocne są w gospodarce, a i turyści lubią jeździć na nich wierzchem. Zwierzęta są spokojne, mogą być wykorzystywane do pracy z dziećmi.

Jury, w skład którego wchodzili weterynarze, hodowcy z Polski i specjaliści od ochrony środowiska, wytypowało najlepsze zwierzęta. Pierwsze miejsce zdobyła klacz Bujana z gospodarstwa Wasyla Hryhorczuka z przysiółka Płaj koło Werchowyny-Żabiego, drugie miejsce zdobyła klacz Łyśka Natalii Hotycz z przysiółka Płaj koło Werchowyny-Żabiego i wałach Bubłyk Mychajła Sawczuka z przysiółka Młyńskie koło Górnego Jasienowa. Trzecie miejsce dostała klacz Łyśka Ołeksy Kimeńczuka z przysiółka Płaj koło Werchowyny ze źrebięciem. Gospodarze koni dostali puchary i nagrody pieniężne.

Sabina Rózycka
Tekst ukazał się w nr 12 (208) za 3-17 lipca 2014

X