Szkolna wyprawka dla przedszkolaków

Szkolna wyprawka dla przedszkolaków

2 czerwca br. w gmachu Konsulatu Generalnego RP we Lwowie przygotowano tornistry, wypełnione najpotrzebniejszymi przyborami szkolnymi, aby je wręczyć przedszkolakom, którzy w tym roku pójdą już do 1 klasy.

Salę, w której zazwyczaj odbywają się uroczystości z okazji świąt narodowych czy wręczane są odznaczenia państwowe, w ten dzień wypełniała zupełnie inna atmosfera. Na kilka chwil oddana została dzieciom, wczorajszym przedszkolakom, którzy przybyli tu na uroczyste wręczenie plecaków ze szkolnymi wyprawkami. Od razu po wejściu na salę ich uwagę przyciągały nowiutkie kolorowe plecaki ustawione rzędami. Nie przejmowali się wcale powagą placówki dyplomatycznej, a czuli się tu jak u siebie w przedszkolu – biegali po obszernej sali; chłopcy czołgali się po wypolerowanej podłodze bawiąc się samochodzikami, a dziewczynki kręciły się w kółko, jakby w tańcu. Nawet rodzicom trudno było opanować ten żywioł. Gwar panował tu taki, że osoba nastrajająca mikrofon z trudem słyszała siebie przez głośnik. Postanowiono więc zrezygnować z nagłośnienia i zaprosić dzieci bliżej.

Trudno było w takim momencie wygłosić jakieś dłuższe przemówienie, więc zastępca konsula generalnego Katarzyna Sołek i konsul Sylwia Andujar-Piechowska postanowiły od razu przystąpić do ceremonii. Przywitały serdecznie dzieci i starały się przedstawić, jak to wspaniale będzie w szkole i po co potrzebne będą im plecaki. Tu dzieci włączyły się w wyliczanie akcesoriów szkolnych. Ze wszystkich stron padały poprawne odpowiedzi: a to piórniki, to ołówki, farby i pędzelki. Obie panie konsul przystąpiły do dzieła. Konsul Katarzyna Sołek pytała każdego, jak się nazywa i pomagała założyć plecak, konsul Sylwia Andujar-Piechowska podawała kolejny.

Gdy już rozdano wszystkie plecaki, nastąpił moment wspólnego pamiątkowego zdjęcia dzieci z paniami konsulami, a później również z rodzicami i już dzieci mogły przystąpić do słodkiego poczęstunku i napić się soku.

Rozmawiam z zastępcą konsula generalnego lwowskiej placówki konsul Katarzyną Sołek:

Gromadka rozbrykanych dzieciaków w konsulacie!
Jest to na pewno żywioł trudny do opanowania. Patrzę na te małe dzieci, które od września pójdą do szkoły, zmieni im się życie, będą miały już swoje obowiązki, i widząc ich radość serce rośnie. Bardzo miło było wręczać im plecaki, bo widać radość w ich oczach. Oprócz tego wiedzą już jak mają się przygotować do pójścia do szkoły, co ma być w plecaku. Jest to dla nich też ogromna radość.

Fot. Krzysztof Szymański

Naszej rozmowie przysłuchuje się konsul Sylwia Andujar-Piechowska.

Pani konsul, po raz który organizowana jest ta akcja?
Te akcje organizujemy od wielu lat. Początkowo, gdy nie mieliśmy swojej siedziby, jeździliśmy do przedszkoli, by tam na uroczystościach ukończenia przedszkola przez starsze dzieci w polskich grupach wręczać im wyprawki. Od kilku lat zapraszamy dzieci do nas.

Czy są trudności ze skompletowaniem plecaków z wyposażeniem?
Jest to niewątpliwie duża akcja z naszej strony. Mamy już jednak swoich dostawców i listę potrzebnego wyposażenia pierwszaka. Trochę to musi potrwać, bo chcemy, aby to wyposażenie było jak najbardziej kompletne. Zaczynamy te przygotowania zawczasu, ale mamy już doświadczenie w takiej akcji i wiemy gdzie zamawiać artykuły ładne, a jednocześnie trwałe i praktyczne. Staramy się stale poszerzać listę o to najpotrzebniejsze wyposażenie.

Ile przygotowano plecaków w tym roku?
Przygotowano ogółem 47 plecaków, w tym dziś rozdaliśmy 28 dzieciom z polskich grup przedszkolnych we Lwowie. Reszta jest przeznaczona do przedszkoli w terenie i tam już częściowo zostały dostarczone.

Fot. Krzysztof Szymański

Czy odwiedza pani czasami polskie grupy przedszkolne?
Jest to jedna z najprzyjemniejszych rzeczy w mojej pracy – spotkania z tymi dziećmi w przedszkolach. Następną taką przyjemną sprawą są mikołajki, gdy zawozimy prezenty do tych grup. Ale bywamy też przy innych okazjach. Jak tylko czas pozwala, to odwiedzam przedszkolaków z ogromną przyjemnością.

Dziękuję za rozmowę.

Sala powoli pustoszeje, dzieci z rodzicami opuszczają placówkę dyplomatyczna. Na stole pozostały już tylko papierki po cukierkach i puste szklanki. Dzieci zadowolone, pełne emocji niosą swoje plecaki do domów, a już za kilka miesięcy będą ich codziennym atrybutem, nieodłącznym elementem wyposażenia ucznia. Zacznie się ich nowe życie.

Krzysztof Szymański

 

X