Tajemnica śmierci Dołęgi Mostowicza w Kutach Kuty w okresie międzywojennym, źródło: NAC

Tajemnica śmierci Dołęgi Mostowicza w Kutach

Każdy z nas co najmniej raz oglądał film Jerzego Hoffmana „Znachor”, który wszedł na ekrany w 1982 roku. Niewielu jednak wie, że autor powieści – Tadeusz Dołęga-Mostowicz – zginął tragicznie we wrześniu 1939 roku w miejscowości Kuty w powiece kosowskim. Spoczął wówczas na miejscowym cmentarzu katolickim. W 1978 roku jego prochy zostały przeniesione na warszawskie Powązki.

Kadr z filmu „Znachor”, 1982 r.

Film jest powtórką ekranizacji z 1937 roku powieści pisarza i dziennikarza Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, bestselleru w międzywojennej Polsce. Dołęga był najbogatszym pisarzem ówczesnej Polski. Jego utwory czytali wszyscy – od małego do starego. Powieści autora rozchodziły się wielkimi nakładami i biły rekordy popularności. Na podstawie jego utworów w ciągu sześciu lat zrealizowano siedem filmów. Honorariom Tadeusza Dołęgi-Mostowicza pozazdrościć mogli nawet ministrowie polskiego rządu. Jego dochód miesięczny sięgał 15 tys. złotych, podczas gdy pensja premiera wynosiła 1,5 tys. złotych, prokuratora generalnego 3,5 tys. złotych, zaś normalnie dobra pensja miesięczna – 350 złotych!

Tadeusz Dołęga-Mostowicz. Lata 30.

Tadeusz Mostowicz urodził się 10 sierpnia 1898 roku w folwarku Okuniewo w okolicy miasta Głębokie koło Witebska (dzisiejsza Białoruś). Jego rodzice Stefan Mostowicz i Stanisława z d. Popowicz prowadzili wzorowe gospodarstwo rolne. Dzieciństwo Tadeusz miał szczęśliwe i zamożne. Atmosfera życia ówczesnej szlachty stała się podstawą wielu jego powieści. Po nauce prywatnej w domu ukończył w 1915 roku gimnazjum w Wilnie. W tymże roku dostał się na wydział prawa Uniwersytetu Św. Włodzimierza w Kijowie. Podczas studiów został członkiem Polskiej Organizacji Wojskowej (POW).

Po rewolucji lutowej 1917 roku, gdy w Rosji abdykował car Mikołaj II i powstał Rząd Tymczasowy, Tadeusz przerywa naukę w Kijowie, wyjeżdża do Warszawy i zgłasza się na ochotnika do wojska. Bierze udział w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 roku. Po podpisaniu Pokoju Ryskiego 18 marca 1921 roku rodzinne Okuniewo zostało po sowieckiej stronie granicy. Pozostawiony bez środków do życia, biedny jak przysłowiowa „mysz kościelna” Mostowicz po demobilizacji osiada w Warszawie. Mieszka w wynajętym pokoju na Pradze, pośród towarzystwa o „wątpliwej reputacji”. Dało mu to jednak wspaniały materiał do powieści „Doktor Murek”.

Swoją karierę zawodową Tadeusz Mostowicz rozpoczął jako zecer w redakcji gazety „Rzeczpospolita”. Z czasem publikuje tu swoje pierwsze reportaże i zajmuje stanowisko korektora, a następnie redaktora naczelnego. Od 1926 roku podpisuje się pseudonimem Dołęga. Gdy zainteresował się ciemnymi sprawkami sanacji (władzy w Polsce w latach 1926-1939), pisał ostre artykuły krytyczne, za co zostaje brutalnie pobity przez „nieznanych sprawców”.

Miało to miejsce 8 września 1927 roku około północy, gdy Tadeusz Dołęga-Mostowicz wracał do domu. Na ul. Grójeckiej 44, gdzie mieszkał u swego wuja Zygmunta Rytla, profesora Politechniki Warszawskiej, napadło na niego siedem osób z kijami i zaczęło go bezlitośnie bić. Od uderzeń dziennikarz stracił przytomność i upadł, napastnicy wciągnęli go do auta i wywieźli za miasto. Oprzytomniał Tadeusz dopiero w aucie pośród pól, z kneblem w ustach. Auto stanęło na skraju lasu. Tadeusza wypchnięto do rowu i znów zaczęto okładać kijami mówiąc: „A będziesz tak pisać o Marszałku (Piłsudskim), dziś dostaniesz od nas, a jutro od innych!”. Nieprzytomnego Tadeusza Mostowicza pozostawiono na skraju lasu koło Łomianek pod Warszawą. Przez kilka godzin leżał w rowie, rankiem odzyskał przytomność. Miał jeszcze tyle siły, by swym jękiem zwrócić uwagę przechodzącego obok rolnika. Ten wyciągnął go z rowu i odwiózł do szpitala. Jak się później okazało – pomoc przyszła w ostatniej chwili, jeszcze trochę i ta historia miałaby zakończenie. O napadzie rozpisywały się wszystkie gazety. Sam Piłsudski nakazał przeprowadzić dokładne śledztwo, ale sprawców mimo to nie znaleziono.

Twórczość Mostowicza na ekranie (artykuł z tygodnika Światowid 1/1939)

Doszedłszy do siebie po ciężkim pobiciu Tadeusz Dołęga-Mostowicz zaprzestał działalności dziennikarskiej i zajął się pisaniem powieści. Jednak do końca życia odczuwał skutki incydentu – miał bóle serca, a lekarze uprzedzali go o możliwości zawału. To zdarzenie ze swego życia, gdy o mały włos nie zginął, pisarz przytoczył w powieści „Znachor”. Główny bohater prof. Wilczur zostaje pobity przez bandytów i traci pamięć. W odróżnieniu od swego bohatera, Tadeusz Dołęga-Mostowicz nie miał amnezji. Pamiętał dobrze, że pobili go ludzie w mundurach.

Sukces w 1932 roku przyniosła mu powieść „Kariera Nikodema Dyzmy” – ostra krytyka ówczesnych stosunków polityczno-społecznych. W następnym roku ukazały się jego „Czeki bez pokrycia”, „Prokurator Alicja Horn” i „Bracia Dalcz i Ska”. W 1934 roku – „Świat pani Malinowskiej”.

W ciągu roku Tadeusz Dołęga-Mostowicz pisał przeważnie dwie powieści. Szczytem sukcesu staje się powieść „Znachor”, powstała w 1937 roku. Jej ekranizacji od razu dokonał reżyser Michał Waszyński. Początkowo „Znachor” powstał jako scenariusz filmowy. Po jego odrzuceniu autor przerobił go na powieść. Olbrzymia popularność powieści zmusiła autora do napisania dalszego ciągu. Tak powstaje powieść „Profesor Wilczur”.

Tadeusz Dołęga-Mostowicz żył dość zamożnie. Wynajmował 6-pokojowe mieszkanie na rogu ul. Pięknej i al. Niepodległości, jeździł buickiem i wyznawał zasadę „wolę buick od pomnika”. Swoją twórczość oceniał dość pragmatycznie:

– Nie piszę, a zarabiam. Gdy zarobię dość pieniędzy i będę miał majątek, to wezmę się za napisanie czegoś naprawdę wielkiego i prawdziwego. Uważam, że będzie to po pięćdziesiątce – mawiał.

Tej postawie pisarz pozostał wierny– przed wybuchem II wojny światowej rozpoczął pracę nad trylogią historyczną o trzech wielkich książętach Bolesławach: Chrobrym, Śmiałym i Krzywoustym. Po żmudnych badaniach historycznych napisał nawet pierwszy tom trylogii, który niestety nie ocalał w ogniu wojny.

Pałac Rembielińskiego w Warszawie, gdzie znajdowało się ostatnie przed wojną mieszkanie pisarza. Teraz siedziba Główna Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych. Źródło: Wikipedia

W chwili napaści Niemiec na Polskę Tadeusza Mostowicza zmobilizowano do wojska w stopniu kaprala. Walczył na froncie. Biografom pisarza nie udało się jednak nakreślić jego szlaku bojowego. Wiadomo jedynie, że w czasie napaści ZSRR na Polskę Tadeusz Dołęga-Mostowicz przebywał w Kutach na granicy z Rumunią. Nieznana jest nawet dokładna data jego śmierci. Podaje się 18 lub 20 września 1939 roku, okoliczności jego śmierci do dziś pozostają niewyjaśnione. Istnieją sprzeczne wersje tego wydarzenia, co do których badacze skłonni są uznać, że Tadeusz Mostowicz zginął w potyczce z sowieckimi żołnierzami.

 

Na początku wojny Kuty były malowniczym miasteczkiem przygranicznym i ośrodkiem turystycznym w dolinie Czeremosza. Według danych ukraińskiego geografa Wołodymyra Kubijowycza Kuty w 1939 roku liczyły 5560 mieszkańców (2520 Żydów, 1550 Rusinów, 600 Polaków, 550 łacinników – według Kubijowycza byli to Rusini rzymscy katolicy, 430 Niemców). Geograf nie wymienił tu Ormian. Grupa ta, całkowicie spolonizowana, uważana była przez miejscowych Rusinów za Polaków. Różniła się jednak od reszty Ormian w Rzeczypospolitej. Przez bliskość granicy miejscowi Ormianie posługiwali się własnym dialektem, różniącym się od języka reszty swoich rodaków. Ormianie w Kutach specjalizowali się w produkcji safianu – koziej skóry barwionej w jaskrawe kolory, która służyła do produkcji skórzanych mebli, obić i okładek ksiąg. Safian był bardzo poszukiwany w Europie. Klimatycznie, obok Zaleszczyk i Śniatyna, Kuty uważane były za biegun ciepła w międzywojennej Polsce. Co roku miasteczko odwiedzało około dwóch tysięcy „letników”. Dla nich budowano tu wille i pensjonaty.

Groźnym niebo nad Kutami stało się 11 września 1939 roku, gdy nad miasto przyleciały niemieckie samoloty. Radio nadawało komunikaty o zajęciu Polskiej Poczty w Gdańsku, kapitulacji Westerplatte, o zbombardowaniu liceum i rynku w Krzemieńcu, podczas którego zginęło setki osób. W kierunku granicy w Kutach jechały elitarne auta dyplomatów, co świadczyło o ewakuacji z Warszawy korpusu dyplomatycznego. W tym czasie wybucha panika. Wszystkie hotele i pensjonaty przy granicy z Rumunią – w Kosowie, Śniatynie, Horodence, Zabłotowie, Pistyniu – były przepełnione uciekinierami z Warszawy, Krakowa, Poznania. Do pałacu Krzysztofowiczów pod Śniatynem przyjechał prezydent Rzeczypospolitej Ignacy Mościcki. Od Kosowa do Kut ciągnęła kolumna wojska z niezliczoną ilością koni. Ruch od strony Kołomyi, Horodenki, Gwoźdźca na bocznych drogach również się wzmagał. Ciągnęły kawalkady wozów, aut, motocykli, rowerów. Wówczas auto bez paliwa bez trudu można było zamienić na rower. Wszyscy dążyli do Kut, gdzie była nadzieja na ratunek: dwa mosty do Wyżnicy – samochodowy i kolejowy – dwie drogi do wymarzonej Rumunii, sojuszniczki Polski. Historycy uważają, że przez Kuty do Rumunii przeszło około 25 tys. polskich wojskowych i około 50 tys. cywili.

Rankiem 17 września o godzinie 4.30, zgodnie z paktem Ribbentrop-Mołotow, wojska sowieckie przekroczyły granicę z Polską i zaczęły rozbrajać polskie oddziały. W tym dniu do Kut przybywają najważniejsi polscy politycy: marszałek Edward Rydz-Śmigły, prezydent Ignacy Mościcki, premier Felicjan Sławoj-Składkowski, minister spraw zagranicznych Józef Beck. Na plebanii księdza greckokatolickiego odbyło się ostatnie posiedzenie rządu polskiego z udziałem prezydenta. Gdy stało się wiadomo, że wojska sowieckie zajęły Śniatyn oraz przejście graniczne do Rumunii i kierują się na Kołomyję, rząd podjął decyzję o ewakuacji do Rumunii i dalszej drodze do Francji. Wówczas też uchwalono ostatnią odezwę do narodu polskiego prezydenta Ignacego Mościckiego. W nocy z 17 na 18 września władze przekroczyły Czeremosz i opuściły wciąż walczącą Ojczyznę.

W czasie przejazdu przez most kolumny rządowej wydarzył się widowiskowy przypadek. Drogę zagrodził autom pułkownik Ludwik Bociański, dawny wojewoda wileński i poznański, w tym czasie kwatermistrz rządu. W emocjonalnym przemówieniu starał się przekonać marszałka, by nie opuszczał kraju w tej ciężkiej chwili – trwała jeszcze obrona Warszawy. Marszałek odsunął pułkownika, a ten wyciągnął pistolet i strzelił sobie w pierś. Rydz-Śmigły nakazał zabrać ciało pułkownika do auta i ruszyli dalej. W Rumunii okazało się, że płk Bocianowski przeżył – kula przeszła koło serca. Następne pół roku leczył się w szpitalach, a o incydencie na granicy nie opowiadał nikomu, oprócz rodziny.

Nie wytrzymali hańby porażki wojewoda lwowski Alfred Biłyk oraz szef stanisławowskiego garnizonu gen. Stanisław Hlawaty. Obydwaj się zastrzelili.

W wirze tragicznych wydarzeń znalazł się w Kutach również Tadeusz Dołęga-Mostowicz. Nie mamy informacji, czym zajmował się wówczas w tej miejscowości. O jego śmierci napisał rektor Uniwersytetu Opolskiego historyk Stanisław Nicieja, przeprowadzając własne wnikliwe śledztwo w Kutach w sierpniu 2014 roku. Opierając się na wspomnieniach świadków tych wydarzeń, przytacza taką wersję wydarzenia:

Tadeusz Dołęga-Mostowicz. Lata 30.

Tadeusz Dołęga-Mostowicz został w Kutach po 17 września w celu obrony ludności miasta przed rabunkiem. Trzy dni w mieście nie było żadnej władzy – sowieci weszli do Kut dopiero 20 września. W tym czasie stara się on utrzymywać w mieście porządek, dowozi chleb do obozu internowanych po stronie rumuńskiej w Wyżnicy. 20 września przyjechał ciężarówką do piekarni Karola Rożankowskiego przy ul. Tiudowskiej w Kutach. Gdy z kierowcą ładowali chleb, do miasta wjechały sowieckie czołgi, uroczyście witane przez Żydów i Ukraińców. Młodzież wspinała się na czołgi i bratała z sowietami. Ktoś z tłumu (Nicieja twierdzi, że był to Ukrainiec) zwrócił uwagę, że pod piekarnią Rożankowskiego stoi polska ciężarówka. Jeden z czołgów tam pojechał. Widząc czołg, kierowca ruszył w kierunku mostu na Czeremoszu. Czołg nie był w stanie dogonić szybko jadącej ciężarówki i dał serię z karabinu maszynowego. Kule trafiły w samochód na stromym zjeździe koło kościoła ormiańskiego przy ul. Mostowej. Kierowca stracił panowanie nad kierownicą, ciężarówka zjechała w dół i wpadła do rowu, niszcząc płot w obejściu Mojzesowiczów. Z otwartych drzwi auta wypadł żołnierz w mundurze kaprala. Wokół leżały porozrzucane dziesiątki bochenków chleba i setki bułek. Ripsima Mojzesowicz zaciągnęła ciało żołnierza do sadu. Gdy rozpięła kartę kaprala przymocowaną skórzanym paskiem do jego ręki, wypadł z niej żeton Tadeusza Dołęgi-Mostowicza. Taka scena śmierci pisarza powtarza się w wielu wspomnieniach. Rożne są jedynie okoliczności miejsca i przyczyn wypadku ciężarówki. Część świadków jako miejsce podaje zakręt koło kościoła ormiańskiego i to, że kierowca uciekając przed kulami nie skręcił, lecz wjechał w ogrodzenie Mojzesowiczów.

Stanisław Nicieja osobiście przemierzył tę trasę autem i zobaczył, że koło obejścia Mojzesowiczów nie ma żadnego zakrętu. Uważa on, że przyczyną przewrócenia się ciężarówki były kule, które trafiły w szoferkę lub koła auta, a sam Tadeusz Dołęga-Mostowicz zginął od sowieckiej kuli, a nie od ran wskutek upadku.

Inna wersja podaje zupełnie odmienny przebieg wydarzenia. To sowieccy żołnierze rozkazali złożyć broń, Dołęga-Mostowicz ociągał się i został zastrzelony. Podobno też dlatego, że sowieckiemu żołnierzowi spodobały się jego buty. Trudno więc określić datę i okoliczności śmierci Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, skoro świadkowie plączą się we wspomnieniach i podają różne daty.

Nagrobek Tadeusza Dołęgi-Mostowicza na cmentarzu Powązkowskim, 2006

Ciało kaprala Tadeusza Dołęgi-Mostowicza zostało zabrane do kaplicy pogrzebowej na cmentarzu chrześcijańskim w Kutach. Wiadomość o tym, że zginął pisarz, natychmiast rozniosła się po obu stronach Czeremosza. Władze sowieckie nie przeszkadzały pogrzebowi, na który zeszły się setki ludzi. Chowali Tadeusza Dołęgę-Mostowicza dwaj księża – Samuel Manugiewicz i Wincenty Smała. Ciało leżało w kaplicy w otwartej trumnie. Zachowała się fotografia, którą wykonał Ukrainiec Dutkowski. Ludzie podchodzili, by ucałować buty pisarza, na czole zaś miał krwawą plamę. Świadek Stanisław Wolny widział ciało Tadeusza Dołęgi-Mostowicza przed złożeniem do trumny: „Do dziś pamiętam go w zakrwawionym mundurze polskiego oficera. Leżał jak gdyby spał, z zastygłym uśmiechem, młody, wysoki, blondyn” – wspominał.

 

Tadeusz Dołęga-Mostowicz został pochowany w grobowcu Ohanowiczów, a na grobowcu umieszczono napis po ukraińsku: „Polski pisarz Tadeusz Dołęga-Mostowicz”.

Dzięki staraniom prezesa Stowarzyszenia Pisarzy Polskich Jarosława Iwaszkiewicza rodzina Mostowiczów zgodziła się na ekshumację, która miała miejsce 24 września 1978 roku. Prochy pisarza przeniesiono do katakumb na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.

Tak zakończył się pobyt Tadeusza Dołęgi-Mostowicza na ziemi ukraińskiej, jego zaś dzieła i filmy nadal podbijają nasze serca.

Roman Czorneńki
Petro Hawryłyszyn

Tekst ukazał się w nr 1 (389), 17 – 31 stycznia 2022

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X