Rycerz Dauchot i jego potomkowie

Rycerz Dauchot i jego potomkowie Pałac baronów Romaszkanów, należący pierwotnie do Dauchotów. z archiwum autora

Z pewnością każdy z nas mijając czasem kogoś nieznajomego na ulicy pomyślał: „Już go gdzieś widziałem?!”. Coś podobnego przytrafiło się i mnie, gdy w materiałach krajoznawczych o historii Stanisławowa natrafiłem na nazwisko Dauchot. Potem pojawiło się jeszcze raz, i jeszcze, i jeszcze… Aż rozproszone wiadomości o Dauchotach ułożyły się w mniej więcej kompletną mozaikę. Zapraszam Czytelników do zapoznania się z drzewem genealogicznym tego rodu z nieco dziwnym, jak na Galicję, nazwiskiem.

Ochrzan od mistrza

Dzisiejszy Iwano-Frankiwsk nie może niestety pochwalić się swoimi rodami patrycjuszy. W burzliwym XX wieku skład ludności miasta całkowicie się zmienił: miasto zasiedlili przyjezdni, gdy większość rdzennych mieszkańców Stanisławowa znalazła się w Polsce, na Syberii bądź zginęła w getto. Ciągłość pokoleń została przerwana. Dziś, gdy lwowscy przewodnicy opowiadają o dynastiach Ubaldinich, Boimów czy Szolc-Wolfowiczów, nasi mogą chyba jedynie wspomnieć Potockich. Nie była to jednak jedyna szlachecka rodzina w Stanisławowie.

W 2015 roku przygotowując materiały do artykułu „Arystokratyczne miejsca Frankiwska” powołałem się na krajoznawcę Mychajła Hołowatego i napisałem, że pierwszymi właścicielami niewielkiego pałacyku w parku nie byli baronowie Romaszkanowie, lecz Ormianie Dauchot. Dostałem za to ochrzan od mistrza.

– Pisałem, że pałac zbudował Dauchot, ale o ich ormiańskim pochodzeniu nie mówiłem – oburzył się Hołowaty. – Nie miałem takiej informacji, więc nie wydawaj swych fantazji za fakty.

Nazwisko Dauchot mocno zapadło mi w pamięci. Zdobycie wiedzy, kim byli, stało się dla mnie sprawą honoru. Z czasem okazało się, że rodzina faktycznie miała pochodzenie obce, ale nie ormiańskie.

Szlachetny uchodźca

Pierwsza wzmianka o Dauchotach widnieje na planie Stanisławowa i okolic, wykonanym przez inżyniera Waldhausena w 1805 roku. Zaznaczono w nim, że wioski Krechowce i Opryszowce należą do „szlachetnego Dauchota”.

Dalsze poszukiwania przyniosły nieoczekiwane wyniki. Z książki Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm „Polskie doświadczenia z okresu II wojny światowej” dowiadujemy się, że właścicielem wiosek był Józef Dauchot urodzony w 1775 roku. On, jego synowie i wnuki byli właścicielami majątków i jakichś zakładów produkcyjnych w Stanisławowie i Czortkowie.

W 1811 roku Dauchoci otrzymali szlachecki herb „Pobóg”, wikipedia.org

Do Galicji Józef przybył z Francji. Miał tam tytuł barona, ale podczas Rewolucji Francuskiej był zmuszony emigrować do Austrii. Cesarz Franciszek I przyjął uchodźcę, jednak nadał mu tytuł rycerza, który stał znacznie niżej tytułu barona. Nobilitacja miała miejsce w 1811 roku, wtedy też nowo mianowany rycerz otrzymał herb „Pobóg”. Herbem tym, oprócz Dauchotów, pieczętowało się jeszcze kilkaset rodzin szlacheckich.

Tajemnica dworku myśliwskiego

Nie wiadomo dokładnie, jakimi przedsiębiorstwami zarządzał Józef w Czortkowie, ale w Stanisławowie intensywnie wkładał oszczędności w nieruchomości. Około 1820 roku rycerz wybudował dla siebie solidną piętrową kamienicę przy ul. Lipowej. Budynek cudem przetrwał pożar „Marmoladowy”, dotrwał do naszych dni i obecnie posiada adres – ul. Szewczenki z mistycznym numerem 13.

Na tym stary Dauchot nie poprzestał. W latach 1842-1843 wybudował w parku myśliwski pałacyk, który zazwyczaj nazywają „pałacem Romaszkanów”. Z nim powiązana jest interesująca legenda, którą Stepan Puszyk przekazał w swojej książce „Słynny przodek Kobziarza”.

Powiadają, że stary Dauchot był zawziętym myśliwym, wiele czasu spędzał na polowaniach i posiadał cały arsenał broni myśliwskiej. Miał jedną córkę, którą bardzo kochał. Pozwalał swej pupilce dosłownie na wszystko. Z wyjątkiem wchodzenia do pomieszczeń w piwnicy, gdzie trzymał swoją kolekcję rusznic. Córka była jednak bardzo ciekawa, co kryje się za ciężkimi żelaznymi drzwiami.

Pewnego razu, gdy rodzice wyjechali do miasta, dziewczę cichcem wzięło klucz z gabinetu ojca i w tajemnicy zeszło do piwnicy. Zaopatrzona w świecę otworzyła ciężkie kute drzwi i weszła do zbrojowni. Długo przyglądała się rusznicom, muszkietom i pistolom. Raptem zauważyła, że ciężkie drzwi zatrzasnęły się i od środka nie dało się ich otworzyć. Nieszczęsna dziewczynka długo stukała w drzwi, wołała o pomoc, ale nikt jej nie słyszał.

Rodzice wrócili pod wieczór i nie znalazłszy córki w domu, wszczęli poszukiwania. Przeglądali wszystkie pomieszczenia, strych, stajnie, kurnik. Słudzy obeszli park. Wszystko na próżno – dziewczynki nigdzie nie było. Ojciec nie sprawdził tylko jednego schowka. Nawet nie mógł sobie wyobrazić, że córka go nie posłuchała i udała się do zakazanej komnaty.

Dziewczynki nie znaleziono. Rodzice pogrążyli się w nieutulonym smutku. Z czasem ból ustał i Józef postanowił udać się z przyjaciółmi na polowanie. Poszedł do piwnicy i wrócił stamtąd zupełnie siwy – przy otwartych drzwiach zbrojowni siedziała wyschnięta mumia dziewczynki.

Fakty stwierdzają, że nie była to jedyna córka Dauchota. W dokumentach figuruje Albina Dauchot (1806 – około 1882), która wyszła za mąż za Antoniego Romaszkana. Prawdopodobnie stary Józef znalazł z zięciem wspólny język – odpisał mu myśliwski pałacyk i wioskę Krechowce. Dlatego pałacyk w parku kojarzy się odtąd z rodziną Romaszkanów.

Dom Dauchotów przy ul. Lipowej (ob. Szewczenki 13), z archiwum autora

Wspólne mieszkanie na Lipowej

Oprócz córek Józef miał jeszcze syna Maurycego (1804 – około 1865). Przejął on w spadku dom na Lipowej, który teraz stał się rodowym gniazdem Dauchotów. Niedawno w Internecie opublikowano stare metryki Stanisławowa. Wynika z nich, że Maurycy miał żonę Teofilę ze Stankiewiczów (1804), która urodziła mu Alfreda Damazego Teofila (1837), Oktawiana Wiktora (1839) i Alfreda Benedykta Antoniego (1841).

Maurycy Dauchot. Portret z książki jego potomka Andrija Korzeniowskiego, z archiwum autora

W czasie Wiosny Ludów, gdy w Stanisławowie tworzono Gwardię Narodową, Maurycy zgłosił się jako szeregowy. Więcej niczym w historii miasta się nie zapisał. Zgodnie ze spisem ludności z roku 1857 w budynku przy Lipowej mieszkały dwie rodziny: na parterze – rodzina Maurycego Dauchota, na piętrze – siostra Albina z mężem Antonim Romaszkanem. Dauchoci byli katolikami, mieli troje sług i jedną krowę na gospodarce.

Gdzie się podzieli Dauchoci?

Trzecie pokolenie Dauchotów weszło do jednej z najbardziej wpływowych rodzin Galicji: córka Oktawiana Maria wyszła w 1893 roku za mąż za starszego od niej o 20 lat hrabiego Maurycego Dzieduszyckiego, właściciela wsi Palagicze. Różnica wieku nie przeszkodziła małżeństwu dochować się dwóch synów: Włodzimierza (1893 – 1916) i Oktawiana (1894 – 1918). Interesujące jest to, że obaj synowie ujrzeli świat w Stanisławowie, prawdopodobnie w domu na Lipowej.

W genealogiach wspomina się jeszcze jednego Dauchota – Oktawiana II (1887 – 1933). Widomo, że był synem Emilii Pertak i Alfreda Dauchota, którego jednak – Alfreda Damazego czy Alfreda Benedykta – nie wiadomo. Tenże Oktawian też nieźle urządził się w życiu, żeniąc się z hrabiną Cecylią Dzieduszycką (1885-1962). We lwowskiej książce telefonicznej z roku 1916 figuruje on jako komisarz powiatowy, zamieszkały przy ul. Bielowskiego 5 (ob. Kowżuna).

Hrabina urodziła mu dwie córki. Marta Dauchot, zamężna Dzeza-Łozińska zmarła niedawno – w 2008 roku. Ród Dauchotów jednak nie wygasł.

W 1905 roku terenami koło wioski Dżuryn w powiecie Czortkowskim władał Maurycy Dauchot. Wśród członków Towarzystwa Myśliwskiego Galicji spotykamy nazwisko Alfreda z Pałagiczów, a na cmentarzu Obrońców Lwowa spoczywa Oktaw Dauchot, poległy w 1918 roku. Prawdopodobnie są to potomkowie męskiej linii rodu.

Jak widzimy, genealogia Dauchotów w XX wieku była dość obszerna. A co w Stanisławowie? Spis ludności w 1900 roku podaje, że w budynku przy ul. Lipowej mieszkało 11 osób: wielka żydowska rodzina Zuchera Ber Jonasa, rodzina Jakuba Hammermana i wojskowy Morowitz von Maltwitz.

O Dauchotach wzmianki nie ma…

Iwan Bondarew

Tekst ukazał się w nr 9 (373), 18–31 maja 2021

X