Sposób na życie w warunkach odmienionych

Sposób na życie w warunkach odmienionych

Z Elżbietą Smułkową, slawistką, białorutenistką, profesorem Uniwersytetu Warszawskiego i pierwszym ambasadorem RP na Białorusi, rozmawiał we Lwowie, mieście jej urodzenia i dzieciństwa, Konstanty Czawaga.

Prof. dr hab. Elżbieta Smułkowa jest specjalistką w zakresie języka i dialektów białoruskich oraz słowiańskiego językoznawstwa porównawczego. Badaczka polsko-białorusko-litewskiego pogranicza w zakresie kontaktów językowych i problematyki socjo-etnolingwistycznej. Organizatorka kształcenia młodej kadry naukowej (polskiej i zagranicznej) w zakresie interdyscyplinarnych badań terenowych pogranicza językowego i kulturowego.

Kilkakrotnie odbywała staże naukowe w Kijowie, Mińsku i Moskwie. Prowadziła wykłady gościnne na zaproszenie Uniwersytetów w Lund i w Konstancji. Uczestniczka Międzynarodowych Kongresów Slawistycznych i licznych międzynarodowych konferencji w kraju i zagranicą, w tym w 1990 roku w Rzymie na sympozjum The Foundations of Historical and Cultural Traditions in East Central Europe: Belarus, Lithuania, Poland, Ukraine, na którym po raz pierwszy spotkali się przedstawiciele państw postsowieckich z badaczami emigracyjnymi Ameryki i krajów Europy Zachodniej. Jest autorką „Księgi referatów i dyskusji Okrągłego stołu”, która została wydana w Lublinie w 1994 roku. W latach 1991-1995 początkowo konsul generalny, a następnie pierwszy ambasador RP na Białorusi. Autorka ponad 160 publikacji naukowych.

Pani profesor, skąd u rodowitej lwowianki takie wielkie zainteresowanie kwestią języka białoruskiego?

Po wojnie trafiłyśmy z matką do Torunia. Do Torunia przeniesiono wtedy Uniwersytet Wileński, dawny Stefana Batorego, i środowisko Uniwersytetu Wileńskiego prowadziło polonistykę w Toruniu, którą ja zaczęłam studiować. Była tam bardzo ciekawa i mądra osoba – prof. Halina Turska, która badała gwary białoruskie, polonizację Litwinów i częściowo Białorusinów na terenie Wileńszczyzny. Ja broniłam u niej swą pracę magisterską. Prof. Turska podsunęła mi pomysł badania gwar białoruskich na Białostocczyźnie.

Także dawny Uniwersytet im. Stefana Batorego wpłynął na moje zainteresowanie lingwistyczne. No a potem potoczyły się już moje losy naukowe, kolejne prace, gdzie zobaczyłam jak bardzo wiele ciekawego jest w tym języku, jakie istnieją archaizmy, jakie związki z językiem litewskim, z polskim i świadomość, że to jest pogranicze wyrażone w kulturze, w świadomości ludzkiej i w samym języku właśnie.

Takie „muzeum lingwistyczne”?

Muzeum to za dużo powiedziane, ale na pewno ślad oddziaływania na gwary ludowe, kultury zarówno litewskiej, jak i polskiej jest duży, a od pewnego czasu też kultury rosyjskiej. Wpływ języka rosyjskiego jest tam ogromny. W tej chwili tak duży, że w jakimś sensie zagraża żywotności języka białoruskiego.

A czy nie ma zagrożenia języka białoruskiego ze strony języka litewskiego i polskiego?
Myślę, że nie. Musimy tu uściślić, czy chodzi o czasy najnowsze. Z wpływem litewskim jest o tyle trudno, że to jest bardzo odległy system językowy. Jeżeli ludzie nie mieszkają w tej samej wsi, jeżeli nie są te osoby od dawna związane, to nawzajem się nie rozumieją. Natomiast w części północno-zachodniej Białorusi, gdzie ludność litewska, białoruska i polska jest przemieszana, tam właściwie każdy z tych trzech języków jest wzajemnie zrozumiały. I takie badania prowadziliśmy w okolicach Brasławia na Białorusi, gdzie jest granica łotewska, litewska i białoruska. W takim trójkącie – ludzie porozumiewają się między sobą zupełnie dobrze.

Fot. wirtualnapodrozniczka.blogspot.comKim są „słynni” białoruscy „tutejsi”?

Kim są „tutejsi”? Na to można odpowiedzieć albo dowcipem, albo dłuższym wykładem. To nie jest, jak się często ludziom wydaje, unikanie samookreślenia. To jest podkreślenie istoty rzeczy. To jest podkreślenie tego, że przy licznych i kolejnych zmianach państwowości istotne jest zamiłowanie do miejsca rodzinnego, miejsca pochodzenia, krajobrazu.

Ta Mała Ojczyzna jest tutaj sprawą najważniejszą i nie trzeba wyciągać za daleko idących wniosków z tego określenia. Natomiast trzeba powiedzieć, że określenie „tutejsi” wychodzi już z użycia.

Bardzo dużo jeździłam po wsiach w początkach moich zainteresowań dialektami. Miałam dużo do czynienia z tymi ludźmi. Oni mają swoją świadomość, tylko że ta świadomość jest oparta na czymś innym. To jest świadomość oparta przede wszystkim na religii. Na wyznaniu, na miejscu urodzenia i pochodzenia.

A samookreślenie narodowe?

Jest tego jeszcze ciągle za mało, ale ono się buduje wyraźnie i na pewno wśród średniego pokolenia czy młodzieży nikt już nie powie, że nie wie kim jest. Białoruska świadomość narodowa rozwija się razem z państwowością. Rozwija się, nawet jeżeli ta państwowość nie zawsze obywatelowi odpowiada.

Ostatnio świadoma narodowo młodzież z Białorusi często emigruje do Polski, na Litwę. Czy nie straci swej tożsamości w innych krajach?
Wyjeżdża bo, w dużym stopniu, nie widzi dla siebie perspektyw w kraju. Jest to niestety prawda. Historia wskazuje na różnego rodzaju emigracje, ale jeżeli będzie bardzo rozproszona, jeżeli nie potrafi jakoś na tyle się zorganizować, żeby dbać o swoje, to pewien rodzaj zagrożenia niewątpliwie istnieje. To jest chyba w dużym stopniu uwarunkowane szerszymi europejskimi problemami społeczno-politycznymi.

Jeżeli zwycięży tylko dążenie do dobrobytu – to się rozproszy, to się zasymiluje z tym środowiskiem w którym żyje. Ale jeżeli będzie wartością chociażby ta państwowość, którą oni już zdobyli i poczuli jako wartość, może być inaczej. To nie jest tak, że jest im obojętnie. Oni rozumieją, że jest Białoruś, że są Białorusinami. Kwestia jak głęboko w mentalność ludzką weszło to, że oni na co dzień są rosyjskojęzyczni. To trochę przeszkadza w zachowaniu odrębności.

To, że Ukraina, przynajmniej Zachodnia, tak konsekwentnie trzyma się swego języka – jest dużą wartością. Bo ona czysto zewnętrznie odróżnia się od reszty, od innych. Natomiast każdy przychodzący z zewnątrz, jeżeli nie widzi tej odrębności językowej, to unifikuje. U nas się mówi – Ruscy. Handlują na targu Ruscy. A czy oni są Ukraińcami, czy oni są Białorusinami, czy Rosjanami – to każdemu jest wszystko jedno. Myślę, że akcja zadbania w tej chwili o zachowanie języka ukraińskiego tutaj też ma duże znaczenie. Nie wiem jak pan to ocenia, ale wydaje mi się, że dużą wartością jest zachowanie języka, ażeby nie stracić tożsamości narodowej.

Czy mianowanie Ambasadorem RP na Białorusi było dla Pani niespodzianką?

Było niewątpliwie w jakimś sensie niespodzianką i rzeczą przed którą dość długo się wzbraniałam, bo dobrze się czułam w swojej naukowej skórze. Ale myślę, że dobrze się stało, bo ja znałam Białoruś jako badacz – badacz przede wszystkim języka wiejskiego, a w tej nowej funkcji poznałam stosunki właśnie odgórne i to jak Białoruś funkcjonuje jako państwo. Myślę że dzięki temu zyskałam szerszą wiedzę na temat narodu, na temat kraju. Nie żałuję tej decyzji. Ale jak tylko się umowa skończyła, natychmiast wróciłam do swojej uniwersyteckiej pracy i do swoich badań. Pozostaje niewątpliwie doświadczenie z tej pracy i pozostają szerokie kontakty. Nieraz jestem zaskakiwana, bo było to tyle lat temu, a wracają do mnie różne ludzkie wspomnienia, takie czy inne, ale na ogół pozytywne. Tak, że jakąś satysfakcję z tego okresu mam.

Jak pani profesor ocenia obecną sytuację na Białorusi?
Niestety dość jednoznacznie. To nie jest takie łatwe do określenia, dlatego że Białorusinom żyje się w miarę normalnie. Z tego względu, że nie mają bardzo dużych wymagań. To jest jedna z tych przyczyn, dla których tam nie ma szeroko rozbudowanej opozycji. Natomiast rzeczy, które się dzieją z jednostkami walczącymi o zachowanie większej swobody i demokracji są bezwzględnie do potępienia.

Fot. mykrak.comJaki jest cel Pani wizyty we Lwowie?

Cel tej wizyty jest bardzo ściśle określony. Przebywając kiedyś jako stypendystka państwa polskiego na Ukrainie, doznałam bardzo wiele dobrego od grupy osób z inteligencji lwowskiej. Ponieważ miałam tutaj pewien wypadek – uszkodziłam sobie kręgosłup, byłam leczona przez panią doktor Pelczarską. W jej domu przeleżałam prawie miesiąc. Więc w sytuacji kiedy poznałam tych ludzi, a zarazem wartość życia, uznałam, że trzeba w jakiś sposób ich upamiętnić. Napisać wspomnienie o ludziach z okresu powojennego, którzy wtedy tutaj reprezentowali, kontynuowali kulturę polską. O ludziach, którzy w moim przekonaniu są zasłużeni dla tego regionu. Nie tylko dla samej kultury polskiej, ale i pokazania sposobu na życie. Należy pokazać te kontakty, które one, jako Polki, miały z miejscową ludnością ukraińską. I myślę, że to jest ta zasadnicza rzecz. Poza tym, mam trochę materiału od nich samych. Mam trochę rysunków, wierszy okolicznościowych, świadczących o zwyczajach. Ja bym określiła to tak – sposób na życie w warunkach całkowicie odmienionych.

Skrawkiem polskości na tych ziemiach był Kościół…
Tak, w dużym stopniu był Kościół i one były z tym Kościołem bardzo związane. Tu są różne środowiska polskie we Lwowie. Ja miałam do czynienia akurat bardziej z jednym środowiskiem, można je nazwać lekarsko-pielęgniarskim i tym się chciałam zająć. Natomiast wiem, że już powstały różne prace. Rozmawiam z różnymi ludźmi, także z panią Janiną Zamojską.

Wydaje mi się, że jest bardzo ważne żeby nie puszczać w niepamięć różnych ważnych okresów historycznych. A osoby, o których mam zamiar napisać, miały duże znaczenie w pokazaniu zmian historycznych i roli kultury polskiej we Lwowie. Zupełnie niezależnie od jakichś resentymentów, bo nie o to chodzi. Chodzi o zachowanie prawdy, ciągłości kulturowej i niezakłamania, niezapomnienia o tym, że była tu Polska.

Jeżeli się nie wychwyci konkretnych czynów, działań ludzkich i nie pokaże, to trudno żeby młodzież mogła o tym wiedzieć. Za młodu niechętnie uczymy się historii. Natomiast kiedy człowiek dojrzewa i zaczyna więcej rozumieć, powinien wiedzieć jak żyli jego przodkowie. W tym celu, między innymi, chciałabym napisać o ludziach, którzy mi zaimponowali. Wracam do tego dopiero teraz. A poznałam ich jako młody człowiek, który zobaczył jak można odnosić się do miejsca swego urodzenia, wychowania, przodków. Chciałabym, żeby pamięć o wartościowych ludziach nie zaginęła i dlatego się tym zajęłam.

Bardzo liczymy także na pomoc naszych czytelników. Dziękuję za rozmowę.

P.S. Elżbieta Smułkowa przygotowuje udokumentowane wspomnienia i zbiera informacje o życiu i działalności pań Ireny Pelczarskiej, Marii Skierskiej i Janiny Sosabowskiej. Interesuje się ich działalnością w czasie okupacji i w okresie sowieckim, zbiera materiały potrzebne do odtworzenia życiorysów tych wybitnych Polek-Lwowianek, które poświęciły się opiece nad chorymi i samotnymi Polakami we Lwowie i działały na rzecz kultury polskiej. Interesuje się też informacjami o ich odznaczeniach i wyróżnieniach, które otrzymywały od władz RP za swą działalność. Osoby posiadające informacje, wspomnienia i dane potrzebne do pracy naukowej proszone są o kontakt mailowy:
[email protected]

Rozmawiał Konstanty Czawaga

Przez całe życie pracuje jako reporter, jest podróżnikiem i poszukiwaczem ciekawych osobowości do reportaży i wywiadów. Skupiony głównie na tematach związanych z relacjami polsko-ukraińskimi i życiem religijnym. Zamiłowany w Huculszczyźnie i Bukowinie, gdzie ładuje swoje akumulatory.

X