Dom Polski w Zaporożu działa aktywnie
Od miasta do linii frontu – jedynie kilkadziesiąt kilometrów. Bliskość wojny w czwartym roku walk miejscowa ludność odczuwa co dnia – alarmy huczą stale, na miasto spadają rakiety, bomby i drony. Wraz z innymi mieszkańcami te warunki wojenne dzielą miejscowi Polacy. Trzymają się razem i wspierają się nawzajem – tak jest łatwiej wytrzymać w tych warunkach. Dlatego w Domu Polskim w Zaporożu zawsze jest dużo ludzi. Jednak podczas jednego z ostatnich ostrzałów, budynek, w którym się znajduje, też został uszkodzony.

– Było to 25 listopada – wspomina prezes Towarzystwa Kultury Polskiej im. św. Jana Pawła II Iryna Sztyrowa. – W wyniku ostrzału sąsiedni budynek został poważnie uszkodzony. U nas wybiło wszystkie okna, a nawet niektóre ramy okienne. Szkody pomogły usunąć nam służby komunalne. Przekazały nam potrzebne materiały do zasłonięcia okien.
Iryna jest zadowolona, że nie było ofiar w ludziach, bo ostrzał miasta był nocą. Opowiada, że wielu członków Towarzystwa odłożyło swe codzienne sprawy i przyszło do usuwania szkód. Pomimo, że nie było prądu, z robotą uwinęli się szybko. Prezes mówi, iż jest zadowolona, gdy ludzie nie przychodzą na zebranie jedynie z okazji jakiś uroczystości by otrzymać pozytywne emocje, lecz wspierają ośrodek w trudnych chwilach.
Jak twierdzi kapelan polskiego środowiska w Zaporożu ks. Jurij Jurczyk, w ciągu całego okresu wojny mieszkańców wspiera Konsulat Generalny RP w Charkowie. Pomoc okazują również partnerzy z Polski: Fundacja „Pomoc Polakom na Wschodzie”, Stowarzyszenie „Wspólnota Polska”, „Fundacja Team Kraków”. Dzięki nim przekazywana jest pomoc humanitarna. Jak twierdzi ks. Jurij, pomimo trudnej sytuacji Dom Polski w Zaporożu przygotowuje się do świąt Bożego Narodzenia.

– Staramy się stworzyć tu rodzinną atmosferę, nie zważając na okropności wojny – mówi ksiądz. – I to nie tylko teraz, a w ciągu całej agresji. W adwencie, w czasie przygotowania do świąt, mamy normalny porządek nabożeństw. Ludzie przygotowują kolędy, dekorują choinki, przygotowują wieniec adwentowy i inne dekoracje. Nasze centrum żyje normalnym życiem kulturalnym i duchowym. Właściwie nie zatrzymywało się nigdy, pomimo okropności wojny. Nawet brak prądu nie wstrzymywał naszej działalności.
Lekcje języka polskiego dla dzieci i dorosłych, lekcje z historii Polski, a potem – nabożeństwa. Ta działalność skupia w Domu Polskim wielu chętnych. Przed świętami prowadzone są warsztaty z wyrobu świątecznych atrybutów. Wspólne działania łączą i poprawiają nastrój – mówią członkowie Towarzystwa.

– Jestem nauczycielką i widzę, jak cieszą się dzieci, gdy zrobią coś własnymi rękoma – mówi jedna z członkiń Towarzystwa Iryna Tkaczenko. – Gdy mamy warsztaty, sami czujemy się radośni jak dzieci, co w naszym depresyjnym stanie jest bardzo ważne – chce się nieco radości i światła. Potem niesiemy to światło do domu i darujemy go rodzinie. Bardzo się cieszę, że w naszym Domu Polskim przywracamy dzieciństwo. Wszystko to dzięki naszym utalentowanym członkom, którzy mogą coś opowiedzieć i czegoś nauczyć. Zawsze oczekuję następnego spotkania.
Ludmiła Pryjmaczuk
Tekst ukazał się w nr 23-24 (483-484), 19 grudnia 2025 – 15 stycznia 2026
