Siatki maskujące z lwowskiego Rynku fot. Aleksander Kuśnierz / Nowy Kurier Galicyjski

Siatki maskujące z lwowskiego Rynku

We Lwowie powstało wiele różnych placówek pomocy dla żołnierzy ukraińskich. W Rynku w zabytkowej kamienicy, gdzie znajduje się Biblioteka dla młodzieży, teraz mieszkańcy miasta plotą siatki maskujące dla ukraińskiego wojska.

– Podczas wojny nasza Biblioteka dla młodzieży imienia Romana Iwanyczuka stała się punktem pomocy dla ukraińskich żołnierzy – mówi Krystyna, pracowniczka biblioteki. – Wszyscy ludzie chcą dołączyć się do tej pomocy. Przychodzą rano i aż do wieczora plotą siatki. Każdy może tu znaleźć pracę dla siebie. Bardzo dużo ludzi przychodzi codziennie. Pracy jest dużo, dlatego ktoś plecie siatki, ktoś kroi tkaninę. Potrzebujemy materiału, potrzebujemy pomocy.

Jednym z koordynatorów tej placówki jest Wiktor Sokruta.

– Obecnie tu się rozgościł niewielki sztab wolontariacki – mówi Wiktor Sokruta. – Ludzie niosą pomoc dla naszego frontu. Niosą pomoc dla obrony terytorialnej. Plotą siatki, gotują jedzenie dla naszych żołnierzy i dla członków obrony terytorialnej. Wszyscy, kto może, przychodzą i pomagają każdy jak może. W ciągu jednego dnia robimy prawie 40 siatek. Przed kilku dni, gdy było więcej ludzi, nawet do 60 siatek. Za osnowę służy siatka budowlana, może być również rybacka. Ludzie ciągle przychodzą i proces nie ustaje. Każdy, kto ma wolny czas i chce pomagać, może się dołączyć do wspólnego zwycięstwa.

– Mam na imię Nadia, jestem ze Lwowa, tu studiowałam, pracuję. Przyszłam tu dlatego, że czuję potrzebę w tym, by bronić swego kraju. Nawet tym sposobem – pleceniem siatek. Pleść nauczyłam się tu, wcześniej tego nigdy nie robiłam. Jest to moja pomoc, mój wkład.

– Robimy tutaj siatki dla naszego wojska – mówi Mikołaj. – Dla ukrycia czołgów. Na wykonanie jednej siatki idzie około pół godziny, jeśli pracuje pięć osób. Tu są dwa poziomy. Najpierw składamy dwie siatki jedna do drugiej i obwiązujemy je tymi ścinkami. Przyszedłem tu z matką i z jej przyjaciółką.

– Jestem żoną żołnierza, który teraz broni nasz kraj na wschodzie – mówi Jełyzaweta. – Wojna rozpowszechniła się po całej Ukrainie, więc trzeba pomagać naszemu wojsku. Chłopcy robią wiele dla nas i my dla nich robimy. Tu są nasze dzieci, tu są nasi krewni. To jest nasz dom. Nie chcemy stąd uciekać, bo dlaczego mamy uciekać z własnego domu? Siedzieć w domu i chować się – też nie jest wyjściem. Trzeba coś robić.

Pani Tatiana Jeszczenko jest doktorem filologii i wykłada na Uniwersytecie Lwowskim.

– W tej chwili moja Ukraina i cały naród sprzeciwia się agresji i niebywałej bezczelności Federacji Rosyjskiej, która naruszyła wszystkie światowe standardy i normy i chce zająć mój kraj – mówi Tatiana Jeszczenko. – Porzuciłam wszystkie sprawy. Pleciemy siatki maskujące dla naszego wojska, by obronić życie naszychżołnierzy, którzy mężnie walczą z okupantem. Przychodzą tu moi studenci. Są tu kobiety, matki. Dzisiaj kleimy pierogi, jutro pleciemy siatki. To jest swego rodzaju forpoczt w walce o Ukrainę, o wartości. A nasze wartości to wola i swoboda. Nigdy nie będziemy więcej częścią imperium. W porównaniu z Federacją Rosyjską Ukraina nie jest duża, ale duch narodu, siła i pragnienie swobody jest duże. Nie pójdziemy ze swojej ziemi. Bronimy wartości swobody nie tylko Ukrainy, ale też Europy. Chcę podziękować polskim przyjaciołom za okazywaną pomoc.

Przed 2014 rokiem przez 30 lat mieszkałam w Doniecku, więc na przykładzie własnej rodziny i przyjaciół wiem, czym jest „ruski mir – niemir”, niesie on cierpienie, ból, śmierć i ruinę. Dlatego wielu Ukraińców Donbasu zmuszonych zostało stać się przesiedleńcami na ojczystej ziemi, stamtąd wyjechać. Czyniliśmy opór tyle, ile potrafiliśmy. Wychodziliśmy na Majdan, prowadziliśmy maraton modlitewny. Ale kiedy wjechały rosyjskie pojazdy, nic już nie mogliśmy zrobić. Ostatni akt protestu miał miejsce na placu Konstytucji. Był to maraton modlitewny, gromadzili się wierni wszystkich konfesji i modlili się o pokój w Ukrainie. Było to w 2014 roku. A teraz przeżywam to samo. Znowu piwnice, znowu alarmy, znowu niepokój, tylko teraz o wiele bardziej agresywnie, dlatego że w Doniecku były tylko „grady”, a teraz to lotnictwo i rakiety. Świat ich nie zatrzymał i to przyczyniło się do większej agresji.

Konstanty Czawaga

Przez całe życie pracuje jako reporter, jest podróżnikiem i poszukiwaczem ciekawych osobowości do reportaży i wywiadów. Skupiony głównie na tematach związanych z relacjami polsko-ukraińskimi i życiem religijnym. Zamiłowany w Huculszczyźnie i Bukowinie, gdzie ładuje swoje akumulatory.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X