Rekonstrukcja historyczna w Radymnie

Rekonstrukcja historyczna w Radymnie

Przy wydobywającej się z głośników narracji przypominającej kilkusetletnią historię osadnictwa polskiego na Wołyniu, a także przy dramatycznych dźwiękach „Oratorium Wołyńskiego” autorstwa światowej sławy kompozytora – Krzesimira Dębskiego, około 8 tysięcy widzów oglądało rekonstrukcję historyczną zbrodniczego napadu UPA na polską wioskę.

Sceny z codziennego życia wołyńskiej wioski, po zapadnięciu zmroku przerodziły się w scenerię brutalnego napadu UPA. Wcześniej, w mroku nocy, jakiś wieśniak w ukraińskim stroju zdołał wyprowadzić z jednej z chałup matkę z trojgiem dzieci, ratując ich przed tragicznym losem pozostałych mieszkańców. Chwilę potem uzbrojeni upowcy szczelnie otoczyli wioskę, a inni wdzierali się do budynków, wyciągali mieszkańców i zabijali ich – w formie jakby pantomimy – widłami, nożami, siekierami. Raz po raz poszczególnym mieszkańcom udawało się wyrwać z tej rzezi, ale uciekających ścinali z nóg karabinowym ogniem upowcy otaczający wieś. Jeden z uciekających Polaków, zatrzymany przez najwyraźniej znanego sobie banderowca, głośno prosił o darowanie życia, ale bezskutecznie. Ukraińscy chłopi zaczęli wynosić z domów co cenniejszy dobytek i ładować na sprowadzony wóz drabiniasty, po czym podpalili domostwa. W blasku łuny pożaru widać było leżące ciała mieszkańców i przemieszczające się pomiędzy budynkami sylwetki napastników.

Burmistrz Radymna, Wiesław Pirożek, witał senatorów, starostów, burmistrzów, wójtów i prezydentów miast, jak również członków Komitetów – Organizacyjnego i Honorowego, a także kresowian, którym udało się przeżyć piekło ludobójstwa na Wołyniu. – Nasze spotkanie ma wzruszyć serce i poruszyć umysł, żeby takie rzeczy już nigdy się nie zdarzyły. Narody polski i ukraiński od wieków żyły w zgodzie i żyją dzisiaj. Nikt nie wymaga przeprosin z jednej i z drugiej strony, ale wymaga pamięci, tak aby zarówno u nas w Polsce, jak i na Ukrainie, nie było dążeń do takich samych zachowań, jakie miały miejsce 70 lat temu – mówił burmistrz, apelując do kilkutysięcznej publiczności o przeżycie tego wydarzenia „w zadumie i z powagą, bo nie jest to piknik ani zabawa, lecz forma upamiętnienia niewinnej śmierci dziesiątków tysięcy ludzi”.

Fot. Jacek Borzęcki

Inicjator i główny realizator tego wydarzenia, prezes Przemyskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznych – Mirosław Majkowski, dziękował za uczestnictwo tysiącom widzów, którzy przybyli z różnych miast i wiosek „pomimo tej fali krytyki, jakiej nas poddano”. – Bo czy my, Polacy, nie możemy pamiętać o swoich rodakach wymordowanych w tym straszliwym ludobójstwie? Mamy prawo i mamy odwagę powiedzieć, że to była tragedia obu narodów – polskiego i ukraińskiego; że była to tragedia także narodów – ormiańskiego, czeskiego i żydowskiego, które zamieszkiwały na Wołyniu” – powiedział Majkowski, w którego rekonstrukcji zagłady polskiej wioski wzięło udział 200 aktorów-statystów.

Prezydent Stalowej Woli, Andrzej Szlęzak, który – wraz z burmistrzem Radymna – najhojniej wsparł realizację rekonstrukcji, dziękował widzom za „odwagę bycia Polakami”. (brawa) – Chciałbym przypomnieć o grupie osób, która dla mnie jest najtragiczniejszą grupą w zbrodni ludobójstwa, jaka miała miejsce 70 lat temu na Wołyniu. Chciałbym wspomnieć o Ukraińcach, którzy zostali zamordowani przez rodaków, bo mieli odwagę uprzedzać swoich polskich sąsiadów, mieli odwagę ich chronić i bronić. (brawa) Bardzo bym chciał, żebyśmy patrzyli na naszych sąsiadów z Ukrainy nie przez pryzmat morderców z UPA, ale właśnie przez pryzmat tych Ukraińców, którzy mieli odwagę bronić swoich polskich sąsiadów. Zdecydowaliśmy, że w Stalowej Woli postawimy tym Ukraińcom pomnik. (…) Dzisiaj przypomnijmy sobie jeden z najtragiczniejszych epizodów historii naszego narodu, ale bez nienawiści. Pamiętajmy, że prawda zwycięża, a kłamstwo poniża. (…)”.

Członek Komitetu Organizacyjnego, historyk i były poseł, dr Andrzej Zapałowski powiedział: „Dzisiejsza uroczystość jest pomnikiem – nie materialnym, lecz duchowym. Pomnikiem przeżycia. Kilka kilometrów stąd, w Hruszowicach, od 20 lat stoi nielegalny pomnik ku czci kureni UPA. Jednocześnie kilkanaście kilometrów stąd, w Wiązownicy, 120 osób zostało zamordowanych przez UPA, cała wieś została spalona i do dzisiaj nie ma upamiętnienia”.

Fot. Jacek Borzęcki

Dziękował władzom samorządowym i organizacjom pozarządowym także członek Komitetu Honorowego, ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który zarazem przypomniał, że tytuł rekonstrukcji – „Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary” – jest kopią napisu z krakowskiego pomnika kresowian pomordowanych przez OUN-UPA. „Mój śp. ojciec, który był naocznym świadkiem wymordowania swojej rodzinnej wsi Korościatyn koło Monasterzysk, powiat Buczacz, ziemia tarnopolska. Napisał w pamiętniku, że kresowian zabito dwukrotnie. Raz przez ciosy siekierą, drugi raz przez przemilczenie. Ta „śmierć przez przemilczenie” jest groźniejsza i bardziej bolesna, niż fizyczna. I dlatego my, dzieci, wnuki i prawnuki pomordowanych na Kresach Wschodnich, jak również tutaj na Podkarpaciu i Lubelszczyźnie, wołamy o pamięć. Dzisiejsza rekonstrukcja jest wołaniem o pamięć. Na tej prawdzie zbudujemy prawdziwe relacje polsko-ukraińskie. Mój prapradziadek był Ukraińcem i jestem dumny z tego, że w moich żyłach, obok polskiej i ormiańskiej, płynie też krew ukraińska. Ukraińcy to naród chrześcijański, który dzielił z nami historię, a skłócił nas Stepan Bandera, jego ideologia i jego zbrodniarze. Dlatego smutno nam, że za wschodnią granicą nie ma pomników pomordowanych Polaków, Żydów, ale są pomniki zbrodniarzy: Stepana Bandery, Romana Szuchewycza, UPA i SS Galizien. I dlatego też apelujemy do braci Ukraińców: odejdźcie od opętańczej ideologii nacjonalistycznej, banderowskiej. Ona wyrządziła wiele krzywd, również narodowi ukraińskiemu. Bądźmy razem w jednej Europie, ale w oparciu o prawdę i pojednanie.

Wśród widzów przeważały osoby młode i w średnim wieku. Wiele z nich nie kryło wzruszenia. Proszeni o opinię na temat rekonstrukcji, mówili, że była to inicjatywa potrzebna i dobrze przeprowadzona. Według Karoliny i Andrzeja z Krosna, takie wydarzenia są dla Polaków bardzo ważne, bo głoszą prawdę historyczną i budują tożsamość narodową. Niektóre młode osoby przyznawały, że wcześniej nic nie wiedziały o ludobójstwie na Wołyniu.

Jacek Borzęcki

X