W Muzeum Narodowym im. Andreja Szeptyckiego we Lwowie 3 kwietnia 2025 roku została uroczyście otwarta wystawa fotograficzna „Oczy wojny”. Prezentowane zdjęcia są autorstwa wybitnych polskich fotografików, nagradzanych na najważniejszych konkursach fotograficznych takich jak World Press Photo i Pictures of The Year, m.in. Wojciecha Grzędzińskiego, Marka Berezowskiego, Tomasza Lazara, jak i wielu innych korespondentów pracujących na wojnie w Ukrainie.
Są to bardzo wymowne, przejmujące zdjęcia dziennikarzy i fotografów dokumentujących tę historię, którzy ukazują zarówno działania wojenne, exodus uchodźców, jak i codzienne życie w strefie wojny. Polscy dziennikarze stanowią najliczniejszą grupę wśród zagranicznych korespondentów i są autorami tysięcy zdjęć. To właśnie dzięki ich pracy wojna w Ukrainie jest tak widoczna dla ludzi nawet w odległych zakątkach. Nie jawi się jako konflikt na końcu świata, lecz jako rzeczywista, głęboko współodczuwana tragedia.
Wyboru zdjęć dokonała Ewa Meissner, fotografka i fotoedytorka, współautorka wielu książek fotograficznych. Projekt graficzny wystawy został powierzony polskiej projektantce Iwonie El Tanbouli-Jabłońskiej z National Geographic. Wystawę dopełniają opisy wojennych, osobistych przeżyć fotografów, przedstawione przez Magdalenę Rigamonti.
Wystawa oraz opisy do zdjęć w języku angielskim zostały przygotowane przez Press Club Polska, a dzięki staraniom Konsulatu Generalnego RP we Lwowie zaprezentowane materiały zawierają opisy w języku ukraińskim.
– Konsulat Generalny RP we Lwowie miał niewątpliwą przyjemność otworzyć w murach Muzeum Narodowego we Lwowie wystawę „Oczy wojny” – powiedziała dla „Kuriera Galicyjskiego” konsul Dorota Dmuchowska, kierownik konsulatu. – Wystawę polskich korespondentów, którzy od pierwszy dni wojny tutaj na Ukrainie są obecni i dokumentują chwile, które towarzyszą i wojskowym, i cywilom każdego dnia. Jest to bardzo ważna wystawa, która nie pozwala zapomnieć, przechodzić obojętnie wobec tego co dzieje się tutaj, na terenie Ukrainy. Cieszę się, że jesteśmy pierwszą placówką dyplomatyczną, która prezentuje tę wystawę w Ukrainie. „Oczy wojny” były prezentowane już w wielu krajach. I jest to ważny głos, który dokumentuje spędzone chwile, ale też nie pozwala zapomnieć i budzi sumienia. Jestem pełna podziwu dla tych, którzy narażając swoje życie i zdrowie uczestniczą w ważnych dla Ukraińców wydarzeniach.
W otwarciu wystawy uczestniczyli również przedstawiciele miejscowych władz ukraińskich.
– Jesteśmy wdzięczni polskim fotografom, dyplomatom i całemu narodowi polskiemu za ich skuteczne wsparcie Ukrainy w tej trudnej walce, za ich zrozumienie, że razem będziemy nadal walczyć o wolność obu naszych narodów – powiedział w swoim przemówieniu Jarosław Hasiak z Lwowskiej Rady Obwodowej.
W Muzeum Narodowym im. Andreja Szeptyckiego we Lwowie 3 kwietnia 2025 roku została uroczyście otwarta wystawa fotograficzna „Oczy wojny”. Prezentowane zdjęcia są autorstwa wybitnych polskich fotografików, nagradzanych na najważniejszych konkursach fotograficznych takich jak World Press Photo i Pictures of The Year, m.in. Wojciecha Grzędzińskiego, Marka Berezowskiego, Tomasza Lazara, jak i wielu innych korespondentów pracujących na wojnie w Ukrainie.
Są to bardzo wymowne, przejmujące zdjęcia dziennikarzy i fotografów dokumentujących tę historię, którzy ukazują zarówno działania wojenne, exodus uchodźców, jak i codzienne życie w strefie wojny. Polscy dziennikarze stanowią najliczniejszą grupę wśród zagranicznych korespondentów i są autorami tysięcy zdjęć. To właśnie dzięki ich pracy wojna w Ukrainie jest tak widoczna dla ludzi nawet w odległych zakątkach. Nie jawi się jako konflikt na końcu świata, lecz jako rzeczywista, głęboko współodczuwana tragedia.
Wyboru zdjęć dokonała Ewa Meissner, fotografka i fotoedytorka, współautorka wielu książek fotograficznych. Projekt graficzny wystawy został powierzony polskiej projektantce Iwonie El Tanbouli-Jabłońskiej z National Geographic. Wystawę dopełniają opisy wojennych, osobistych przeżyć fotografów, przedstawione przez Magdalenę Rigamonti.
Wystawa oraz opisy do zdjęć w języku angielskim zostały przygotowane przez Press Club Polska, a dzięki staraniom Konsulatu Generalnego RP we Lwowie zaprezentowane materiały zawierają opisy w języku ukraińskim.
– Konsulat Generalny RP we Lwowie miał niewątpliwą przyjemność otworzyć w murach Muzeum Narodowego we Lwowie wystawę „Oczy wojny” – powiedziała dla „Kuriera Galicyjskiego” konsul Dorota Dmuchowska, kierownik konsulatu. – Wystawę polskich korespondentów, którzy od pierwszy dni wojny tutaj na Ukrainie są obecni i dokumentują chwile, które towarzyszą i wojskowym, i cywilom każdego dnia. Jest to bardzo ważna wystawa, która nie pozwala zapomnieć, przechodzić obojętnie wobec tego co dzieje się tutaj, na terenie Ukrainy. Cieszę się, że jesteśmy pierwszą placówką dyplomatyczną, która prezentuje tę wystawę w Ukrainie. „Oczy wojny” były prezentowane już w wielu krajach. I jest to ważny głos, który dokumentuje spędzone chwile, ale też nie pozwala zapomnieć i budzi sumienia. Jestem pełna podziwu dla tych, którzy narażając swoje życie i zdrowie uczestniczą w ważnych dla Ukraińców wydarzeniach.
W otwarciu wystawy uczestniczyli również przedstawiciele miejscowych władz ukraińskich.
– Jesteśmy wdzięczni polskim fotografom, dyplomatom i całemu narodowi polskiemu za ich skuteczne wsparcie Ukrainy w tej trudnej walce, za ich zrozumienie, że razem będziemy nadal walczyć o wolność obu naszych narodów – powiedział w swoim przemówieniu Jarosław Hasiak z Lwowskiej Rady Obwodowej.
Patryk Jaracz, polski fotograf dokumentalista, autor głównego zdjęcia tej ekspozycji w wywiadzie dla „Kuriera” powiedział o tym, co go zmotywowało, żeby pojechać na wojnę:
–W poprzednim życiu, jak je określam, zajmowałem się dizajnem, miałem swoją firmę. Projektowałem ładne obrazki, które zachęcały ludzi do zakupu produktów i koniec końców doszedłem do wniosku, że jeżeli mam zdolności wizualne, chciałbym je wykorzystywać w celu trochę głębszym, niż komercyjna baza. A wojna w Ukrainie zawsze już od czasu Euromajdanu wydawała mi się jednym z najważniejszych wydarzeń, rozdziałów naszej historii Europy, naszego świata i zacząłem przygotowania. Wydaje mi się, iż to, że pochodzimy z tego regionu, daje nam jakieś rozumienie tej wojny, więc chciałem coś dołożyć od siebie. Dokumentuję pełnoskalową wojnę od samego jej początku, praktycznie we wszystkich miejscach, we wszystkich regionach, gdzie coś się dzieje. Na początku było to półokrążenie Kijowa. Zwolnienie obwodu czernihowskiego. Donbas, Charków, Chersoń. Staram się zachować jakąś ciągłość dokumentacji, uchwycić najważniejsze momenty i starać się je pokazywać.
Zapytałem Patryka czy wojna zmieniła coś w jego życiu.
– To jest dobre pytanie – mówił. – Czasami ja sam zastanawiam nad tym. Na pewno oglądanie momentów bestialstwa gdzieś tak naprawdę zasmuca, przytłacza, obarcza ciężarem poznawania ludzi, dotkniętych tą wojną z bliska. Jest nie do uniknięcia, że to stanie się jakimś ciężarem. Ja osobiście nie narzekam, bo też z drugiej strony, patrzenie na takie tragedie z bliska daje możliwość porównanie ich z moim życiem. Moje życie wcale nie jest takie trudne. Wojna je zmieniła. Na początku było bardzo chaotyczne. Wszyscy byli na adrenalinie i to się mieszało ze strachem, z euforią. Ta chaotyczność rodziła wiele emocji. Ostatni rok, raczej ostatnie dwa lata czy półtora roku po kontrofensywie, nie da się ukryć, wszyscy odczuwaja dużo więcej zmęczenia. Dla mnie jako fotografa jest to dodatkowym wyzwaniem – ukazywać wojnę w taki sposób, żeby ludzie chcieli na to patrzyć, żeby ich w jakiś sposób zaciekawić. Bo obrazy wojny w pewnym stopniu się powtarzają, chociażby sceny śmierci, ewakuacji niestety się powtarzają. I teraz jest wyzwanie dla dziennikarzy, dla fotografów, żeby pokazywać to w taki sposób, żeby ludzi przyciągać do tego tematu. To jest jedna kwestia. A druga jest taka, że do Bachmutu jeździłem swoim samochodem. Po prostu jechałem i można było się poruszać samemu. Teraz w takim przyfrontowym czy frontowym mieście jest to po prostu niemożliwe. Trzeba jechać samochodem pancernym, z REBem, który będzie zbijać drony. Rosjanie uczą się na swoich błędach i ta wojna jest teraz bardziej niebezpieczna, śmiertelna, niż na początku.
Do rozmowy włączyła się dominikanka s. Mateusza Trynda z Żółkwi, która wspomniała liczne wzruszające spotkania z uchodźcami. Z kolei swoimi refleksjami podzieliła się polska konserwatorka zabytków kamiennych Anna Kudzia, która również aktywnie zajmuje się wolontariatem. Niedawno została odznaczona przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę Złotym Krzyżem Zasługi za niesienie pomocy osobom potrzebującym i za działalność charytatywną oraz zasługi w organizacji i niesieniu pomocy humanitarnej podczas wojny na terenie Ukrainy.
– Patrzę na zdjęcia i widzę kadry, które mi są bardzo bliskie, które może nie takie same, ale podobne widziałam, będąc na froncie – powiedziała w naszej rozmowie Anna Kudzia. – Dlatego odczuwam ogromne poruszenie. Szczególnie duże wrażenie zrobiło na mnie zdjęcie dziewczyny pod gruzami w pizzerii w Kramatorsku, gdzie zginęła też Wiktoria Amelina (młoda ukraińska pisarka ze Lwowa – red.). W tym miejscu wielokrotnie byliśmy podczas naszych wyjazdów, żeby oddać cześć i pamięć tym, którzy tam zginęli. Więc patrzę na te zdjęcia i czuję się trochę tak jakbym po prostu wracała w stronę frontu, jakbym widziała te zniszczenia, które oglądałam będąc tam. Te zdjęcia są ważne, moim zdaniem, nie tylko jako dokumentacja tego co się dzieje na froncie, tych zbrodni, których w tej chwili Rosja w Ukrainie dokonuje. Są dla nas wszystkich bardzo ważnym przypomnieniem o wojnie, która wciąż trwa, i nie możemy o tej wojnie przestać mówić. Mamy o niej cały czas przypominać światu, żeby po prostu świat nie zasnął, nie przeszedł nad tą wojną do porządku dziennego. Dla nas również jest to przypomnienie, że mamy cały czas pomagać i cały czas wspierać Ukrainę. Nieustannie, jak od pierwszych minut tej pełnoskalowej wojny zbieramy razem z moim zespołem apteczki i plecaki medyczne. W tej chwili zbieramy fundusze na karetkę dla 47 Brygady. Zbieramy też na 30 apteczek dla 68 Brygady, która walczy pod Pokrowskiem. Więc nieustannie, cały czas to samo: pomoc medyczna, apteczki, które są po to, aby każdy żołnierz mógł wrócić do domu.
Natalia Jastrzębska, która z zawodu jest montażystką filmową razem z Anną Kudzią dostarcza na front pomoc humanitarną, również robi zdjęcia.
– Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że w tej pracy najtrudniejsze jest uchwycenie momentu – zaznaczyła. –Fotografie, które możemy tu dzisiaj zobaczyć są też wspaniałym przykładem dobrego oka, uchwycenia chwili. Potrzebna jest też oczywiście odrobina szczęścia, tak jak w przypadku głównego zdjęcia wystawy – z dziewczynkami na rowerze. Jak się dowiedzieliśmy od twórcy, to przypadek sprawił, że akurat trafił w to miejsce w tym czasie i miał możliwość wykonania tego zdjęcia. Więc łączą się wszystkie czynniki. Planujemy wystawę tu we Lwowie i w Warszawie, zrealizujemy też film dokumentalny.
Wystawę fotograficzną „Oczy wojny” można oglądać w Muzeum Narodowym im. Andreja Szeptyckiego we Lwowie do 3 maja.
Z przemówienia Anny Kudzi na otwarciu wystawy fotograficznej „Oczy wojny”:
– Długo się zastanawiałam, co Państwu mogłabym właściwie dzisiaj powiedzieć. Przecież o tej wojnie już tyle było powiedziane. Słowa są bardzo ważną częścią naszego życia. Bez nich przecież trudno się nam nawet komunikować. Ale jak się okazuje, w tym życiu spotykają nas też takie wydarzenia i takie emocje, których nie są w stanie wyrazić żadne słowa. Od kiedy zaczęła się pełnoskalowa wojna zrozumiałam, jak często nie potrafię opisać czegoś słowami. A najtrudniej jest mi je dobrać, kiedy próbuję o wojnie opowiadać w Polsce. I chociaż staram się to robić z całych sił, to wiem, że i tak nie opiszę we właściwy sposób tego co widzę, co słyszę i czego doświadczam żyjąc w Ukrainie albo podczas wyjazdów z pomocą na front. I tu właśnie dla mnie zaczyna się granica. Wówczas w wyrażaniu i opisywaniu wojny pomagają obrazy, takie jak fotografie, na które tu patrzymy, wykonane na froncie przez dziennikarzy, fotoreporterów, fotografów, niejednokrotnie z narażeniem życia. Zatrzymuję się, patrzę na nie i nie muszę używać żadnych słów. Są to czasem zdjęcia, które zapierają dech. Patrząc na nie uświadamiam sobie, że niektóre z tych kadrów są mi bliskie. Będąc na froncie widziałam podobne sceny i podobne ujęcia, i wiedziałam, że nigdy nie opiszę ich żadnymi słowami. Dobrze, że są ludzie, którzy potrafią je zapisać obrazem, który dzięki temu może zobaczyć cały świat. Przede wszystkim po to żebyśmy o tej wojnie nie zapominali. Kiedyś te zdjęcia będą oglądały nasze dzieci i wnuki, myśląc o tej wojnie jak o strasznym, ale odległym dla nich wydarzeniu, tak jak my jako dzieci oglądaliśmy na przykład te z II wojny światowej, ucząc się w szkole historii. Te zdjęcia, nie tylko są dokumentacją tego co się dzieje na froncie, nie tylko są dowodem zbrodni i zniszczeń, do których dochodzi w Ukrainie, ale przypominają nam cały czas o najważniejszym zadaniu, które jest obowiązkiem nas wszystkich – że mamy o tej wojnie nieustannie mówić, przypominać o niej światu i nie pozwalać mu przejść nad nią do porządku dziennego. Szczególnie w obecnej sytuacji politycznej, w której jak się okazało, Ukraina nie tylko musi się bronić przed agresorem, ale jeszcze musi walczyć jako ofiara tej wojny – o swój głos i o jakąkolwiek sprawiedliwość. Zdjęcia te mają nam również przypominać przede wszystkim o tym, że mamy cały czas pomagać i nie zatrzymywać się w tej pomocy.
Trzy lata temu ani przez sekundę bym nie pomyślała, że będę tu dzisiaj stać przed Państwem jako inicjatorka i koordynatorka projektu pomocowego ,,Ukraina Pomagamy”, w ramach którego grupa polsko -ukraińskich wolontariuszy, będących na co dzień artystami, konserwatorami zabytków, ludźmi zajmującymi się ochroną dziedzictwa kulturowego, odpowiadając na głos swoich serc i niezgodę na tę pełnoskalową agresję, niesie pomoc walczącej Ukrainie od pierwszych minut wielkiej wojny. Dziś część z nas walczy na froncie, część właśnie w tym momencie ratuje czyjeś życie, część jest wolontariuszami, zdobywając wsparcie dla walczących, część nadal wykonuje misję związaną z ratowaniem wspólnego polsko-ukraińskiego dziedzictwa, które połączyło nasze drogi wiele lat temu. Jednak naszym zdaniem – nie ma teraz ważniejszej rzeczy niż pomaganie walczącej Ukrainie. Przed wojną ratowaliśmy zabytki, w trakcie wojny staramy się pomagać w ratowaniu ludzkiego życia. Dlatego kompletujemy apteczki medyczne IFAK, plecaki medyczne, kupujemy leki, specjalistyczny sprzęt medyczny, samochody i karetki, które podczas naszych wyjazdów pomocowych bezpośrednio trafiają do rąk żołnierzy i medyków. W Ukrainie zapewne już prawie każdy wie jak ważna jest apteczka IFAK. Ale w Polsce bardzo często, kiedy ludzie mnie pytają: dlaczego wy właściwie zbieracie na jakieś apteczki? Powtarzam jak mantrę zdanie: Taka apteczka jest szansą na powrót do domu, do rodziny i do przyjaciół, każdego żołnierza i każdej żołnierki, którzy dzisiaj walczą za nas na froncie. I my to wiemy, bo dostajemy zdjęcia z podziękowaniami od rannych chłopców, którym dobrze wyposażona apteczka uratowała życie. Podczas wyjazdów na front, nauczyłam się przede wszystkim jednej ważnej rzeczy, że w pomocy nie zawsze najważniejsze są tiry wypełnione po brzegi tonami pomocy. Czasem ważniejsze jest spotkanie, wypita z chłopakami przy froncie kawa, rozmowa w babskim gronie o kosmetykach, z wybuchami w tle i łzy wzruszenia, które widzimy w oczach ludzi, których spotykamy. Po prostu to, że ich odwiedzamy, bo często mają poczucie, że są pozostawieni sami sobie. To najzwyklejsze na świecie międzyludzkie wsparcie. Podczas tych spotkań często słyszmy: ,,dziękujemy, jesteśmy wam wdzięczni”. Wtedy zawsze odpowiadam: ,,Nie. To ja jestem każdego dnia wam wdzięczna, chłopakom i dziewczynom, którzy dziś walczą na froncie, za to, że żyję ja, że żyją moi bliscy, że nasz ukochany Lwów stoi cały i nie zniszczony, za to, że mogę kontynuować swoją pracę konserwatora zabytków we Lwowie, za to, że nie ma tej wojny w Polsce.
Kiedyś usłyszałam podczas jednej z trudnych rozmów o pomocy, dlaczego aż tak pomagam, nie mając czasu zupełnie na nic innego, takie słowa: ,,wojna to twój wybór”. Na początku te słowa mnie dosyć mocno zabolały, bo przecież nikt nam nie dawał wyboru czy chcemy wojny czy nie. Ale potem się nad nimi zastanowiłam i pomyślałam, że tak – to jest mój wybór. Wybieram przeciwstawianie się złu, wybieram, niezgodę na tę wojnę. Wybieram pomaganie. Bo nie ma we mnie przyzwolenia na to, żeby każdego dnia w Ukrainie ginęli żołnierze i cywile. Pomagam, bo nie zgadzam się, żeby ktoś bezprawnie zagarniał ziemie innego kraju, pomagam, bo nie chcę, żeby Ukraina, która jest dla mnie jak dom, przestała być wolna, żeby moi przyjaciele, którzy są dla mnie jak rodzina, żyli w ciągłym strachu. Pomagam bo wierzę, że prawda i dobro zawsze zwyciężą. Nawet kiedy przychodzi mi pozostać pod ciężarem mroku przez jakiś czas.
Wczoraj wieczorem prawie półtorej godziny rozmawiałam z moim przyjacielem Maksem, który jest medykiem. Dzięki jego wieloletniej pracy w naszym zespole, mogą państwo podziwiać we Lwowie takie zabytki jak rzeźby apostołów koło katedry łacińskiej, kapliczkę Sykstów obok kościoła Marii Magdaleny czy płyty Łazarza na ulicy Kopernika, dziś zabezpieczone na czas wojny. Słyszałam w jego głosie, jak bardzo jest zmęczony i zdałam sobie sprawę, że tak niewiele mogę zrobić, żeby to zmienić. Ale jedyne co mogę dalej robić, to wytrwale pomagać. Rano 24 lutego 2022 roku podjęłam decyzję, myślę, że jak wielu innych wolontariuszy, że będę pomagać do samego końca. Ile będzie trzeba i jak długo będzie trzeba, nie zważając na koszty. Razem ze mną robi to zespół wspaniałych ludzi, którzy nie poddają się w tym zadaniu – za co ogromnie im dziękuję. I zachęcamy do tego cały czas również wszystkich Państwa – POMAGAJMY. I chociaż po tych trzech latach zrozumiałam już, że wojny nie powstrzymamy, to możemy ludziom, którzy w niej uczestniczą, dać chociaż trochę ulgi i trochę dobra naszym wsparciem. Wiem, że dzięki ich poświęceniu przyjdzie taki dzień, w którym spotkamy się tutaj ponownie, nie powiem ,,w wolnej Ukrainie”, bo Ukraina jest dla mnie cały czas wolna, ale w Ukrainie spokojnej, w Ukrainie bez cierpienia, w odbudowującej się Ukrainie, pamiętającej o wszystkich ofiarach tej agresji. W Ukrainie bez wojny. Sława Ukraini!
Konstanty Czawaga









