Ćwierćwiecze Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej

Ćwierćwiecze Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej

Wspominając początki powołania do życia Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej chciałbym z perspektywy lat mocno podkreślić, iż była to inicjatywa oddolna, przez nikogo z zewnątrz nieinspirowana, tym bardziej przez nikogo z „zewnątrz” (jakby to określenie nie tłumaczyć!) niekierowana.

 

Tekst wspomnieniowy chciałbym zacząć od osobistych zwierzeń i refleksji o czasie złożonym – w przededniu dni, kończących dla większości z nas ówczesną wieloletnią epokę dominacji sowietyzmu i komunizmu w naszym życiu i działalności, przeplatanych wspomnieniami z epoki dzieciństwa, spędzonego w latach poprzedzających dramatyczny, straszliwy i tragiczny okres czasów wojenno-społecznych zmian, który przewrócił życie każdego z nas do góry nogami. Starsze osoby pamiętają, co i jak zmieniało się w naszym życiu w owych latach, jak zmieniano nam (bez naszej chęci i wiedzy), co jakiś czas przynależność państwową: z polskiej na sowiecko-niemiecką, z sowieckiej na „generalno-gubernatorską”, a potem, już – na długie lata – znów na sowiecką, a wreszcie życie na Ukrainie, której część obywateli jeszcze żyje pod wpływem minionej ideologii…

 

(Fot. z archiwum autora)Jedyną społeczną inspiracją była na pewno atmosfera zapoczątkowanej w 1985 r. „pieriestrojki”, po której zaczęły się wszelakie zmiany, apogeum którego stanowił rozpad imperium komunistycznego. Był to szczęśliwy zbieg okoliczności, że w owym czasie we Lwowie zaczęły powstawać inne stowarzyszenia narodowościowe o charakterze ukierunkowanym na odrodzenie własnej tożsamości narodowej, stłamszonej w poprzednich dziesięcioleciach przez ustrój totalitarny, dążący do mitycznego stworzenie jednolitej postaci „człowieka sowieckiego” o zunifikowanej ideologii, poglądach i układzie życia. Nasze stowarzyszenie stawiło się sobie zaszczytny cel przywrócenia duchowej jedności z narodem polskim, który uzyskał możliwość odrodzenia własnej państwowości „po drugiej stronie granicy” – w odróżnieniu od tej rzeczywistości, w której znaleźliśmy się my, Polacy, rozproszeni po różnych regionach Związku Sowieckiego.

 

Wracam jednak do roku 1988. Byłem wówczas długoletnim kierownikiem Katedry Kompozycji Lwowskiego Konserwatorium Państwowego (LKP) im. M.W. Łysenki, w którym w latach 1948 – 1953 studiowałem kompozycję na wydziale kompozytorskim (którego później byłem dziekanem) w klasie znakomitego lwowskiego kompozytora, dyrygenta i działacza muzycznego profesora doktora Adama Sołtysa, który po śmierci swego ojca Mieczysława w 1929 r. kontynuował jego działalność. Kompozycję kończyłem 5-częściową „Suitą Polską” na wielką orkiestrę symfoniczną. Potem bardziej udzielałem się pracy dyrygenckiej, naukowej i pedagogicznej.

W roku 1988 poznałem znanego polskiego lekarza Adama Kokodyńskiego oraz działacza Polskiego Teatru Ludowego Adolfa Wisłowskiego, z którymi zacząłem się coraz częściej spotykać. Wówczas, pod wpływem wiadomości z Wilna, gdzie utworzono Związek Polaków na Litwie oraz z Kijowa, w którym w lipcu 1988 r. – na pewno nie bez inspiracji ze strony ówczesnego Konsula PRL w Kijowie Włodzimierza Woskowskiego – powstało Polskie Stowarzyszenie Kulturalno-Oświatowe na Ukrainie (prezes Stanisław Szałacki). Był to ten ważny impuls, który uświadomił nam, że powinniśmy – gdzie jak gdzie, ale przede wszystkim we Lwowie – dążyć do założenia również tutaj stowarzyszenia, łączącego zarówno Polaków, jak i wszystkich innych, dla których kultura polska jest czymś ważnym w życiu.

 

(Fot. z archiwum autora)W Konserwatorium Lwowskim, gdzie pracowałem i które wówczas miało charakter bardziej rosyjski (ze względu na prowadzenie zajęć przez wielu nauczycieli z Leningradu i in. ośrodków), niż ukraiński, a raczej całkowicie zsowietyzowany, w którym wielu pracowników, w tym kierowników za swoją szczególną „misję” uważało usunięcie, a najlepiej – całkowite zniszczenie przez „autodafe” (spalenie) jak najwięcej świadectw przeszłości tej uczelni, której przeszłość związana była z jej poprzednikami. Gdy byłem na 1-m roku, na 3-m roku w klasie kompozycji profesora A. Sołtysa studiował Andrzej Nikodemowicz – znany później polski kompozytor. Nieco później w Konserwatorium podjęła pracę pedagogiczną pianistka Maria Tarnawiecka – uczennica wybitnego profesora Konserwatorium Moskiewskiego pianisty Henryka Neuhausa – kuzyna Karola Szymanowskiego. Była jedną z pierwszych bardzo zaangażowanych członkiń Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej, członkinią pierwszego Zarządu. Jednym z pierwszych członków TKPZL był też wykładowca Konserwatorium pianista Aleksander Koziński. We trójkę byliśmy wówczas jedynymi Polakami – wykładowcami LKP.

Nikt z nas nie przypuszczał, że w Polsce odbędzie się bezkrwawy przewrót demokratyczny, że „Solidarność” zwycięży, że runie mur berliński, że za trzy lata rozpadnie się Związek Sowiecki. Był jeszcze rok 1988. Byliśmy obywatelami ZSSR z całymi z tego wynikającymi konsekwencjami. Otoczeni i obserwowani przez wszelakie służby systemu komunistycznego. To obecnie – z perspektywy minionego czasu – wspominamy ten okres niejako z „przymrużeniem oka”. Lecz wówczas nie wiedzieliśmy – czym i jak się skończą nasze działania i dążenia do odbudowania własnej tożsamości narodowej. Sporo ryzykowaliśmy. Lecz widzieliśmy przed sobą szczytny cel. Byliśmy zauroczeni perspektywami naszych starań. I to nas inspirowało do konkretnych działań na rzecz naszej coraz bardziej topniejącej polskiej społeczności.

X