Przetrwanie. Obchody 100-lecia Powstania Styczniowego we Lwowie w roku 1963

Przetrwanie. Obchody 100-lecia Powstania Styczniowego we Lwowie w roku 1963

Niedawno obchodziliśmy 150. rocznicę powstania styczniowego. Uroczyście, pod egidą Konsulatu RP we Lwowie. A więc oficjalnie, legalnie i publicznie. A jak to było przed 50 laty, gdy przypadało 100-lecie tego wydarzenia?

Był to odległy rok 1963, czas okupacyjnej sowieckiej nocy, czas radzieckiej choć z nazwy polskiej szkoły. W szkole, nas, młodzieży, historii Polski nie uczono, nie było żadnej wzmianki w programie nauczania. Niektórzy „przedwojenni” nauczyciele czasem coś przebąkiwali, nieśmiało. ukradkiem, ale mało kto z nas to rozumiał i mało kogo obchodziły rzeczy które nie były zadaniem domowym. O historii Polski pojęcie mógł mieć tylko ten, kto miał szczęście, bo uczono go w domu, lub miał dostęp i pociąg do samodzielnego czytania książek.

Cmentarz Łyczakowski począwszy od lat 50. niszczał z roku na rok, z dnia na dzień. Mnożyły się rozboje polskich grobowców, nasilały się dewastacje poczynając od zdrapywania liter, napisów, rozbijania zdjęć, pomników grobowych. Na cmentarzu gromadziły się wszelkiego kalibru zbiry, więc niebezpiecznie było tam iść w pojedynkę. Równie niebezpieczne było gromadzenie się przy pomnikach historycznych – na cmentarzach powstańców listopadowych czy styczniowych czy obrońców Lwowa, który ze szczególną zawziętością był dewastowany – wszelkiego rodzaju zbiórki, manifestacje były surowo zakazane i ścigane. Względnego porządkowania grobów można było dokonać jedynie indywidualnie, pojedynczo lub małą grupką wczesnym rankiem lub pod osłoną mroku. A przecież trzeba było utrzymać polskiego ducha, krzewić historyczną pamięć i tradycję wśród ludzi młodych.

To też wszystkie obchody rocznic narodowych odbywały się potajemnie w poszczególnych domach, gdzie przy szczelnie zasłoniętych oknach gromadziła się zaufana młodzież. Tam odbywały się prelekcje, odczyty, patriotyczne śpiewy, inscenizacje.

Dla uczczenia rocznic narodowych czy święta zadusznego na cmentarz wybieraliśmy się gromadnie już późnym wieczorem, najczęściej po wieczornym nabożeństwie w katedrze około godz. 21:00.

Tak właśnie w dniu 22 stycznia 1963 roku późnym wieczorem sporą grupą udaliśmy się na cmentarz Łyczakowski. Przewodniczyli nam nasi kochani starsi krzewiciele polskiej kultury – pan Grzegorz Trubicki, pracownik naukowy Wyższej Szkoły Leśniczej, oraz jego przyjaciel pan Bronisław Krzysztoforów. Wieczór był mroźny, mnóstwo śniegu. Brama cmentarna była już zamknięta. Trzeba było przejść na tyły cmentarza, od ulicy Cetnerowskiej. Po skrzypiącym iskrzącym się śniegu, poprzez jakieś wyłomy w cmentarnym murze brnęliśmy na cmentarne wzgórze pełni entuzjazmu, dziarskiej radości. Taka nocna zimowa przygoda! Oświetliliśmy powstańcze groby, pomnik Wizunasa ręcznie wykonanymi smolnymi łuczywami, zniczami, papierowymi lampionami. Odśpiewaliśmy pieśń powstańców „W krwawym polu srebrne ptaszę, poszli w boje chłopcy nasze” oraz pieśń „Boże coś Polskę”. Obeszliśmy calutki cmentarz łącznie z cmentarzem Orląt i kwaterą powstańców z 1831 r. Wróciliśmy grubo po północy pełni dumy, szczęśliwi ze spełnionego, jak się nam wydawało wtedy, wyczynu.

Przy okazji trzeba wspomnieć o ludziach, którzy polskością zagrzewali nam serca, krzewili uciśnioną systemem polską tożsamość. Nie do pojęcia w obecnych czasach jest ich ofiarność, zapał, bezinteresowne zaangażowanie, zdrowy patriotyzm i odwaga cywilna. Ryzykując, narażając swe rodziny, posadę, udzielali nam domów, oddawali swój czas, spokój i bezpieczeństwo. Działając skromnie, bez rozgłosu odeszli bez chwały, nagród i odznaczeń. Zostali w sercu i pamięci tych, którzy się z nimi zetknęli. To im należy się hołd i cześć.

Stanisława Nowosad
Tekst ukazał się w nr 7 (179) 16-25 kwietnia 2013

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X