Pomnik ze słów dla Jana Pawła II

Pomnik ze słów dla Jana Pawła II

Pod koniec ubiegłego roku ukazała się najnowsza książka poety, eseisty, historyka literatury, muzealnika – Mariusza Olbromskiego „Dwa skrzydła nadziei.

Poetyckie wotum dziękczynne Świętemu Janowi Pawłowi II za dar nawiedzenia Archidiecezji Lwowskiej”. Tytuł relacji poetyckiej nie jest przypadkowy, odnosi się do wizyt Ojca Świętego do Lubaczowa w 1991 i do Lwowa w 2001. Obie pielgrzymki Ojca Świętego – to właśnie owe tytułowe Dwa skrzydła nadziei. W jednej ze swoich encyklik Fides et ratio papież nazwał rozum i wiarę dwoma skrzydłami, za pomocą których duch ludzki unosi się ku Bogu.

Madonno Łaskawa,
śliczna Gwiazdo Lwowa,
Pani Aniołów z Lubaczowa,
Ty, która w obu miastach jasno świecisz,
jak serca obudziłaś,
gdy w latach zagubienia już szły świątynie
wraz z wiernymi w zatracenie,
aż dotknął ich nagle papieski pastorał, tak nieustannie
łaską swej opieki nas otaczaj
i poprzez wszystkie zagrożenia miłościwie prowadź (…)
Mariusz Olbromski,
Dwa skrzydła nadziei,
cz. Rozważania lubaczowskie

Proszę opowiedzieć o swoim najnowszym dziele Dwa skrzydła nadziei.
Książka ukazała się w 2014 – roku kanonizacji Jana Pawła II. Część I – to poematy Rozważania lubaczowskie i Poemat jednej nocy, w których starałem się zawrzeć swoje wrażenia, odczucia i refleksje o wizycie Ojca Świętego w Lubaczowie, później we Lwowie, jako uczestnik tych wielkich wydarzeń. Obie te pielgrzymki były przełomowe w dziejach archidiecezji lwowskiej, która po upadku II Rzeczypospolitej prawie przestała istnieć. Kościół katolicki był bowiem systematycznie i wyjątkowo barbarzyńsko niszczony od pierwszych dni okupacji sowieckiej po 17 września 1939 roku. Ten stan trwał do 1991 roku, do upadku komunizmu. Część II mojej książki nosi tytuł Witraże. Są to „witraże poetyckie” – lwowskie, podolskie i wołyńskie oraz znad Dniestru. Każda z tych części zawiera opis tej przestrzeni, która ogólnie nazywa się „Kościołem łacińskim” na terenie dzisiejszej Ukrainy. Głównie są to utwory religijne, wspominam w swoich relacjach poetyckich o osobach wyjątkowych, takich jak: święty brat Albert – Piotr Chmielowski, ks. bp Rafał Kiernicki, o. Serafin Kaszuba i in. Opisuję także zwykłych, a przecież niezwykłych – lwowian, kresowian oddanych bez reszty Kościołowi, którzy heroicznie trwali przez lat dziesiątki na tym obszarze. Książka ilustrowana jest wieloma bezcennymi zdjęciami archiwalnymi. Została bardzo starannie opracowana przez Krystynę Grzegocką ze Lwowa, a wydana przez Oficynę Wydawniczo-Poligraficzną „Adam” w Warszawie. Obecnie jest rozprowadzana w całym kraju, a także poza jego granicami.

Poemat, który tę książkę otwiera, nazywa się Rozważania lubaczowskie. Dlaczego małe miasto Lubaczów jest tak ważne w Twojej twórczości?
Lubaczów – to moje rodzinne miasto. Przy ulicy, gdzie od pierwszych chwil życia się wychowywałem w rodzinie przesiedlonych kresowian, znajdował się dom arcybiskupów lwowskich. W 1946 roku ówczesny arcybiskup Eugeniusz Baziak po wielu szykanach i przesłuchaniach został zmuszony przez władze komunistyczne do opuszczenia Lwowa. Przeniósł się do najbliższego miasta w Polsce, tuż za granicą, położonego na dawnym skrawku archidiecezji lwowskiej – do Lubaczowa. Zabrał wówczas ze sobą dwie największe świętości lwowskiego kościoła: obraz Matki Bożej Łaskawej z lwowskiej katedry i relikwie błogosławionego Jakuba Strzemię. Przedziwnym losem Opatrzności ks. abp Baziak został później także zwierzchnikiem archidiecezji krakowskiej i to on dostrzegł geniusz i wielkość serca młodego wówczas księdza Karola Wojtyły, którego następnie konsekrował na biskupa. Fakt o tym, że Jan Paweł II faktycznie nosił w sobie sukcesję dwóch prastarych metropolii – lwowskiej i krakowskiej – nigdy nie był nagłaśniany. Kiedy w kościele w którym byłem chrzczony, a także obok byłego domu moich dziadków w Lubaczowie, pojawił się papież, to w mej świadomości splotła się historia osobista, rodzinna, z wielką historią archidiecezji lwowskiej i całej naszej Ojczyzny.

Można rozważać ten pobyt Ojca Świętego Jana Pawła II w Lubaczowie w kategoriach racjonalnych, ale również w metafizycznych…
Dla mnie był to rodzaj cudu. W Lubaczowie, po wojnie, znajdował się dom arcybiskupów, jeden kościół i niewiele świątyń na wsiach, na tej „resztówce” archidiecezji lwowskiej po stronie polskiej. Trwanie w Lubaczowie przez pół wieku kolejnych arcybiskupów lwowskich wydawało się mieszkańcom bardzo szlachetne, ale pozbawione jakiejkolwiek perspektywy na przyszłość. I oto, w czerwcu 1991 roku, dzięki Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II, oczy całego świata zwróciły się na mały Lubaczów, a poprzez to miasto na całą archidiecezję lwowską i na jej wspaniałe, ponad sześciusetletnie dzieje. 2 czerwca 1991 Ojciec Święty modlił się przed wizerunkiem Matki Bożej Łaskawej, który wcześniej koronował na Jasnej Górze. Dokonał też konsekracji nowo zbudowanej prokatedry w Lubaczowie, gdzie wygłosił też historyczną homilię. Następnego dnia odbyła się msza święta na lubaczowskich błoniach nad rzeką, na którą przybyło tysiące pielgrzymów zza wschodniej granicy, z Polski, wielu krajów Europy, hierarchowie Kościoła greckokatolickiego, cały orszak dostojników papieskich z Watykanu, Episkopat Polski. Wcześniej bullą papieską Jan Paweł II 16 stycznia 1991 roku na nowo erygował struktury Kościoła katolickiego i Kościoła greckokatolickiego na terenie rodzącej się wtedy Ukrainy. Msza święta na błoniach lubaczowskich to było wielkie wydarzenie religijne, historyczne, niezwykłe przeżycie dla wszystkich obecnych i dla mnie również. Wkrótce, po tej mszy świętej ks. abp. lwowski Marian Jaworski, wybitny filozof, teolog, były rektor Papieskiej Akademii Teologicznej, najbliższy przyjaciel i współpracownik Jana Pawła II, wyruszył z Lubaczowa do Lwowa, gdzie rozpoczął wraz z wiernymi wielką i wyjątkowo trudną pracę, która była widoczna dziesięć lat później, kiedy przygotowywał już papieską pielgrzymkę na Ukrainę w tym do Kijowa i do Lwowa.

Dlaczego była tak ważna ta wizyta także dla Ciebie? Jak powstały Rozważania lubaczowskie?
Po ukończeniu studiów we Wrocławiu i powrocie do Lubaczowa założyłem wraz z przyjaciółmi Klub Inteligencji Katolickiej, który był później współorganizatorem przygotowań miasta Lubaczowa do przyjęcia Jana Pawła II. Bardzo aktywnie działaliśmy, organizowaliśmy spotkania, wykłady na temat dziejów archidiecezji lwowskiej, kultury Lwowa. W tamtym czasie, w latach osiemdziesiątych, było to trudne. Wielu tak zwanych „rozsądnie myślących” odradzało mi tych działań. Aż przyszło to wielkie wydarzenie historyczne, wizyta Jana Pawła II w Lubaczowie, niezwykłe przeżycie dla wszystkich mieszkańców miasta, wszystkich obecnych, mojej rodziny i oczywiście dla mnie również. Widziałem jakie rzesze pielgrzymów cale „strumienie”, „rzeki” szły na spotkanie z papieżem nocą, a potem w dzień, zewsząd niosły się „wędrowały” modlitwy i śpiewy wokół mego rodzinnego miasta. Ojciec Święty przybywając do nas – przybywał do wszystkich wiernych archidiecezji lwowskiej, bo chciał pobłogosławić ich na nową drogę odnowienia archidiecezji i dodać im ducha. Moc jego słowa i modlitwy była wielka. Wkrótce za wschodnią granicą zaczęły powstawać komitety parafialne, które wystąpiły do władz o zwrot zrujnowanych często i barbarzyńsko zniszczonych świątyń. W tamte dni wizyty Ojca Świętego, w moim mieszkaniu zatrzymali się liczni pielgrzymi ze Lwowa, było ciasno, spali nawet na podłodze. Był wtedy między innymi śp. pan Stanisław Czerkas, prezes Towarzystwa Kultury Polskiej we Lwowie. Zaprosiłem też do Lubaczowa Polski Teatr Ludowy ze Lwowa, który w przeddzień wizyty papieża wystąpił ze sztuką Karola Wojtyły Przed sklepem jubilera. Następnego dnia te wzruszające chwile przeżywaliśmy razem. Po wielu latach często widzi się jakieś wydarzenia i sprawy głębiej, lepiej, niż na bieżąco. Któregoś dnia, dwa lata temu, pojechałem do Lubaczowa, powędrowałem po pustych, jesiennych błoniach, gdzie teraz cisza, pasą się konie. A potem usiadłem przy starym, pięknie rzeźbionym biurku dziadka, jeszcze z czasów z Żółkwi i po prostu zacząłem pisać, pogrążając się we wspomnieniach…

Brałeś udział w przygotowaniach wizyty Jana Pawła II też we Lwowie w 2001 roku. Jakie chwile najbardziej Tobie utkwiły w pamięci?
Mój wkład w to wielkie przedsięwzięcie był niewielki, na miarę możliwości. Między innymi Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej, którego byłem wówczas dyrektorem wybiło pamiątkowy medal z wizerunkiem Jana Pawła II i okolicznościowym napisem. Tuż po wizycie papieża we Lwowie zorganizowało wystawę Jan Paweł II we Lwowie, która wędrowała później po całej Polsce. Muzeum wydało też bardzo ciekawy artystycznie album zdjęć Razem przedstawiający nie tylko postać Ojca Świętego, ale także reakcję na Jego obecność mieszkańców Lwowa i pielgrzymów. Zorganizowało później także wystawę w katedrze lwowskiej o świętych Józefie Bilczewskim i Józefie Gorazdowskim, która następnie przez długi czas wędrowała po kościołach archidiecezji. Miałem również niezwykłe przeżycia we Lwowie. Wcześniej przygotowywałem sesję naukową o Franciszku Karpińskim, który urodził się w Hołoskowie, położonym w mniej więcej w połowie drogi między Kołomyją a Stanisławowem. Udało nam się upamiętnić miejsce urodzenia poety kamieniem z tablicą, a w trzech kościołach zostały też zawieszone tablice upamiętniające tego „Poetę serca”, jak go nazywano. W pobliżu Hołoskowa jest kościół w Ottyni, gdzie został pochowany ojciec Franciszka Karpińskiego. Zamówiliśmy mszę świętą, na którą przyszli miejscowi wierni. Rozdaliśmy im książeczki z tekstami Pieśni nabożnych Karpińskiego. Starsze panie nie musiały czytać, ponieważ wszystkie je znały na pamięć. Zawstydziły nas – śpiewały, a my nie mogliśmy oderwać wzroku od tekstu. Na dodatek okazało się, że są nowe zwrotki i melodie, które powstały na zasadzie ludowych „dopisków”. Obecny wśród nas ksiądz muzykolog uznał, iż te melodie są zupełnie inne niż w Polsce, więc postanowiliśmy zebrać te pieśni w jedną całość. Wśród nich były do dzisiejszego dnia śpiewane Kiedy ranne wstają zorze, czy słynna kolęda Bóg się rodzi. Wydaliśmy na przyjazd Ojca Świętego ozdobne, piękne opracowanie różnych wersji melodycznych razem z wierszami Franciszka Karpińskiego. Była to wspólna praca kilku osób. Zawiozłem tę książkę do kurii lwowskiej z prośbą o przekazanie jej Janowi Pawłowi II, na co ks. kardynał Marian Jaworski powiedział, że powinienem przekazać osobiście. To było niezwykłe przeżycie. Przyjechałem wcześniej, patrzyłem jak Lwów przeżywa to wydarzenie, co się dzieje w mieście, w świątyniach, na placach, ulicach, a nad ranem wędrowałem z innymi pielgrzymami na hipodrom. Potem stanąłem w procesji darów i miałem ten wyjątkowy zaszczyt wręczyć Ojcu Świętemu Pieśnie nabożne Karpińskiego jako przykład polskich, literackich tradycji religijnych z tego terenu. Tamte wyjątkowe godziny oczekiwania wiernych z Ukrainy i Polski w wigilię przybycia Ojca Świętego utrwaliłem w Poemacie jednej nocy. Tę książkę z ilustracjami lwowskiej artystki Krystyny Grzegockiej, jej pierwsze wydanie, przekazałem do Watykanu. Okazało się, że papież przeczytał mój poemat. Ku mojemu wielkiemu zdumieniu, któregoś dnia otworzyłem skrzynkę pocztową, w której był list z osobistym podpisem, podziękowaniem i błogosławieństwem Jana Pawła II. Nie mogło mnie, jako literata, nic piękniejszego w życiu spotkać.

Do fragmentów poematów Dwóch skrzydeł nadziei powstało oratorium – Polskie Kresy. Jak to się stało? Kiedy i gdzie zostało wykonane po raz pierwszy?
Najpierw przesłałem ten tekst lwowianom z Towarzystwa Miłośników Lwowa w Krakowie. Któregoś dnia zadzwonił do mnie pan Andrzej Chlipalski i powiedział o tym, że przekazał tekst kompozytorowi. Wincenty z Krakowa (Szmidt) dawniej komponował dla Ewy Demarczyk, współpracował z „Piwnicą pod Baranami”. W stanie wojennym twórca naraził się władzom i został zmuszony wyjechać z kraju. Komponował na Zachodzie, jego utwory były prezentowane m.in. w Operze Wiedeńskiej. Po pewnym czasie wrócił do Polski. Obecnie mieszka i tworzy w Krakowie. Dla mnie niezwykłe było nie tylko to, że tak szybko powstał utwór muzyczny o znakomitej melodyce, ale i to, że znaleźli się artyści, którzy przygotowali i wykonali oratorium społecznie, z miłości do Jana Pawła II. Prapremiera odbyła się 27 września 2014 r. pod Wawelem w kościele oo. Bernardynów w Krakowie w wykonaniu Chóru Akademickiego Organum, zespołu instrumentalnego Ricercare, złożonego z artystów z Filharmonii Krakowskiej pod batutą wielce zasłużonego dla chrześcijańskiej kultury muzycznej Bogusława Grzybka. Obecni byli kresowianie z całej Polski. Niestety, mamy tylko nie najlepsze, amatorskie nagranie. Latem br. planowane jest podczas festiwalu Cracovia Sacra w Krakowie ponowne wykonanie utworu i profesjonalnego zapisu. W tym roku oratorium przypuszczalnie będzie wykonane na Skałce oraz na Jasnej Górze, być może też we Lwowie i w Lubaczowie.

Czy odbyła się już promocja książki?
Tak, pierwsze spotkanie autorskie miało miejsce w Lubaczowie w ramach Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej, następne w Przemyślu. Prezentowałem też książkę na ogólnopolskiej sesji naukowej poświęconej twórczości literackiej Karola Wojtyły zorganizowanej przez Instytut Polonistyki Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu. Później w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim w Instytucie Jana Pawła II. Za kilka dni będę miał wieczór autorski w Paryżu, a następnie w Montresor na zamku z XI wieku położonym w pobliżu stolicy Francji, a należącym do rodu Reyów, potomków „ojca literatury polskiej”, który urodził się w Żurawnie nad Dniestrem. Na początku kwietnia rozmowa o książce i jej fragmenty będą prezentowane w II Programie Polskiego Radia. Szczególnie ważne będzie dla mnie spotkanie we Lwowie w dniu 19 kwietnia br. w sali Polskiego Teatru Ludowego przy ul. Kopernika, na które serdecznie zapraszam wszystkich Czytelników Kuriera Galicyjskiego.

Rozmawiała Anna Gordijewska
Tekst ukazał się w nr 5 (225) za 17-30 marca 2015

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X