Wakacje w Warszawie dla małych kresowian

Z autobusu wysypuje się roześmiana, choć trochę onieśmielona gromadka czterdzieściorga dzieci z Żółkwi koło Lwowa.

Jest 1 sierpnia, godz. 20:30, Warszawa Zachodnia, stanowisko 10… Zaczyna się wspaniała przygoda, która na długo pozostanie w pamięci uczestników i organizatorów.

Mali koloniści poprawiali swoje umiejętności językowe i poznawali naszą kulturę – my uczyliśmy się czegoś jeszcze ważniejszego: przeżywania radości z każdej chwili i dziecięcej bezpośredniości.

Wszyscy nasi goście byli uczniami Polskiej szkoły Dominikanek w Żółkwi, jednak każdy z nich to oddzielna historia i inny bagaż doświadczeń i przeżyć. Codziennie rano i wieczorem biuro poselskie Zbigniewa Gryglasa przy ul. Brackiej zmieniało się w coś na kształt przedszkola połączonego z placem zabaw i szkołą artystyczną.

Wyróżniały się zawsze i wszędzie bliźniaczki Tatiana i Wita Kohut. Dziewięcioletnie dziewczynki robiły wrażenie niezwykle elokwentnych jak na swój wiek.

– Basen bardzo mi się podobał. Uczyli nas pływać. Było niesamowicie! No i Muzeum Powstania Warszawskiego. Jeszcze raz chcę tam pójść… – opowiada Wita, której w pół słowa przeryła siostra: – A dla mnie park linowy. Udało mi się przejść całą trasę, chociaż było strasznie, a Wita nie poszła, przestraszyła się. A jeszcze zakupy… Kupiłyśmy plecaczki oraz inne rzeczy do szkoły.
To mówiąc Tatiana odwraca się, by pochwalić się swoim plecakiem. Marzeniem dziewczynek jest zostać nauczycielkami języka polskiego.

Jedynym chłopakiem, który walczył w finale turnieju wiedzy o Warszawie, był Witalij Nesmacznyj. Już dziś myśli o tym, by w przyszłości studiować w Polsce. Ponieważ bardzo lubi historię, najważniejszym punktem programu była dla niego wizyta na Zamku Królewskim.

Najstarsze dzieci pełniły nierzadko rolę opiekunów, pomagając prowadzącym wycieczki i organizatorom. Wśród nich był Taras Wołoszko:– Dla mnie bardzo ważne jest to, że miałem możliwość poznać nowych ludzi, wspaniałych ludzi. Mogę śmiało powiedzieć, że mam w Warszawie znajomych, od których dostałem zawsze aktualne zaproszenie na gościnę, a oni zostali zaproszeni do Lwowa. Bardzo zaprzyjaźniliśmy się z synami pana Zbyszka… Co dotyczy przyszłości, to jestem pewien tego, że chcę studiować za granicą.

Marta Tatianenko, która zaczęła naukę w szkole wcześniej, niż przewiduje to ukraiński system edukacji, rozpoczęła już studia na Lwowskiej Politechnice. Chce kiedyś zostać znanym architektem. Po polsku mówi od dziecka.

Liza Sklifus pochodzi z Ługańska ze wschodniej Ukrainy, z którego jej rodzina w związku z trwającą wojną zmuszona była uciec. Goszczący dziewczynkę Polacy zauważyli, że na nagły hałas wywołany na przykład pracami budowlanymi reaguje kuleniem się i płaczem… Jednak na co dzień nie chce opowiadać o swoich przeżyciach i bawi się z innymi dziećmi. – Jestem bardzo zadowolona z wyjazdu – mówi. – Bardzo mi się spodobał basen, Zamek Królewski i Pałac w Wilanowie. Już powiedziałam mamie, że chcę studiować w Polsce!

Różne były doświadczenia życiowe każdego z dzieci. Miejmy nadzieję, że w przyszłości staną się ambasadorami polskości na Ukrainie. Może część z nich odegra ważną rolę w procesie pojednania tak niegdyś ze sobą związanych narodów…

A na razie znowu Warszawa Zachodnia, stanowisko 10… Łzy i uściski na pożegnanie. A gdzieś w tle znana przedwojenna piosenka „Tylko we Lwowie”.

Natalia Mychajłowska
Tekst ukazał się w nr 18 (262) 30 września – 13 października 2016

X