Śmierdzący interes

Śmietnisko w Grzybowicach Wielkich i jego kulisy w prasie ukraińskiej

„Pożar na śmietnisku w Grzybowicach pod Lwowem został zlikwidowany. Taki raport złożył prezydentowi Ukrainy szef Państwowej Służby Nadzwyczajnych Sytuacji (PSNS) Mykoła Czeczotkin” – wpis ten pojawił się w piątek 10 czerwca na FB kierownika służby prasowej prezydenta Poroszenki Światosława Cegołki.

Co się działo w dniach poprzedzających ten zapis?

8 czerwca. Na posiedzeniu komisji ds. likwidacji pożaru na śmietnisku w Grzybowicach podjęto decyzję o zastosowaniu samolotów gaśniczych do gaszenia pożaru. Mer miasta Andrij Sadowyj zwrócił się do prezydenta i premiera Ukrainy z prośbą ogłoszenia terenów wokół płonącego śmietniska (miasta Lwowa i wsi Malechów i Grzybowice) terenami nadzwyczajnej sytuacji ekologicznej. Minister ekologii i środowiska jednocześnie uważa, że za stan rzeczy w tym regionie powinne odpowiadać lokalne władze komunalne.

9 czerwca. Lwowską Radę miasta (ratusz) otoczono kordonem policji i wojsk specjalnych. Przed rozpoczęciem kolejnej sesji Rady zaczął gromadzić się tłum mieszkańców miasta oburzonych bezczynnością mera miasta Andrija Sadowego w kwestii śmietniska w Grzybowicach, która doprowadziła do pożaru i ludzkich ofiar.

Na sali obrad doszło do przepychanek, użyto gazu łzawiącego. Jak podała później służba prasowa lwowskiej policji, urazów doznało dwoje żołnierzy Gwardii Narodowej.

Fot. Konstanty Czawaga

{gallery}gallery/2016/smieci{/gallery}

Oto fragmenty komentarzy do powyższych wydarzeń. Taras Woźniak, ji-magazine.lviv.ua:

Problem śmietniska w Grzybowicach ma dwa aspekty. Pierwszy – to aspekt obiektywny. Owszem, problem utylizacji śmieci dojrzał już dawno. We Lwowie – jeszcze 40 lat wstecz. I przez te 40 lat sprawa nie została rozwiązana. Nie zależy ona od dzisiejszego politycznego sztormu, lub raczej burzy politycznej w szklance wody.

Aspekt drugi – polityczna spekulacja wokół tego problemu. Praktycznie wszystkie siły polityczne „rzuciły” się na ten temat i postanowiły „uskubać” swoje korzyści polityczne. To i polityczne „trupy”, takie jak OZ Swoboda, którą podczas ostatnich wyborów odsunięto od miejskiego budżetu, i „chłopaki na zawołanie”, którzy tłumią we Lwowie „paradę równości”, burzą pomnik Tudora, bo im „przyparło”, a teraz kręcą się wokół Rady miasta.(…) Wszystkie te skandale są jednym łańcuszkiem i wiadomo przeciwko komu są skierowane.

Wróćmy do przyczyn obiektywnych. Milionowe miasto warte jest tego, aby utylizować śmieci, ale nie tak jak to się robiło w 1955 roku. Ten problem wynikł jeszcze w okresie sowieckim. Pracując w ratuszu w połowie lat 90, pamiętam kilka prób wprowadzenia współczesnych technologii utylizacji śmieci. Z zasady wszystkie kończyły się aferami, gdy jacyś aferzyści proponowali swoje usługi lub Rada miasta była finansowo niewydolna. Tak było przy pierwszym merze, potem przy drugim itd. Sadowy po prostu jest ostatnim, na kim można się wyżyć.

Tę sytuację w 100% starają się wykorzystać polityczni spekulanci i polityczni bankruci. I to wcale nie po to, aby problem rozwiązać. Poprzednia kadencja Lwowskiej Rady miasta w 62% była opanowana przez deputowanych Swobody, która przez pięć lat „osiadła” przy miejskim budżecie i nawet palcem nie poruszyła w tym kierunku lub bodaj poruszyła temat śmietniska. Podobna sytuacji była też w Radzie obwodowej, gdzie też mieli większość, ale w żaden sposób nie opiekowali się Grzybowicami. (…)

Jestem przekonany na 100%, że gdy tylko polityczne cele oponentów Sadowego zostałyby osiągnięte, problem śmietniska w Grzybowicach od razu został by schowany do głębokiej szuflady. Bo nie to jest ważne. (…)

Teren rejonu Żółkwi, gdzie mieści się śmietnisko, przez dziesiątki lat było ostoją najpierw Socjaldemokratycznej Partii Ukrainy (Zjednoczonej), a potem Partii Regionów itd. Tam nic się nie zmieniło – ślady prowadzą do „białokamiennej” (Moskwy – red.). Jasne, że przez Medwedczuka. Otóż mamy sprawę nie jedynie ze śmieciem dosłownie, ale i ze śmieciem politycznym. Radził bym to zauważyć tym, kto wyciąga pochopne wnioski.

Czy może ten problem rozwiązać samo miasto? Nie piszę tu „mer”, ale „miasto”? Nie może. Dlaczego? Dlatego, że zanim zostanie zbudowana fabryka przetwórcza, to miną miesiące. A gdzie można budować? Na Rynku? Wydzielenie terenu – to sprawa kabinetu ministrów, administracji obwodowej, samorządów – to leży w ich kompetencji. Dlatego problem utylizacji śmieci ma decydujące znaczenie na trochę wyższym poziomie, niż poziom mera miasta. Nie jest on w stanie samodzielnie rozwiązać tej kwestii. Nawet gdyby miał na to pieniądze lub plan budownictwa takiej fabryki. Dlatego do rozwiązania tego problemu muszą skonsolidowanie podejść wszyscy – zaczynając od Rady obwodowej i na prezydencie Ukrainy kończąc. Chociaż on bezpośrednio za to nie odpowiada.

Jednak trzeba tu podkreślić, że wszystkie plusy i minusy – brak uczestnictwa w rozwiązaniu problemu, może przynieść więcej minusów niż plusów – może mieć decydujące znaczenie na dalszej karierze politycznej.

Zdanie ministra ekologii i środowiska Ukrainy Ostapa Semeraka (rozmawiała Natalia Pyrtyk, zik.ua):
Nielegalny biznes na śmietnisku w Grzybowicach powinien zostać ukrócony, a urzędnicy, którzy z tego czerpią korzyści i dopuścili do katastrofy ekologicznej – ukarani.

Panie ministrze, wszyscy znali stan spraw w Grzybowicach. Dlaczego w ministerstwie nie bito na alarm?
Dlatego, że w dzisiejszym kształcie jest to służba mało efektywna. Przedsiębiorstwo komunalne, które dziś działa na śmietnisku w Grzybowicach, przez ostatnie trzy lata nie dopuszczało inspektorów ekologicznych na teren śmietniska. Dlatego oficjalnie nie mogliśmy prowadzić tam żadnych ekologicznych ekspertyz. Inspekcja ekologiczna podawała do sądu na to przedsiębiorstwo. Przeszła trzy instancje i tak zbiegło się, że 30 maja po trzech latach przewodów sądowych Inspekcja nareszcie otrzymała sądowe zezwolenie na prace. W przededniu wybuchł pożar.

Wszystkie śmietniska są obiektami bardzo rentownymi. To cały sektor ekonomiki. Zarzadzanie odpadami jest całym podziemnym przemysłem sortującym śmiecie, oddzielającym papier, karton, metale, drewno. W Grzybowicach to też był biznes – szara strefa. „Dodatkowa” ekonomika.

Dlaczego pan Sadowy odstraszał inwestorów?
Nie chcę tu zajmować się polityką, ale odpowiedź na to pytanie jest prosta – przez ukrytą konkurencję. Zarówno działania w sferze odpadów, jak i w sferze mieszkaniowej, nie są ustawowo regulowane, dlatego działa tu głównie szara strefa.

Wszyscy obwiniają mera Sadowego w tej tragedii. Co ma pan do powiedzenia?
Śmiecie – leży w gestii samorządów. Dla Lwowa i Karpat jest to bardzo ważne, bo to turystyka i rozwój regionu, powstanie nowych miejsc pracy. Powiem więcej – gdy sytuacja wyjdzie na ogólnopaństwowy poziom, to dojdzie jeszcze i wykorzystanie funduszy budżetowych na likwidację następstw tych wydarzeń. Jeżeli zostanie to ogłoszone, to wszystkie wydatki pokrywane będą już nie z miejskiego, ale państwowego budżetu. Sumę określi komisja, w zależności od tego, jakie fundusze zostały wykorzystane na likwidację katastrofy. Jest to nieodpowiedzialność, kiedy pracownicy komunalnego przedsiębiorstwa stworzyli taką sytuację. Uprzedzali ich ekolodzy, ludzie, media. Przedstawiciele Ratusza widzieli obiekt, wiedzieli o wszystkim i rozumieli do czego to prowadzi, ale nie zaproponowali alternatywnych działań. Teraz, gdy przez tragedię potrzebne są fundusze, wynika pytanie, dlaczego nie miasto ma za to płacić, a ktoś inny? Bardziej to przypomina przekładanie odpowiedzialności i poszukiwanie kogoś, kto za to by odpowiedział. Obecnie wielu urzędników, którzy byli odpowiedzialni za uregulowanie tej sprawy, milczy i zajmuje pozycję strusia – pochowali głowy w piasek. Czekają, gdy wszystko minie.

Problem nie kończy się na zagaszeniu pożaru. Lwów ma kłopoty w wywózką śmieci. Do Grzybowic już nie wożą. Najbliższe wysypiska okolicznych miasteczek nie są w stanie wytrzymać wielkomiejskiego obciążenia, dlatego powstało pytanie budownictwa obiektu, który może przyjmować odpady z miasta. Jego budowa potrzebuje czasu, oprócz tego prawnych procedur wydzielenia ziemi, projektowania itd. Wiem, że nie ma na razie takich dokumentalnych procesów. Oznacza to, że jeszcze dwa-trzy dni i Lwów pogrąży się w śmieciach, bo nie wiadomo, gdzie je wywozić. Dlatego władze miasta powinny te pytania natychmiast rozwiązać.

13 czerwca Agencja Informacyjna zik.ua poinformowała, że Lwowska Administracja Obwodowa wybrała teren pod budowę fabryki przetwórstwa odpadów i nowe ich składowisko. Taką informację przekazała zastępca przewodniczącego Lwowskiej Administracji Obwodowej Iryna Hrymak.

75 ha działka położona jest 45 km od Lwowa i leży w rejonie mikołajowskim. Jest to nieużywany już teren, z którego pobierany był surowiec na potrzeby mikołajowskiej cementowni.

– Działka jest własnością cementowni. Najprostszy wariant – to przejąć ją w dzierżawę. Da to możliwość określić inwestora i rozpocząć budowę kombinatu przeróbki odpadów. Z czasem można będzie przejąć ten teren – zaznaczyła Iryna Hrymak.

Opracował Krzysztof Szymański

Co we Lwowie śmierdzi?

Od 28 maja paliło się śmietnisko w pobliskiej wsi Grzybowice Wielkie, na którym składowane są odpady z miasta Lwowa i okolic. Strażacy zastosowali awiację dla gaszenia pożaru. Tylko w ciągu jednego dnia wylano ponad 200 tys. m³ wody.

W sieciach społecznościowych aktywiści jednak pisali, że mimo interwencji pożar tylko się wzmacnia i poszerza. W akcjach ratowniczych zginęło 4 osoby.

Tak naprawdę, śmietnisko pali się co rok. Mój znajomy – radny rady powiatowej na tym terenie w poprzedniej kadencji – opowiada, że każde posiedzenie rady w Żółkwi w jego czasach kończyło się przyjęciem uchwały adresowanej do prezydenta i premiera w sprawie śmietniska. Od lat stanowi ono bowiem zagrożenie ekologiczne i jest przyczyną katastrofy dla mieszkańców już dziś. Wskazują na to chociażby choroby onkologiczne miejscowej ludności, rzadko występujące w sąsiednich powiatach. Osobliwością Grzybowic jest także spora liczba działek uprawnych z bujnie kwitnącymi owocami i jarzynami. Ta niewielka wieś jest potężnym dostawcą kapusty, ogórków i innych darów ziemi na targi miasta Lwowa. Dlaczegoś tylko tu tak dobrze rośnie.

Od końca lat 50. funkcjonuje tu śmietnisko. Mówią, że jeszcze w 2003 roku służby ekologiczne uderzyły na alarm w sprawie jego zamknięcia. Jedną z przyczyn jest obecność na terenie kilku zbiorników wodnych, w których obecny jest gudron. Od 1957 roku i do 1992 tu przywożone były i zlewane pozostałości po destylacji mazutu. Z czasem powstały jeziora zawierające tę niebezpieczną substancję. W starej prasie jeszcze można znaleźć informację o 500 tys. ton tego materiału. Do tego trzeba dodać wachlarz różnych kwasów i płynów powstałych wskutek procesów gnicia na śmietnisku.

Mer miasta Lwowa Andrij Sadowyj w jednym z wywiadów stwierdził, że śmietnisko zostało podpalone. Prawdopodobnie, sprawcy mieli na myśli dyskredytować władzę miejskie i jego samego. Ale czy to teraz ma znaczenie? Słup dymu wznosił się na wiele kilometrów wzwyż. Pokrywał wszystkie okoliczne wsie i najbliższe zabudowania Lwowa, położone niecałe 2 km od śmietniska. W zależności od wiatru, niósł toksyczne gazy raz w jednym, raz w innym kierunku. Czołowi lekarze obwodu lwowskiego twierdzą, że wszystko w porządku i nie ma zagrożenia dla ludności. Ale czy tak naprawdę jest?

Jan Matkowski

Życie w sąsiedztwie wysypiska śmieci

Małechów to podlwowska wioska, która sąsiaduje z wysypiskiem śmieci w Grzybowicach Wielkich. Po mszy św. w kościele parafialnym na bolący temat rozmawiamy z miejscowymi Polakami.

– Nikt poważnie się nie zajmuje tym wysypiskiem – powiedziała 87-letnia Katarzyna Malina. – O nas, o ludzi, nie dbają. Już przyszło do tego, że tam ludzie giną. Dzieci nie mają powietrza. Trzeba okna zamykać w domach, bo straszny smród. Wody z naszych studni my nie pijemy i nic na niej nie gotujemy. I tak męczymy się, bo dokąd pójdziemy? Jakbym była młoda, to bym uciekła do Polski, a już teraz to kto mnie tam potrzebuje? Już muszę tu umierać.

– To wysypisko pali się już od lat – Janina Staszyńska nie wierzy w to, że pożar tam został zlikwidowany ostatecznie. – Ten dym mnie dusi, głowa boli. Doprowadzili do naszej wioski wodociąg, ale woda tam jak herbata. Też nie nadaje się do picia. A to wszystko działa nam na zdrowie.

– Sytuacja jest bardzo problematyczna, dlatego że woda jest zatruta – mówi Orysia Smolij. – Brano u nas ze studni próby, brano próby gruntu. Znajdowano tam różne trucizny. A to wysypisko już jest od 1952 roku, jest starsze ode mnie. Jesteśmy teraz w takiej sytuacji, że w ogóle nie wiemy co na nas czeka dalej. Nie mamy żadnej nadziei na lwowskie władze, dlatego że obiecują już od tylu lat, ale żadnych zmian na lepsze. Już blokowaliśmy drogi koło wysypiska, domagaliśmy się zamknięcia i rekultywacji. Już ponad dziesięć lat obiecują, że nie będą tam zsypywać śmieci ze Lwowa. Nadal mamy to samo. Góra śmieci wznosi się już powyżej lasu. I mamy strach wielki, że jeżeli te jeziora gudronu przerwą zapory, to wszystko popłynie na Malechów. One już po trochę przeciekają. One już na pewno zatruły nam wodę. W wodociągu mamy wodę techniczną, jej nie można pić, jesteśmy w bardzo strasznej sytuacji. Boimy się, jesteśmy bardzo zakłopotani. Teraz lato. Co mamy robić z dziećmi? Nie wiemy, jak się wszystko obróci i jak władze dalej pokierują. Nawet jeżeli wysypisko zostanie całkowicie zamknięte, co mamy robić my? Jak mamy tu żyć?

Nikt z mieszkańców Malechowa nie wierzy władzom Lwowa, które nadal zapewniają, że żadnego zagrożenia dla zdrowia nie ma. Podobne zdanie usłyszeliśmy też w Grzybowicach Wielkich i położonym obok miasteczku Dublany. Padają głosy o potrzebie ekspertyzy niezależnej od władz lwowskich. Ścieki ze śmietniska płyną do Pełtwi, dalej do Bugu, do Polski.

Próbujemy podjechać bliżej wysypiska. Policja stwierdza, że jest zakaz wjazdu dla dziennikarzy, a wszystką informację może udostępnić rzecznik prasowy służb nadzwyczajnych. Korzystamy ze zdjęć pana Myrona Kołodki, który niedawno tam był. Dr Myron Kołodko jest niezależnym ekologiem, kiedyś był radnym miasta Lwowa i jako członek komisji ekologicznej jest dobrze zorientowany w sytuacji oraz zapoznał się z doświadczeniem służb komunalnych zagranicą i z tym, jak tam śmieci są utylizowane. – Niestety, teraz nikt z obecnych władz miasta Lwowa nas, niezależnych naukowców, nie słucha – powiedział. – Chętnie będziemy współpracować z kolegami z Polski, jeżeli będzie taka możliwość. Nie możemy być obojętni.

Konstanty Czawaga
Tekst ukazał się w nr 11 (255) 17-29 czerwca 2016

X