Wiek Nowy o nowych podwyżkach i innych problemach Zamek w Żółkwi już przed wojną wymagał odbudowy. NAC

Wiek Nowy o nowych podwyżkach i innych problemach

W lutym 1925 r. Wiek Nowy podał niewesołe wiadomości:

Zniesienie ulg celnych

Przedwczoraj w min. Przemysłu i handlu odbyło się pod przew. prof. Okolskiego posiedzenie komitetu celnego, będącego jak wiadomo organem doradczym rządu w sprawach celnych.

Spośród spraw przekazanych do zaopiniowania komitetowi, ożywioną dyskusję wywołał wniosek centralnego zw. kupców, poparty przez centr. zw. PPGHR. w sprawie stosowania niektórych ulg celnych. Wniosek o zniesienie ulg uchwalił komitet większością 20 głosów przeciw 2. Również bardzo znaczną większością głosów oświadczył się komitet za przyjęciem wniosku Izby handlowo-przemysłowej w Bielsku o zniesienie ulgi celnej na odzież męską i wniosku związku przemysłowców w Krakowie w sprawie zniesienia ulg na bieliznę.

Chleb chociaż drogi, to handel nim zawsze się opłacał. NAC

Nieuzasadniona podwyżka cen chleba

W sprawie artykułu naszego wczorajszego o podrożeniu cen chleba we Lwowie dowiadujemy się, że podwyżkę cen chleba i mąki uchwaliła niespodziewanie komisja cennikowa, a to w myśl żądań młynarzy i piekarzy. Podwyżka ta jest nieuzasadniona, gdyż ceny zboża mają tendencję zniżkową. Ta tendencja zaznacza się już na rynkach zagranicznych, a niebawem zawita i do nas. W obecnych czasach nędzy ogólnej szerokich mas podwyżka cen chleba, będącego główną, a dla niektórych ludzi jedyną podstawą wyżywienia, jest wprost klęską i województwo nie powinno jej żadną miarą zatwierdzić.

Bezpieczeństwo państwa zawsze było na pierwszym miejscu. Zastanawiano się o tym i wówczas.

Bezpieczeństwo Polski

Państwo nasze ma do obrony 3.634 klm. granicy, w tem 1412 klm. z Rosją, 1662 klm. z Niemcami, 410 klm. z Litwą i 150 klm. z Gdańskiem. Śmiało rzec można, że ani jeden kilometr tej granicy nie jest pewny w czasie pokoju, tem mniej – w czasie wojny.

Każde państwo chroni swoich granic. NAC

Nie wymieniamy granicy czechosłowackiej i rumuńskiej, które także wymagają pewnego zabezpieczenia, jak celnego itp. Zwłaszcza czechosłowacka granica wobec jawnego popierania przez Czechów ukraińskiej irrydenty, musi być w czasie obecnym silnie zabezpieczoną. W tych warunkach tylko silna organizacja całego społeczeństwa może zabezpieczyć obronę państwa, tem więcej dziś, gdy nasza polityka zagraniczna nie stoi jeszcze na wysokości zadania, a wewnętrzne tarcia polityczne osłabiają państwo jako jednolitą całość na zewnątrz.

Bezsprzecznie, mamy dobrą i silną armję, wybitnie zdolnych i bojowo wyszkolonych oficerów, posiadamy środki techniczne, a chociaż lotnictwo i służba chemiczna jeszcze niedomaga, to przecież siła i duch armii potrafią poniekąd wyrównać te luki. Zresztą z każdym dniem idziemy naprzód i pod względem technik i lotnictwa i gazów. Jednak liczebnie wojska nie mamy tyle, ile potrzeba na obronę takiej granicy.

Co prawda, jako państwo, zniszczone wojną, nie mamy tyle zasobów, by pozwolić sobie na większy stan wojska. Utrzymanie równowagi gospodarczej wymaga od nas raczej zmniejszenia stanu stałego kontyngentu wojska, co ostatecznie przez odpowiednie szkolenie można z łatwością przeprowadzić.

A tymczasem Lwów miastem żebraków:

Jednym z objawów nędzy obecnej szerokich mas najuboższej ludności jest wzrastająca w sposób zastraszający we Lwowie liczba żebraków i w ogóle osób żyjących z jałmużny, a nie wstydzących się stanąć pod murem kościoła i bez ogródek rękę do przechodnia wyciągnąć. Lwów pod względem ilości żebraków zajmuje drugie miejsce po Warszawie w Polsce. Na każdej nieraz ulicy, a szczególnie w śródmieściu, roi się wprost od nędzarzy, błagających przechodni o litość, a często wędrujących także po lokalach publ., restauracjach, kawiarniach i cukierniach. Niedostatek, jakieś straszne przejścia, ślady okropnych chorób, niedawno przebytych, malują się na twarzach tych nieszczęśliwych. Lecz jest także wielu takich, którzy z żebractwa uczynili sobie wcale intratne źródło dochodu. Często ludzie zdrowi, którzy mogliby jąć się uczciwej pracy, wolą żyć z bezczynnego wałęsania się po ulicach. Są tacy, którzy specjalnie się już wyspecjalizowali w tem fachu i mogliby założyć kursy fachowe niższego i wyższego stopnia dla młodszych i mniej doświadczonych. Taki nałogowy, a pozorny żebrak ma cały szereg źródeł zdobywania pieniędzy. Zaczyna się od instytucji dobroczynnych, od których jegomość w sposób natrętny domaga się pomocy i opieki, opowiadając, że np. w czasie wojny (to już dawno) był na froncie i nabawił się tam ciężkiej słabości, potem, gdy był w szpitalu, dom jego spalił się, rzeczy mu rozkradli i z posady go wydalił niesumienny chlebodawca itd. Takie opowiadania zazwyczaj wzruszają bardzo i pseudożebrak ma już pierwszy łatwy zarobiony grosz.

Wędruje z kolei do wszystkich możliwych i niemożliwych redakcji pism, gdzie przedstawia swą nędzę w jeszcze jaskrawem świetle. Wzruszony do łez redaktor ogłasza składkę i pseudożebrak znowu ma z czego żyć przez cały miesiąc.

Nie twierdzimy tu, jakoby nie było istotnie zasługujących na pomoc i na składki. Potem żebrak taki stara się o poświadczenie, że jest np. emerytem i łazi po restauracjach, skarżąc się przy stolikach na nędzę zubożałej „inteligencji”. Naturalnie i to wzrusza.

Tym sposobem żebractwo staje się odrębnem fachem i zawodem wielu jednostek. Ale jest także nędza prawdziwa, ta, która razi kalectwem, ślepotą i chorobą, a mimo to najczęściej tai się za murami zaułków suteryn i innych, nieopalonych nor… W ilościach, w których nie widzimy nędzarzy, wliczyć wespół z żebractwem ulicznem, to naprawdę ogrom nędzy w mieście objawi się w rozmiarach wprost olbrzymich. Czy nie jest tu wskazaną akcja społeczna, obmyślana na wielką skalę, a zmierzająca przede wszystkiem do skoncentrowania wszystkich żebraków w przytułkach? Tym sposobem można by łatwo stwierdzić, którzy z nich naprawdę na jałmużnę i pomoc społeczeństwa zasługują, a którzy są tylko oszustami, uprawiającymi żebractwo, jako fach intratny, a próżniaczy.

Trzeba nad tem pomyśleć poważnie, bo plaga żebractwa staje się jedną z klęsk, dręczących miasto w niesłychany sposób, a wystawiających nam bardzo, a bardzo smutne świadectwo.

Te smokingi chyba nie są mundurami urzędników Izby Skarbowej. NAC

Karnawał w pełni, ale nie zawsze jest tak wesoło – o tym felieton…

O Karnawale tegorocznym i tegoż niewesołych skutkach

Ospały i gnuśny! Śpiewa sobie mezzobasem rozkoszna Colombina i robi perskie oko do znajomego pajaca, który miał sprawić jej skromną sukienkę z „crepedesatyny” przybranej strusiemi piórami…

A pajac, zawsze smutny, ryczy wesoło, gdyż nie będzie musiał kłamać z zazdrości… A inna znowu Pierrotka rwie się w wir zabawy (mąż ma nocną służbę na koleji) może tak incognito, nim wróci, poszaleje z tym wysmukłym panem, pal diabli konwenanse. Pierrotka jest obojętną czy wróci ze służby wcześniej, ognisko rodzinne tli się zdrowo!

Cichy szelest limuzyny. Wygalonowany portier kłania się specyficznem wzgardliwem skinieniem. Panie do garderoby na lewo! Panowie na prawo. Co nigdy nie było zapięte, rozpina się. Gość jakiś z przerażeniem konstatuje brak frakowej kamizelki, ten znów wziął do gorsu różne spinki: jedna gwałtownie biała, a druga pesymistycznie czarna.

A tu komitet czeka, bada zaproszenia, studiuje fizjognomie i przekonania religijne. Szum sukienek. Cisną się do poloneza! Aranżer, jak po dawce aspiryny, nie wie co zrobić z dygnitarzami, jak ich ustawić z wieku i z urzędu. Wszyscy obrażeni. Część oficjalna skończona. Panie odmawiają panom, każda szuka dystyngowanego księcia z bajki, młodzieńcy siedzą w bufecie, jedząc dziesięć kanapek, płacąc za… jedną… Dobroczynna dama zza stołu nie śmie przemówić ze strachu… Nikt się nie przedstawia, bo komu i po co?

W programie zapowiedziane tańce swojskie. Orkiestra na galerii gra mazura w tempie pociągu błyskawicznego. W przerwach kapela salonowa w zimnem foyer dudni melodie parobków meksykańskich i apaszów z mordowni portowych, aby dalej na murzyńsko…

Dziejowisko w ósmym raju Mahometa…

Ktoś bawi się arystokratycznie, a ktoś… inaczej

Niedzielne bójki i awantury

Jak zwykle każda niedziela, tak i wczorajsza, obfitą była w różne krwawe porachunki, których epilogi miały swoje miejsca w ambulatorium pogotowia ratunkowego i w szpitalu.

I tak w znanej z awantur restauracji Dickera przy ul. Szajnochy 3 jakiś osobnik, nieznanego nazwiska, pobił halbą po głowie Stanisława Szydłowskiego, zamieszkałego przy ul. Śniadeckich 8. Doznał on trzy głębokie rany tak, że po zaopatrzeniu przez pogotowie ratunkowe musiano go przewieźć do szpitala.

W drugim wypadku teść przebił zięcia ostrym pilnikiem w szyję. Teściem jest Grzegorz Dropa z Grzybowic, a przebitym zięciem Jan Rutkowski, dozorca fabryki konserw Ruckera na Zniesieniu.

Na ul. Janowskiej u wylotu Kleparowskiej stała się awantura między Stanisławem Królem, szwagrem niedawno aresztowanego nożowca Buffiego, a inwalidą wojennym Teodorem Tadeuszem Kudelką. Król ciężko pobił Kudelkę a nawet przebił go nożem.

Większa awantura była na Persenkówce między robotnikami zakładu obróbki drzewa. Tam Józef Koźlik, Wojciech Najwert i Piotr Jaremkiewicz pobili dotkliwie maszynistę Franciszka Framasza, zadając mu głęboką ranę na głowie.

Wreszcie za awantury uliczne do aresztów policyjnych dostali się: Mikołaj Łysy, Julja Bachlej, Julian Dobosz, Lejzor Willer i Eugeniusz Grycko.

Jednolity „dress kod” jest rzeczą dobrą, nawet dla urzędników. Naturalnie, gdy za tym nie idą machlojki…

Mundury urzędnicze

Ktoś chce zarobić i to dobrze zarobić. Niedawno pojawiły się projekty nowych hełmów policyjnych, aż w trzech różnych wykonaniach, a onegdaj zajmowali się ministrowie obmyślaniem umundurowania urzędników.

Dobrze jeszcze, że na razie przynajmniej mundury te nie będą przymusowe naogół, chociaż są liczne wyjątki, w których przymus liberyjny – przepraszam: mundurowy – może być stosowany. W c. i k. Austrii, oraz w Niemczech i w c. Rosji istniał przymus mundurowy. Nawet c. k. urzędnicy austrjaccy, jakkolwiek w myśl swego tytułu nie byli urzędnikami państwa austriackiego, tylko urzędnikami cesarza austriackiego, przecież mieli wolność chodzenia w odzieży cywilnej poza służbą, a częściowo nawet i w służbie.

Toteż i liberję tę nosili tylko ludzie z wybitnemi c.k. przekonaniami, a reszta przeważająca, która miała, wśród siebie właściwie mózgi najtęższe, uważała wdzianie munduru za gwałt, zadany ich godności osobistej.

Czy dla uwydatnienia naszego ustroju państwowego i naszej konstytucyjnej wolności osobistej potrzebny jest mundur?

Może i nie, ale za to potrzebne jest, aby ktoś zarobił swoich marnych sto procent na dostawie sukna na mundury, no i potrzebne jest popieranie przemysłu krajowego.

W rubryce Kronika:

Kronika stanisławowska donosi o Elektryfikacji miasta przez lwowskich uczonych:

Obecny zarząd miasta pod energicznem kierownictwem prezesa p. Wacława Chowańca prowadzi w szybkiem tempie prace przygotowawcze dla elektryfikacji miasta. Najprawdopodobniej jeszcze w ciągu tego roku wybudowana będzie elektrownia miejska i wprowadzone oświetlenie elektryczne.

W tych dniach bawili w naszem mieście, zaproszeni jako eksperci, profesorowie politechniki lwowskiej pp. Eberman i Sokolnicki, którzy przystąpili do opracowania projektu elektryfikacji.

Każde szanujące się miasto chciało mieć oświetlenie elektryczne. NAC

A Kronika Samborska zaniepokojona jest poziomem wiedzy młodzieży

Dnia 31. stycznia br. wydano młodzieży szkolnej „Wykazy cenzur” za I. półrocze. Wynik klasyfikacji wypadł bardzo ujemnie. Procent tak zw. „dwójek” wprost przerażający. W niektórych zakładach, jak np. w P. Gimn. I. (klasyczne dawnego typu) „dwóje” wynoszą przeciętnie 58 proc.

Gdzie szukać przyczyny tak niepomyślnych rezultatów nauki? Jest tych przyczyn wiele, ale wszystkie mają swe źródło w reformatorskich eksperymentach, na glebie z należytego przygotowania wprowadzonych, któremi nasze Min. WR. OP. od początku swego istnienia gnębi biedne nasze szkolnictwo. Nie tu pole szczegółowego omawiania tych eksperymentów, ale stwierdzić należy fakt, że tak dalej być nie może. Reforma szkolnictwa nie może być dorywcza, ale należy ją wprowadzać w życie powoli, przez dłuższy czas. Tymczasem wprowadzono raptem nowe plany, ułożone przy zielonym stoliku, bez dostatecznego obmyślenia i przestudiowania, a dziś już się mówi o konieczności rewizji planów i zmiany, bo okazało się, że co jest piękne w teorii, to nie zawsze tak samo wygląda w praktyce.

To jedna przyczyna i kto wie, czy nie jedna z najmniejszych; jest jeszcze wiele innych. Np. oszczędność: ogranicza się ilość paralelek, stąd przepełnienie klas, utrudniające nauczanie w szkole, przy równoczesnej rozrzutności: tworzy się zupełnie bezpożyteczną a kosztowną instytucję „Instruktorów”. W lwowskim okręgu szkolnym jest ich już trzech, a ma być tylu, ile jest przedmiotów w programie szkół średnich.

Czy nie lepiej by było za te pieniądze utrzymywać więcej nauczycieli, aby uniknąć przepełnienia klas i przeciążenia nauczycieli godzinami nadliczbowemi?

Żółkiew natomiast stara się pozyskać pieniądze na odnowienie zamku

Kredyt na odbudowę Zamku żółkiewskiego

Na budowę gimnazjum w zamku preliminowano na rok bieżący kwotę 50.000 zł., która wobec zaległości nieumorzonej jeszcze, zdaniem znawców nie pokryje kosztów budowy. Natomiast na odbudowę skrzydła frontowego zamku na pomieszczenie starostwa nie wstawiono do budżetu ministerstwa spraw wewnętrznych żadnej kwoty.

Celem niezbędnego kontynuowania rozpoczętej odbudowy spalonego przez Moskali zamku zwróciła się delegacja a następnie zarząd miasta, do posłów tutejszych, z żądaniem interwencji poruszenia sprawy w Sejmie.

W Kąciku poetyckim Józefa Buczkówna zaprezentowała wiersz Droga życia:

Świat – otchłań fałszu, waśni, obłudy
Radość nadzieji w nas rwie.
Przebyć go trzeba przez ból i trudy,
Przez łzy i goryczy dnie.
Przez morze nikniemy wątłą skorupką,
Oddając falom jej ster,
Bo siły nasze są lichą próbką
Szaleństwu zdane na żer.
Dzisiaj promyczek nadziej błyśnie,
Jutro okryje go kir,
Złudne marzenie jak bańka pryśnie,
Wplątane w życia zły wir.
Z trudem idziemy przez cierń i głogi
W pogoni za szczęściem swem,
Bo na szczyt kręte prowadzą drogi,
Marzenie zawsze jest snem…

Została zachowana oryginalna pisownia

Opracował Krzysztof Szymański

Tekst ukazał się w nr 4 (464), 28 lutego – 13 marca 2024

X