W kręgu kardynała Mariana Franciszka Jaworskiego. Część 2

W kręgu kardynała Mariana Franciszka Jaworskiego. Część 2 Wizyta duszpasterska ks. Franciszka Krajewskiego w Dawidenach, lata 70. XX wieku

Kościół rzymskokatolicki na terenie obwodu czerniowieckiego w latach 1945–1991

Pozbawienie rejestracji ks. Franciszka Krajewskiego

Komitet zarejestrowano, jednak ks. Franciszek Krajewski w 1958 roku został na dwanaście lat usunięty z rejestracji państwowej, przez co stracił prawo do oficjalnego wykonywania władzy kapłańskiej. Był zatem jednym z wielu kapłanów archidiecezji lwowskiej, którzy poprzez pozbawienie rejestracji zostali zmuszeni do podjęcia pracy świeckiej oraz prowadzenia tajnego duszpasterstwa.

Powodem usunięcia z rejestracji państwowej ks. Franciszka Krajewskiego mogła być zemsta władz za jego odmowę jeszcze w latach czterdziestych podjęcia się wykładów na uniwersytecie czerniowieckim. Zachęcano księdza, by przeszedł na prawosławie w zamian za pracę wykładowcy propagandy ateistycznej na uniwersytecie. Inną przyczyną było prowadzenie duszpasterstwa dla grekokatolików pozbawionych po 1946 roku własnych cerkwi. Władze także na terenie całego państwa pragnęły utworzyć polski kościół autokefaliczny oderwany od Watykanu, nad którym całkowita kontrola spoczywałaby w rękach państwa. Do tego jednak nie doszło, mimo krótkotrwałej działalności w Kijowie biskupa Kościoła narodowego.

Władze spodziewały się też rychłej śmierci schorowanego ks. Józefa Jędrzejewskiego. Ks. Franciszek, zgodnie z przepisami prawa dotyczącymi zatrudnienia, nie mógł pozostać jako bezrobotny. Wobec tego został zmuszony do podjęcia pracy w charakterze stróża nocnego w jednej z fabryk. Cały ciężar pracy duszpasterskiej spadł wówczas na barki księdza Jędrzejewskiego.

W obawie przed zamknięciem świątyni ks. Franciszek Krajewski ciągle apelował do władz o przywrócenie mu praw kapłańskich. Dodatkowo angażował się w konspiracyjne duszpasterstwo przy parafii. M.in. nocnymi pociągami dojeżdżał do okolicznych miejscowości, aby tam w domach prywatnych spowiadać wiernych i sprawować mszę św., a nad ranem, też pociągiem, wracał do Czerniowiec, nie wywołując podejrzeń funkcjonariuszy KGB.

W tym czasie do ks. Krajewskiego nadchodziło wiele pism z Kijowa, Szarogrodu, a także Winnicy, aby objąć tam duszpasterstwo. Odnośnie przejścia na inną placówkę ks. Franciszek Krajewski tak się wyraził: „Co do Szarogrodu, to widzę, że plany są takie, aby w centrum rejonowym nie było księdza, ani popa i dlatego Was wysunęli, dobrze, że całkiem nie suspendowali. Z tego też powodu przypuszczam, że w Szarogrodzie, podobnie jak w Kijowie, nie utrzyma się żaden ksiądz. To jest tylko kłamstwo, by sobie poszukać księdza, bo nikogo nie przypiszą, a jeżeli chwilowo przypiszą to prędko i wypiszą jako obcego przybłędę, który robi zamieszanie w rejonie i tumani naród. I to jest przyczyna, dla której obawiam się z miejsca ruszyć, bo więcej do Czerniowiec mi nie pozwolą wrócić i będę się tułał chyba gdzieś po Kazachstanie. Druga przyczyna mojej rezerwy jest ta, że nie jestem wolny i bez pracy. Ja pracuję i administruję na całą obłast [rusycyzmwojewództwo – aut.] – i władza to wyczuwa i chce się mnie pozbyć, tylko na uczynku mnie nie złapano. Używają więc wszelkich sposobów, by mnie z miejsca wywabić, choćby to, że obiecują przypiskę (zameldowanie) w innej obłasti. Ale jak wykiwali o. Kaszubę do Grodna? Albo jak chcą nabrać ks. Mireckiego i ks. Macyszyna, bo niby dlaczego mają zmieniać swoje parafie? Więc ja mogę się zgodzić tylko na pojedyncze dojazdy, tak jak to było do Kijowa, choćby i co miesiąca na cały tydzień, ale bez wypiski (wymeldowania) z Czerniowiec. Ale władza tego nie chce, to znak, że ich zamiary są podłe i nie mogą być życzliwi dla wierzących”.

Jawne wyjazdy kapłana były niemożliwe choćby z tej racji, że śledzono każdy jego krok. W styczniu 1977 roku pisał: „Znowu poznałem jednego bezbożnego szpiega, który stale wysłuchuje moich kazań niedzielnych. Na święta podobno było ich kilku w kościele, ale w te dni nie mówiłem wolnego kazania, tylko czytałem fragmenty z kazań ojców Kościoła”.

Apostolat świeckich

Będąc pozbawionym prawa wykonywania zadań kapłańskich, dla ulżenia pracy ks. Jędrzejewskiemu, proboszcz powołał i przygotował świeckie kobiety do przygotowywania dzieci do pierwszej Komunii świętej. Żywe zatem zaangażowanie wiernych stało się ważnym elementem działalności i żywotności czerniowieckiego kościoła. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że w okresie gdy ks. Franciszek Krajewski pracował w fabryce, katechezę w prywatnych domach prowadziły Olga i Elżbieta Filar, absolwentki Seminarium Nauczycielskiego sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi oraz członkinie Sodalicji Mariańskiej. Wszystkich sakramentów udzielano przy zamkniętych drzwiach w otoczeniu najbliższej rodziny.

Z tej też racji kapłani byli zmuszeni do prowadzenia podwójnych ksiąg metrykalnych: jawnych oraz tajnych. W tych drugich zapisywano przyjmujące sakramenty osoby piastujące wysokie stanowiska partyjne lub członków ich rodzin. Te zeszyty w przypadku kontroli nie były przedkładane władzy świeckiej. Wiadomo, że ks. Krajewski z obawy przed narażeniem wiernych na prześladowania, część udzielanych sakramentów nie odnotowywał. Ponadto od 1947 roku na terenie obwodu czerniowieckiego na duchowieństwo nałożono dodatkowy podatek od każdego udzielonego sakramentu. Z tej też racji wydaje się oczywistym, że nie wszystkie sakramenty i sakramentalia były wpisywane do jawnych ksiąg.

Ks. Józef Jędrzejewski

Ważną rolę w życiu parafii odgrywał również każdorazowy organista. Przez wiele lat organistą czerniowieckiego kościoła był Józef Jędrzejewski, ojciec ks. Józefa Jędrzejewskiego, który zmarł 10 marca 1946 roku. Następnie tę funkcję pełniła Józefa Krechowiecka. Nieodzowną pomocą w działalności duszpasterskiej ks. Krajewskiego był siostrzeniec, o którym tak pisał ks. Krajewski do ks. Antoniego Chomickiego: „Nasi parafianie wypowiedzieli się, że będzie on księdzem i moim następcą. Przypuszczenie to doszło do władzy miastowej. Z tego powodu wzywali mnie do magistratu, do przewodniczącej ateistów, w obecności delegatów, a potem do pełnomocnika dla spraw kultu. Powiedziano mi, że nie wolno mu tak występować, bo on jest studentem biologii, a w Czerniowcach po mnie ksiądz nie będzie potrzebny. Kościół ma być zamknięty”.

Przywrócenie praw duszpasterskich ks. Franciszkowi Krajewskiemu

Dopiero po śmierci ks. Józefa Jędrzejewskiego, która nastąpiła 7 września 1970 roku, na stanowczą prośbę parafian ponownie zarejestrowano ks. Franciszka Krajewskiego w charakterze proboszcza, a komitet kościelny zobowiązał się do comiesięcznej wypłaty za sprawowane sakramenty. Tak wspominał o tym w liście do ks. Hieronima Kwiatkowskiego w Rzymie: „Mój kolega szkolny ks. Józef Jędrzejewski zmarł nagle na wylew krwi do mózgu. Przepracował się, nigdy urlopu nie miał, a kłopotów miał bardzo dużo. Mnie po dwunastu latach zawieszenia w pracy parafialnej, pozwolono zwolnić się z fabryki, w której pracowałem jako stróż nocny, urządzić zmarłemu skromny pogrzeb i kontynuować pracę przy kościele. Pogrzeb był skromny, bo choć przyjechali dwaj konfratrzy, nie wolno im było brać udziału w pogrzebie w sutannie, czy w komży, a mnie nie wolno było wygłosić żadnego przemówienia”. Trzy lata później ks. Krajewski otrzymał pozwolenie na odprawienie skromnego pogrzebu zmarłego w Borszczowie ks. Jakuba Macyszyna.

Po śmierci ks. Jędrzejewskiego oraz jego matki Wandy († 29.12.1970), mieszkanie po kapłanie w dawnej plebanii zostało zabrane przez władze, które osiedliły tam niejakiego Uhrenczuka, komunistę. Dla proboszcza pozostawiono jedynie niewielki pokój i kuchnię. Pomimo usilnych starań komitetu kościelnego i samego zainteresowanego, nie udało się wywalczyć kolejnych pomieszczeń dla godnego mieszkania.

Jubileusze i odznaczenia

Trudne warunki pracy duszpasterskiej w komunistycznej rzeczywistości nie załamały proboszcza. Świadczy o tym treść jego listów z tamtego okresu do ks. Antoniego Chomickiego, proboszcza w Murafie: „Będę miał 40-lecie (kapłaństwa) w lipcu 1976 roku – i wydaje mi się, że na ten temat trzeba mi będzie milczeć i nic nie robić. Moi parafianie pamiętają o tej rocznicy, ale ja im nie pozwalam nic robić, bo są typy, które meldują wszystko naczalstwu, a to naczalstwo [rusycyzm – kierownictwo – aut.] nie znosi „kultu jednostki”. Za coroczne imieniny (tylko gratulacje w zakrystii) mam zawsze jakieś wymówki u pełnomocnika. W mieszkaniu nie mam miejsca dla gości. Dobrze, że choć mnie oddzielili od wrogiego sąsiada. Ale ja o to nie dbam. Nic mi nie trzeba. Co do rekolekcji wielkopostnych – to chętnie bym usłużył, ale znów trudności z pełnomocnikiem. Mnie nie pozwalają nigdzie wyjeżdżać, bym nie robił religijnej propagandy. Tarnopolski pełnomocnik zgadzał się bym pojechał czasem do Borszczowa, albo do Krzemieńca, kiedy tam jeszcze nie było księdza – a czerniowiecki nie pozwolił. Zażądał pozwolenia z Kijowa, a w Kijowie tow. Szejko jest przeciwko mnie wrogo nastawiony. Lepiej odnosili się do mnie w Moskwie, gdy byłem tam w listopadzie 1971 roku – ale też nic mi nie załatwili. Wtenczas chodziło o mieszkanie po ks. Jędrzejewskim. Jeżeli Wielebny Ksiądz wykombinuje coś praktycznego, to proszę mi śmiało pisać pocztą. Ja list zrozumiem, choćby był pisany innym stylem, w podobnym sensie. Czego nie dopisałem – to delegat ustnie dopowie, bo mu sytuację wytłumaczyłem”. Powyższy list przekazany przez parafianina, wnosi wiele informacji na temat sytuacji religijnej na Ukrainie i Bukowinie. Listy przesyłane drogą pocztową musiały być krótkie i lakoniczne.

Ks. Francisszek Krajewki w czasie szafowania sakramentów

W tym samym czasie do ks. Krajewskiego dotarło z Warszawy pismo od kard. Stefana Wyszyńskiego, datowane od 11 grudnia 1976 roku, w którym informowano, że ks. Franciszek Krajewski „jest Kanonikiem Honorowym i może posługiwać się tym tytułem Kanonika Honorowego oraz używać jako stroju liturgicznego – rokiety z fioletowym podbiciem”. Choć pierwotnie niniejsza nominacja przez czerniowieckiego proboszcza została przyjęta z pewnym niedowierzaniem, jednak zgodził się przyjąć insygnia z rąk ks. Jana Olszańskiego w Kitajgorodzie 12 lipca 1977 roku.

Wyjątkowy charakter miał dla mieszkańców Czerniowiec jubileusz 50-lecia kapłaństwa ks. Franciszka Krajewskiego, który odbył się 13 lipca 1986 roku. Kościół został wypełniony wiernymi po brzegi, choć władze nie zgodziły się na przyjazd żadnego z księży. „Aby uniknąć kultu swojej osoby – pisał ks. Krajewski do ks. Mieczysława Szeremety z Wrocławia – w kazaniu nic o sobie nie mówiłem. Po mszy św. otrzymałem dużo kwiatów, których do mieszkania nie wziąłem, zostawiłem je dla ozdoby ołtarzy. Wysłuchałem w zakrystii kilku zgrabnych wierszyków. Byłem nimi wzruszony i zadowolony. Od kardynała Julijansa Vaivodsa otrzymałem wspaniale wykonany dyplom na 50-lecie, w języku łacińskim. Tego dyplomu nie mam zamiaru wystawiać na ścianie, bo nie ma go kto czytać. Właściwie naczelny ochlokrata zrobił mi wielką przysługę, bo zwolnił mnie od urządzenia jakiegoś przyjęcia gości. Przecież nie mam odpowiedniego mieszkania, a zakrystia nie nadaje się do takiego celu. Gdybym cokolwiek urządził w zakrystii, to miałbym jeszcze represje za nadużycie budynku kościelnego. Skromny obiad spożyłem w samotności”. O samej zaś mszy tak dodał: „Po mszy św. stary ministrant wręczył mi drewniane baculum, ładnie wykonane we Lwowie, więc kroczyłem z nim do zakrystii”.

Ks. Franciszki Krajewski w ostatnich latach życia

To pozostanie na samotności skłoniło ks. Franciszka Krajewskiego do rozważań nad minionymi latami, spędzonymi w Czerniowcach, które wyraził w następujący sposób: „Śpiewać nie mogłem, a w czytaniu może kto wyczuł mój głos przewrażliwiony, naturalnie,  gdy sobie uprzytomniłem tyle przeżyć, które zniszczyły moje zdrowie. Dobrze, że jeszcze dożyłem tej chwili. Niedawno zmarły moje dwie młodsze siostry, które miały mi zorganizować przyjęcie gości jubileuszowych, gdyby tacy przyjechali. Gdy wspomnę na pomoc Bożą, która mnie wyprowadziła z różnych przygód – i wreszcie myśl: co mnie jeszcze czeka, bo znam zamiary wrogów. To wszystko kotłuje się w moim umyśle”.

Choroba i śmierć zasłużonego kapłana

Niehigieniczne życie oraz ogrom pracy duszpasterskiej odbiły się negatywnie na zdrowiu proboszcza. Wierni obawiali się, że jeżeli ks. Krajewski umrze, władze zamkną kościół, który był jedyną czynną świątynią. Dlatego podjęto starania o młodego kapłana dla parafii. Obawy o losy parafii wyrażał również sam proboszcz: „Wzywali mnie do polikliniki, by skontrolować moje serce. Zrobili kardiogram i kiwają głowami z zapytaniem: jak mogę chodzić. Kazali więcej leżeć. Jednak nie zapowiadają kiedy umrę. Ja tymczasem chodzę na cudze pogrzeby, a w kościele codziennie głoszę krótkie kazania”.

Na propozycję władz kościelnych, by przysłać do Czerniowiec kapłana ks. Krajewski w 1984 roku tak odpowiedział: „Przede wszystkim nie mam mieszkania dla księdza. Probostwo należy do administracji ŻEK-a (ADM), które wsadziło do domu kościelnego kilku kwaterantów, według swojej potrzeby. Ja jestem zadowolony, że otrzymałem przynajmniej tylko jeden pokój na 24 metry kwadratowe z małą kuchenką. Zakrystia kościelna nie nadaje się na mieszkanie. Nic w kościele dostosować na mieszkanie nie można – ani w mieście kwatery nie dostanie, miasto jest przepełnione i milicja nikogo nie przypisuje (melduje)”.

Procesja z ciałem zmarłego ks. Franciszka Krajewskiego

Nominacja drugiego kapłana do Czerniowiec była niezbędna dla pełnej posługi duszpasterskiej. Już w czasie obchodów jubileuszu 50-lecia kapłaństwa w 1986 roku ks. Franciszek Krajewski tak pisał: „Dziś chwyta mnie skurcz twarzy. Kto na mnie patrzy, nie rozumie, czy ja powstrzymuję się od śmiechu, czy od płaczu. Dwaj moi poprzednicy jubileuszowi, ks. Kuczyński i ks. Bronisław Mirecki zmarli w trzy lata po swoim jubileuszu. A więc teraz kolejka na mnie”.

Uroczystości pogrzebowe ks. Franciszka Krajewskiego na czerniowieckim cmentarzu, 19. 09. 1990

Dopiero za czasów „pierestrojki” polepszyła się sytuacja religijna na terenie Bukowiny. Przychylając się do prośby wiernych, urząd państwowy 13 października 1988 roku zarejestrował absolwenta Wyższego Seminarium Duchownego w Rydze ks. Wiktora Antoniuka (ur. 1960), który na stanowisku wikariusza pracował do 17 września 1990 roku. Natomiast w latach 1990–1998 pełnił funkcje proboszcza tejże parafii, po czym 15 września 1998 roku został przeniesiony na stanowisko proboszcza lwowskiej bazyliki metropolitalnej pw. Wniebowzięcia NMP.

W 1990 roku dla lepszej organizacji życia parafialnego do Czerniowiec na stanowisko wikariusza parafii w lipcu 1990 roku został również skierowany neoprezbiter ks. Anatol Szpak (ur. 1963), który mszę św. prymicyjną w Czerniowcach odprawił 30 czerwca 1990 roku.

Wikariusz ks. Anatol Szpak wraz z proboszczem ks. Wiktorem Antoniukiem, 8.09.1990

W dniach 1–2 listopada 1990 roku w Czerniowcach gościł biskup Marian Jaworski, który 2 listopada 1990 roku odprawił tam dwie msze św. przy tłumnym udziale wiernych. Natomiast po południu biskup sprawował mszę św. w Starej Hucie, dokąd przybyła również znaczna grupa wiernych z okolicznych miejscowości. Wierni prosili biskupa o sakrament bierzmowania, na co biskup obiecał, że udzieli tego sakramentu na wiosnę 1991 roku. Z Czerniowiec biskup wyjechał na poświęcenie kościoła w Kołomyi.

Ks. Wiktor Antoniuk

Dzięki staraniom ks. Antoniuka udało się odzyskać szereg świątyń parafialnych i filialnych na terenach obwodu czerniowieckiego i iwanofrankiwskiego. Dzięki jego zabiegom powróciło regularne duszpasterstwo w nieprzerwanie czynnych kościołach Bukowiny. Jako jedną z pierwszych świątyń odzyskano kościół w Storożyńcu, o który miejscowi parafianie zabiegali od połowy 1989 roku, a który poświęcono 27 marca 1990 roku. W tym też roku udało odzyskać kościoły w Dawidenach Centrum (2.IX), Bojanach, Wyżnicy, Kicmaniu, Starej Krasnoszorze i Sadogórze. Rozpoczęto prowadzenie nabożeństw w domu prywatnym w Krasnoilsku.

Jeszcze w 1988 roku do Czerniowiec przybyły siostry urszulanki. Siostry obok katechizacji dzieci i młodzieży w Czerniowcach podjęły katechizację dzieci w Piotrowcach, Porubnem, Dawidenach, Pance, Storożyńcu i Starej Hucie. Oficjalne erygowanie placówki zakonnej sióstr urszulanek w Czerniowcach nastąpiło 1 września 1990 roku po przybyciu na stałe dwóch sióstr: s. Ewy Szczepanowicz i s. Teresy Iwan.

Grobowiec czerniowieckich kapłanów

Po dwóch latach od przybycia na parafię ks. Wiktora Antoniuka, 16 września 1990 roku, w sobotę o godzinie 4 nad ranem zmarł ks. Franciszek Krajewski – wieloletni stróż bukowińskiego Kościoła katolickiego. W ostatnich latach przy ks. Krajewskim parafianie zorganizowali całodobowy dyżur. Obok kucharki niejakiej Agnieszki, każdej nocy przy chorym kapłanie czuwała wyznaczona osoba. O świcie 16 września ciało zmarłego kapłana zostało przeniesione do kościoła. Uroczystości pogrzebowe zaplanowano na 19 września, na które przyjechała spora liczba kapłanów i sióstr zakonnych. Uroczystości pogrzebowe bukowińskiego duszpasterza z okresu komunistycznego tak opisywała kronika sióstr urszulanek. „Parafianie po mszy św. wzięli trumnę na swe ramiona i przy dźwięku dzwonów i śpiewie pieśni kondukt przeszedł ulicami miasta. Ta procesja trwała około 1 godziny. Na chodnikach stały tłumy ciekawych, ruch uliczny był na ten czas zatrzymany. Modlitwy na cmentarzu trwały bardzo długo. Ksiądz został pochowany na starym cmentarzu przy ul. Ruskiej w grobowcu księży”. Ks. Franciszek Krajewski spoczął w grobowcu, gdzie przed laty został pochowany ks. Józef Schmid (1850–1921) oraz ks. Józef Jędrzejewski.

Była to pierwsza po wojnie taka procesja wiernych i duchowieństwa z krzyżem i chorągwiami, która przeszła ulicami miasta, co świadczyło, że nastąpiły czasy odrodzenia Kościoła, który na tej ziemi dał wybitne świadectwo wiary i wytrwałości.

Niniejsze opracowanie mogło powstać dzięki wytrwałemu i skrupulatnemu prowadzeniu kancelarii parafialnej przez ks. Franciszka Krajewskiego, czego wynikiem stał się „Zbiór Czerniowiecki” przechowywany w Archiwum Archidiecezji Lwowskiej we Lwowie. Mimo trudności i prześladowań dokumentacja przetrwała do naszych dni i stanowi nieocenione świadectwo wytrwania w wierze Kościoła katolickiego na terenach archidiecezji lwowskiej w okresie szalejącego ateizmu.

Marian Skowyra

Tekst ukazał się w nr 8 (372), 30 kwietnia – 13 maja 2021

X