Rok nowy i „Wiek Nowy” Niezwykłe święto króla samochodów. Król samochodów, Henryk Ford, święcił niedawno niezwykłe święto. Oto z jednej z olbrzymich jego fabryk, produkujących dziennie 10.000 samochodów, wyszedł dziesięciomilionowy samochód. Rycina nasza przedstawia Henryka Forda i jego syna Edsela obok pierwszego i dziesięciomilionowego samochodu, wykonanego w jego fabrykach. Wiek Nowy

Rok nowy i „Wiek Nowy”

Popularny dziennik ilustrowany ukazywał się we Lwowie każdego dnia popołudniu. Naczelnym redaktorem był Bronisław Laskownicki, odpowiedzialnym redaktorem za pismo – Józef Krzysztofowicz.

W tamtych czasach z opłatą za elektrykę również działy się cuda…

Elektryka w pasażu Mikolascha

Elektryka we Lwowie jest miejską, czy też prywatną własnością? Pasaż Mikolascha do roku 1919 posiadał własna elektrownię i urządzenia elektryczne, którą zniósł na podstawie umowy z Miejskimi Zakładami Elektr. W zamian za co Elektrownia obowiązała się dostarczać prąd wyłącznie właścicielowi Pasażu, nie zaś poszczególnym odbiorcom-lokatorom. W ten sposób prądu do oświetlenia lokalów w Pasażu dostarcza lokatorom Zarząd Pasażu. Faktem jest, że wielu lokatorów zalega z kilkumiesięcznym czynszem, a przeciw niektórym wdrożone są procesy sądowe, które jednak ciągną się miesiącami i latami.

Zarząd Pasażu musi jednak opłacać za tych opieszałych lokatorów podatki, jak od nieruchomości, lokatorski i wodociągowy, które idą w bardzo poważne kwoty, a których nie jest w stanie wykładać z własnych funduszów. Nic mając innej drogi wyjścia, zagroził opornym lokatorom, że wstrzyma im dostawę prąciu elektrycznego, o ile nie zapłacą zaległości czynszowych. Większość drobnych lokatorów częściowo już dług umorzyła lub zawarła ugodę co do umorzenia.

Charakterystyczne jest, że nie zapłacili i nie są skłonni do polubownego załatwienia sprawy ci lokatorowie, którzy prowadzą w Pasażu 3 firmy i którzy na nędzy wojennej dorobili się ogromnego majątku, sprzedając używane rzeczy i liczą na zwłokę przez długotrwałe procesy oraz ci, którym najlepiej się powodzi, jak np. pracownia krawiecka, zatrudniająca po kilkadziesiąt ludzi, ciągnąca stąd olbrzymie zyski. Zakłady te, które nie chcą właścicielowi realności zapłacić ustawy przepisanego czynszu, wynoszącego około 50 proc. czynszu przedwojennego łącznie z wszystkimi podatkami, natomiast same zaliczają klientom za swą robotę 2–3 razy wyższe ceny od przedwojennych. Wreszcie dodajemy, że Zarząd Pasażu w umowach z najemcami nigdy nie brał na siebie zobowiązania dostarczania prądu lokatorom, a czynił to tylko dla ich wygody. Zarząd Pasażu może przeto wedle uznania bez podania motywów każdemu lokatorowi wypowiedzieć dostawę prądu.

Kwestia, czy można lokatorowi odebrać prąd, gdy mu poprzednio dostarczano, jest czysto kwestją prawną i tylko w ten sposób może być traktowaną.

Sterowiec do przewożenia samolotów. Sterowiec francuski „R.101”, który niedawno wybudowano, będzie mógł przewozić pod swoją kajutą sześć samolotów, które w czasie swej podróży może puszczać do lotu. W tym celu każdy sterowiec posiadać będzie stalowe liny ze stalową kotwicą, przy pomocy których samolot zjedzie na pewną odległość od sterowca, a następnie pilot sterowca wypuści w stosownej chwili samolot z kotwicy. Rycina nasza przedstawia chwilę puszczania do lotu samolotu przy pomocy kotwicy sterowca, do którego był przyczepiony. Wiek Nowy

Budownictwo mieszkaniowe jest sprawą ważną – dla miasta i samych mieszkańców. Dla kogo ważniejsze?

Jak budować nowe domy

Sprawa rozbudowy naszego miasta jest dziś jedną z najaktualniejszych – nic dziwnego przeto, że na tem tle powstaje cały szereg projektów, które jednak powinny być poddane bardzo sumiennej krytyce, bo są wśród nich i takie, które raczej szkodzą, niż pożytek przyniosą.

Chodzi mi na razie o przedsiębiorstwo budowy domów przy ul. Gipsowej i Sadownickiej. Na przestrzeni 2000 kw. sążni ma stanąć 43 domków z pokojem i kuchnią na parterze i dwoma pokojami na I. piętrze i z własnym ogródkiem kosztem około 10 000 zł. Wyobraźmy sobie te domki „fujarki” w rzeczywistości już stojące i ich mieszkańców z dziećmi, staruszkami i chorymi, te ogródki ponętne i zawezwijmy na pomoc trochę rachunków bez geometrji wykreślnej 2000 s. kw. podzielone przez zaokrąglone 40 parceli czyli okrągło 50 s. kw. każda parceleczka, 2 pokoje po 20 m. kw., czyli po 5 s. kw. czyni 10 s. kw., przedpokój, klatka schodowa, ubikacje i mury zajmą conajmniej 5 s. kw. czyli – zabudowanej powierzchni będzie 15 s. kw., zostaje 35 s. kw. na ścieżynkę, podwórko i ogródek. Właściciel będzie naprawdę w kłopocie, co z tym ogródeczkiem począć, co na nim siać lub sadzić.

Idźmy do mieszkania: Właściciel realności, a więc obywatel m. Lwowa śpi na I. piętrze. Wstaje rano i po schodkach biegnie na parter do łazienki, a że jest zima, więc na schodach paskudnie zimno, chociaż może zdrowo dla zdrowego i wielkiego. Obmył się, śpieszy do sypialni kończyć toaletę, ubrał się, schodzi na śniadanie do jadalni na parterze, wybiera się do biura, więc znów lezie na I. p. do sypialni pożegnać się z bawiącą się jeszcze w łóżku dzieciną. Nim wybrał się do biura, musiał biedaczysko odbyć najmniej pięciokrotną wędrówkę po schodach. Wszystko to jest niczem w porównaniu z losem, czekającym w tym domu kobietę, matkę dwojga dzieci, z których jedno przypadkiem jest trochę chore. Ile razy ta nieszczęsna istota przeklnie schody i dzieci, zmuszona biegać do kuchni po ciepłe mleko, po ciepłą herbatkę, po ciepły okład, a co zrobić z chorym, który leży na I piętrze i trzeba go wykąpać, a na schodach zimno i jak go nieść?

Ach te lwowskie chodniki! Nigdy z nimi nie ma spokoju…

Chodnik przy ul. Wóleckiej. Piszą do nas z miasta: Ciekawie naprawia się chodnik przy ul. Wóleckiej. Już od 2 tygodni wysypano kilkanaście fur żwiru na chodnik, barykadując przejście tak, że idąc, musi się przechodzeń wspinać wpierw na te nasypy, a potem skakać w dół. Co będzie, jak upadnie śnieg i nasypy te pokryją się lodowy powloką? Czy kierujący temi robotami bierze odpowiedzialność za połamane nogi wskutek tego skakania?

Tą drogą apelują mieszkańcy wspomnianej ulicy do Świetnego Magistratu, ufając, że uczyni on przejście ulicą możliwem.

Błogosławieństwo powstańców przed bitwą. Wiek Nowy

Zabawa zabawą, a i o bohaterach należy pamiętać…

W rocznicę powstania styczniowego

I znowu przychodzi – jak corocznie – myślami sięgnąć w dal – w czarną otchłań niewoli, kiedy to ponury dźwięk kajdan, strugi łez i jęk katowanych ofiar znaczyły drogę męczeństwa Polski. Znowu przed oczyma stają mary złowrogie, horyzont jasny zasłaniają chmury, które tylko od czasu do czasu rozdzierał wówczas potężny, jak grom, jasny, jak błyskawica czyn oręża polskiego. I wstaje znów wśród korowodów potwornych cieni świetlana zjawa styczniowego powstania, które ofiarność i męstwo w rozpaczy pogrążonego narodu wydźwignęła na najwyższy szczyt moralnego tryumfu nad wrogiem i które tak potężne ognie rozpaliło w sercach, że nie było już odtąd w mocy wroga opanować i zdławić zmartwychwstającej siły i zmartwychwstającej woli pogrążonych do niedawna w letargu i uległych knutowi niewolników.

Kiedy srogi wir styczniowy się zerwał, ponad siły garstki bohaterów sięgał ogrom zadania, jakie wzięli na swe barki. Nie był to więc bój o zwycięstwo, ale najbardziej przeczysta, krwawa, męczeńska ofiara, złożona na ołtarzu Ojczyzny. Oni w borach i lasach gromadzili się, by na bój ruszyć z okrzykiem na ustach, jak ongiś gladiatorzy rzymscy: „Ave Patria! Morituri te salutant!”. Wśród nagich drzew, na rozmokłej ziemi stały po niedostępnych zakątkach leśnych naprędce sklecone z gałęzi szałasy, a przed nimi płonęły ogniska, przy których zziębnięci, chorzy, lecz nagłym porywem serc zahartowani na stal gotowali się do rozpaczliwego odruchu rycerze ducha polskiego zrywać okowy.

Tablica pamiątkowa ku czci ostatniego wodza powstania styczniowego, Romualda Traugutta, umieszczona na murach kościoła oo. bernardynów we Lwowie. Wiek Nowy

W nocy 22-go stycznia runęła ta garstka w otchłań krwi i ognia. Szli, jak widma aniołów – mściciele, gdy wróg pożogę i śmierć szerzył. I zakwitał śnieg różowymi najpiękniejszymi kwiaty, a oni – jak kłosy, podcięte zimnem ostrzem stali – padali na ziemię bez słowa skargi. A sprawiedliwość dziejowa złotemi głoskami zapisywała dzieje wielkiej, bezіmiennеj ofiary na kartach bohaterstwa i martyrologii polskiej, by ciałami swemi i krwią słać drogę ku zwycięstwu.

Na stal zahartowały się serca, nahajka sprostowała grzbiety dotychczasowych niewolników, okrzyk rozpaczy wykuwał hart serc! A po latach pobudka radosna zagrzmiała, by drogą usłaną trudem tamtych, wieść nowe pokolenie na bój zwycięski. Stokroć sroższy wir porwał ze sobą już nie setki i tysiące, ale miliony bohaterów. I zagrały dzwony radosny hymn wielkiego misterjum dziejowego ziszczających się nadziei, niosąc laury triumfalne rycerzom. Wielki, wspaniały akord spełnionych marzeń poszedł echem donośnem po świecie, a wróg, rażony mocarnymi ciosami, runął u stóp zwycięzców…

Przelana na polach Krzywosądza, Grochowisk, Racławic, Kruszyny i Miechowa krew garstki szaleńców, była jedyne niezbędnem ogniwem w rozwoju wielkiego procesu odrodzenia Polski. Rokowi 1863 zawdzięczamy olbrzymie wzmożenie się na siłach narodu, potężny przypływ energii i woli, odrodzenie i uzdrowienie psychiki polskiej. Dlatego nie jako żałobną rocznicę upokorzenia i klęski święcimy dziś my, wolny i niepodległy naród, rocznicę styczniową, ale jako rocznicę wielkiego triumfu moralnego, który fundamentem stał się wzniesionego później – po latach – wspaniałego gmachu wolności i potęgi i której twórcom hołd składa dziś cały naród.

Stefan Rayski

Jeszcze się taki nie urodził, żeby każdemu dogodził – w handlu szczególnie.

O przesunięcie czasu pracy w handlu spożywczym

Wczoraj w sali stowarzyszenia kupców żydowskich przy ulicy Hetmańskiej odbyło się liczne zebranie członków oraz kupców branży cukrowniczej i owocowej, zgrupowanych w odnośnych sekcjach tego stowarzyszenia. Zebraniu przewodniczył p. Halpern, a referat wygłosił inż. Feuerstein. Mówca przedstawił opłakany stan handlarzy i kupców branży owocowej i cukrowniczej, a to z tego powodu, że już o godz. 7 wieczorem musza zamykać swoje sklepy w i chwili, gdy właśnie jest to pora do zarobkowania. Ponieważ towary, które długo nie dają się przechowywać, ulegają przeto zepsuciu, na czem ponoszą straty, a tem samem mają dochody bardzo małe, podczas gdy muszą opłacać wielkie podatki.

Toteż zebrani jednomyślnie uchwalili postulat, nie przekraczający wcale ram ustawy o dziesięcio godzinnym dniu pracy w tym w handlu spożywczym, a żądający przesunięcia czasu pracy, mianowicie na czas od godz. 11 przed południem do godz. 9 wiecz. zamiast, jak obecnie, od godz. 9 rano do 7-mej wieczór.

Na zebraniu obecni byli posłowie dr. Sommerstern i Eisenstein, którzy przyrzekli interweniować w tej sprawie u odnośnych władz.

Hej dziewczynki, na wędrówkę!

Przymusowe wędrówki uczennic na Wysoki Zamek

Słusznie narzeka szeroki ogół rodziców we Lwowie na obowiązujące w szkołach nabożeństwa w kościołach w porze zimowej, w czasie których dzieci przeziębiają się i zapadają ciężko na zdrowiu. Nabożeństwa te należałoby odprawiać w kaplicach szkolnych. Donoszą nam jednak także o sprawie innej, o wiele bardziej godzącej w zdrowie i tężyznę młodzieży szkolnej.

Oto w seminariach żeńskich, w myśl podobno programu naukowego, wprowadzono „gry i zabawy” w ten sposób, że poświęcono im 1–2 godziny tygodniowo, ale popołudniu. Więc nauka kończy się o godzinie wpół do 2-giej lub wpół do 3-ciej po poł., a już o 4 godz. mają być uczennice znowu w zakładzie, skąd mają udać się wraz z nauczycielką na odległe boisko lub na przechadzkę. W lecie jest to rzeczą wskazaną i możliwą, lecz cóż dzieje się w zimie? Uczennice, nawet dość blisko szkoły zamieszkałe, mają czasu półtora godziny nа drogę do domu, spożycie obiadu i powrót do szkoły (galopem). Ze szkoły parami maszerują wśród ciemności egipskich na… Wysoki Zamek. Tam naturalnie jest ciemno, strasznie i niebezpieczne, więc następuje powrót parami i przechadzka kończy się ogólną galopadą do domu.

Dziewczęta mają ogromny materjał naukowy do przerobienia; dlaczego zatem 3 godzinnym, już prawie nocnym spacere  naraża się uczennice na niebezpieczeństwo i na stratę czasu, niewiadomo.

Ze szkoły wracają panienki owe późnym wieczorem samotnie do domu i narażone są na brutalne zaczepki ulicznych włóczęgów, a mogą nawet paść ofiarą demoralizacji wielkomiejskiej! Wieczorem, zmęczone 7-godzinną nauką i 3-godzinną gonitwą, nie są zdolne do nauki, a w najlepszym razie muszą na nią poświęcić połowę nocy.

Więc znaczna część uczennic cierpi na anemię. Przechadzki są konieczne, ale nie w nocnej porze, postarać się o nie zresztą mogą rodzice, którzy córkom swym zapewnią opiekę. Na czas zimowy zatem należy stanowczo zapobiedz dalszym skutkom mądrego „programu” warszawskiego.

Karnawał AD 1925. Wiek Nowy

O tym, że teraz w Polsce na Halloween były żyletki w cukierkach – słyszeliśmy. Ale żeby przed wojną szpilki w bułkach?

Szpilka w bułce

Jakie porządki w niektórych lwowskich piekarniach panują, świadczy zastraszający fakt, który wczoraj miał miejsce.

Oto Józef Kramer w swoim sklepie spożywczym przy ul. Kurkowej l. 7 sprzedaje pieczywo z piekarni Eljasza Gabla przy ul. Szpitalnej l. 86. W sklepie tym z domu Antoniego Szkauli, kapelmistrza 26 pp., zamieszkałego przy ul. Kurkowej I. 12, kupiono bulki, z których jedną zabrał ze sobą do szkoły 12-letni syn Szkaulego. W bułce była zapieczona szpilka. Ją to mały Szkauli połknął, a lekarze mimo energicznych zabiegów wczoraj nie zdołali jej wydobyć, wobec czego stan życia chłopca jest bardzo groźny.

Czerwony kur zbiera żniwo we Lwowie…

Pożar w szpitalu żydowskim.

Wczoraj rano zawiadomiono telefonicznie straż pożarną, że w szpitalu żydowskim przy ul. Rapaporta wybuchł pożar. Na miejsce wypadku wyjechał natychmiast mały tren pod kierownictwem kaprala Matwijowa.

Okazało się jednak, że pożar, który wybuchł w dwóch pokojach szpitalnych na I piętrze znacznie się wzmaga, wobec tego zawezwano pomocy. Na miejsce przybył wkrótce większy tren straży z zastępcą komendanta Szpaczyńskim oraz policja pod kierownictwem kom. Steckiego.

Akcja ratownicza postępowała bardzo uciążliwie, gdyż groziło w każdej chwili padnięcie przepalonego już wiązania sufitowego, co też w pewnym momencie nastąpiło. Na skutek tego wypadku odniósł cięższe obrażenia jeden ze strażaków, którego przewieziono na pogotowie ratunkowe. Około godziny 12 w południe pożar ugaszono.

Dzięki przytomności umysłu lekarzy szpitala na szczęście ofiar w ludziach nie było, mimo, że w palących się pokojach leżało kilku pacjentów.

Pożary w mieście Lwowie za r. 1924

Wedle statystyki prowadzonej w kancelarii Naczelnictwa miejskiej Straży pożarnej we Lwowie czynna była Straż pożarna w roku 1924 przy 386 wypadkach pożarów, a to:

1 zbiorowy, 19 dachowych, 49 pokojowych, 17 sufitowych, 14 piwnicznych, 214 kominowych, 26 innych, nadto było 34 fałszywych alarmów, a w 10 wypadkach ratowano życie ludzi i zwierząt.

Podług dzielnic przedstawia się statystyka następująco:

W I. dzielnicy 37, w II. dzielnicy 39, w III. dzielnicy 98, w IV. dzielnicy 42, w V. dzielnicy 119, w VI. dzielnicy 38. W okręgu poza granicami gminy m. Lwowa czynną była Straż pożarna na Zamarstynowie 6 razy, Hołosku Małem 2, Lewandówce 2, Marjówce 1, Lesienicach 1, a na Zniesieniu 1 raz.

Przyczyną pożarów było w 2 wypadkach podpalenie, 50 nieostrożność, 40 wadliwa budowa, 223 nieszczelność kominów, 1 eksplozja, 1 elektryczność, 33 nieznana przyczyna.

Pod względem rodzaju budynków były pożary w 316 budynkach mieszkalnych, 4 gospodarczych, 6 fabrycznych, 7 składach względnie sklepach i 13 innych.

Co do konstrukcji budynków pożar powstał w 326 budynkach murowanych, 19 drewnianych, z czego 317 budynków było krytych blachą, 11 dachówką, 1 gontami, 12 papą i 3 słomą.

W stosunku co do własności budynków wybuchł pożar w 6 budynkach względnie obiektach wojskowych, 4 rządowych, 5 kolejowych, 8 gminnych i 363 prywatnych.

Do akcji ratunkowej użyto 1 717 strażaków, z czego było 1 588 zawodowych, a zgłosiło się z pomocą 129 ochotniczych, a to ze Straży: kolejowej 39, ochotniczej Lewandówka 34, Zamarstynów 14, Lwów 11, Zboiska 9, Kleparów, Zniesienie, Malechów po 6, a Hołosko 4, następnie 532 par koni i 60 linii wężowych o długości 2 885 metrów.

Kronika bieżąca

Hrabia pod kuratelą – zdarza się w najlepszej rodzinie.

Jest nim Jan hr. Dunin Borkowski. Nazwisko to jest znane czytelnikom „Wieku Nowego” z afery z inżynierem Pommerem, który oskarżył hr. Borkowskiego o zbrodnię oszustwa. Obecnie nad hr. Borkowskim na życzenie rodziny, zawieszona została kuratela. Kuratorem jego sąd ustanowił hr. Cieńskiego.

Jan hr. Borkowski, człowiek młody, bo liczący lat 21, w krótkim czasie zdołał narobić długów na kwotę około 60 tysięcy dolarów! Dość zaznaczyć, że jednemu tylko wierzycielowi, niejakiemu Schapirze ze Złoczowa, należy się kwota ośm tysięcy dolarów. Poszkodowanych jest także kilku adwokatów lwowskich na większe sumy, między tymi również adwokaci, którym pan hrabia nie popłacił należnych honorariów.

Rodzina hr. Borkowskiego ma go obecnie wysłać rzekomo za granicę w celach leczniczych, a właściwie chodzi o ukrycie pana hrabiego przed nagabywaniem licznych wierzycieli.

Nowa plaga nawiedziła Kresy Wschodnie – ruski i tak nam naszkodzili.

Dnia 19. b. m. nadeszła z północnego odcinka granicy polsko-sowieckiej alarmująca wiadomość o pojawieniu się większej ilości wilków, które całemi stadami rzucają się na ludzi i posterunki graniczne.

Podjęto odpowiednie obławy.

Została zachowana oryginalna pisownia

Opracował Krzysztof Szymański

Tekst ukazał się w nr 2 (462), 31 stycznia – 13 lutego 2024

X