Jedną z największych zagadek września 1939 r. jest kwestia obrony i kapitulacji Lwowa. Miasto przez dziesięć dni skutecznie broniło się przed Niemcami, ale dowódca generał Władysław Langner postanowił poddać się Sowietom. W efekcie zginęli niemal wszyscy polscy oficerowie – z wyjątkiem samego Langnera.
Decyzja generała stanowi wielką, nierozwiązaną do dziś zagadkę. Zresztą, może nigdy nie uda się jej rozwikłać. Mogłyby coś powiedzieć archiwa rosyjskie, ale na Łubiankę wstępu nie mamy i z pewnością nieprędko mieć będziemy. Pozostaje więc tylko snucie domysłów…
Wielki pedant i służbista
Warto poświęcić trochę uwagi życiorysowi Langnera, bo może wyjaśnić przyczyny decyzji z września 1939 r. Urodził się 18 czerwca 1896 r. w Jaworowie (dzisiejszy obwód lwowski). W sierpniu 1914 r. wstąpił do Legionów Polskich. Był dowódcą plutonu i kompanii w l pułku piechoty. W 1916 r. uzyskał stopień porucznika. Po kryzysie przysięgowym w lipcu 1917 r. jako obywatel austriacki został wcielony do armii Austro-Węgier. Ukończył szkołę oficerów rezerwy, a potem walczył na froncie włoskim.
W listopadzie 1918 r. wstąpił do Wojska Polskiego. Jako kapitan, dowódca batalionu w 1 Pułku Piechoty Legionów, wyróżnił się podczas zdobywania Wilna w kwietniu 1919 r. Brał udział w walkach przeciwko Armii Czerwonej na froncie litewsko-białoruskim i na Łotwie. Ale poza tym z Sowietami nie miał do czynienia.
Awanse następowały jeden po drugim. 1920 r. – podpułkownik, cztery lata później – pułkownik. 1933 r. – generał brygady. Od 1934 r. dowodził Okręgiem Korpusu Nr IV w Łodzi, a od 1938 r. Okręgiem Korpusu Nr VI we Lwowie. Były to funkcje administracyjne. Można powiedzieć, że Langner działał jako urzędnik wojskowy.
Najważniejszą decyzją, jaką podjął w życiu, była zapewne właśnie kapitulacja Lwowa przed Sowietami. A potem? Mówiąc w największym skrócie, 20 listopada 1939 r. przedostał się do Rumunii, gdzie został internowany w obozie w Băile Herculane. Stamtąd przedostał się do Francji, gdzie pozostawał w dyspozycji Naczelnego Wodza. Od października 1940 r. przebywał w Wielkiej Brytanii. Tam sprawował różne, drugorzędne funkcje, m.in. w Sztabie Inspektora Wyszkolenia Wojska. Po wojnie i demobilizacji prowadził gospodarstwo rolne w Walii. Emigracyjny prezydent RP August Zaleski mianował go w 1964 r. generałem dywizji.
Gen. Langner miał opinię służbisty, pedantycznie dbającego o przestrzeganie regulaminów, a także o odpowiednie morale wojska – będąc abstynentem nie tolerował u oficerów nadużywania alkoholu. Gen. Stanisław Kopański, wspominając po latach nocną inspekcję dokonaną przez gen. Langnera, pisał: „Nakazał zbiórkę w alarmie baterii służbowej. (…) Nie podobało mu się, że bateria nie ustawiła się według wzrostu i nie była jednolicie ubrana. (…) Generał badał przez lunetę, przy pomocy specjalnej latarki, czyszczenie luf karabinowych. Następnie sprawdzał czystość manierek żołnierskich. W koszarach oglądał czystość nóg śpiących żołnierzy…”. Z kolei w pamięci generała Stanisława Maczka zapisał się jako „znany abstynent i «pies» na oficerów nadużywających alkoholu”. Zmarł 28 września 1972 r. w Wielkiej Brytanii.
Organizator obrony
I ten służbista, zajmujący się administracją wojskową, dowodził obroną całego regionu lwowskiego. Formalnie dowódcą obrony samego Lwowa był gen. Franciszek Sikorski, ale podlegał bezpośrednio Langnerowi.
Tematem tego artykułu nie jest obrona Lwowa przed Niemcami. Trzeba jednak wspomnieć, że siły polskie nie były wcale małe. 12 września, gdy wojska niemieckie dotarły pod miasto, było to jedenaście batalionów piechoty (przeważnie z ośrodków zapasowych) z nielicznymi działami przeciwpancernymi, pięć baterii artylerii (głównie dział 75 mm), dywizjon kawalerii, pluton łączności i niewielkiej grupy fortyfikacyjnej, plus grupa żołnierzy z różnych formacji i służb – w sumie więcej niż dywizja piechoty. Potem jednak wojska przybywało. Zaledwie dwa dni później, 14 września, miasta broniło już dwadzieścia batalionów piechoty, nieznana dokładnie liczba plutonów artylerii lekkiej, dywizjon artylerii ciężkiej oraz część 35. Dywizji Piechoty Rez., a także czternaście batalionów piechoty improwizowanych i na ogół gorzej uzbrojonych: dziewięć z pułków grodzieńskich, trzy sformowane w Ośrodku Zapasowym 5. DP, batalion ON Lwów I i batalion marszowy 48. pp. To w przeliczeniu już około czterech dywizji.
Ale 17 września sowiecka agresja zmieniła wszystko. Kluczowe pytanie brzmiało: co robić teraz? Koncepcja budowy obrony na tzw. przedmościu rumuńskim, w której Lwów miał odegrać rolę blokowania i utrudniania Niemcom dotarcia do zasadniczej linii oporu, stała się nieaktualna. Langner już 18 września – a więc w dzień po sowieckiej agresji na Polskę – myślał o kapitulacji. Podczas narady po raz pierwszy wspomniał o możliwości poddania miasta Niemcom. Jednak przeciwko temu pomysłowi wystąpiła większość wyższych oficerów. Tego dnia trwały intensywne starcia z oddziałami niemieckimi, a w nocy żołnierze sowieccy zaatakowali polskie barykady na Łyczakowie. Polacy odparli jednak to uderzenie. W tej sytuacji Sowieci zamknęli wschodni skraj miasta i zajęli Winniki.
Dzień później na rogatkę Łyczakowską przybyli oficerowie sowieccy proponując rozpoczęcie pertraktacji w celu oddania im miasta. I do takich rozmów doszło w Winnikach, ale bez efektu. 20 września Niemcy ponownie zażądali by Lwów się poddał, w przeciwnym razie zostanie zniszczony – Polacy się nie zgodzili, a Niemcy nie spełnili swojej groźby.
Tego samego dnia przedstawiciele Armii Czerwonej zaproponowali Polakom wznowienie negocjacji. Ostatecznie, doszło do rozmów obu delegacji, podczas których uzgodniono wstępnie warunki poddania miasta. Dość nieoczekiwanie, strona sowiecka zagwarantowała Polakom niemal wszystko, czego oni chcieli: pozostawienie dotychczasowych władz miejskich, bezpieczeństwo życia wszystkim przebywającym na terenie miasta, zachowanie własności prywatnej i możliwość wyjazdu oficerów do kraju neutralnego.
O poranku 22 września polska delegacja – gen. Langner, płk Bronisław Rakowski oraz kpt. Kazimierz Czyhiryn (tłumacz) – podpisała w Winnikach „Protokół ogłoszenia o przekazaniu miasta Lwowa Armii Czerwonej”. Strona radziecka jeszcze tego samego dnia złamała treść uzgodnionego porozumienia. Oficerowie Wojska Polskiego z załogi miasta zostali skierowani pod konwojem do Winnik, które stały się pierwszym etapem ich niewoli, zakończonej dla większości z nich śmiercią wiosną 1940 roku.
Rozmowy i negocjacje
Jak opisuje to w swych wspomnieniach ostatni prezydent Lwowa i późniejszy prezydent RP na emigracji Stanisław Ostrowski, 21 września o godz. 23.30 został on zaproszony na konferencję do Langnera. „Dłuższy czas czekałem na rozmowę, ponieważ odbywała się w tym czasie konferencja wyższych dowódców wojskowych i szefów sztabu. Kiedy oficerowie opuszczali salę posiedzeń, widziałem w ich oczach smutek i przygnębienie. Zrozumiałem, że nadchodzi kres naszej wolności i początek równocześnie nowej okupacji sowieckiej” – pisał.
Na naradzie z gen. Langnerem, któremu towarzyszył wspomniany już płk. Rakowski i płk. Antoni Szymański, były attaché wojskowy w Berlinie, a także zastępca komendanta policji wojewódzkiej i nowo mianowany starosta grodzki, „dowódca Korpusu [gen. Langner] rozpoczął swoje przemówienie od tego, że nie jest w stanie prowadzić walki na dwa fronty. Że nie może iść z pustymi rękami przeciw czołgom, i że wobec tego «na żądanie Rady miejskiej» ma zamiar oddać Lwów [Sowietom]. W obronie prawdy historycznej, zaprotestowałem stanowczo przeciwko twierdzeniu, jakoby ktokolwiek spośród członków Rady miejskiej lub członków Zarządu gminy miasta Lwowa, kiedykolwiek wystąpił z myślą lub projektem poddania miasta komukolwiek” – podkreślił Ostrowski.
O trzeciej w nocy prezydent Lwowa został ponownie zaproszony do gen. Langnera dla ustalenia warunków kapitulacji. Ostrowski wspomina, czego żądał: „utrzymanie autonomii władz miejskich na podstawie obowiązujących ustaw polskich, prawo zarządzania i utrzymania szpitali, szkolnictwa, sierocińców, domów starców i wszystkich zakładów miejskiej opieki społecznej, zarządzanie i utrzymanie przez samorząd miejski wszystkich zakładów użyteczności (…). Domagałem się utrzymania języka polskiego jako urzędowego, z dopuszczeniem języka ukraińskiego jako pełnoprawnego w urzędowaniu, wolności wyznania, uszanowania kościołów i zakonów oraz domów modlitwy wyznań chrześcijańskich jak i innych”. Spotkanie zakończyło się o 6.00 rano. Langner wsiadł wtedy do samochodu z białą chorągwią. Po południu Ostrowski dowiedział się, że w umowie z Sowietami nie znalazły się żadne punkty dotyczące funkcjonowania miasta i jego władz. „Zrozumiałem wtedy, że jest to koniec naszej wolności” – napisał.
Z kolei sam Langner pisze we wspomnieniach „Ostatnie dni obrony Lwowa (1939)”, że na naradzie 21 września wieczorem był tylko jeden głos sprzeciwu – dowódcy 35 Dywizji Piechoty (Rezerwowej) płk. Jarosława Szafrana, który spytał, dlaczego Langner „naraża ich na hańbę”. „Odpowiadam, że nie znalazłem innego rozwiązania, a jeżeli on je widzi, niech je poda” (w istocie, protestów było wiele – także grupy oficerów niższej rangi, którzy usiłowali wtargnąć do siedziby DOK VI).
W swych wspomnieniach generał wspomina, że po podpisaniu umowy i wydaniu odezwy do mieszkańców i wojska pojechał do Tarnopola „by rozmówić się” z dowódcą Frontu Ukraińskiego Armii Czerwonej, komandarmem (odpowiednik generała armii) Siemionem Timoszenką. Rozmawia z nim i Nikitą Chruszczowem, wówczas I sekretarzem KC Komunistycznej Partii (bolszewików) Ukrainy. 26 września trafił do Moskwy. A potem rozmawia (a właściwie jest przesłuchiwany) przez generała G. Iwanowa (czyżby był to gen. Iwan Sierow, występujący pod takim pseudonimem? Wówczas był komisarzem Bezpieczeństwa Państwowego 3 rangi, czyli generałem, a także ludowym komisarzem spraw wewnętrznych Ukraińskiej SRR). Zadawano mu przede wszystkim pytania o wojska niemieckie.
5 października nie niepokojony wrócił do Lwowa. Tam jeszcze rozmawiał z lokalnym „szefem NKWD” – nie podał jego nazwiska. Pytał o swoich oficerów – otrzymał uspokajające odpowiedzi. Potem ostrzeżono go, że może zostać aresztowany i 18 listopada wyjechał na południe. „O świcie [20 października] dotarłem do granicy polsko-rumuńskiej. Zatrzymałem się na chwilę nad brzegiem Czeremoszu, po czym wskoczyłem do wody. Pływać nie umiałem, a trafiłem na głębię i zacząłem tonąć. Tylko dzięki Opatrzności i woli wydostałem się na płytsze miejsce. Wysiłki te wyczerpały mnie zupełnie i tylko ostatnimi siłami dotarłem do brzegu rumuńskiego”.
Tak po prostu wskoczył do rzeki i nikt mu w tym nie przeszkadzał?…
Niewiele opcji
Langner miał trzy wyjścia. Pierwsze – poddać się Niemcom. Drugie – przebijać się na Węgry. Tak naprawdę pomysł był bez szans, bo do przejścia było 140 kilometrów, a Niemcy i Sowieci mieli tam coraz więcej wojsk. I trzecie – poddać się Sowietom.
Są historycy, przekonani, że Langner był sowieckim agentem i właśnie dlatego podjął taką a nie inną decyzję. Ale z Rumunii dotarł do Londynu, gdzie go o nic nie oskarżono. Trzeba mieć świadomość, że gdy opuścił terytorium kontrolowane przez ZSRR, Sowieci stracili na niego jakikolwiek wpływ (o ile go mieli). Ale też jak uciekł do Rumunii? Czemu nikt go nie zatrzymał? Granica była jednak pilnowana. I znając Sowietów, bardzo dokładnie…
Jest też teoria, że nie znający Sowietów Langner myślał w sposób szczególny: Niemcy będą trzymać oficerów w oflagach do końca wojny, a Sowieci – nie wiadomo. Doświadczenia z wojny polsko-bolszewickiej były jak najgorsze, ale akurat generał ich nie doświadczył. Kto zresztą mógł przewidzieć, że NKWD zabije wszystkich polskich oficerów? Langner mówił, iż „Sowieci to Słowianie”. Może więc myślał, że jako Słowianie zachowają się wobec Polaków lepiej niż Niemcy?
Tak czy inaczej, najważniejsza decyzja, jaką podjął w życiu, była tragiczna w skutkach. Dziś to wiemy. On tego wiedzieć nie mógł.
***
Powstaje film o obronie Lwowa we wrześniu 1939, realizowany przez Fundację Joachima Lelewela (po podobnych filmach o obronie Grodna i Wilna) i redakcję „Nowego Kuriera Galicyjskiego”. Organizatorzy proszą o wsparcie, by jeszcze w tym roku nakręcić sceny walk podczas tradycyjnych, wrześniowych rekonstrukcji: https://zrzutka.pl/th5wuk
Piotr Kościński
