W odwiedziny do „Królowej Pokucia”

Przez Podkarpacie przeszła XII Międzynarodowa Pielgrzymka Różańcowa

Ponad 40 tys. pielgrzymów z całej Ukrainy, Europy i Ameryki uczestniczyło w XII Międzynarodowej Pielgrzymce Różańcowej, której centrum było we wsi Pogonia koło Stanisławowa.

– Pielgrzymki zawsze odbywają się w październiku w różnych miastach i wsiach Ukrainy, tam, gdzie są cudowne obrazy Bogarodzicy – mówi Łesia Tkacziw, należąca do organizatorów pielgrzymki i Lwowskiego Towarzystwa Misyjnego im. św. Cyryla i Metodego. – Na terenach Ziemi Stanisławowskiej jest to już piąta pielgrzymka.

– Organizatorem ruchu o nazwie Międzynarodowa Pielgrzymka Różańcowa był pobożny Niemiec Maria de Wolf, który niestety już nie żyje – kontynuuje Łesia, ustawiając wazony z aksamitkami przed główną sceną, na której za chwilę rozpoczną swe występy młodzieżowe zespoły chrześcijańskie. – W połowie lat 90. Wolf przywiózł na Ukrainę milion drewnianych różańców. I jeżeli uważnie się przyjrzymy pielgrzymom, to zobaczymy, że wielu z nich trzyma w ręku ciemnobrązowe i wiśniowe różańce „wolfowskie”. On bardzo chciał, żeby takie pielgrzymki odbywały się stale, dlatego też przeznaczał środki na ten cel. Aktualnie organizacja pielgrzymek odbywa się dzięki wsparciu ofiarodawców.

– Wybór miejsca pielgrzymki – to nie przypadek – żywo opowiada grupie pielgrzymów o. Nikodem Guraluk, proboszcz miejscowego klasztoru pw. Uśpienia (Wniebowzięcia) NMP. Pierwsze wzmianki na piśmie o naszym obrazie można odnaleźć w starych księgach klasztornych, pochodzących z XVII wieku. Z powodu tego, że po modlitwie przed Matką Bożą Pogońską ludzie doznawali cudownych uzdrowień, obraz został uznany za „łaski pełny”. 27 czerwca 2007 r. obraz Matki Bożej Pogońskiej został pobłogosławiony przez Sługę Bożego Ojca Świętego Jana Pawła II – w trakcie jego wizyty na Ukrainie. Wierni zaczęli Ją nazywać Królową Pokucia, ponieważ Pogonia należy do tego terenu etnograficznego.

Historia Pogoni
Legendy głoszą, że nazwa miejscowości pochodzi z czasów, w których lud walczył z hordami Mongołów i Tatarów. W XIII wieku na te tereny wdarł się chan Buniak, z którym walczył wojewoda Roman (prawdopodobnie syn Daniela Halickiego). Ze swym nielicznym wojskiem stanął do walki z hordą. Przed walką nasi żołnierze zrobili w polu trzy wały, okopali się i oczekiwali na wrogów. Zaniepokojony i zmęczony wojewoda Roman zasnął niepostrzeżenie. Niespodziewanie we śnie usłyszał głos św. Mikołaja: „Nie lękaj się, dzielny żołnierzu, Najświętsza Bogarodzica pomoże wam zwalczyć bisurmanów, ale ty w miejscu zwycięstwa wybudujesz okazałą cerkiew i dasz jej imię Maryi!”.

Stało się tak, jak się rzekło. Rusicze, podniesieni na duchu przez wojewodę, rzucili się w ślady wrogów i dogoniwszy ich w pobliżu Tyśmienicy rozbili doszczętnie. Od tamtej pory ta miejscowość nazywa się Pogonia, a cerkiew, którą wybudował Roman, otrzymała wezwanie Uśpienia Przenajświętszej Bogarodzicy.

O samym cudownym obrazie też istnieje wiele podań i legend. Starsi mieszkańcy Pogoni twierdzą, że obraz Matki Bożej zjawił się po raz pierwszy na lipie, rosnącej obok źródła wody mającej właściwości lecznicze. Zobaczywszy to, ludzie zdjęli go i zanieśli do cerkwi. Jednak nad ranem obraz pojawił się na poprzednim miejscu. Mieszkańcy pomyśleli, że to ktoś żartuje. Zdjęli ikonę i postawili przy niej w świątyni straż. Poważni gazdowie dzielnie stali na warcie przez całą noc, jednak nad ranem obraz znów był na drzewie. Potem wierni w procesji zanieśli go do świątyni i odtąd ikona już nigdzie nie znikała.

Cudowny obraz od razu stał się słynny. Do niego ze swymi kłopotami i potrzebami przychodzili biedni i bogaci. Bogarodzica wysłuchiwała próśb i pomagała. Dziękując za otrzymane łaski, księżna wołyńska Iwanna Wełyhorska z Potockich wybudowała w 1736 roku na terenie klasztoru cerkiew pw. Wniebowzięcia NMP.

Rozkwit i upadek klasztoru
W czasach austriackich klasztor przeżywał okres rozkwitu, ponieważ przybyli tu mnisi z klasztorów objętych kasatą rządu. Aby jednak klasztor mógł istnieć, do skarbu państwa przekazano srebrne szaty i korony, w które był przyozdobiony obraz Matki Bożej i Jezusa Chrystusa.

Przed I wojną światową w Pogoni zaczęto budować nową cerkiew, ale z powodu walk prace zostały przerwane. Najcięższe dla klasztoru były jednak czasy komunistycznego bezbożnictwa. Ks. bp Sofron Dmyterko, emerytowany ordynariusz diecezji iwanofrankiwskiej obrządku bizantyjsko-ukraińskiego, wspomina, jak w połowie lat 40. w klasztorze przebywało jedynie trzech mnichów i trzech kapłanów. W marcu 1947 r. zostali przesiedleni do klasztoru w Hoszowie, zaś pomieszczenia i teren przekazano jednostce wojskowej NKWD w Tyśmienicy. Enkawudziści obrabowali i splądrowali klasztor, urządzili tu stajnie. Wkrótce w czterech zabudowaniach klasztornych ulokował się internat dla osób cierpiących na choroby nerwowe i psychiczne, zakład działa do dziś.

Hanna Kaczur, mieszkanka wsi, wspomina, jak pewnego razu do świątyni wdarł się pijany enkawudzista i zaczął strzelać do obrazów. Wówczas został przestrzelony cudowny obraz Matki Bożej. Jednak odpłata za takie barbarzyństwo nie kazała na siebie czekać. Kiedy wrogowie Kościoła wracali (a było to w zimie), samochód, podskoczywszy na zamarzniętej drodze, zrzucił tego żołnierza na ziemię. Żołnierz złamał rękę, którą strzelał.

Cieszy się świątynia i ojciec Nikodem
Wielkie odrodzenie klasztoru w Pogoni jest związane z działalnością o. Nikodema Guraluka, bazylianina, urodzonego we wsi Werbiwcia (Wierzbówka) pod Kosowem. Wstąpił do klasztoru mając 24 lata. Z powodu przekonań religijnych w czasach sowieckich był czterokrotnie zwalniany z pracy i dość często wzywany „na rozmowy” do odpowiednich organów. Jako kapłan pracujący w podziemiu, działał w Horodence, Kosowie, Kołomyi. Dzięki niemu w 1991 r. po wyjściu Ukraińskiego Kościoła greckokatolickiego z podziemia, odbyła się renowacja klasztoru w Pogoni, zaś w roku 1996 władze zwróciły nieprawnie skonfiskowany majątek.

Jednak o. Nikodema nurtowała myśl o tym, gdzie się znajduje cudowny obraz. Było wiadomo, że ówczesny przeor klasztoru, o. Grzegorz Bałagurak, przekazał jedną z kopii do Tyśmienicy, do klasztoru sióstr służebniczek rytu wschodniego. W roku 1933, przetrwawszy burzliwe czasy sowieckie, obraz powrócił od sióstr do Pogoni. Drugą kopię przechowała mieszkanka Stanisławowa Antonina Baczyńska, której rodzina przyjaźniła się z ojcami bazylianami. Otóż, ojciec Nikodem zaczął wypytywać ludzi, gdzie mieszka ta pani. Po jakimś czasie dowiedział się, że wyjechała do wsi Dory. – Pewnego lutowego dnia 1996 roku pojechałem do tej wioski w górach – wspomina o. Nikodem. – Dotrzeć do domu pani Baczyńskiej było ciężko – śniegu nasypało aż po pas. Wszedłem do chaty i zobaczyłem starowinkę, która na moje pozdrowienie „Chrystus się nam narodził!” odparła: „Ojciec przyszedł po obraz?”. To był prawdziwy cud.

„To Ja, a ty szukasz Mnie”
Jednak o. Nikodem nie tracił nadziei na odnalezienie prawdziwego cudownego obrazu. Długo i szczerze modlił się w tej intencji. 28 lutego 2001 roku odprawiając Drogę Krzyżową zobaczył, jak nad jedną z ikon, która, a propos, stale była w Pogoni, uniosła się przezroczysta zasłona. W którejś chwili kapłan usłyszał głos Bogarodzicy: „To Ja, a ty szukasz Mnie”. Po jakimś czasie – znów głos: „Zobacz, to rany od gwoździ, którymi były umocowane szaty” (zostały oddane do austriackiego skarbu państwa – Aut.). Po tym o. Guraluk zaczął z pośpiechem oglądać obraz, porównywać go do kopii. Wniosek był jeden – ma przed sobą oryginał. Fachowcy z instytutu „Ukrzachidprojektrestauracja” datowali go na rok 1650.

Cuda dawne i współczesne
Ojciec Nikodem w wielkim uniesieniu opowiada o uzdrowieniach dawnych i współczesnych, które nastąpiły w tym świętym miejscu. Pierwszy udokumentowany cud jest datowany na rok 1749, kiedy Roman Duszarewycz z Tyśmienicy został sparaliżowany. Rodzice przywieźli go do Pogoni i już trzeciego dnia chłopiec stanął na nogi i odmawiał modlitwy dziękczynne.

A oto świadectwa współczesne. Mieszkanka Stanisławowa, pani Maria, nagle zaczęła tracić wzrok. Konieczna była skomplikowana operacja w Kijowie. Usłyszawszy o właściwościach leczniczych wody i cudownym obrazie, kobieta przyjechała do Pogoni, umyła w tej wodzie twarz i pomodliła się do Matki Bożej Pogońskiej. Po jakimś czasie lekarze nie mogli pojąć, co się stało – operacja okazała się zbędna.

Hanna Pawluk, która opowiadała legendę o założeniu Pogoni, ze łzami w oczach wspominała, jak po wybuchu elektrowni w Czarnobylu całkowicie spuchła jej twarz. Umyła ją wodą ze źródła, pomodliła się do Matki Bożej Pogońskiej i obrzęk znikł.

Sam o. Nikodem opowiedział, jak w 2003 roku, kiedy przebywał w Podwołoczyskach pod Tarnopolem, podeszła do niego młoda kobieta. Prosiła o modlitwę do Matki Bożej Pogońskiej w intencji swych córek-bliźniaczek, które, mimo że miały 3 lata, nie chodziły. Kapłan powiedział, że spełni prośbę, ale kobieta też powinna wierzyć i się modlić. Po kilku miesiącach otrzymał list z podziękowaniami za to, że dziewczynki chodzą. Można do tych opowieści podchodzić sceptycznie, jednak, gdy się tu przyjedzie, uwierzyć w cuda jest łatwo. Sprzyja temu atmosfera miejsca.

– Mówią, że obraz nawet teraz pomaga – opowiada Dorota Mięskowska z Wrocławia, po raz trzeci przyjeżdżająca na Ukrainę na pielgrzymkę różańcową. – Szczególnie często modlą się przed obrazem osoby mające problemy ze wzrokiem. Ludzie mówią, że warto z wiarą przyjść tu, pomodlić się przed obrazem, umyć twarz wodą ze źródła bijącego niedaleko cerkwi i choroba minie, jak ręką odjął. Zawsze, jak wracam do Polski, biorę stąd dużo wody i rozdaję ją wszystkim przyjaciołom i bliskim.

Wieść o tym, że obraz Matki Bożej Pogońskiej słynie z cudów, szybko się rozeszła po Ukrainie i świecie. Każdej niedzieli przybywają tu setki, a nawet tysiące pielgrzymów. Jak twierdzi proboszcz, wkrótce zostanie tu wybudowane duże centrum pielgrzymkowe ze współczesnym parkingiem, świątynią, sceną do odprawiania mszy św. dla dużej ilości wiernych, a także hotelem dla pielgrzymów.

Halina Pługator
Tekst ukazał się w nr 5 (47) 15 października 2007

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X