Weterani?

Weterani? Dodatek nadzwyczajny „Życia Warszawy", który ukazał się 9 maja 1945 roku

Już zaraz na ulicach wielu rosyjskich, białoruskich i ukraińskich miast pojawią się starsze panie i panowie (przeważnie ci ostatni) z orderami i medalami na piersiach. Cóż – 9 maja! Przez dziesięciolecia tak w ZSRR jak i w krajach tzw. „demokracji ludowych” było to jedno z najważniejszych „świąt”. Defilady i „prężenie muskułów”, grochówka z kuchni polowych, projekcje filmów, spotkania z kombatantami, transparenty, „pieśni o chwale”. Tak było! Teraz tak już jest nie wszędzie!

Od schematu „9 maja” i od „radości ze zwycięstwa” odeszło wiele państw – wszystkie „demokracje ludowe” i wiele innych powstałych po rozpadzie ZSRR. Postanowiły one nie tylko świętować razem z „resztą świata” (czyli 8 maja) ale także świętować inaczej – raczej dzień zadumy nad grobami ofiar i wspominania bohaterów, jak demonstrowanie radości (z mściwą satysfakcją w podtekście) i wojskowej siły. Nie czas i miejsce by się o tym rozpisywać i dlatego krótko – państwa które się na to zdecydowały miały istotne powody by tak zarówno datę „9 maja” jak i rozumienie „zwycięstwa” potraktować.

Jednakże dla wielu innych – przede wszystkim dla Federacji Rosyjskiej – dzień 9 maja jest nadal dniem świętowania „zwycięstwa nad faszyzmem” i „zwycięstwa w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej” (cokolwiek to ostatnie by miało znaczyć). Dlaczego świętują 9, a nie 8 maja – tak jak w „całej reszcie świata”? Pisałem o tym z którymś z poprzednich felietonów – to skutek uporu Stalina żeby czas wszystkich wydarzeń synchronizować i zapisywać zgodnie z czasem moskiewskim, a nie „europejskim”. Jednym słowem, dwugodzinna różnica pomiędzy tymi czasami sprawiła, że Związek Radziecki (a teraz Federacja Rosyjska) uważał i uważa nadal, że akt bezwarunkowej kapitulacji III Rzeszy został podpisany w Poczdamie nie 8 maja o godz. 23:40, ale 9 maja o godz. 01:40.

Dlaczego trochę lekceważę i jakie zgłaszam pretensje do wspomnianego pojęcia „Wielkiej Wojny Ojczyźnianej”? Ano dlatego, że pojęcie to jest pojęciem „sztucznym”, tworem stalinowskiej propagandy usiłującym „wydzielić” radziecko-niemiecką wojnę z II wojny światowej i ograniczyć ją do lat 1941–1945. Po cóż tak? Ano po to, by zamaskować, ukryć, „wykasować” to, że ZSRR uczestniczył w II wojnie światowej niemal od samego jej początku, tyle że w latach 1939–1941 był sojusznikiem II Rzeszy. Znowu – nie o tym teraz i dzisiaj. Wszystkich zainteresowanych dyskusją na ten temat na „kawę po drohobycku” zapraszam.

Starsze panie, starsi panowie, mundury, ordery, medale, „wstążki św. Jerzego”, wieńce na grobach Nieznanego Żołnierza, „sztandary zwycięstwa” (flagi ZSRR), demonstracje, przemówienia. Jednym słowem – propaganda i masówki tak jak za radzieckich czasów. Oczywiście w Moskwie – „Defilada Zwycięstwa”. Prawda, z powodu epidemii może ona zostać „przesunięta” i w tym roku (w 2020 tak się stało), ale na jej zupełne obwołanie specjalnie bym nie liczył. Także nie liczyłbym na zmianę stylu „świętowania” w Rosyjskiej Federacji. „Dzień Zwycięstwa” jest częścią propagandowego spadku który Federacja odziedziczyła po ZSRR, który ochoczo przyjęła i który stał się w niej jednym z „kamieni węgielnych” mitologii „rosyjskiego świata”.

Znowu – to „temat-rzeka”. Nie jestem w stanie opisać w krótkim tekście tego wszystkiego co z dniem 9 maja w rosyjskiej mitologii jest związane, opisać wyczerpująco, opisać obiektywnie. Dlatego pozwolę sobie skoncentrować się tylko na tym od czego począłem – starsze panie, starsi panowie, mundury, ordery, medale. Nie! Ja się ich absolutnie „nie czepiam”! Jednak, że niezależnie od wszystkiego (o tym „wszystkim” będzie jeszcze) trzeba mieć świadomość tego, że każdy kto 9 maja wychodzi na ulice rosyjskich (i innych) miast obwieszony orderami i medalami staje się (w sposób zamierzony czy mimowolny) elementem rosyjskiej propagandy. Tak jest i tyle! Teraz o „wszystkim”…

Prawda, taka sytuacja (propaganda) to po trochu też część owego „radzieckiego spadku”, jednakże nie do końca! Współczesna rosyjska propaganda współczesnego rosyjskiego imperializmu, artykułująca przeróżne pretensje do całej Europy, mieniąca się głównym (jeśli nie jedynym) pogromcą Hitlera, przekonująca, że za cenę wielkich ofiar przyniosła wolność narodom Europy (szczególnie tej środkowo-wschodniej) i uważająca, że ZSRR przez dziesięciolecia zabezpieczał i finansował dobrobyt „wyzwolonych państw”, właśnie te medale i ordery, właśnie tych kombatantów dla uzasadniania swych pretensji używa. W jej rozumieniu nie są oni już konkretnymi ludźmi ze swymi losami, nie są weteranami strasznej wojny – są „żywymi dowodami” zwycięstwa ZSRR, przypomnieniem o oczekiwanej od świata wdzięczności. O tej oczekiwanej wdzięczności Federacja Rosyjska często wspomina i to nie tylko w jej moralnym wymiarze. Dlatego, chociaż takie traktowanie kombatantów i ich nagród (jako ikon i dowodów „zwycięstwa”) niewątpliwie jest poradzieckim spadkiem, to jest nadal niezwykle użyteczne. Wątpiącym w powyższe proponuję przeczytać/wysłuchać/obejrzeć wystąpienia rosyjskich polityków podczas jakichkolwiek „obchodów” dnia 9 maja właśnie!

Starsze panie, starsi panowie, mundury, ordery, medale – jak z tym jest naprawdę? Ano, jest z tym tak jak ze wszystkim w czym „macza palce” propaganda, czyli to nie do końca jest tak jakby się być wydawało. Punkt pierwszy to wiek i liczba weteranów II wojny światowej. Jako, że żyjemy w 2021 roku, a II wojna światowa zakończyła się w roku 1945 to znaczy, że ktoś kto się urodził w maju 1945 roku ma dzisiaj 76 lat. Dalej! Maksymalnie korzystnie (dla rozpatrywanego przypadku licząc), załóżmy, że ktoś trafił na front w marcu 1945 roku mając lat 16 (komisje poborowe, szczególnie na terenach „wyzwolonej” Ukrainy bardzo często nie zważały na wiek poborowych i wcielały do Armii Czerwonej chłopców poniżej 18 roku życia) to rachunek jest prosty 76 + 16 = 92 (!). Czyli jednoznacznie (dla rachunku przyjąłem wartości „najkorzystniejsze dla” rozpatrywanego problemu) nikt, kto jest młodszy niż lat 92 – WETERANEM II WOJNY ŚWIATOWEJ NIE JEST!

Nie wiem jak czytelnicy przezacnego Kuriera, ale ja, każdego roku obserwując trybuny z „weteranami” (na Placu Czerwonym w Moskwie) widzę tam tłum „weteranów” – przynajmniej kilkudziesięciu. W tym od 3 do 5 odpowiadających podanym powyżej kryteriom wiekowym. Wniosek? Reszta z tych „dostojnych i odznaczonych”, na frontach II wojny światowej wojować nie mogła! To są „dęci” weterani, przypisujący sobie zasługi, a często i ordery (o tym za chwilę). Czy odpowiednie służby Rosyjskiej Federacji zdają sobie sprawę z tego, że wpuszczają na „kremlowskie trybuny” tłum uzurpatorów i przebierańców? Sądzę, że tak! Tolerują one taki stan rzeczy, bo jest on propagandowo użyteczny. Użyteczny w wewnętrznej i zewnętrznej polityce. Jest częścią obrazu zwycięskiego, acz niedocenionego kraju, któremu niewdzięczny świat odmawia szacunku i rekompensaty…

Żeby się nie sprzeniewierzyć uczciwości trzeba zaznaczyć, że nieliczni prawdziwi radzieccy /rosyjscy/ ukraińscy/ białoruscy/uzbeccy… weterani jeszcze żyją. Trzeba też przyznać, że bardzo nieliczni z tych nielicznych znajdują jeszcze w sobie tyle siły by (prawda, przy pomocy władz) pojawić się na „kremlowskiej trybunie” lub wyjść na ulice swoich miast. Jednakże przytłaczająca większość weteranów to starzy, schorowani, biedni i często zapomniani ludzie, którzy dożywają swych dni (przypominam – 92 lata!) i którzy mają ograniczony (z różnych przyczyn) kontakt z otoczeniem. Kilka lat temu jedna z ukraińskich stacji telewizyjnych wyemitowała film o 96 letnim weteranie mieszkającym w Odessie, który co prawda z domu już nie wychodzi, ale 9 maja mundur i odznaczenia ubiera i pojawia się na balkonie. Bo to jest jego dzień!

Ja jego rozumiem! Postaram się wyjaśnić. Chłopak, lat 18. Najpierw przymusowo ewakuowany, następnie zmobilizowany (też przymusowo) do Armii Czerwonej. Wojna. Po wojnie – demobilizacja, głód, życie w „komunalnym mieszkaniu”, praca „za kopiejki”. Jest też gorszy wariant – kołchoz, brak paszportu i „trudodni”. Ci, którzy pamiętają ZSRR będą wiedzieli o czym piszę! Do tego – cały czas – strach. Stalin, Chruszczow, Breżniew i cała reszta ukradli mu życie. Teraz – wegetacja za śmieszną emeryturę, starość, choroby i zapomnienie. Wszystko co mu zostało – to ten mundur i odznaczenia. Jeden dzień w roku w którym o nim pamiętają, w którym może stać się znowu do czegoś potrzebny – to 9 maja. Dlatego ze smutkiem w sercu piszę – ja jego rozumiem! Nie, nie proszę o litość, o zrozumienie proszę!

To zrozumienie wcale nie przeczy temu co napisałem uprzednio. Ten samotny staruszek z Odessy też służy jako instrument rosyjskiej propagandy! Tyle, że czyni to nieświadomie, nieumyślnie. Tyle, że jest uczciwy i nie przypisuje sobie nienależnych zasług, nie wiesza niezasłużonych orderów. Tyle, że radziecka/rosyjska propaganda nawet te ostatnie chwile radości mu zatruła, wykorzystując instrumentalnie jego pragnienie uznania i uwagi. Tyle, że on już niewiele razy na ten balkon wyjdzie…

Dlatego uważam, że krytyka jego i jemu podobnych babć i dziadków jest bez sensu. Po pierwsze – pisałem – jest ich niewielu. Po drugie – „konia z rzędem” temu, kto zdoła wyjaśnić 92 letniej staruszce lub staruszkowi (którzy przeżyli całe swe świadome życie w realiach ZSRR) złożoność i nieetyczność dzisiejszej imperialnej rosyjskiej polityki.

Uważam za bezsensowne i haniebne to, że gdy ci staruszkowie ubiorą swoje mundury, przyczepią odznaczenia i 9 maja wyjdą (często tylko ten jeden raz w roku) ze swych mieszkań na ulice, niektórzy obrzucają ich obelgami, zrywają ich medale, szydzą z nich, obrażają. Tak – wiem! Związek Radziecki odpowiada za zbrodnie, zniewolenie, płacz i nieszczęścia wielu narodów i ludzi. Jednakże ci ponad dziewięćdziesięcioletni weterani – mimo tego, że współcześnie są wykorzystywani przez rosyjską propagandę – są także tegoż Związku Radzieckiego ofiarami. Wykreślenie ich, wykasowanie, zamknięcie w domach – zmuszenie ich do pozostania w ukryciu? Cóż…

Po pierwsze, jeszcze kilka lat i nie będzie już kogoś zmuszać. Po drugie, wizerunkowy koszt wszelkich działań przeciwko tym (prawdziwym – zaznaczam) weteranom jest niewspółmierny do rezultatów. Po trzecie, lepiej energię i siły użyte w tych akcjach skierować na wyjaśnienie młodemu pokoleniu kim są ci dziwni staruszkowie obwieszeni medalami, jak im ukradziono życie i jak smutny jest ich los. Także na wyjaśnienie tego, jak oni są wykorzystywani przez propagandę „rosyjskiego świata”.

Wreszcie o „perełce programu”, czyli o „weteranach” w wieku lat 80 i młodszych oraz o „operetkowych orderach”! To w jakim wieku powinien być prawdziwy weteran II wojny światowej już napisałem. Dziewięćdziesiąt dwa lata i tyle! Dlatego każdy sześćdziesięcioletni (i nieco starszy) pan obwieszony orderami, czy wypomadowana pani „pod siedemdziesiątkę” prężąca swój „wytapetowany” nagrodami biust – powtarzam – NIE MOŻE BYĆ WETERANEM II WOJNY ŚWIATOWEJ!!!

Jest jednak pewien niuans – były tzw. „córki i synowie pułków”. Jednak było ich tak niewielu (od 1941 do 1945 – 3.500), że (uwzględniając długość okresu branego pod uwagę, rozmiary Armii Czerwonej oraz straty wśród tych dzieci) nie mogą oni stanowić istotnej części żyjących dzisiaj rzeczywistych weteranów. Do tego, jeśli nawet założyć, iż któryś z pułków Armii Czerwonej „przygarnął” takiego dzieciaka, to mógł to zrobić najpóźniej wiosną – latem 1944 roku, a może nawet tylko wiosną (kiedy Armia Czerwona znajdowała się jeszcze w głębi terytorium ZSRR). Jeśli takie dziecko miało wtedy, powiedzmy, lat 10 (zazwyczaj było to 12–15 lat) to nieubłagalna matematyka prowadzi do wniosku, że owo „dziecko pułku” ma dzisiaj lat 87. Szczerze mówiąc – przynajmniej w kategoriach zdrowia, sił i aktywności – pomiędzy wiekiem 87 i 92 lat niewielka jest różnica. Tak więc „sprawa dzieci pułków” wniosków (wiek weteranów) zmienić nie może.

Jest jeszcze inna sprawa – tych, którzy już po II wojnie światowej zwalczali antykomunistyczne podziemie w Polsce, Litwie, Ukrainie, Łotwie, Białorusi… W niektórych krajach likwidacja podziemia trwała aż do połowy lat 60. Odpowiednio „dzielni żołnierze” organów wszelakich mogą być odpowiednio młodsi i, a jakże, oni też, mimo że nawet jednego dnia na froncie nie służyli, uważają się za wojennych kombatantów. To temat na odrębny tekst, dlatego napiszę krótko – to zarówno manipulacja jak i nadużycie.

Jeszcze inne. W obliczu nieuchronnego przerzedzania szeregów weteranów i coraz bardziej oczywistych mistyfikacji (np. marsz 60-letnich weteranów II wojny światowej), rosyjska propaganda zdecydowała się zastosować niewiarogodny „chwyt”. Otóż w Rosyjskiej Federacji pojawiła się idea „nieśmiertelnego pułku” i „przekazywania pałeczki” przez wymierające pokolenie weteranów – młodszym pokoleniom. To nawet nie idea – to ideologia cała! W pierwszym momencie wszystko wydaje się w niej logiczne – kolejne pokolenia przejmują, jedne od drugich, tradycję. Tyle tylko, że w tym „procesie” nie o samą tradycję chodzi. Sprawa w tym, że w tej ideologii ci niby kolejni uczestnicy „sztafety” przejmują także prawo świadczenia swą osobą o przeszłości. To coś jakby „wchodzili w skóry” swoich przodków, „wchłaniali” ich osobowości. Tyleż to nielogiczne i niemożliwe, co straszne. Także zabawne – gdyż te „nieśmiertelne pulki” złożone z sześćdziesięcioletnich i młodszych ludzi zachowują się tak, jakby one rzeczywiście wojowały i jakby ich „żołnierze” mieli wszelkie wynikające z tego prawa. Totalny bezsens! To tak, jak gdyby wnuczek który dotknął munduru żołnierza, który walczył pod Stalingradem, żądał „przelania” na niego tegoż żołnierza chwały! Tyle o wieku i liczbie.

Odznaczenia! Przyznaję, lubię oglądać „zbliżenia” z trybun „parad zwycięstwa”! Wtedy dokładnie i spokojnie mogę przeanalizować co to tam na piersi „weterana” wisi. Od razu oświadczam – nie mam żadnych uwag do sierżanta, ponad dziewięćdziesięcioletniego starszyny (starszy sierżant), zgarbionego pod ciężarem Orderu Chwały, Medalu za Odwagę i Orderu Wojny Ojczyźnianej. Nawet jak jeszcze ma jedną czy dwie Czerwone Gwiazdy i Order Czerwonego Sztandaru – też „bez uwag”. Problemy i całkiem niezła zabawa zaczyna się wtedy, gdy u któregoś z weteranów zarówno wiek, jak i „posiadane” przez niego nagrody są jednoznacznie „dęte”!

Przyznaję, żeby zorientować się w tym, że „coś z tymi orderami jest nie w porządku” trzeba dysponować dosyć specyficzną wiedzą. Trzeba znać zarówno system nagród ZSRR (ordery i medale) jak i zasady przyznawania tych nagród. Daleko nie każdego to interesuje, daleko nie każdy zechce poświęcić czas i wysiłki by podobną wiedzę wyszukać i posiąść. Na to właśnie liczą owi „dęci” weterani ze swoimi „dętymi” nagrodami. Przyczepiają więc sobie na biusty przeróżne „ordery” z niemal stuprocentową pewnością, że nikt nie zauważy fałszu. Wybrałem tylko dwa przypadki z wielu, z którymi „miałem sprawę”, ale zaznaczam – podobnych są setki (jeśli nie tysiące).

Pierwszy z nich – popularny w internecie – to fałszywi kawalerowie Orderu „Zwycięstwo”. Każdego roku w relacjach z Placu Czerwonego w Moskwie (i nie tylko w nich) można zauważyć persony paradujące z Orderem „Zwycięstwo” na piersi. To bardzo efektowny order – duża gwiazda ze złota i platyny inkrustowana rubinami i brylantami. Ze względu na bardzo wysoki koszt wykonania tego Orderu oraz wielki prestiż, którym miał się cieszyć, przy jego ustanowieniu zdecydowano, że zostanie on przyznany jedynie 30 razy. Po śmierci każdego z nagrodzonych, oryginał będzie wracał „do państwa” (czytaj – Ministerstwa Obrony). W sumie – wykonano 22 Ordery. Dwóch nikomu nie wręczono. Pozostałe otrzymało 17 osób (w tym trzy dwukrotnie). Jeden przyznany order odebrano (Breżniew). Ostatni z 17 nagrodzonych – król Rumunii – zmarł w 2017 roku. Tyle na temat Orderu „Zwycięstwo”. Tymczasem każdego roku „w okolicach” 9 maja można zobaczyć od jednego do kilku „kawalerów” tego Orderu. Oczywiście to nie złoto, platyna, rubiny i diamenty, ale kto to odróżni? Dookoła „odznaczonych”, zazwyczaj tłum gapiów, kamery, aparaty fotograficzne. Oczywiste fałszerstwo – nikt nie reaguje…

Inna historia. Portal internetowy i wywiad (tekst, zdjęcie, nie video) z siedemdziesięcioletnim (tak „na oko”) kapitanem w lotniczym mundurze. Opowiada jak to „jego pułk nad „Berlinem latał”. Przyznaję, kapitan starannie unika słowa „ja” – o pułku mówi. Tym samym, stosując presumpcję niewinności, do wieku i kombatanctwa kapitana „przyczepić się” trudno. Jeden szczegół – na piersi kapitana widnieje Order Suworowa II klasy! No niemożliwe! Po pierwsze to taki Order mogli otrzymać: d-ca korpusu, brygady, dywizji, jego zastępca albo szef sztabu. Nawet na wojnie to nie są kapitańskie funkcje! Po drugie – Order Suworowa II klasy otrzymało mniej niż 3.000 osób. Wszyscy znani z imienia i nazwiska. Zadałem sobie trud – sprawdziłem. Nazwiska kapitana tam nie znalazłem. Znowu – podobnych przypadków są tysiące.

Kończąc o fałszywych orderach, o jeszcze jednym zjawisku chcę napisać. Nazywam je „retuszem”. Otóż jakaś organizacja – np. partia polityczna – bierze jakiś powszechnie znany i szanowany w czasach wojny order – niech będzie, że Order Czerwonego Sztandaru – i zmienia w nim mało widoczny szczegół – np. w miejsce prawie niewidocznego napisu „ZSRR” (CCCP) wstawia jakiś podobny wizualnie skrót. Po takim zabiegu – sztampuje podobnych orderów setki (jeśli nie tysiące). Formalnie – bez zarzutu! To nie jest przestępstwo! Tak więc jest to „wewnątrzpartyjna” nagroda tyle, że już z odległości kilku kroków nie do odróżnienia od Orderu Czerwonego Sztandaru. Tak robi w Rosji wielu. Podobne „nagrody” też wielu nosi. Nawet do Złotej Gwiazdy Bohatera Związku Radzieckiego dodano (na czerwonej baretce) złotą gałązkę laurową i… już!

Stosunek do 9 maja i tego co „dookoła” tego dnia się dzieje, jest problemem i jest to problem istotny – szczególnie dla Ukrainy. Ukraina walczy, Ukraina krwawi, Ukraina trwa. Jednocześnie każdego 9 maja na ukraińskich ulicach pojawiają się weterani i „weterani” II wojny światowej. Tacy sami jak w Moskwie i Rostowie. Jak odróżnić weteranów od „weteranów”? Jak traktować tych pierwszych, a jak tych drugich? Jak się „nie pogubić” gdy Moskwa „rzuca” miliony (jeśli nie miliardy) rubli na „świętowanie” 9 maja w Rosji i nie tylko w Rosji? Co począć z tym, że dla prorosyjskich sił na Ukrainie 9 maja to wyśmienita okazja do wszelakich demonstracji? „Dęci” weterani, transparenty, znicze, wieńce, przemówienia, czerwone flagi… Ukraińcy reagują na to bardzo różnie – czasami przesadnie i niezbyt rozsądnie. Rosyjska propaganda z utęsknieniem na takie właśnie reakcje czeka.

Problem 9 maja – świętowania, zwycięstwa, Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, weteranów, orderów i medali, demonstracji, defilad, propagandy, polityki historycznej, historycznego szantażu, imperialnych kompleksów i mocarstwowych ambicji Rosji oraz manipulacji i kłamstw z tym związanych jest bardziej niż skomplikowany (delikatnie mówiąc). Świadczy o tym chociażby to, że aby go „celnie” opisać, byłem zmuszony wymienić aż tyle składowych. Skoro zaś tak – tak jak każdy skomplikowany problem – wymaga on spokojnego przemyślenia, posiadania wiedzy, używania zdrowego rozsądku i przejawiania chęci jego rozwiązania. Inaczej nie sposób zbliżyć się do obiektywnej oceny. Inaczej nie da się problemu rozwiązać, remedium wymyśleć, właściwych metod użyć, zmanipulować się nie dać, prawdę obronić, niebezpieczeństwa uniknąć…

Artur Deska

Tekst ukazał się w nr 8 (372), 30 kwietnia – 13 maja 2021

Artur Ryszard Deska (1964). Niemłody i brodaty wielbiciel fajki, dobrych książek, filozofii oraz historii. Poeta. Pasjonat zdrowego rozsądku i bezkompromisowy krytyk panoszących sie i rozdętych: relatywizmu tudzież poprawności politycznej. Jesienią 2003 roku, po kolejnym kryzysie (nadciśnienie, serce i cukrzyca) postanowił „dożyć swoich dni inaczej” – złożył w kościele „śluby prywatne”, wyjechał z Polski, osiadł w Drohobyczu i zajął się działalnością charytatywną. Od listopada 2003 roku zastępca Dyrektora Caritas Samborsko-Drohobyckiej Diecezji UGKC. Założyciel i wieloletni Dyrektor Centrum Wolontariatu Caritas w Drohobyczu. „Ojciec” i wychowawca wielu pokoleń wolontariuszy. Współzałożyciel Ukraińskiej Grupy Humanitarnej. Od 2014 roku – opiekun „drohobyckiej” wspólnoty Tatarów krymskich. Mimo cyklicznie powtarzanych i apokaliptycznych diagnoz lekarzy – wciąż żyje i walczy. Motto: „Bóg kocha wariatów...”.

X