Pożegnanie lwowskiej Matki

Pożegnanie lwowskiej Matki

Jadwiga Zarugiewiczowa, nazywana symboliczną matką nieznanego żołnierza, spoczęła na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie.

30 maja w uroczystościach w katedrze polowej Wojska Polskiego, na placu Piłsudskiego oraz na Powązkach Wojskowych wzięli udział przedstawiciele rodziny, urzędnicy państwowi, a także przedstawiciele polskich Ormian.

Ponad 90 lat temu na cmentarzu Obrońców Lwowa, jako matka poległego orlęcia, została wytypowana do wyboru żołnierskiej trumny. Wskazany przez nią żołnierz spoczął w Warszawie w miejscu zadedykowanym poległym obrońcom kraju, przede wszystkim tym, którzy bezimiennie oddali swoje życie za ojczyznę. W majowy poniedziałek żegnali ją z najwyższymi honorami przedstawiciele Prezydenta, wicemarszałek Sejmu Joachim Brudziński, sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej Krzysztof Kunert, ambasador Republiki Armenii w Polsce Edgar Ghazaryan, oficerowie Wojska Polskiego oraz poczty sztandarowe.

Warszawskie uroczystości upamiętniające Jadwigę Zarugiewiczową zainicjowała Fundacja Ormiańska. Maciej Bohosiewicz z Fundacji Ormiańskiej podkreśla ormiańskie pochodzenie Jadwigi Zarugiewiczowej: „urodziła się w Kutach nad Czeremoszem w 1878 r., w rodzinie polskich Ormian. W Kutach przyszedł też na świat jej najstarszy syn – Konstanty. Kuty nazywane były niegdyś małą stolicą polskich Ormian”. Położone nad Czeremoszem miasteczko stało się miejscem, gdzie Ormianie chętnie osiadali, przyjmując zwyczaje i język swojej nowej ojczyzny. Do końca byli wierni Polsce, często ginąc w jej obronie. Tak jak Konstanty, syn Jadwigi. To właśnie on walczył w obronie Lwowa w 1918 roku podczas wojny polsko-ukraińskiej. Następnie rozpoczął studia na Politechnice Lwowskiej, a w 1920 roku jako ochotnik walczył w wojnie polsko-bolszewickiej. Zginął pod Zadwórzem w sierpniu 1920 r. Kilka lat później Jadwiga Zarugiewicz, jako matka poległego obrońcy Lwowa, wzięła udział w powstaniu Grobu Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Specjalna komisja wytypowała wówczas pola bitewne, które miały szczególne znaczenie dla odradzającej się Polski. Drogą losowania wybrano boje o Lwów. Żołnierska matka, która straciła dziecko, miała wskazać trumnę, która pojedzie do stolicy.

„Wtedy z głębi cmentarza spod nowej kaplicy Obrońców Lwowa, nadeszła pani Jadwiga Zarugiewiczowa, jedna z tych, które na polach Zadwórza straciły synów i mogił ich nie znalazły, kładąc na jednej trumnie drżącą ze wzruszenia dłoń – wybrała zwłoki, które mają być symbolem ofiarnego poświęcenia za ojczyznę. Los padł na tego, który żadnej szarży nie miał, a tulił u boku swą starą maciejówkę z białym orłem ściemniałym od wilgoci” – wspominała ten dzień inna matka poległego orlęcia, Wanda Mazanowska.

Do grobu w Warszawie miał trafić żołnierz z lwowskiego pobojowiska, a Jadwiga Zarugiewiczowa dokonując wyboru stała się symboliczną matką chrzestną poległych żołnierzy. To ona przekazała stolicy „syna”, choć jej własne dziecko nie miało określonego miejsca spoczynku – Konstanty zginął pod Zadwórzem, a krwawa opowieść o tej bitwie głosiła, że zmasakrowanych przez konnicę Budionnego ochotników nie udało się nawet zidentyfikować. Chowano ich w zbiorowych mogiłach. Tak prawdopodobnie pochowano Zarugiewicza. Po latach dalej nie wiadomo, gdzie spoczął. W 2016 r. jego matka, która zmarła w zapomnieniu w Suwałkach ponad 40 lat temu, pochowana została wśród towarzyszy broni swego syna.

Organizację uroczystości pogrzebowej Jadwigi Zarugiewicz przygotowała Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Andrzej Krzysztof Kunert, sekretarz Rady, od początku uważał, że symboliczna matka poległych bezimiennie Żołnierzy-Polaków powinna spocząć na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie. Staraniem Kunerta i decyzją wojewody mazowieckiego przygotowano miejsce w kwaterze B11.

Decyzją prezydenta RP Andrzeja Dudy, Jadwigę Zarugiewicz odznaczono pośmiertnie Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Order przekazała rodzinie doradca prezydenta Barbara Fedyszak-Radziejowska. Po uroczystej mszy świętej odprawionej w katedrze polowej Wojska Polskiego, nastąpiła najbardziej wzruszająca chwila uroczystości.

Kondukt w asyście żołnierzy zatrzymał się na chwilę na placu Piłsudskiego przy Grobie Nieznanego Żołnierza. W dźwiękach wygrywanego na trąbce sygnału „Śpij, kolego, w ciemnym grobie”, matka ponownie stanęła przy grobie „syna”.

Żołnierze Kompanii Honorowej odprowadzili Jadwigę Zarugiewicz na miejsce jej spoczynku w kwaterze żołnierzy poległych w wojnie 1919-1920 roku. Minister Andrzej Krzysztof Kunert przypomniał, że na grobie Jadwigi Zarugiewicz umieszczone zostały dwa herby – Lwowa i Warszawy. Lwów symbolicznie pożegnał matkę polskiego żołnierza, stolica ją przyjęła – tak jak w 1925 roku przyjmowała syna. Wojciech Fałkowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej, podkreślał w swoim przemówieniu, że Polska dba o swoich żołnierzy: tych w służbie, tych, którzy ją skończyli i tych, którzy polegli. Wnuk Jadwigi Zarugiewicz Tomasz Pawelski dziękował za zorganizowanie uroczystości. Maciej Bohosiewicz z Fundacji Ormiańskiej opowiedział, że nagrobek Jadwigi Zarugiewicz nawiązuje do tradycji ormiańskiej: „na kamiennym tufie wulkanicznym umieściliśmy krzyż ormiański z ornamentem roślinnym, specjalnie przywiezionym z Armenii”. Akcent ormiański stanowiły też melodie wykonane na duduku (ormiańskim flecie). Przy dźwiękach salwy honorowej trumna ze szczątkami Jadwigi Zarugiewiczowej została złożona do grobu.

**
Jadwiga Zarugiewiczowa, córka Mikołaja Karczewskiego i Petroneli Bohosiewicz, wywodziła się z rodziny polskich Ormian osiadłej w Kutach nad Czeremoszem. Na kuckim cmentarzu, który odnawiany jest staraniem Fundacji Ormiańskiej, są groby jej najbliższych – przedstawicieli rodziny Zarugiewiczów i Bohosiewiczów. Dla polskich Ormian jej pogrzeb miał podwójnie symboliczne znaczenie. Zarówno jej historia, ale też miejsce narodzin zajmują szczególne miejsce w sercach wielu ormiańskich rodzin wywodzących się znad Czeremosza.

Pogrzeb Jadwigi Zarugiewicz ma jeszcze jeden niezwykle smutny aspekt. Stał się symbolicznym zamknięciem działalności Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa – bowiem instytucja opiekująca się miejscami pamięci narodowej w ponad 20 krajach na świecie jest w likwidacji. Rada nie przygotowuje już żadnych działań ani prac, ponieważ na mocy „Ustawy o zmianie ustawy o IPN” z 29 kwietnia 2016 r. instytucja zostanie zniesiona. Nie wiadomo też, który urząd zajmie się miejscami pamięci narodowej – Instytut Pamięci Narodowej czy Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Od początku w projekcie ustawy była zapisana likwidacja Rady, pracownicy mieli zostać włączeni do IPN-u. Ale to się zmieniło, pracownicy przechodzą do MKiDN. Ustawa zmierzająca do likwidacji Rady została już przegłosowana w Sejmie i Senacie, teraz (tekst z 30 maja 2016) czeka na podpis prezydenta Andrzeja Dudy.

O przywołaniu historii Grobu Nieznanego Żołnierza i o jego symbolicznej matce mówił dla Kuriera Galicyjskiego Andrzej Krzysztof Kunert, sekretarz ROPWiM.

Czy pana zdaniem uroczystości będą okazją do przypomnienia zarówno historii nieznanego żołnierza, jak też postaci samej Jadwigi Zarugiewicz?
Myślę, a co więcej – jestem przekonany. Pierwszy krok został już poczyniony jakiś czas temu: 2 listopada 2011 roku w kolejną rocznicę odsłonięcia Grobu Nieznanego Żołnierza w Warszawie odsłoniliśmy dużą, piękną tablicę pamiątkową poświęconą Jadwidze Zarugiewiczowej, którą nazywamy „matką nieznanego żołnierza”. Jest w bardzo bliskim sąsiedztwie grobu, czyli na frontonie siedziby dowództwa Garnizonu Warszawa. A zatem, na murach instytucji, która z urzędowego obowiązku i z potrzeby serca opiekuje się Grobem Nieznanego Żołnierza, została upamiętniona ta, która jest symboliczną matką wszystkich nieznanych żołnierzy. I myślę, że to był ten pierwszy krok.

Jadwiga Zarugiewiczowa spocznie na Powązkach Wojskowych.
Czujemy w Radzie ogromną satysfakcję że po czterech i pół roku udało nam się dokonać kolejnego kroku. Po ekshumacji z cmentarza parafialnego w Suwałkach zostanie pochowana na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie. Pogrzeb poprzedzony jest mszą w katedrze polowej Wojska Polskiego. Pogrzeb odbędzie się w kwaterze wojennej – ogromnej kwaterze wojennej żołnierzy Wojska Polskiego z 1920 roku, poległych w wojnie polsko-bolszewickiej. A przecież w tejże wojnie – choć nie znamy żadnych szczegółów na temat pochówku, ale wiemy kiedy i gdzie – poległ syn pani Jadwigi Zarugiewiczowej Konstanty. Wiemy, że poległ 17 sierpnia 1920 roku w obronie Polskich Termopil w Zadwórzu koło Lwowa. Pochówek jej doczesnych szczątków w tym miejscu traktujemy jako zamknięcie tych działań, które podjęliśmy wcześniej. Przez cały czas towarzyszyła nam partnerska współpraca z Fundacją Ormiańską i ze środowiskiem polskich Ormian.

Wydawało nam się oczywiste, że powinna mieć swoje miejsce jak najbliżej grobu Nieznanego Żołnierza, który dzięki niej powstał. To ona wylosowała tę trumnę. Traktujemy ten pogrzeb w kwaterze żołnierzy z 1920 roku jako sprawę symboliczną, jako powrót matki do syna: bo tam właśnie leżą towarzysze broni jej syna z tamtej wojny. Tyle mogliśmy zrobić – zapewnić powrót „matki” do „syna”.

Pogrzeb jest też symbolicznym wydarzeniem dla samej Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Czy można powiedzieć, że to wydarzenie zamknie wieloletnią działalność Rady?
Można tak powiedzieć i tak tę uroczystość traktujemy. Jesteśmy na ostatniej prostej zamykającej drogę do odsłonięcia jednej lub dwóch tablic pamiątkowych. To także jest kwestia najbliższych dni, ale są to przedsięwzięcia w znacznie mniejszej skali. Tym większe znaczenie ma dla nas uroczystość upamiętniająca Jadwigę Zarugiewicz, jako zamknięcie działalności najmniejszego urzędu centralnego w Polsce (chociaż formalnie nigdy nie byliśmy urzędem centralnym) liczącego w tej chwili 33 osoby. Pod obecną nazwą istnieje na mocy ustawy z 1988 roku, w tej chwili na mocy ustawy jest likwidowana.

O historii Jadwigi Zarugiewicz opowiada Maciej Bohosiewicz z Fundacji Ormiańskiej „Armenian
Foundation”.

Po II wojnie światowej Jadwiga Zarugiewiczowa opuściła Lwów, jej dzieci mieszkały w różnych częściach Polski. Po śmierci męża Jadwiga Zarugiewiczowa mieszkała przez pewien czas u córki w Krakowie. Wiemy na pewno, że mieszkała też u swojego syna Wacława w Białymstoku. Prawdopodobnie w Białymstoku nastąpiła eskalacja choroby czy załamania nerwowego, w wyniku którego trafiła do szpitala czy jakiegoś ośrodka. Informacja na jej temat urywa się. Zacząłem się interesować losami postaci, rozmawiałem z rodziną – do końca nie wiedzieli jakie były koleje jej losu. Nie żyje już pan Wacław Zarugiewicz i nie znalazłem kontaktu z tamtą częścią rodziny. Ale w przekazach rodzinnych zachowała się informacja, że prawdopodobnie pod koniec życia znalazła się w Suwałkach. Pojechałem tam. Siostra zakonna, prowadząca kancelarię parafialną, udzieliła mi informacji. Znaleźliśmy w księgach wpis i wyciąg aktu chrztu. Obawialiśmy się, że grób nie istnieje – Jadwiga zmarła w 1968 roku i ponieważ nikt z rodziny nie wiedział, gdzie została pochowana, mógł zostać zlikwidowany.

Poprosiłem o pomoc panów z zakładu pogrzebowego – pana Leszka i pana Stanisława – panowie chodzili po cmentarzu i szukali mogił z 1968 roku. Bardzo nam pomogli. Wysłali mi zdjęcia tych mogił, najpierw dwa, potem kolejne trzy – były to mogiły ziemne. Nie wyglądało to dobrze, bo robiło się z tego ogromne przedsięwzięcie – ekshumacje, po których trzeba by robić identyfikację testów DNA. W styczniu wsiadłem do pociągu i pojechałem do księdza proboszcza Grybosia z Suwałk, który ma wspaniale prowadzoną kartotekę. Męczyłem go opowieścią, jak ważna jest to postać i że na pewno spoczęła w Suwałkach – miałem przecież wypis aktu zgonu. Razem z panami z zakładu pogrzebowego poszliśmy na cmentarz i wspólnie chodząc znaleźliśmy jej grób! Był pod drzewem, rozwalający się grób z lat 70. XX wieku wykonany z lastrico, z przewróconą płytą i wytartym napisem. Próbowaliśmy odczytać napisy, przecierając wodą, potem wypełniając piaskiem – wyszło „J”, potem „Z”, „a” i „rugiewicz”. To było to miejsce.

Odpadł więc problem ekshumacji.
Tak. I cudownie się złożyło, że temat podjął minister Andrzej Kunert. Postanowiliśmy ekshumować Jadwigę Zarugiewiczową z tego miejsca, bo z Suwałkami w ogóle nie była związana. Pomyślałem o tym, żeby pochować ją w Lipkowie pod Warszawą.

Dlaczego właśnie tam?
Na terenie województwa mazowieckiego Lipków jest miejscem należącym do Ormian. Jest tam kościółek, plebania i dawna manufaktura pasów kontuszowych. Mieszkał tam bogaty Paschalis Jakubowicz, który rozsławił Lipków produkując w XVIII wieku pasy kontuszowe. Z księdzem proboszczem zastanawialiśmy się nad tym, żeby założyć tam panteon sławnych Ormian. Taki był mój pomysł. Ale minister Kunert powiedział, że w żadnym wypadku nie może tak się stać. Bo jako osoba związana z budową grobu Nieznanego Żołnierza i symboliczna matka nieznanego żołnierza – powinna zostać pochowana na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. Staraniem ministra Kunerta i decyzją wojewody mazowieckiego została wydzielona kwatera i miejsce, gdzie matka spocznie.

Jak to wyglądało organizacyjnie?
Została ustalona data ekshumacji w Suwałkach. Nasi wolontariusze, którzy jeżdżą do Kut, Katarzyna Drozdowicz i Zachariasz Bohosiewicz uczestniczyli w niej, dokumentując przebieg ekshumacji. W specjalnie przygotowanej trumnie Jadwiga Zarugiewicz została przywieziona do Warszawy, gdzie oczekiwała na powtórny pochówek. Równolegle w Warszawie powstawał grób dla Jadwigi Zarugiewicz, dół został wykonany z piaskowca, a górę stanowi chaczkar (ormiański krzyż dekorowany kwietnym ornamentem) wykonany w tufie, specjalnym kamieniu wulkanicznym przywiezionym z Armenii, z którego Ormianie robią swoje krzyże. To taki łącznik pomiędzy starą i nową diasporą ormiańską. Ten chaczkar będzie znakiem tego, że tu spoczywa ktoś z ormiańską krwią.

Beata Kost
Tekst ukazał się w nr 11 (255) 17-29 czerwca 2016

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X