Projekt „Parandologia” Jan Parandowski i jego książki, fot. Jurij Smirnow / Nowy Kurier Galicyjski

Projekt „Parandologia”

W dawnej sali balowej pałacu Potockich we Lwowie 23 maja br. miało miejsce wyjątkowe wydarzenie – prezentacja projektu „Parandologia. Ciekawostki z życia J. Parandowskiego”, który został poświęcony 130. rocznicy urodzin Jana Parandowskiego – wybitnego polskiego pisarza, niezwykle jaskrawej osobistości, ściśle i na zawsze związanej ze Lwowem.

Projekt „Parandologia” powstał z inicjatywy Konsulatu Generalnego Rzeczypospolitej Polskiej we Lwowie i jest prawdziwym świętem polskiej literatury i kultury. Właśnie tej kultury, która bezpośrednio zrodziła się w naszym mieście i bardzo mocno jest z nim związana. Dzisiejsze wydarzenie jest kontynuacją ubiegłorocznych prezentacji roku Zbigniewa Herberta, zaś już są plany poświęcenia 2026 roku postaci i twórczości innego wybitnego lwowianina – Stanisława Lema (1921–2006), którego 105. rocznicę urodzin będziemy obchodzić w roku przyszłym. Właśnie Stanisław Lem napisał „Jestem lwowianinem i lwowianinem do śmierci pozostanę…”. To samo można powiedzieć i o Janie Parandowskim, i o Zbigniewie Herbercie, i o wielu innych znanych i mniej znanych ludziach, urodzonych i wychowanych na ziemi lwowskiej i w atmosferze kulturalnej dawnego przedwojennego Lwowa.

fot. Jurij Smirnow / Nowy Kurier Galicyjski

Otóż, o Janie Parandowskim (1895–1978) wspominaliśmy w pięknej złocisto-lustrzanej sali pałacu Potockich (obecnie siedziba lwowskiej Galerii Sztuki), która po brzegi została wypełniona publicznością, dla której twórczość i szlak życiowy pisarza były czymś bliskim i ciekawym. Wśród obecnych organizatorzy, pracownicy Konsulatu Generalnego RP we Lwowie, konsule Dorota Dmuchowska i Diana Graczyk, przedstawiciele Kościoła rzymskokatolickiego, Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej (TKPZL), polskiego Uniwersytetu III Wieku, uczniowie polskich liceów nr 10 i 24 ze swoimi pedagogami, miłośnicy polskiej kultury, lwowscy krajoznawcy. Takie wydarzenia kulturalne są wspaniałą platformą współpracy między narodami polskim i ukraińskim oraz kulturami naszych narodów (a przecież Jan Parandowski miał tak polskie, jak i ukraińskie korzenia, po ojcu). Pani konsul Diana Graczyk między innymi powiedziała, że projekt „Parandologia” będzie trwał do końca 2025 roku i przed nami jeszcze wiele ciekawych wydarzeń. Spodziewamy się, że do Lwowa przyjedzie Joanna Szczepkowska, wnuczka Jana Parandowskiego, znana współczesna artystka i działaczka kulturalna. Spotkaniu towarzyszyła piękna oprawa muzyczna, wysłuchaliśmy też fragmentów z lwowskiej powieści pisarza „Niebo w płomieniach”.

Głównym wydarzeniem tego wieczora był wspaniały referat o życiu i twórczości Jana Parandowskiego, który przygotowała i wygłosiła Beata Kost, prelegentka z Warszawy, lwowianka z pochodzenia, jeszcze do niedawna nasza redakcyjna koleżanka, autorka licznych reportaży na łamach „Kuriera Galicyjskiego”. W Warszawie nadal pracuje nad tematyką lwowską, czego przykładem są jej kolejne publikację, mianowicie książki „Album Lwowski” i „Kobiety ze Lwowa”. Referat prelegentki został zatytułowany „Alchemik słowa” – w nawiązaniu do jednej z najbardziej znanych jego książek i ogólnie jego twórczości. Referat Beaty Kost był fascynującą podróżą po latach życia Jana Parandowskiego i po stronach jego wspaniałych powieści.

Prelegentka Beata Kost, fot. Jurij Smirnow / Nowy Kurier Galicyjski

Oto przed nami młody człowiek, urodzony i wychowany we Lwowie, który w dzieciństwie zaraził się bakcylem miłości do tego miasta, zaś w gimnazjum (w IV lwowskim klasycznym Gimnazjum Państwowym im. Jana Długosza), a później na Uniwersytecie Lwowskim – bakcylem antycznej kultury i literatury. Z tych właśnie czasów został na zawsze zachwycony literaturą starożytną i kulturą polską. Był prawdziwym artystą, alchemikiem słowa, który umiał prostym językiem przekazać swoim wdzięcznym czytelnikom bardzo skomplikowane wydarzenia kultury antycznej.

Oto tylko niektóre z jego wspaniałych dzieł, na których wychowało się nie jedno pokolenie czytelników polskich i nie tylko polskich: „Mitologia”, „Eros na Olimpie”, „Wojna Trojańska”, „Dysk Olimpijski”, „Godzina śródziemnomorska”, „Mój Rzym”, „Aspazja” i nie tylko. A jeszcze oczywiście „Zegar słoneczny” i „Niebo w płomieniach” – moja ulubiona powieść jeszcze z lat młodości, przepiękny i do dziś żywy obraz Lwowa tych tak już dalekich lat młodości samego Parandowskiego.

Pierwsza wojna światowa przerwała studia Jana Parandowskiego na Uniwersytecie Lwowskim Jana Kazimierza, ukończył go dopiero w 1923 roku. W 1929 roku Parandowski przeprowadził się do Warszawy, lecz na zawsze został lwowianinem w sercu i mentalnie. Zawsze wracał myślami i w swoich utworach do Lwowa, na jego ulice i do tej małej uliczki Domsa, na której we Lwowie mieszkał. Od 1933 roku i do śmierci w 1978 roku był prezesem Polskiego PEN-clubu. W 1937 roku został odznaczony „Złotym Wawrzynem” Polskiej Akademii Literatury (PAL). Wielkie tradycje humanizmu europejskiego były podstawowym elementem jego twórczości. Mniej znanym faktem jest odznaczenie pisarza medalem brązowym Olimpijskiego Konkursu Sztuki i Literatury za powieść „Dysk Olimpijski” na XI Igrzyskach Olimpijskich w 1936 roku w Berlinie.

Tablica na kamienicy w Warszawie, gdzie mieszkał pisarz, fot. Jurij Smirnow / Nowy Kurier Galicyjski

W latach po II wojnie światowej mieszkanie Jana Parandowskiego w Warszawie było jednym z miejsc, gdzie wszystko przypominało miły jego sercu Lwów. O tym między innymi pisze w „Tamtym Lwowie” Witold Szolginia, wieloletni przyjaciel Parandowskiego i wielbiciel jego twórczości. W eseju „Mój Parandowski” Szolginia wspomina pogrzeb wybitnego pisarza, który zmarł 26 września 1978 roku. Właśnie Witold Szolginia wygłosił słowa pożegnania nad trumną pisarza na warszawskich Powązkach. Między innymi powiedział: „Żegnam Cię w imieniu tych wszystkich, których przez dziesiątki lat uczyłeś swym mądrym i pięknym słowem „mieć serce i patrzeć w serce”, którym stale ukazywałeś w swych książkach prawdę, harmonię, piękno i dobro oraz człowieka w świetle szlachetnych dążeń, w wytrwałej realizacji moralnych wartości. Ze szczególnym jednak wzruszeniem żegnam Cię również od wszystkich mieszkańców Miasta Zawsze Wiernego, któremu Ty przez całe swoje, tak bardzo piękne i owocne życie zawsze pozostawałeś wierny. W ich imieniu dziękuję Ci za to, że spłacając serdeczny dług wdzięczności naszemu rodzinnemu Miastu przedstawiłeś swym mistrzowskim słowem Jego tak drogi nam wszystkim wizerunek w „Niebie w płomieniach”, „Zegarze słonecznym” i „Akacji”, pomagając nam przechować w naszych sercach i umysłach pamięć o gnieździe, z któregośmy wyszli. Żegnam Cię od tego gniazda, od Jego krajobrazów, uli, pałaców i ogrodów, których obrazy z takim kunsztem i z taką miłością nam przekazałeś. Żegnam Cię od Wysokiego Zamku, wzgórz Łyczakowskich, Kleparowskich i Pohulanki, od Akademickiej, Kopernika, Sykstuskiej, Ossolińskich i Leona Sapiehy, od Rynku, placów, od parku Stryjskiego, od Ogrodu Jezuickiego i Wałów Hetmańskich, od wszystkich trzech naszych katedr, od kościołów, od obu Twoich domów rodzinnych – tego na Chorążczyźnie i tego na świętojurskim wzgórzu. Żegnam Cię także od klasycznego gimnazjum czwartego imienia Jana Długosza, od czcigodnego Uniwersytetu Jana Kazimierza i od dostojnego Ossolineum – kolebek Twojej pisarskiej wielkości. Dziękuję Ci, Mistrzu Janie, za wszystko coś w swoich dziełach tak hojnie ofiarował. Żegnaj i spoczywaj w spokoju”.

Grób Jana Parandowskiego na Starych Powązkach w Warszawie, fot. Alina Wozijan / Nowy Kurier Galicyjski
Grób Jana Parandowskiego na Starych Powązkach w Warszawie, fot. Alina Wozijan / Nowy Kurier Galicyjski

Było to jak na rok 1978 w realiach PRL bardzo śmiałe przemówienie, które mogło mieć dla Witolda Szolgini nieprzyjemne konsekwencje. Po Warszawie krążyła pogłoska, że za takie pożegnanie Alchemika słowa został Szolginia aresztowany przez tajniaków UB i uwięziony. Na szczęście tak nie było, lecz znajomi nie raz ze zdumieniem zapytywali: „To ty już nie siedzisz? Tak szybko cię zwolnili?”. I wszystko przez to magiczne słowo – Lwów. Dla Jana Parandowskiego Lwów był też miejscem magicznym. I oto teraz, w 130 urodziny naszego lwowskiego Alchemika słowa wspominamy go z wielkim pietyzmem i wdzięcznością.

Jurij Smirnow

X