Wzruszenie, owacje i wspomnienia – w Teatrze im. Łesia Kurbasa we Lwowie w dniu 10 czerwca swój jubileusz obchodził reżyser i aktor, który całe swoje życie poświęcił scenie. Zbigniew Chrzanowski, dyrektor Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie, mistrz słowa i wychowawca pokoleń, świętował 90. urodziny tam, gdzie czuje się naprawdę u siebie: wśród artystów, widzów i przyjaciół.
Spektakl Kartoteka Tadeusza Różewicza, który otworzył wieczór jubileuszowy, nabrał tego dnia wyjątkowej symboliki. W opowieści o człowieku dryfującym przez życie, pełnym wspomnień i niedokończonych dialogów, wielu dostrzegło samego jubilata – nie przez brak działania, ale przez głęboką refleksję nad sensem istnienia, losem artysty i człowieka.
fot. Aleksander Kuśnierz / Nowy Kurier Galicyjski
Reflektory gasną, zapada cisza – ale tylko na chwilę. Gdy wybrzmiały ostatnie słowa Kartoteki, rozpoczęło się prawdziwe święto, będące poruszającym spotkaniem pokoleń. Na uroczystość przybyli liczni goście – aktorzy, którzy współpracowali z jubilatem na deskach lwowskiego teatru. Wśród nich znaleźli się artyści z Polski i Kijowa, a także dawni współpracownicy i przyjaciele ze Lwowa. Nie zabrakło również wiernych widzów i fanów teatru, którzy przez lata śledzili twórczość jubilata.
– Wszystko, co dzisiaj zobaczyłem, przeszło wszelkie moje oczekiwania – mówił Marek Radziwon, konsul generalny RP we Lwowie. – Kartoteka – jak bardzo prawdziwe jest to przedstawienie, jak mocno opowiada o życiu samego jubilata. Słyszałem wcześniej o Chrzanowskim i jego teatrze, ale to, co zobaczyłem dzisiaj, przeszło wszelkie oczekiwania. To był wieczór – w najlepszym znaczeniu – wstrząsający – dodał.
fot. Aleksander Kuśnierz / Nowy Kurier Galicyjski

Nie zabrakło także prezentów. Konsul Marek Radziwon wręczył Zbigniewowi Chrzanowskiemu figurkę Stańczyka, jedną z najważniejszych postaci polskiej kultury teatralnej. „Jest do pana podobny” – zażartował. „Wnikliwy, czasem smutny, czasem przewrotny – zawsze mądry”. Chrzanowski uśmiechnął się i przyznał: „Nie spodziewałem się, ale to piękna niespodzianka”.
Kartoteka Tadeusza Różewicza – grana przez zespół Zbigniewa Chrzanowskiego od lat – wybrzmiała tego wieczoru wyjątkowo donośnie. Reżyser i aktor nie ukrywał emocji:
– To dobre przedstawienie, które dobrze się usadowiło w tej przestrzeni. Cała architektura pracowała dla tej sztuki. Cudowna publiczność, skupiona, obecna. Moi aktorzy zagrali znakomicie. Jestem dumny – wyznał.
Nieprzypadkowo to właśnie ten dramat towarzyszył obchodom jubileuszu.
– Kartoteka jest ponadczasowa – mówi Chrzanowski. – Bohater tej sztuki, który zdawałoby się przesypia życie, tak naprawdę boryka się z problemami, szuka sensu, próbuje wybrnąć. To dramat o człowieku – wczorajszym i dzisiejszym. Różewicz wspiął się ponad epoki. Dlatego Kartoteka ciągle trwa – dodaje.
fot. Aleksander Kuśnierz / Nowy Kurier Galicyjski
Wśród osób, które zabrały głos podczas obchodów jubileuszu, znalazł się Jerzy Głybin – lwowianin, aktor Teatru Śląskiego w Katowicach.
– To Zbyszek skierował mnie na tę drogę – mówił. – Dzięki niemu jestem aktorem. To on mi ją wskazał, to jemu zawdzięczam. Mam wrażenie, że się nie pomylił. Poza najbliższymi, Zbyszek jest jedną z najważniejszych osób, jakie spotkałem w życiu – dodał.
Mikołaj Falkowski, prezes Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”, mówił o Zbigniewie Chrzanowskim jako o fenomenie, który łączy pokolenia i przekracza granice.
– On zawsze przeskakuje poprzeczkę – i to z lekkością. Wnosi coś nowego do każdej sztuki, nawet jeśli gra ją po raz setny. Ale to nie tylko charyzma na scenie – to również misja. Zbigniew Chrzanowski sprawia, że młodzi ludzie odkładają smartfony i przychodzą do teatru. Odkrywa przed nimi polskość, często zapomnianą – stwierdził.
Zbigniew Chrzanowski swoje 90. urodziny spędził – jak sam powiedział – w jedynym miejscu, w którym mógł je spędzić: we Lwowie, wśród swoich przyjaciół i aktorów, których traktuje jak rodzinę.
Dopełnieniem wzruszającego momentu był występ Jadwigi Pechaty, która wykonała kultową piosenkę na tekst Wisławy Szymborskiej Nic dwa razy się nie zdarza. Wybór tej pieśni był szczególnie trafny – jej przesłanie o wyjątkowości każdej chwili idealnie wpisywało się w atmosferę jubileuszu.
fot. Aleksander Kuśnierz / Nowy Kurier Galicyjski
Nagrane wcześniej wideo pozdrowienia – osobiste, ciepłe i szczere – nadesłali dawni aktorzy, którzy nie mogli być obecni osobiście. Towarzyszyła im piosenka napisana specjalnie o jubilacie, co sprawiło, że niejedna osoba na sali uroniła łzę.
Zbigniew Chrzanowski nie tylko całe swe życie tworzył teatr – on nim żył.
– Urodziłem się w gmachu teatralnym – wspomina. – Ojciec był elektrykiem scenicznym, wujek tancerzem w Operze Lwowskiej. Od dzieciństwa byłem za kulisami. Teatr był moim naturalnym środowiskiem – dodaje.
I choć w 1981 roku wyjechał ze Lwowa, to – jak sam mówi – nigdy naprawdę z niego nie odszedł. Wrócił w 1988 roku, by kontynuować swoją misję – prowadzić, inspirować, tworzyć.
– Nie wyobrażam sobie życia bez teatru – mówi. – To mój dom, moje miejsce. Wciąż mam plany – dwa wyjazdy zagraniczne, nowe pomysły. Jestem potrzebny – i to daje mi siłę – powiedział ze wzruszeniem.
fot. Kazimierz Świetlicki / Nowy Kurier Galicyjski
Ten wieczór był dowodem na to, że artysta, jeśli buduje nie tylko spektakle, ale i ludzi, zostaje w ich sercach na zawsze. A Zbigniew Chrzanowski – jak Stańczyk z figurki – potrafi w jednej chwili wywołać śmiech, refleksję i łzę wzruszenia.
90 lat życia, z czego większość spędzona na scenie. Setki spektakli, tysiące widzów, niezliczone emocje. Ten jubileusz był nie tylko świętem jednego człowieka – był świętem lwowskiego teatru, polskiej kultury i ludzkiej pamięci.
Ale też to, co wydarzyło się po spektaklu – sposób, w jaki witano pana Chrzanowskiego, ile w tym było szacunku, ale też swobody i serdeczności… To był wieczór w najlepszym tego słowa znaczeniu – wstrząsający.
Anna Gordijewska

















































































