Wiara i nadzieja na lepsze dni. Bajka wigilijna

Wiara i nadzieja na lepsze dni. Bajka wigilijna

Szarówka rozlała się po świecie przytłaczając jednych, a drugim dając sposobność wtopienia się w nijakość, ukrycia się w niej. Liczne istoty skwapliwie korzystały z tej możliwości, choć przyczyny, dla których chciały pozostać niewidoczne, były przeróżne. Ktoś był tak bardzo samotny, że wolał, by go nie zauważano – czułby się źle obdarzony czyjąś uwagą, atencją do której nie przywykł i w której upatrywałby fałszu w miejsce życzliwości. Ktoś chciał spędzić święta z dala od rodziny, która go nie rozumiała i nie akceptowała jego wyborów. Inny marzył po prostu o spokojnych wieczorach, a komuś zależało na tym, by móc w ten czas spotkać się z tym, co wydawało się, że utracił: z marzeniami. Choć dawno zagubione, wciąż były częścią życia, bo przecież to, co dla nas ważne, nigdy nie przemija.

Mag przyglądał się im wszystkim zastanawiając się, jak wiele osób zanurzonych w tej zwyczajności pozostaje niewidzialnych dla tych, którzy mogliby zmienić ich codzienność na lepszą.

– Mijają się nie wiedząc o swoim istnieniu i zdaje im się, że zostali sami na świecie. A wystarczyłoby zwolnić, zatrzymać się na moment, by dostrzec drugiego człowieka.

– A moim zdaniem na niewidocznych łatwiej wpaść! – Mikołaj otrzepał przybrudzony płaszcz. – Przed chwilą omal nie rozjechałem Anioła! Zamiast świecić przykładem poszedł w ślady tych wszystkich szarych ludzi i ukrył się pośród własnych myśli. Dostrzegłem go w ostatniej chwili! Renifery ledwo wyhamowały, prezenty rozsypały się w saniach i obawiam się, że kilka zgubiłem.

– Nie martw się, pomogę ci je pozbierać, a jeśli któregoś zabraknie…

– Nikt tego nie zauważy, bo mamy też podarki przygotowane przez gości – pocieszyła go Stara Kobieta zmierzająca w stronę domu z naręczem jemioły. Ponieważ nie rosła w ogrodzie wybrała się po nią aż nad rzekę, traktując tę wyprawę jako pretekst do odwiedzin w kilku domach. Za chwilę zaczynały się przeróżne święta i nie z każdym mieszkańcem Osady będzie miała okazję się spotkać, ale każdemu życzyła dobrze. – Spójrz, jest jemioła dla Smoka, mamy szczotkę do piór dla Anioła i jeszcze…

– Cii… Nie zdradzaj wszystkich tajemnic! Najważniejsze, że mamy siebie – upomniał Starą Kobietę Mag. Nie chciał się dowiedzieć, czego może się spodziewać. Pod tym względem pozostał dzieckiem, choć dorósł na tyle, że nie miało znaczenia, co dostanie. Ważne było tylko to, czy w paczuszce znajdą się czyjeś myśli i uśmiech, bo na nie czekał najbardziej.

**

Świece drzemiące w świeczniku stojącym na parapecie czekały na swoją kolej, za to z lichtarza na stole zaczął już kapać wosk. Spływał na biały obrus, a ten szeleścił z cicha pod wpływem jego ciepła. Nie narzekał, czekał na tę chwilę cały rok i nie zamierzał marudzić tylko dlatego, że pokryły go pierwsze plamy.

– Czy z nich też można sobie wróżyć? – chciało wiedzieć Dziecko.

Dziewczyna przyjrzała się woskowym kształtom i zobaczyła w nich śniegowe kule.

– Wszystko, co nas otacza, pokazuje nam nie tylko teraźniejszość, ale też to, co było i to, co będzie. Co widzisz? – zapytała.

– Pracę kogoś, komu tak na nas zależy, że przygotował dzisiejszą kolację. Zebranych w tym domu i cieszących się, że możemy ze sobą spędzić czas. I jeszcze słyszę przyszłą historię o tym, skąd wzięły się plamy na obrusie. Opowiem ją swoim wnukom.

– A dzieciom nie zdradzisz tej tajemnicy? – zaśmiał się Młodzieniec.

– Wnuki chętniej słuchają o tym, co działo się w dawnych czasach. Z rodzicami lepiej rozmawiać o bieżących sprawach, a gawędy o dawnych latach najpiękniej opowiadają staruszkowie.

Dobra Wróżka nie była pewna, czy powinna się obrazić, skoro przed kilkoma dniami Dziecko z takim zainteresowaniem pytało o jej wspomnienia, Smok chichotał trącając przy tym bombki ogonem. Rozdzwoniły się, rozśpiewały kolędą, zawtórowały im skrzaty siedzące wśród gałęzi choinki.

– Nadchodząca noc nie będzie cicha – uśmiechnęła się Sąsiadka.

– Oby nie była – powiedział Przyjaciel.

Jedyne ciche noce, jakie znał, były pełne smutku, żalu i tęsknoty. Te radosne zawsze są gwarne, choć nie zawsze za sprawą ludzi. Świat ma wiele do powiedzenia, tylko nie każdy potrafi go wysłuchać.

**

Za oknem szarość przeistaczała się z wolna w noc.

– W ciemności widać wyraźniej i słychać więcej. – Wiedźma stała na progu i machała Śmierci zmierzającej w Zaświaty. Pod płotem przemknął cień z przeszłości, drogą ktoś zmierzał do domu. – Mam nadzieję, że nie zabłądzi – szepnęła.

– Miej nadzieję, że czekają na niego szeroko otwarte drzwi – zaproponował Wędrowiec. – Często trafiamy pod właściwy adres, ale nie ma tam nikogo, kto chciałby nas powitać.

– Bywa, że nie jesteśmy gotowi by wpuścić kogoś do swojego życia.

– Masz rację, ale zawsze można kogoś wyprosić, a zaprosić po raz drugi nie jest tak łatwo. Czy nie lepiej, by nasz gość zaczekał, aż zaparzy się herbata i upiecze ciasto, zamiast martwić się, że w danej chwili nie możemy mu podać nic pysznego?

– Skoro mowa o smakołykach… Chyba powinniśmy już zasiadać do stołu? – wtrącił się Kot. – Czekamy jeszcze na kogoś?

– Każdy z nas czeka – odpowiedziała Wiedźma.

Nie dodała, że na kogoś, kogo się kocha, na człowieka, którego dopiero będzie można pokochać, na przyjaciół, którzy wyciągną pomocną dłoń. Na tego, kto sprawi, że się uśmiechniemy, że będziemy chcieli zmienić wszystko na lepsze. Na dziecko, siostrę, która przestała się gniewać, ojca, który powie „przepraszam”, znajomą sprzed lat. Na przewodnika po krętych ścieżkach życia, nauczyciela, powiernika, mistrza, zbawcę. Na tych, co zaginęli, tych co odeszli, na ludzi, którzy zniknęli pewnego dnia, bo rozmowa okazała się zbyt wielkim wyzwaniem. Tego Wiedźma nie musiała tłumaczyć, dla Kota wszystko było jasne.

On też wypatrywał śladów pozostawionych w poprzednich życiach, wsłuchiwał się w głosy, które zdawało się, że zamilkły na wieki, a jednak wracały w jego snach, myślach, w szeptach wiatru, pomrukach starych drzew. Doskonale wiedział, że brak jest jedynie złudzeniem, nieumiejętnością zrozumienia, że wszystko, co kochamy, zostaje z nami na wieki.

**

Anioł zdmuchnął z peleryny zabłąkaną gwiazdę i cichutko wszedł do domu. Zanurzył się w zapachu pierników, uśmiechnął na widok barszczu, ucieszył z pierogów. Choinka mrugnęła do niego ukruszoną bombką, tą najstarszą, pamiętającą wiele świąt. W odpowiedzi obdarzył ją uśmiechem, który potrafi sklejać nie tylko popękane serca.

Gdzieś daleko i blisko rodziła się Miłość, a pomiędzy gośćmi szybowały dobre słowa, życzenia przesłane przez Karpia z rodziną, dźwięczały dzwonki wielu sań, bo przecież każdy był dzisiaj mikołajem.

– Och, zapodziałem prezent dla ciebie! – Ten jedyny, wyjątkowy Mikołaj poczerwieniał i próbował przeprosić Wiedźmę za to, że niczego dla niej nie ma, ale nie czuła się urażona.

– Nie szkodzi – śmiała się. – Pewnie komuś był bardziej potrzebny. Czymkolwiek był, niech przyniesie radość temu, kto go znalazł – wypowiedziała życzenie, przekonana, że wszystko, co jest nam przeznaczone, i tak do nas trafia.

Ona miała dziś wszystko. W tym wiarę i nadzieję na lepsze dni.

Agnieszka Sawicz

Tekst ukazał się w nr 23 (459), 17 – 30 grudnia 2024

Prof. dr hab. Agnieszka Sawicz pracuje na Wydziale Historycznym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, a z Kurierem Galicyjskim współpracuje od 2009 r. Zajmuje się historią współczesnej Ukrainy, polityką rosyjską i z pasją śledzi wszelkie fałszywe informacje. Lubi irlandzką muzykę, gorzką czekoladę i górskie wyprawy. Od 2013 r. jest też etatową wiedźmą, autorką ukazujących się w wirtualnej przestrzeni „Zapisków Wiedźmy”.

X