7 maja bieżącego roku na Kampusie Głównym Uniwersytetu Warszawskiego doszło do brutalnego zabójstwa, którego ofiarą padła portierka, a spieszący jej na ratunek strażnik został poważnie ranny i trafił do szpitala. Sprawcą był 22-letni student prawa, przekonany, jak informowała policja, że „jest predatorem, wilkiem”. Motywy jego działania uznano za „irracjonalne” i prokuratura złożyła wniosek o obserwację psychiatryczną.
Tragedia ta wstrząsnęła polską opinią publiczną i była szeroko komentowana, także w Internecie. Już kilka godzin po tych wydarzeniach w sieci pojawiły się „informacje”, jakoby czynu tego dopuścił się ukraiński student („koleżanka go zna, była tam, widziała”), choć równocześnie media w ślad za prokuraturą informowały, że mordercą jest Mieszko R., Polak pochodzący z Gdyni. Fakt ten wielu osobom nadal nie przeszkadza wierzyć, że zbrodniarz to Ukrainiec. „Ma ukraińskie nazwisko” przekonują nieświadomi, że wiele ich nazwisk również pochodzi z Ukrainy, choć w Ukrainie nigdy nie byli.
Doniesienia, jakoby Dmytro Budchyk był jednym z setek tysięcy pozostających poza jakąkolwiek kontrolą studentów z Ukrainy okazały się bardziej atrakcyjne, niż przestępca o polskim rodowodzie. Z przekąsem można stwierdzić, że zagrożenie ze strony muzułmanina mordującego w imię dżihadu czy Ukraińca z tryzubem w ręku jest ciekawszym tematem niż napaść, jakiej dopuszcza się obywatel Polski, dzierżąc tradycyjną siekierę. Mało tego, młody człowiek, wywodzący się z tak zwanej dobrej rodziny, żadna patologia, nikt uzależniony, nawet nie członek sekty. Taki wizerunek podejrzanego nie sprzeda się tak dobrze, jest zbyt pospolity, ale i, paradoksalnie, zbyt niebezpieczny. Buduje przekonanie, że zło może wyrządzić każdy z nas.
Myśląc o obcokrajowcach dopuszczających się przestępstw postrzegamy ich jako zagrożenie, które możemy kontrolować, a przede wszystkim z łatwością zidentyfikować. Bo ludzie ci będą mieć inną karnację, niż większość Polaków. Może planując coś złego w uprzejmości swej założą dżalabiję (panowie) czy hidżab (panie). O tym, że ten ostatni nie jest burką, nikabem, czadorem czy szajlą zwykle nikt już nie wie, ale też nie ma to dla tych, którzy się boją, większego znaczenia. Tych zza wschodniej granicy rozpoznamy może nie na pierwszy rzut oka, nie po ubiorze, ale przecież będą specyficznie zaciągać. Czy będą przy tym z Rosji, Białorusi, Ukrainy czy Podlasia to też kwestia drugorzędna. Ważne, że można będzie im przypiąć łatkę obcych, a przez to groźnych.
Bo obcy są zjawiskiem złowrogim. Masą, która chce nam odebrać ziemię, pracę, miejsca w kolejkach do lekarzy. Tłumem przywożącym pasożyty i choroby, choć z w tym ostatnim przypadku może tkwić ziarno prawdy, przy jednym wszakże zastrzeżeniu – temu, że zapomniane u nas choroby znów się szerzą jesteśmy winni my, a nie jacyś „oni”. Bo „oni” może się w swoim kraju nie szczepią, ponieważ nie mają takiej możliwości, ale „my” nie szczepimy się, bo uwierzyliśmy internetowym guru, że w ten sposób aplikujemy sobie chipy i autyzm. Migrantów można oskarżyć o całe zło tego świata i takie zarzuty są o tyle wygodne, że nie tylko ukazują „nas” w domniemanym lepszym świetle, ale przede wszystkim dotyczą grupy wąskiej i teoretycznie mogącej pozostawać pod państwową kuratelą. I, co bardzo ważne, grupy, którą można zmusić do opuszczenia kraju. Wtedy zostaną w nim tylko dobrzy ludzie. Tacy, którzy nie kradną, nie kłamią, nie zabijają.
O tym, że morderstwa w Warszawie dopuścił się Ukrainiec, wspominali niektórzy politycy. Inni, żerując na koszmarnej tragedii, próbowali obarczyć odpowiedzialnością za nią swoich oponentów, którzy nie mieli i nie mają żadnej mocy sprawczej, by zapobiec takim aktom. Kiedy z kolei pojawiły się doniesienia, że Mieszko R. jest najprawdopodobniej sympatykiem polskiej skrajnej prawicy i członkiem jednej z takich organizacji, część internautów uznała, że to właśnie fake news, a część obwieściła, że przypisanie morderstwa Dmytrowi B. jest sposobem na odwrócenie uwagi od problemu rosnącej agresji i radykalizacji pewnych polskich środowisk.
Druga strona odbiła piłeczkę w sposób chyba najbardziej efektywny, bo używając trudnych do obalenia teorii spiskowych. Ich siła polega na splataniu wątków prawdziwych, prawdopodobnych i niedorzecznych tak, aby absurd powstały w wyniku takich zabiegów wydał się wiarygodny. W tym przypadku odwołano się m.in. do operacji prowadzonych pod fałszywą flagą (są takie) i morderstwa prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza (wspomniano, że sprawca był kozłem ofiarnym, nie wiadomo dlaczego). Internet nagle zyskał wiedzę o charakterze i obyczajach Mieszka R., które miały odpowiadać portretowi psychologicznemu sprawcy – kto taki nakreślił nie wiemy. Za to dowiadujemy się, że teraz służby państwowe będą chciały wykazać jego niepoczytalność, by uniknął więzienia.
Internetowi „specjaliści” podali też, że nazwisko sprawcy (którego, przypomnijmy, prokuratura nie podaje) było na kilka godzin przed tragedią często wyszukiwaną frazą w sieci. O tym, że obywatele nie mieli pojęcia o istnieniu takiego człowieka i siłą rzeczy wątpliwe, by chcieli czegoś się o nim dowiedzieć, ani o tym, że tajemnicze „służby” rzekomo wrabiające studenta w morderstwo nie nabiłyby niefrasobliwie statystyk w wyszukiwarkach, nikt nie pomyśli. Jest chwytliwa teza, można w nią uwierzyć. I podać dalej.
Dodajmy, że ci, którzy sprokurowali taką opowieść, przydają jej autentyczności wspominając, że doniesienia o ukraińskim wątku tej sprawy też mogą być fałszem. Pytają komu na rękę była śmierć pracownicy Uniwersytetu? Co kobieta wiedziała? Kto chciał ją wyeliminować i jaka siła polityczna za tym stoi? A może chodzi o zdyskredytowanie wspomnianej prawicy? Może o zemstę na rodzicach Mieszka R.? Może…
Takich „może” pojawiło się wiele. Śmierć, tragedię rodziny zmarłej kobiety, ale i bliskich sprawcy, bo przecież rodzice nie o takiej drodze swego syna marzyli, tak politycy, jak i zwyczajni obywatele cynicznie wykorzystali do szerzenia nienawiści. Mniejsze znaczenie ma to, przeciwko komu jest ona skierowana, czy stanie się częścią przedwyborczej gry, czy elementem antyukraińskiej kampanii, obecnej od dawna w polskiej przestrzeni. Istotne jest, że kolejny raz wszyscy staliśmy się ofiarami.
Jesteśmy ofiarami dezinformacji, politycznej nagonki, żerowania na najniższych instynktach. Pozwalamy by tłamszono naszą wrażliwość, by relatywizowanie tego, co moralnie naganne, stało się normą. Oszustwo, kłamstwo, wyłudzenie, kradzież, a nawet zabójstwo stają się czymś względnym. Czymś, co można wyjaśnić i usprawiedliwić wyższą koniecznością, racją stanu, niewiedzą, dobrymi intencjami wymyślonymi post fatum – każda wymówka jest dobra. Szerząc i tworząc dezinformację wyrażamy zgodę na to, by nami manipulowano zaklinając się, że jest przeciwnie, my nie ulegamy żadnym wpływom.
***
Tylko w ostatnich tygodniach doszło w Polsce do wielu okrutnych zbrodni. Do gwałtu na nastolatku, którego dopuścił się ojciec jego koleżanki pod pozorem „obrony” córki. Do zabójstwa lekarza podczas dyżuru i ataków na sanitariuszy niosących ludziom pomoc. Do morderstwa nastoletniej dziewczyny, którego sprawcą jest najprawdopodobniej niewiele od niej starszy chłopak. Zmarł dwudziestolatek brutalnie pobity przez grupę nastolatków mających od 16 do 19 lat, innym niepełnoletnim grożono na boisku maczetami. Szesnastolatek skatował ochroniarza, który chciał go powstrzymać przed kradzieżą wódki. Tę listę można by znacząco wydłużyć dodając, że sprawcami są Polacy.
W 2024 roku 86 920 osób w Polsce doświadczyło przemocy domowej. Rok wcześniej były to 77 832 osoby. W minionych dwunastu miesiącach dokonano 503 zabójstw, głównie na tle rabunkowym i wskutek rodzinnych waśni. 2452 osoby zgłosiły przestępstwa zgwałcenia – do ilu faktycznie doszło nigdy się nie dowiemy. Policyjna statystyka rośnie zatrważająco, a dane na stronach https://statystyka.policja.pl i https://cbsp.policja.pl nie napawają optymizmem. Przy tym pośród wszystkich osób podejrzanych o popełnienie przestępstwa w Polsce obcokrajowcy stanowili 5%. Centralne Biuru Śledcze Policji wyeliminowało 159 grup przestępczych, wśród nich 140 polskich, 17 międzynarodowych i dwie rosyjskojęzyczne. Tych ostatnich w 2023 roku nie wykryto w ogóle, więc albo funkcjonariusze dłużej rozpracowywali gangi, albo też nie były one aktywne.
Nie jesteśmy krajem w którym wszyscy mogą czuć się bezpiecznie i na tym lęku żerują ci, w których interesie leży przeniesienie strachu na ludzi, którzy statystycznie najmniej są temu winni. W 2024 roku zatrzymano 9753 obywateli Ukrainy — 2943 razy za jazdę po alkoholu, 930 razy dopuścili się kradzieży, 461 razy oszustw. Przypomnijmy jednak prawa statystyki – ta grupa narodowościowa jest w tej chwili najliczniejszą społecznością mniejszościową w Polsce. Na drugim miejscu w niechlubnym przestępczym rankingu są Gruzini (1780 zatrzymanych), na trzecim Białorusini (1122 przewinień). Ogółem liczba przypadków naruszenia prawa przez obcokrajowców w Polsce była mniejsza o 857 niż w 2023 roku. Jeśli mamy w kraju blisko 2,5 miliona migrantów, to w tej grupie odsetek osób, które popełniają przestępstwa, wynosi 0,65% i w większości są to akty takie, jak powyżej wspomniane, do tego fałszerstwa dokumentów, handel narkotykami, bójki i pobicia. Nie mniej wciąż ponad 99% obcokrajowców to ludzie uczciwi, sympatyczni i pomocni sąsiedzi, pracujący i odprowadzający podatki, ratujący w ten sposób wiele sektorów gospodarki.
Politykom, dziennikarzom, demagogom i wszelakim siewcom nienawiści każdy przypadek łamania prawa służy dziś do oskarżania o najgorsze czyny tych, którzy z różnych powodów wybrali życie w Polsce. Zarazem ci, którzy są odpowiedzialni za tworzenie regulacji prawnych nie zauważają, że można tak skonstruować przepisy, by szerzący kłamstwa na szeroką skalę ponosili konsekwencje swoich działań. Publicyści zapominają, że mają obowiązek piętnować fake newsy. A odbiorcy takich treści wietrzą wszędzie spiski ponieważ nie tylko nikt nie nauczył ich samodzielnego poszukiwania prawdy, ale też uwierzyli w to, że są wszechwiedzący i posiadają zdolność odkrywania drugiego, trzeciego i czwartego dna. Także, a może przede wszystkim tego, które nie istnieje. Nadmiar bodźców, zalew informacji sprawiły, że coraz gorzej rozumiemy otaczający nas świat i szukamy prostych dróg, które pomogą nam go objaśnić. Zapominamy zarazem, że idąc na skróty łatwo można zbłądzić na manowce.
***
Na stronie https://poszukiwani.policja.gov.pl znajdziemy informację, że wśród osób poszukiwanych przez warszawską policję jest Dmytro Budchyk. Nie jest ścigany za morderstwo, a za złamanie Art. 178a § 1 Prowadzenie pojazdu mechanicznego w ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym przez osobę będącą w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego.
W kłamstwie szerzonym w Polsce jest więc ziarenko prawdy.
A może to dowód na to, że jednak coś jest na rzeczy…?
Agnieszka Sawicz
Tekst ukazał się w nr 9 (469), 16 – 29 maja 2025
