Obchody święta św. Antoniego z Padwy w Gródku Podolskim w obw. chmielnickim od dawna są jedną z najszerzej obchodzonych uroczystości wśród katolików Podola i nie tylko. Po pierwsze, św. Antoni jest jednym z najbardziej czczonych świętych, a po drugie, obraz świętego, który zachował się w tutejszym kościele św. Stanisława Biskupa i Męczennika od dawna uważany jest za cudowny, jego zaś historia przedstawia burzliwą historię samego Podola. Pozostał na nim ślad oblężenia przez Osmanów Kamieńca Podolskiego w 1672 r. i przestępstw władzy sowieckiej. W ubiegłym roku świątynia została ogłoszona sanktuarium św. Antoniego.
fot. Dmytro Poluchowycz
Dzień 13 czerwca nazywany jest w mieście krótko „Antoniego”. W latach międzywojennych zbierało się na święto około 3–4 tys. wiernych ze wszystkich zakątków Podola, Galicji, Żytomierszczyzny, Wołynia, a nawet Białorusi i państw bałtyckich. W tym roku nowy plac przed świątynią, specjalnie przygotowany na obchody święta, nie zgromadził zbyt wielu wiernych. Główną przyczyną było nawet nie to, że był to dzień roboczy, lecz wojna. Wielu mężczyzn walczy na froncie, a kobiety i dzieci są za granicą w Europie – w Polsce, w Grecji, we Włoszech. Nawet tradycyjnej procesji – najbardziej wymownego i widowiskowego elementu święta – w tym roku nie urządzano.
Wojna była najważniejszym tematem tegorocznego święta, modlono się za żołnierzy, o zwycięstwo, o pokój…
Przy wejściu na plac w oczy wpadał okryty siatką maskującą namiot wolontariuszy. Od samego wybuchu wojny – od 2014 r. – w Gródku działa cały szereg organizacji wolontariuszy. Jedną z najbardziej aktywnie działających jest Polska Młodzież Ziemi Gródeckiej. Jej „motorem” jest znany w mieście aktywista Roman Juszczyszyn. Pisaliśmy o nim w Kurierze Galicyjskim wielokrotnie. Między innymi był on jednym z inicjatorów wykopalisk archeologicznych w miejscu zniszczonego przez sowietów kościoła św. Anny w 2021 r. To właśnie ta świątynia była pierwszym miejscem w Gródku, gdzie przechowywany był obraz św. Antoniego po jego przeniesieniu z Kamieńca. Później Roman zainicjował uporządkowanie źródła św. Anny i budowy nad nim kapliczki, bardzo oryginalnej w kształcie. O tym też informowałem w Kurierze.
Wolontariusze aktywnie wspierają żołnierzy zarówno na froncie, jak w szpitalach czy centrach rehabilitacyjnych. Ile było wyjazdów na linię frontu – trudno zliczyć. Czego tylko nie dostarczano: drony i noktowizory, przyrządy do walki elektronicznej i narzędzia, części zamienne do aut, elementy łączności i siatki maskujące. No i naturalnie… słodycze. Te ostatnie przekazywane są nie tylko tam, gdzie toczą się walki, ale i do szpitali, do centrów rehabilitacyjnych. Nie tyle jest ważne, by nakarmić chłopców czymś słodkim, co pokazać, że nie zapomniano o nich.
O wdzięczności za ich działalność może świadczyć sztandar z podziękowaniami od żołnierzy, na którym można prześledzić całą geografię frontu – od północy do południa.
Koło namiotu wolontariuszy poznałem kolejną interesującą i jaskrawą postać. Mężczyzna kardynalnie odróżniał się swym wyglądem od otaczających go ludzi: oryginalna odzież militarna, taka prawdziwa NATO-wska, wspaniała broda przy ogolonej „na zero” głowie, olbrzymi różaniec na szyi i do tego „kotwica” na piersi. Brodacz przedstawił się, jako Mariusz z Warszawy. Też jest wolontariuszem.

Od pierwszych dni agresji Mariusz i jego przyjaciele aktywnie wspomagają Ukraińców w ich walce z rosyjskim okupantem. Pomagają wojsku, mieszkańcom terenów przyfrontowych, szpitalom… Kilka miesięcy temu w jednym ze szpitali zdarzył się ciekawy przypadek.
– Opiekowaliśmy się pewnym chłopakiem – opowiada Mariusz. – Był ciężko ranny. Stracił rękę, lekarze z trudem uratowali mu nogę. Nie zważając na swój stan, żołnierz nie tracił optymizmu i chęci do walki. Chciał wspomagać towarzyszy broni. Jako człowiek, który przeszedł piekło na ziemi, doskonale orientował się, że oprócz wsparcia militarnego na froncie potrzeba też wsparcia duchowego i moralnego. Przekazał nam 130 tys. hrywien, abyśmy zamówili kopię figury św. Archanioła Michała z Monte Gargano we Włoszech i przemierzyli z nią całą linię frontu. Ma to duchowo i moralnie wesprzeć żołnierzy, bo wsparcie samego wodza Zastępów Niebieskich w przeciwstawianiu się siłom zła, którym służy Rosja – to wielka siła.
Warto zaznaczyć, że św. Michał jeszcze od czasów książęcych na Rusi uważany był za patrona żołnierzy. Sanktuarium w Gargano jest najstarszym (znane od V w.) i najważniejszym miejscem czci tego świętego w Europie.
Na prośbę żołnierza Mariusz z przyjaciółmi zamówili większą – bo 130 cm wysokości – figurę, kopię znanej marmurowej postaci świętego Michała, wyrzeźbionej w 1507 r. przez Andrea Sansovino dla tego sanktuarium. Przedstawia świętego, który lewą nogą depcze szatana, w prawej ręce unosi miecz, a małym palcem lewej dłoni utrzymuje łańcuch krepujący ruchy władcy piekieł nie pozwalając mu na ruch głowy.
Jak twierdzi wolontariusz z Polski, figura Archanioła najpierw odwiedzi żołnierzy na froncie pod Charkowem. Tam na przybycie figury w towarzystwie księdza-kapelana z niecierpliwością już oczekują żołnierze-katolicy i wielu mieszkańców narodowości polskiej, walczących w szeregach SZU. Naturalnie, w swoich modlitwach zwraca się do swego patrona wielu żołnierzy grekokatolików i prawosławnych.
– Za wstawiennictwem św. Michała Archanioła nasi żołnierze przegonią i popędzą wroga precz – pewien jest Mariusz.
Po odcinku charkowskim, jak mówi wolontariusz, figura świętego przez pewien czas będzie na Podolu, gdzie tymczasowo będzie przechowywana w sanktuarium Tynniańskiej MB w miejscowości Tynna. Dalej peregrynacja figury planowana jest w obw. chersońskim i zaporoskim.
Mariusz i jego przyjaciele wierzą w zwycięstwo Ukrainy. Wolontariusz zapowiedział swój udział po zwycięstwie w obchodach „Antoniego” w Gródku, gdzie znów zbiorą się tysiące wiernych.
Dmytro Poluchowycz
Tekst ukazał się w nr 12 (448), 28 czerwca – 15 lipca 2024



