Ukraina, Polska, Madagaskar z archiwum autora

Ukraina, Polska, Madagaskar

Poeta był z wykształcenia chyba prawnikiem. Studia skończył jednak dawno, więc z czasem nie był pewny wykształcenia. Prawnik od czasu do czasu stawał się Poetą, ale co do tego też miał duże zastrzeżenia vel małą pewność a dużo większą niepewność. Poezji bowiem od dawna nie pisał z powodu utraty wrażliwości, spowodowanej obserwacją współczesnego świata. Tworzył więc jedynie wiersze, co poezją nieraz też trochę jest, ale bardziej i częściej nią nie bywa. Wierszy pisał spore ilości, ale mało z nich publikował, gdyż miał dużo większe odmowy vel odrzuty. Pod tym względem był liderem, równych sobie nie miał, co oczywiście też rodziło zazdrość innych literatów. Aktualnie bowiem w tym świecie jest jak jest, a bardziej niczego już tu nie ma, więc każdy rekord przyjmowany jest z Zazdrością i Zawiścią.

Anna Achmatowa miała powiedzieć, a o ile tych słów z powodu cenzury czy autocenzury nigdy nie wypowiedziała, to z pewnością tak myślała, bo widać to wyraźnie w co drugiej zwrotce jej pięknych słów, że nieważne czy ktoś ma talent i jak pisze, w ostateczności i tak pozostaną tylko sami znani.

Ścieżka życiowa Poety i Prawnika, gdyż drogi życiowej na ogół nie miał, biegła przez gęste zarośla, lasy, bagna, wykroty i każdy odcinek był pełen krętych zakrętów, których nawet amerykańska prosta autostrada tylu nie miała.

Rodzina Poety i Prawnika, to… aż strach się przyznać, gdyż Związek Szlachty Polskiej może rzucić infamię, miała kresowe korzenie szlacheckie. A na dodatek i niezłe koligacje. Szczególnie za Bugiem. Na ziemiach aktualnie i tymczasowo będących pod chwilową administracją dyktatora z Mińska oraz chwilową i tymczasową administracją bardzo bogatych ludzi urzędujących w Kijowie.

Babka Prawnika i Poety, sierota bez ojca i matki herbu Bończa, kilka lat mieszkała w Kijowie, gdzie imała się różnych zajęć. Na ogół ciężkich i mało dochodowych, jak gra na fortepianie w kasynie oficerskim, czy korepetycje z języków obcych. Przez jakiś czas miała jednak pracę też trochę ciężką, ale dającą pewny i niezły zarobek, czyli po skończeniu gry na fortepianie o północy, oddawała się do rana ulubionemu zajęciu, grze w karty na pieniądze.

Z tego okresu vel z tej jej chwilowej prosperity towarzyskiej i finansowej zachowała się w zbiorach rodzinnych lornetka teatralna. Z długą, posrebrzaną rękojeścią i srebrnymi obramowaniami wokoło szkieł. Część spłaty długu karcianego artysty teatralnego.

Niestety… nadeszła Rewolucja Październikowa, mieszkańcy Imperium Rosyjskiego rzucili się ochoczo i z poświęceniem do walki przeciwko wojskom Cara, gdyż chcieli by jak najszybciej im się bardzo pogorszyło. Śpieszno im też było do wprowadzenia Ogromnego Głodu na żyznych ziemiach Ukrainy. Kasyno oficerskie opustoszało, babka grała na fortepianie już tylko do pustych krzeseł i gołych ścian. A po północy siadała sama, z kartami w ręku przy pustym stoliku i… nad ranem szła aleją Kreszczatik do swojej kawalerki z pustą portmonetką. Tak, że w końcu przeniosła się na Mazowsze, które znajdowało się pod chwilową okupacją niemiecką.

Innymi krewnymi Poety i Prawnika związanymi z Ukrainą była rodzina szlachecka sygnująca się herbem Łada. Mieszkali w Czerkasach, ale bogaci chyba nie byli, bo ojciec kuzynki Poety i Prawnika, w wyniku Rewolucji Październikowej, został sierotą i wychowywał się w domu dziecka prowadzonym przez katolickie siostry zakonne.

W Czerkasach mieszkała też ciotka Poety i Prawnika, której ojcem był… Ukrainiec, a matką… Austriaczka, córka kapitana wojsk CK. Ten pierwszy pracował w Policji Państwowej i po wybuchu Drugiej Wojny światowej wyszedł jak zwykle do pracy, ale z niej już nie wrócił.

Innym krewnym Poety i Prawnika z korzeniami z Ukrainy był i nadal jest urodzony w Borysowie szlachcic herbu Sas. Mąż kuzynki Poety i Prawnika herbu Łada. Szczycący się tym, że jego krewni byli jakiś czas posiadaczami zamku Świrż, którego ostatnim właścicielem był Tadeusz Bór-Komorowski.

Wszyscy oni jednak zostali wysiedleni po wojnie ze swojej ziemi i znaleźli się na Dolnym Śląsku. Los zamienił im szum wód Dniestru na szum wód Bobru.

Poeta i Prawnik kochał bardzo swoją żonę. Absolwentkę polonistyki na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i podyplomowych Studiów Logopedycznych na Uniwersytecie Warszawskim. Starał się jak mógł. Wstawał przed świtem, robił dla żony śniadanie i podawał jej do łóżka. Gdy zjadła, to mył naczynia. Potem biegł do pracy, a po ośmiu godzinach wracał pędem i brał się za gotowanie obiadu. Żona jadła, a później zabierała się za swoje codzienne, ulubione i trwające godzinami zajęcia, czyli przeglądanie się w lusterkach, malowanie brwi, oczu, szminkowanie ust, podczesywanie włosów, ponowne przeglądanie się w lusterku, poprawianie brwi i rzęs, podmalowywanie warg, przeglądanie czasopism z reklamami kosmetyków i drogich sukienek oraz butów i codziennym pokrzykiwaniem na męża, żeby lepiej i częściej zmywał podłogę na mokro, prał jej rzeczy i układał w szafie, biegał po zakupy, nieraz kilka razy dziennie, robił jej kolację… I po wielu latach wspólnego pożycia, żona zostawiła Poetę i Pisarza. Zdaniem psychologa, którego Poeta i Prawnik spotykał na wizytach, powodem odejścia żony była zbyt duża troska męża o nią, ale niewykluczone, że zbyt mała.

Psychiatra był podobnego zdania.

Poeta i Prawnik, już jako kawaler, 28 września, roku pogodnego i ciepłego z mnóstwem rozśpiewanych ptaków wziął ślub w stolicy Madagaskaru, Antananarivo. I jednym ze świadków, a raczej jedną, była osoba o ciemnej karnacji skóry Njara, urodzona w… Kijowie na Ukrainie i mówiąca po rosyjsku. Mieszkająca później w Szwajcarii, a jeszcze później studjująca w Paryżu.

A było to tak… Madagaskar był kolonią francuską i przodek Njary wstąpił do francuskiego wojska, by znaleźć zatrudnienie, a o ile by się dało, to i zrobić karierę wojskową. Zdolny chyba był, a może i realnie był, bo znalazł się we Francji Napoleona Bonapartego, gdzie zaczął zgłębiać nauki. I po kilku latach głębokiego zgłębiania został dyplomatą Madagaskaru/kolonii Francuskiej w Kijowie, stolicy Guberni Imperium Rosyjskiego.

Jego syn poszedł w ślady ojca i też zaczął starannie zgłębiać nauki, potem to samo robił wnuk, więc efekty były dobre, a może i lepsze niż dobre, bo obejmowali posady urzędników czy dyplomatów kolonii Francuskiej/Madagaskaru w Kijowie. Rewolucja Październikowa zmiotła wielu cudzoziemców i ich też. Co jednak ma wisieć, to tak do końca nie utonie, więc rodzina Njary, świadkini na ślubie Poety i Prawnika z młodszą o drobne kilkadziesiąt lat Perlette Zafimahitasoa, znowu pojawiła się nad Dnieprem… tam Njara się urodziła.

Tak więc Poeta i Prawnik ma dosyć mocne więzi z Ukrainą, bo to i krewny babki, absolwent prawa Uniwersytetu Petersburskiego, a później profesor prawa Uniwersytetu Lwowskiego, i babka, i lornetka przez którą ogłądała po wojnie przedstawienia teatralne w Jeleniej Górze, i kamienica we Lwowie, której babka była jedną z czternaściorga spadkobierców, i kuzynka herbu Łada i jej matka, córka Austriaczki i Ukraińca, którego krewny/student Uniwersytetu Lwowskiego dostał od Kostka-Biernackiego odsiadkę w Berezie Kartuskiej, i kuzynki mąż z Borysowa herbu Sas i Njara, krewna żony Prawnika i Poety, urodzona w Kijowie i będąca świadkinią na jego ślubie. Drugą świadkinią była Aurelia, urodzona w Antananarivo, ale niewykluczone, że gdyby miała rodzić się jeszcze raz, to może też wybrałaby Kijów.

Posługując się językiem etnicznym Madagaskaru i językiem żony autora tego tekstu, można powiedzieć… MISAOTRA, MISAOTRA BETSAKA Ukraina!

Jerzy Marciniak

Tekst ukazał się w nr 9 (469), 16 – 29 maja 2025

X