Strategiczne wątpliwości

Strategiczne wątpliwości

Podróż ministra Radosława Sikorskiego na Ukrainę przeszła w Polsce bez większego echa. Tymczasem osobom zajmującym się problematyką wschodnią kolejny już raz dano do myślenia, jak też rozkładane są akcenty w polsko-ukraińskich stosunkach.

 

Wydaje się, że odkąd przed laty zaczęto posługiwać się terminem „strategiczne partnerstwo” w odniesieniu do tych relacji, politycy, politolodzy czy dziennikarze podzielili się na dwa obozy. Jedni stoją murem po stronie entuzjastów takiego określania polityki Warszawy wobec Kijowa i przekonują o jej efektywności, podając przykłady tego, co udało nam się osiągnąć na przestrzeni minionych 21 lat wspólnego sąsiadowania jako niezależne państwa. Uregulowanie zaszłości historycznych, promowanie ich kraju w drodze do Unii Europejskiej czy niegdyś NATO – to tylko przykłady tego, co przez wszystkie przypadki odmieniane jest nad Wisłą. O działaniach, ze strony ludzi nastawionych mniej entuzjastycznie, mówi się jakby mniej, bo przecież trudno zakładać, że przejawem dobrosąsiedzkich stosunków i strategicznego partnerstwa był chociażby pamiętny rajd poświęcony osobie Stepana Bandery.

I między innymi, na takie przedsięwzięcia wskazuje druga z rzeczonych grup – sceptycy. Od nich można usłyszeć, że strategiczne partnerstwo – to pojęcie jedynie deklaratywne, że tak naprawdę właśnie przez asymetrię w tych relacjach doskonale uwidacznia się to, że w rzeczywistości nie może być o nim mowy. Politycy owszem, chętnie mówią o przyjaźni i możliwościach współpracy, lecz mniej w tym kierunku robią, a tak naprawdę można odnieść wrażenie, że oba kraje oddalają się od siebie, a nie zbliżają.

Podróż ministra Sikorskiego na Ukrainę dostarczyła zapewne nowych argumentów zwolennikom obu nurtów. Nawet jeśli zapowiedział podczas rozmów w Kijowie otwarcie polskiego konsulatu RP w Doniecku, to sprawa nie wywołała takiego rezonansu, jak zapowiedź zniesienia dla Ukraińców opłat za polskie wizy. Umowa w tej sprawie ma zostać podpisana do końca 2012 roku i z pewnością była tym, na co najbardziej zwrócono uwagę nad Dnieprem. Zresztą oczywiste jest, że tą zapowiedzią zainteresowanych jest wiele tysięcy mieszkańców kraju nad Dnieprem. Jak podano, w 2011 roku obywatelom Ukrainy wydano około 600 000 wiz, w tym 200 000 były to wizy narodowe. W roku bieżącym być może liczba ta wzrośnie, jako że przed nami jedna z wielkich sportowych imprez – mistrzostwa w piłce nożnej EURO 2012.

W skróceniu czasu oczekiwania na stosowne dokumenty, uprawniające do wjazdu do Polski, pomóc może właśnie doniecki konsulat. Jeżeli władze Ukrainy wyrażą na to zgodę, stanie się on ósmą placówką dyplomatyczną tego rodzaju, uruchomioną przez Polskę w naddnieprzańskim kraju i zapewne odciąży inne w wydawaniu wiz, bo na ich zniesienie nie należy liczyć. Radosław Sikorski zapowiedział co prawda, że kiedy tylko Ukraińcy spełnią warunki techniczne dla ruchu bezwizowego z Unią Europejską, Polska będzie ich wspierać, lecz jak zazwyczaj bywa w takich wypadkach, nie zostały nakreślone żadne bliższe szczegóły. Można mieć tylko nadzieję, że więcej ich padło podczas spotkania z ministrem Kostiantynem Hryszczenko, kiedy omawiano przygotowania do EURO 2012 i bieżące problemy związane ze stosunkami dwustronnymi i integracją Ukrainy z UE, która coraz bardziej, zdaniem polskiego polityka, dystansuje się wobec Kijowa. Nawet, jeśli nie jest to izolacja, to oddalenie powinno być niepokojące dla rządu Azarowa i powinno skłonić do rewizji stosunku wobec nadal przebywającej w więzieniu premier Julii Tymoszenko.

Po tej wizycie raz jeszcze pozostało wrażenie, że pada wiele słów i obietnic, które już w różnych konfiguracjach słyszano, a tak naprawdę sprawy nie posuwają się do przodu. Integracja Ukrainy z Unią Europejską pozostała wielką niespełnioną nadzieją (by nie użyć tu słowa „porażką”) polskiej prezydencji unijnej, a o planach w tej kwestii od lat słyszymy nad Dnieprem i Wisłą. Zapowiedź zniesienia wiz, mniej lub bardziej mglista, także wyciągana jest niczym króliczek z kapelusza w obliczu ważnych wydarzeń politycznych czy gospodarczych. I nie dziwi, że reanimowano ją przez czerwcowymi mistrzostwami. Tylko konsulat w Doniecku wydaje się być swoistym novum i, jak zechcą być może zwolennicy koncepcji dobrze funkcjonującego strategicznego partnerstwa pomiędzy Polską a Ukrainą, stanie się najlepszym dowodem na prężnie rozwijające się dwustronne relacje. Oczywiście, jeśli powstanie. Przykład problemów, które wiążą się z samym tylko budynkiem konsulatu we Lwowie, może skłaniać ku znacznej ostrożności w ocenie tych zamierzeń.

Strategiczne partnerstwo raz jeszcze przejawiło się w sposób dobrze znany i wizyta ministra Sikorskiego nie przyniosła żadnych niespodzianek. Chyba, że kazała się zastanowić, czy partnerstwo to Warszawa buduje obecnie z rządem w Kijowie, czy żywi sentymenty wobec odsuniętej od władzy opozycji. Spotkanie Radosława Sikorskiego z córką byłej premier mogło być przez sceptyków kontrowersyjnej idei postrzegane jako sygnał, że we wzajemnych stosunkach rządów obu państw wcale nie dzieje się najlepiej. Nie mniej może to tylko nadinterpretacja, a przecież malkontentom zwykle trudno jest dogodzić…

 

Agnieszka Sawicz

Tekst ukazał się w nr 3 (151), 14-27 lutego 2012

X