Święta, święta… i po świętach Orkiestra dancingowa podczas występu w restauracji, NAC

Święta, święta… i po świętach

Mamy koniec grudnia 1930 roku. Święta już minęły, a Nowy Rok i karnawał jeszcze nie nadeszły. Cóż przyciągało uwagę czytelników Gazety Porannej w tych dniach. Nie zatrzymujemy się na „okrutnym morderstwie na Zamarstynowie” – tematowi temu poświęcono większość szpalt gazety w tych dniach. Przeglądniemy tematy nieco lżejsze…

Muzyka ma wpływ łagodzący obyczaje – twierdzą jedni. Inni natomiast są zdania, że…

Szkodliwy wpływ muzyki

Nie wszystko co przyjemne, jest dobre dla zdrowia

Czy może być coś przyjemniejszego, jak, siedząc przy wykwintnie zastawionym stole, przysłuchiwać się słodkim tonom orkiestry, wygrywającej bądź to sentymentalne walczyki, bądź też ekscentryczne foxy i namiętne tanga.

Pod tym znakiem stały dotychczas wszystkie modne restauracje zagranicą w Paryżu, Londynie, Berlinie itp., a i u nas w bardzo wielu lokalach gastronomicznych wprowadzono orkiestry dla umilenia gościom spożywania posiłków, a nawet połączono funkcje kulinarne z tańcem. Dziś tak u nas, jak zagranicą, w każdym niemal wytworniejszym lokalu piękne panie pomiędzy jednem a drugiem daniem nie gardzą turą modnego tańca. Muzyka i taniec zastąpiły w ostatnich czasach niemal zupełnie konwersację towarzyską. I dziś nie rozmawia się niemal zupełnie; wystarczy jeść, słuchać i tańczyć…

Ale nic stałego pod słońcem! W Anglji rozpoczyna się obecnie krucjata przeciw temu obyczajowi. Wybitni lekarze angielscy po dokładnych studjach orzekli, że niema nic zgubniejszego dla zdrowia, jak muzyka podczas jedzenia.

Okazuje się, że słuchanie muzyki napędza krew do mózgu. W chwili, gdy tej krwi najbardziej żołądek potrzebuje, muzyka ją stamtąd oddala.

Ta opinja lekarzy angielskich znalazła taki posłuch w świecie, że nie tylko w Anglji, ale również we Włoszech, a ostatnio i w Paryżu, w wielu pierwszorzędnych restauracjach już zniesiono orkiestry, zaś w lokalach dancingowych, sale jadalne są jak najdalej umieszczone od sal tanecznych, aby do niej nie dolatywały dźwięki muzyki…

Paryżanie cieszą się z tej separacji między muzyką a biesiadą, spodziewając się, że dzięki niej odżyje zanikający dziś, a tak na wskroś francuski dar konwersacji…

Dziś w każdych wiadomościach mamy informację o wypadkach drogowych, spowodowanych przez nietrzeźwych kierowców. Ale przed wojną też zdarzały się takie tragedie…

Tragiczna jazda pijanego szofera

Na ul. Piekarskiej przejechał 3 osoby, z których jedna zmarła w szpitalu, a druga walczy ze śmiercią. W pierwszy dzień świąt ulica Piekarska w godzinach wieczornych była terenem harców pijanego szofera, których epilog zakończył się tragicznie.

Oto około godz. 19.30 22-letni pomocnik szoferski Juljan Mieczysław Łaba jechał autem LW 91487 stanowiącem własność em. por. WP. Witolda Juchnowicza. Łaba w tym czasie był pijany i gdy przejeżdżał ul. Piekarską, najechał na przechodzącą przez jezdnie Klarę Bothównę, zam. przy ul. Gliniańskiej 23. Nie zważając na swą ofiarę, pijany szofer pojechał dalej, ale zaledwie maszyna jego zrobiła kilkanaście kroków, znowu najechał na przechodzących przez jezdnię małżonków Eljasza i Julję Tymczynów, zam. przy ul. Hoffmana 1, poczem straciwszy władze nad kierownicą, wjechał w kupę śniegu, gdzie został przez publiczność zatrzymany.

Na szczęście Łaby na miejscu zjawił się natychmiast posterunkowy, który wziął go w opiekę przed wzburzonym tłumem przechodniów i ocalił go przed grożącym mu lynchem. Przejechane osoby odwieziono do szpitala powszechnego, gdzie stwierdzono, że Tymczynowa i Bothówna odniosły bardzo ciężkie obrażenia na calem ciele i życiu ich zagraża niebezpieczeństwo.

Łabę oddano do aresztów policyjnych, a auto zagarażowano. Jak się w ostatniej chwili dowiadujemy, p. Julja Tymczynowa wskutek odniesionych ran wczoraj przed południem zmarła w szpitalu, zaś Bothówna w dalszym ciągu walczy ze śmiercią.

Tragiczny ten wypadek na ul. Piekarskiej wywołał w mieście wielkie poruszenie.

Ranną w wypadku kobietę odnoszą do pogotowia, NAC

Obecnie ludzie wypadają z tzw. „marszrutek”, co często możemy oglądać na Youtube. Jednak i to też nie jest nic nowego…

Gdy motorowy się niecierpliwi

O uprzejmości naszych konduktorów i motorowych pisać można tomy. Prawdą jest, że w ostatnich czasach funkcjonariusze Miejskiej Kolei Elektrycznej wiele zyskali na uprzejmości, ale przed rokiem czy dwoma, pożal się Boże – pasażer przedstawia dla nich jedynie wartość 25 groszy, to jest tyle, ile kosztuje bilet tramwajowy bez prawa przesiadania.

Na tem tle rozegrał się wczoraj proces przed Trybunałem Karnym, któremu przewodniczył r. Bendaszewski, a oskarżał prok. Mostowski. Na ławie oskarżonych zasiadł motorowy Franciszek Zając, oskarżony o spowodowanie złamania nogi niejakiej Rózi Dreikursowej.

8 sierpnia br. jechała Dreikursowa „5” do domu przy ulicy Zamarstynowskiej 24, a że miała wiele pakunków, wysiadając prosiła konduktora Stanisława Gotosmana, by nie dawał sygnału dopóki ona nie wysiądzie. Trwało to dosyć długo, toteż zniecierpliwiony motorowy ruszył wówczas, gdy stała jeszcze jedną nogą na schodkach. Dreikursowa upadła i złamała nogę. Dłuższy czas leczyła się, a nawet wczoraj przybyła na rozprawę, utykając na nogę i opierając i się na lasce.

Krytyk teatralny rozłożył na łopatki najnowsza premierę w teatrze małym. Chyba jednak jest w tym coś z prawdy…

Z teatru – „Skandal w Savoyu”

komedja w 3 aktach W. Kelemana i S. Geyera.

Jak już sama nazwa wskazuje, Teatr Mały przeznaczony jest do mniejszych dzieł repertuaru dramatycznego jako poniekąd pewnego rodzaju odciążenie dla Teatru Wielkiego i Rozmaitości, pracujących w wielkiej sztuce. Z tego jednak nie wynika, ażeby musiał być ten sympatyczny „wypoczynkowy” teatrzyk schroniskiem dla rzeczy tak bardzo małych i błahych, jak ostatnia wystawiona komedja „Skandal w Savoyu”.

Lichutka ta farsa dwóch autorów niemieckich o całkiem nieznanych nazwiskach przypadkiem chyba dostała się na repertuar teatrów lwowskich, pracujących w ostatnich czasach pod nową dyrekcją tak pięknie i górnie. „Skandal w Savoyu” przypomina mi ubranie zamówione, a nie odebrano z powodu wad. Wszystko w niej jest niedociągnięte, niedokrojone, niedoszyte. I fabuła i rysunek typów i djalogi. Minimalny wysiłek autorów na barki aktorów zwala całą odpowiedzialność za powodzenie farsy, lecz aktor nie mając tworzywa na próżno usiłuje coś otworzyć. Więc ani wdzięk kobiecości p. Melanowicz, ani kapitalna gestykulacja Znicza nie potrafiły ożywić rumieńcem anemiczną twarz scenicznego karzełka, bezpłciowego homunculusa z pracowni Kelemana i Geyera.

Szkoda czasu i atłasu, szkoda gry młodych i zdolnych aktorów na takie lichoty. Zapomnijmy przeto o „Skandalu w Savoyu” i nie psujmy sobie krwi tą pomyłką repertuarową.

Czytając styl działania przedwojennych przemytników, widzimy, że w tej materii nic się nie zmieniło…

Wykrycie wielkiego przemytu bielizny zagranicznej

Z Łodzi donoszą: Od kilku tygodni pojawiły się na rynku łódzkim wielkie ilości bielizny męskiej pochodzącej z Niemiec i Czech. Niskie ceny były dowodem, że towary te pochodzą zapewne z przemytu. Władze celne roztoczyły baczną uwagę nad miejscowościami granicznemi. W wigilję funkcjonarjusze straży celnej zauważyli wielki samochód ciężarowy, naładowany drobiem. Samochód jechał z Wielunia w kierunku Łodzi.

W pewnej odległości za samochodem jechał jakiś mężczyzna w taksówce, której szybkość przystosowywał do jadącego auta ciężarowego.

Samochód poddano rewizji. Znaleziono wielką ilość bielizny zagranicznej. Pasażerem tajemniczej taksówki okazał się szef bandy przemytniczej, który od dłuższego czasu trudnił się przemytem towarów zagranicznych.

Straty skarbu wskutek przemycania bielizny z Niemiec i Czechosłowacji wynoszą kilkaset tys. zł.

Spadł śnieżek. Ulice się zabieliły, ale nie ma już na nich dzieci z sankami – wszystkie siedzą w domach przy smartfonach…

Ulice miasta jako tory sportowe

Stanowisko nasze w sprawie sportu saneczkowego i narciarskiego jest dostatecznie znane, chociażby umieszczonych ostatnio w „Gazecie Porannej” kilku artykułów o sportach zimowych we Lwowie. Odnosimy się do tego sportu z całą sympatią, życzliwością, niemniej jednak z tem zastrzeżeniem, że nie odbywa się on we właściwych warunkach i na właściwem miejscu. Natomiast to, co się dzieje na ulicach miasta, jak przy ul. Kraszewskiego, Kaleczej, Dąbczańskiej i wszystkich innych, posiadających znaczny spadek, nie może być żadną miarą tolerowane.

W parku zdecydowanie bezpiecznej niż na ulicy, NAC

Saneczkarze i narciarze bez względu na znaczny ruch zarówno kołowy jak pieszy uważają ulice za odpowiedni teren do swoich wyczynów sportowych, co pociąga zarówno niebezpieczeństwo dla nich samych, jak dla wszystkich, z którymi narciarz lub saneczkarz może się zderzyć. Ostatnio byliśmy świadkami sceny, która mogła pociągnąć za sobą niezwykle tragiczne następstwa. Z góry ul. Rabczańskiej w szybkim biegu zjeżdżały saneczki wprost na przejeżdżające u wylotu ul. Chorążczyzny auto. Sytuacja była tak groźna, że wszystkim przygodnymi widzom po prostu zastygła krew w żyłach. Skończyło się na szczęście bez wypadku, gdyż szoferowi udało się wyminąć saneczki. Było to jednak zaiste tylko zrządzenie łaskawego losu, którego nie wolno lekkomyślnie wyzywać.

Ze względu na niebezpieczeństwo, związane z takiem używaniem ulic miasta jako terenów sportowych, apelujemy do Magistratu i Starostwa grodzkiego o uregulowanie tej sprawy i wydanie odpowiedniego zakazu, którego przestrzeganie winno być ściśle kontrolowane przez organy policyjne.

Na koniec jednak musimy jeszcze zauważyć, że samym tylko zakazem kwestji tej załatwić nie można, ale należy dać przede wszystkiem młodzieży sposobność do używania sportu saneczkowego i narciarskiego przez wyznaczenie odpowiednich do tego celu miejsc w myśl uwag, jakie już na ten temat wypowiedzieliśmy w swoim czasie.

W tym roku Święta też białe i mroźne, jak „drzewiej bywało”…

Coraz mroźniej!

Po łagodnych, jak gdyby tylko dla nastrojowej dekoracji uśnieżonych świętach, temperatura w miarę zbliżania się do Nowego Roku obniża się coraz hardziej, a od soboty panuje już wcale kawalerski mrozik, dochodzący wieczorem i wczesnym rankiem do 12 stopni. Jeśli tak dalej pójdzie, to styczeń obejmie berło w pełnym majestacie, zdobny we wszystkie insygnia swej władzy. O ile zresztą tylko okaże umiarkowanie i nie zechce zanadto się srożyć, to może liczyć na sympatyczne przyjęcie jako spodziewany pogromca grypy grasującej bezkarnie w czasowej skisłej atmosferze jesiennej która, według mniemania ogólnego, jest dla niej najlepszą wylęgarnią.

Życie wieszczów zawsze interesowało opinię publiczną. Interesowano się też osobami z nimi związanymi. Nawet pośrednio…

Zgon wnuczki Maryli Wereszczakówny

Dzienniki donoszą z Nowogródka, że w wieczór wigilijny zmarła tam śp. Marja Tuhanowska, wnuczka Maryli Wereszczakówny, tak blisko związanej z życiem Adama Mickiewicza. Śp. Tuhanowska była jedną z najpopularniejszych osób na Kresach Wschodnich. W roku 1911 obawiając się, aby olbrzymie jej dobra, położone nad Świtezią nie przeszły w posiadanie rządu rosyjskiego, zapisała je mińskiemu towarzystwu rolniczemu jako organizacji na wskroś polskiej. Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę Tuhanowicze przeszły na własność Skarbu państwa, zaś rząd polski wyznaczył śp. Tuhanowskiej rentę dożywotnią.

W roku ub. w czasie pobytu p. Prezydenta Rzplitej w Tuhanowiczach, śp. Tuhanowska odznaczona została krzyżem oficerskim orderu Polonia Restituta. Zmarła w wieku lat 61.

„Nadworny poeta” Gazety Porannej, niejaki NEMO, obudziwszy się po Świętach spojrzał na kalendarz i ułożyła mu się taka refleksyjna rymowanka…

Mój kalendarz
By uzupełnić czasem pamięci swojej braki,
Na kalendarzu ściennym ołówkiem robię znaki.
Wężyki, kreski, kółka jak na żołnierskich szlifach.
Historja mego życia zamknięta w hieroglifach.
Bliźniego niedyskrecji zupełnie się nie boję,
Bo alfabetu szyfrę zna tylko serce moje.
Kreskę dostaje tylko dzień szary i bez treści.
Tych kresek coraz więcej kalendarz życia mieści.
Dzień dobry i szczęśliwy maleńkiem kółkiem znaczę,
Tych kółek już nie wiele na drodze mej zobaczę.
Lecz gdy mię coś opuszcza, gdy coś umiera we mnie.
Wpisuję mały krzyżyk nieznacznie i tajemnie.
I choć do szczęścia w życiu tęskniłem najgoręcej,
W mym ściennym kalendarzu krzyżyków jest najwięcej.

Zima, sylwester to okres wyjazdów w góry – stąd reklama ośrodków wczasowych…

Krynica-Zdrój pensjonat „Marja”

Otwarły cały rok pełny komfort, ciepła i zimna woda bieżąca w pokojach. Centralne ogrzewanie wodne, łazienki, balkony, werandy, ogród, kwiatowy, sala dancingowa, itd. Kuchnia pierwszorzędna, na żądanie djetetyczna.

Tatarów nad Prutem.

Pensjonat „Zofiówka” poleca pokoje jasne, ogrzewalne, z całkowitym czterokrotnym, bardzo smacznym i obfitym wiktem po 10 zł. dziennie. Pianino, radjo, biblioteka, auto.

Humor, Gazeta Poranna

Cóż to byłaby za gazeta bez kącika humoru…

Humor – Dobra sposobność

– Panie doktorze, mój mąż umarł już trzy miesiące temu… a co nocy ukazuje mi się we śnie.
– Tak? To proszę mu łaskawie powiedzieć, że został mi jeszcze winien sto złotych.

Została zachowana oryginalna pisownia

Opracował Krzysztof Szymański

Tekst ukazał się w nr 24 (388), 27 grudnia 2021 – 17 stycznia 2022

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X