Konsekracja kolegiaty pw. św. Wawrzyńca miała miejsce 28 maja 1623 roku. Konsekratorem był lwowski abp Jan Andrzej Próchnicki. W ubiegłym 2023 roku obchodzono jubileusz czterechsetlecia tego wydarzenia. To zachęciło mnie, by sięgnąć do okresu sprzed 35 lat i przywołać pewne wydarzenia, aby przekazać je pamięci potomnych. Pragnę opisać pierwsze początki ponownego otwarcia tej historycznej świątyni.
Po raz pierwszy przybyłem do Żółkwi latem1984 roku będąc na wakacjach jako kleryk Seminarium Duchownego w Rydze. Wtedy miastecko nazywało się Nesterow. Zwiedzałem zabytki miasta i dotarłem na Rynek do olbrzymiej kolegiaty. Przez szparę w głównych drzwiach wejściowych zaglądałem do wnętrza kościoła i nie przyszła mi wtedy do głowy myśl, że po kilku latach kościół zostanie przywrócony wiernym, a ja będę pierwszym proboszczem tej parafii.
Ogromną zasługę w dziele otwarcia kościoła miał ks. Ludwik Kamilewski (†2019). Spotkał się z mieszkańcami w Domu Kultury i przekonywał o słuszności głosowania za oddanie zamkniętej świątyni wiernym Kościoła rzymskokatolickiego. Czasy były niezbyt pewne. Na budynkach administracji i instytucji państwowych były umieszczone dwie flagi: sowieckiej Ukrainy i niebiesko-żółte. Ludzie nie byli pewni przyszłości, nie mieli odwagi, bali się. Ksiądz Ludwik miał jednak ogromny autorytet, posłuchano go. Utworzono Komitet kościelny z 20 osób zgodnie z wymogami ówczesnego prawa państwowego. Prezesem Komitetu kościelnego z polecenia ks. Ludwika został pan Bazylewicz, na co obecni wyrazili zgodę. Zastępcą prezesa została Zofia Towarnicka, póżniejsza długoletnia prezes Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej. Na kasjera i członka zarządu parafią wyznaczono Piotra Stecyszyna. Podpisaną petycję przekazano władzom. Działo to się na wiosnę1989 roku. Na decyzję w sprawie oddania kościoła wiernym trzeba było jeszcze długo czekać – miało być pozwolenie ze Lwowa a nawet z Moskwy.
W pomieszczeniu kolegiaty mieściły się magazyny rejonowej spożywczej kooperacji (райспоживспілка), magazynowano w nim mąkę, kasze, makaron, olej w beczkach, naczynie do stołówek, marynowane ogórki i pomidory w szklanych słoikach, kartofle itp. Stąd rozpłodziło się tam wiele gryzoni. Widok był przygnębiający. Bez pozwolenia na objęcie tego obiektu niczego nie wolno było nawet dotykać. Pozytywna decyzja władz nadeszła 2 września 1989 roku i ks. Ludwik natychmiast zwołał ministrantów z katedry lwowskiej oraz wiernych żółkwian i zaczęto usuwać z kościoła cały dobytek „wczorajszych gospodarzy”. Co odważniejsi chłopcy i ministranci nawet wspięli się na dach prezbiterium kolegiaty i pomalowali go zieloną farbą, łatając dziury w blasze w celu zabezpieczenia go przed deszczem.
Wewnątrz zbudowano z desek wysoką na ok. 18 metrów wieżę, aby dostać się do kopuły, gdyż pod nią gołębie zbudowały duże gniazda i było sporo ptasich odchodów. Ludzie jeszcze długo potem z pewnym podziwem opowiadali mi, jak ksiądz Kamilewski stojąc na tej wieży zrzucał długą tyczką te gniazda na dół. Takie zaangażowanie kapłana było dla wszystkich bardzo budujące. Ludzie z entuzjazmem podejmowali wszelkie prace wewnątrz i na zewnątrz kościoła, gdyż trzeba było wykarczować dziko rosnące tam klony i krzaki. Do pomocy przychodzili nasi wierni ze Starej Skwarzawy: starsi i dziewczęta, około 15 osób.
fot. Aleksander Kuśnierz / Nowy Kurier Galicyjski
Otwarcie kolegiaty nastąpiło 28 października 1989 roku. Przybyło bardzo dużo ludzi. Byłem też ja. Kościół poświęcił i kazanie z ambony wygłosił ojciec Rafał Władysław Kiernicki (†1995 rok). Po Mszy świętej kapłani spotkali się na obiedzie u pani Żółkiewskiej, mieszkającej w swej prywatnej willi poniżej klasztoru oo. bazylianów. Po uroczystości otwarcia ks. Ludwik Kamilewski jeszcze pięć razy dojeżdżał do Żółkwi z Mszą święte: dwie niedziele, pierwszy piątek, 1 i 2 listopada. W niedzielę 12 listopada ks. prałat Kamilewski przedstawił mnie w Żółkwi jako nowo mianowanego proboszcza. Wówczas było w kościele około 250 do 300 osób. Trzeba przypomnieć, że w międzyczasie ojcowie bazylianie walczyli o odzyskanie swej cerkwi od prawosławnych. Władze postanowiły cerkiew zamknąć aż do rozwiązania konfliktu. Grekokatolicy odprawiali nabożeństwa przy głównym wejściu do cerkwi, a prawosławni od strony wielkiego ołtarza.
Zaczęła się moja praca w kolegiacie tak bardzo zdewastowanej nie tyle przez czas, co przez nieludzką ideologię ateistyczną: połamane stalle, wydrążone na głębokość 60 cm wzdłuż ścian rowy w posadzce– najprawdopodobniej w celu wykonania ogrzewania, dwa boczne ołtarze bez obrazów, ambona bez ozdób, resztki prospektu organowego bez instrumentu, ołtarz wielki z figurą ukrzyżowanego Chrystusa w niszy centralnej pozbawioną głowy, której nigdy nie odnaleziono, okna z pobitymi witrażami, pozaciągane ceratą. Wszędzie brud, kurz, latające gołębie i ptaki, biegające szczury, zalana olejami i farbą marmurowa posadzka. Widok nędzy i rozpaczy.
Jak tu nie wspomnieć tych heroicznych, pracowitych i oddanych kościołowi ludzi:
Marija Bryń (†2022) wzięła się za mycie posadzki. Czym jej tylko nie czyściła: drucikami, metalowymi szczotkami, ściernym papierem, sodą… i myła, myła, myła… Przychodziła tu kiedyś z Czeremisznej z matką jako małe dziecko i pokazywała mi miejsce, gdzie wówczas siedziała lub stała i ze złożonymi rączkami się modliła.
Iwan Pyrożak (†2019) po pracy w hucie szkła codziennie przychodził, aby w kościele przygotować ołtarz do Mszy świętej, wyczyścić świece, przynieść do ołtarza ampułki, służyć jako ministrant. Dużo fizycznej pracy wykonywał, zawsze punktualny, oddany i wierny kościołowi.
Maria Pyrożak prawie codziennie przychodziła aby przygotować obiad, posprzątać lub coś drobnego wyprać.
Włodzimierz Jacyniak (†2018) oficjalnie pracował przy parafii jako stolarz. Zrobił okna, drzwi, zwłaszcza do kaplicy w Starej Skwarzawie, ławki, układał kafelki, skuwał tynki i wiele innej pracy wykonywał. Był człowiekiem młodym, po służbie wojskowej, błogosławiłem jego małżeństwo i ochrzciłem wszystkie jego dzieci a było ich dziesięcioro.
Ze smutkiem wspominam zmarłych już parafian: Regina Sobolewska, Netluch Helena z Moczar, Genowefa Skoropad, Maria Salo, Katarzyna Łysak (Kazia), Jadwiga Iljina (Zacharówna), Józef Niedzielski. A z Soposzyna (2 km k. Żółkwi): Fedor Szeremeta z żoną Stefanią, Stefa Steć, Aniela Grech – codziennie była na Mszy świętej, niezależnie od pogody czy pory roku, Maria Łosobyk i wielu, wielu innych.
Z nieocenioną pomocą pośpieszył do Żółkwi profesor Ryszard Brykowski ze Wspólnoty Polskiej w Warszawie. Urodził się w Kołomyi, dlatego Kresy były bliskie jego sercu. Zatroszczył się o nawiązanie więzów współpracy z Fundacją Ochrony Zabytków z Warszawy i z dyrektorem Stanisławem Karolkiewiczem. Z jego polecenia do pracy w kolegiacie przybył na kilka lat inżynier Piotr Kozarski – wspaniały specjalista z mykologii. Owocnie zwalczał korniki, żerujące na drewnianych elementach stall i ołtarzy. Po dyrektorze St. Karolkiewiczu dyrektorstwo w Fundacji objęli Tadeusz Swat, a po nim Roman Mirecki. Wtedy pojawił się pomysł urządzenia studenckich dwutygodniowych praktyk warszawskiej i krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych (ASP). W czerwcu przybywała do Kolegiaty 12–13-osobowa grupa studentów, aby restaurować zniszczone alabastrowe nagrobki Żółkiewskich, Sobieskich i Daniłowiczów. Kierownikiem praktyk przez wiele lat był profesor Janusz Smaza. Obiady spożywali w miejskiej restauracji, zaś śniadania i kolacje we własnym zakresie. Studenci nocowali w hotelu, należącym do Żółkiewskiego Leśnictwa (plebanii jeszcze nie było). Dzięki tym praktykom i wielu pracom dyplomowym udało się fachowo odnowić wszystkie wysokiej klasy nagrobki w kolegiacie.
Ogromnie wiele pracy wkładali dwaj chłopcy ze Lwowa – ministranci Roman i Sławek. To jak oni ozdabiali kwiatami ołtarze na Wielkanoc, ile pomysłu, cierpliwości wykazywali, a także do Mszy św. służyli, uczestniczyli w procesji itd. – jest podziwu GODNE. Bardzo im dziękuję. Roman Stadnik obecnie jest kapłanem, proboszczem i dziekanem w Kałuszu, a Sławek jest bratem zakonnym u oo. franciszkanów (OFM).
Nie mogę nie wspomnieć sierpnia roku 1990 i 1991 gdy przybyło trzech kleryków od księży michalitów z Warszawy, a w następnym roku – 4 kleryków z Krakowa od franciszkanów reformatów. Odprawialiśmy razem odpust św. Wawrzyńca 10 sierpnia, w robocze dni klerycy organizowali prace z parafianami na cmentarzu – ścinanie krzaków, trawy i drobnych drzew. Kościelną młodzież uczyli nowoczesnych pieśni religijnych pod gitarę i te pieśni nasza młodzież często później śpiewała. Przypomnę pewien fakt z odpustu parafialnego. Przed Mszą św. najpierw była adoracja Najświętszego Sakramentu i prowadzili ją ci wspomniani klerycy. Przyszli do ołtarza z gitarą i zaczęli śpiewać z młodzieżą nauczone nowoczesne pieśni, uderzając przy tym w takt stopą. Ludzie od razu zauważyli, że zakonnicy nie mają skarpetek, byli tylko w sandałach. Za dwa dni parafianie przynieśli im skarpety. Nie byli przyzwyczajeni, by ktoś przy ołtarzu był na boso.
Adam Ważny – żółkwianin z Warszawy ofiarował 100-kilogramowy dzwon, który obecnie wisi na dzwonnicy, a po śmierci swojej żony Marty także kielich mszalny i puszkę ku jej pamięci.
10 września 1994 roku do Żółkwi przyjechała matka generalna ss. dominikanek Barbara Pawełczak, definitorka Zgromadzenia s. Beata oraz dwie siostry zakonne Paula i Agata. Te dwie siostry pozostały w Żółkwi i dały początek pracy sióstr świętego Dominika, które tu do dziś dzielnie i owocnie pracują. Siostry dominikanki do pracy w Żółkwi zaprosił osobiście ks. abp Marian kardynał Jaworski (†2020). Od razu pojawiła się sobotnio-niedzielna szkółka katechetyczna, również była zapewniona troska o czystość bielizny kielichowej i ołtarzowej.
Z ogromnym uznaniem wspominam profesor Alicję Grześkowiak – marszałek Senatu Rzeczypospolitej Polskiej, która bardzo przyczyniła się, aby blacha miedziana z magazynów Wojska Polskiego dotarła do Żółkwi i by wkrótce rozpoczęły się olbrzymie prace na dachach kolegiaty, po części z wymianą więźby drewnianej i pokryciem miedzią całego dachu. Blachę w rulonach złożyliśmy wewnątrz w nawie głównej. Jej połysk na słońcu był przeuroczy. Ludzie spoglądając na dach mówili: „Дивіться, поляки золотять свій костел” (Popatrzcie, Polacy złocą swój kościół).
Z pomocą pośpieszył nam były dyrektor Związku Zawodowego Elektryków przy Elektrowni Bełchatowskiej Zdzisław Pawłowski. Widok kolegiaty żółkiewskiej wewnątrz był smutny, dlatego po powrocie do Bełchatowa rozmawiał on z Franciszkiem Więcławskim, że w sezonie zimowym jego firma FazBUD S.C. położy posadzkę w całym kościele z granitu i marmurów. Na ten cel wygenerowano pomoc o wartości ok. 2,5 milionów ówczesnych złotych. Sfinansowano dzięki temu marmurową posadzkę i materiały do jej ułożenia, zakup ławek kościelnych, 6 dużych okien o wysokości 8 metrów i trzech okien okrągłych. Zacny i uczciwy ten człowiek bardzo nam pomógł.
Zdzisław Pawłowski bardzo chętnie pomagał nam w dniu św. Mikołaja. Dary i prezenty były niezwykle hojne, tak że dzieci mówiły: „Polski Mikołaj jest lepszy”. Kochany Panie Zdzisławie – sto lat!
Zdzisław Pawłowski, Franciszek Więcławski i pracownicy z jego branży Krzysztof Lesiak, Jadwiga Tumidajewicz, Roman Szczęsny i Łukasz Wędzie, zostali odznaczeni odznakami ministerialnymi „Zasłużony dla Kultury Polskiej”.
Dzięki pomocy Bożej oraz wielu, wielu ludzi dobrej woli – ofiarnych i życzliwych, jak również dzięki wierności obecnych parafian – choć nie powróciły na swoje miejsce cztery, ogromnej wielkości batalistyczne obrazy, a prace renowacyjne nadal trwają – wierzę że ta świątynia powróci do swej dawnej świetności Bogu na Chwałę!
Ks. kan. Bazyli Pawełko
wieloletni proboszcz kolegiaty w latach 1989–2010
Tekst ukazał się w nr 15-16 (451-452), 30 sierpnia – 16 września 2024




