Pokaz filmu „Lwowiak z Wrocławia – Wrocławianin z Lwowa” Kadr z filmu „Lwowiak z Wrocławia – Wrocławianin z Lwowa” (fot. Eugeniusz Sało/ Nowy Kurier Galicyjski)

Pokaz filmu „Lwowiak z Wrocławia – Wrocławianin z Lwowa”

W filii nr 37 Miejskiej Biblioteki Publicznej we Wrocławiu przy ul. Sempołowskiej 54a odbył się pokaz filmu dokumentalnego „Lwowiak z Wrocławia – Wrocławianin z Lwowa”. To poruszająca opowieść o 95-letnim Tadeuszu Felsztyńskim – świadku historii, który jako chłopiec opuszczał przedwojenny Lwów, by po wojnie budować nowe życie we Wrocławiu.

Główny bohater, ze względu na stan zdrowia, nie mógł uczestniczyć w spotkaniu. Po projekcji z publicznością rozmawiali jego córka Ewa Felsztyńska Korpalska oraz reżyser filmu Kamil Mucha. Wieczór dopełniła kameralna wystawa rodzinnych pamiątek, które przetrwały wojnę i pamiętają jeszcze przedwojenny Lwów.

Jak przyznała Ewa Felsztyńska, pomysł na film dojrzewał przez dłuższy czas. – Pomysł na ten film kiełkował trochę długo. Powstał w klubie Olimpia, w którym mój ojciec miał urodziny. Później zostałam zainspirowana do zgłaszania projektów do grantodawców. To był drugi projekt, który napisałam i został przyjęty. Byłam bardzo przerażona, jak będzie wyglądać realizacja i czy damy radę, bo ja się na tym zupełnie nie znam. No, ale jak widać efekt jest bardzo dobry – opowiadała.

Tadeusz Felsztyński urodził się w 1931 roku. Ze Lwowa wyjechał z rodziną w listopadzie 1945 roku. – Ich podróż trwała około miesiąca. Potem mieszkali na ulicy Paulińskiej we Wrocławiu. Tam obecnie jest szkoła katolicka, siostry zakonne prowadzą. A 10 stycznia 1946 roku wprowadzili się do mieszkania przy ulicy Żmichowskiej 11 – wspominała córka bohatera.

fot. Eugeniusz Sało/ Nowy Kurier Galicyjski

Wśród rodzinnych historii są także te z dzieciństwa. – Ojciec miał pięć lat, kiedy w Wielkanoc zaczął zwiedzać groby w kościołach. Oznaczało to, że uciekł z domu bez opieki, a babcia szukała go cały dzień. On był szczęśliwy, bo do końca był człowiekiem odpowiedzialnym, ale wolną duszą. Lubił robić rzeczy nietypowe, zwiedzać ciekawe miejsca i zostawił nam w spadku potrzebę ciągłego życia w ruchu – mówiła Ewa Felsztyńska.

Rodzina od około 10 lat spisuje wspomnienia Tadeusza Felsztyńskiego. – Ten film pokazuje tylko 5 albo 10 procent wspomnień mojej rodziny. To były ostatnie momenty, kiedy mogliśmy go jeszcze dopytać. W tej chwili jest w stanie bardzo ciężkim – dodała.

Reżyser Kamil Mucha podkreślał, że projekt był dla niego wyjątkowy od samego początku. – To był w sumie przypadek. Przez wspólną znajomą spotkaliśmy się z Ewą i ona zaczęła opowiadać, że ma grant i potrzebuje zrobić film dokumentalny o swoim tacie. Na pierwszym spotkaniu poczułem nić porozumienia. Wiedziałem, że tato jest ciekawym człowiekiem, że warto o tym opowiadać, chociaż tematy są trudne, ciężkie, może czasami niewygodne. To pokolenie, o którym naprawdę warto dziś mówić, bo tych ludzi jest coraz mniej i z każdym rokiem będzie ich ubywać. Warto takie relacje ocalać od zapomnienia – podkreślał.

Jak przyznał, fascynowała go postawa bohatera. – To, co mnie w nim zafascynowało, to że pomimo ciężkich kolei losu został pozytywnym człowiekiem. Dla mojego pokolenia trudno sobie wyobrazić to, co oni przeżyli. A on, mimo tak trudnej historii, potrafił się uśmiechać.

Reżyser zdecydował się na emocjonalną, a nie chronologiczną konstrukcję filmu. – Nie chciałem opowiadać klasycznie, tylko iść narracją emocjonalną. Czasami cofamy się w historii, ale bardziej zależało mi na emocjach. Raz mamy silne wzruszenie, widziałem, jak publiczności kręciła się łezka w oku, a za chwilę pojawiał się uśmiech. Chciałem, jak na szachownicy, przeplatać te emocje – tłumaczył Kamil Mucha.

Wśród widzów była Anna Priebe-Haglauer, Wrocławianka, której rodzina również pochodzi ze Lwowa. – Temat Lwowa jest mi bardzo bliski. Moja mama i dziadkowie pochodzą ze Lwowa. W dzieciństwie bardzo dużo słyszałam opowieści z ust babci. Dziadek w 1943 roku został zamordowany w Majdanku. Te wszystkie przeżycia związane z repatriacją i przyjazdem do Wrocławia były mi zawsze bardzo bliskie – mówiła.

Wspominała także powroty swojej rodziny do miasta dzieciństwa. – Moja babcia kilkanaście lat po wojnie chciała wrócić do Lwowa. Kiedy pojechała, była bardzo smutna i powiedziała, że to już nie jest ten Lwów i że nigdy nie chce tam wracać. W latach 90. moi rodzice pojechali tam na wspomnieniową wycieczkę. Dotarli do kamienicy, w której mieszkali. Właściciele przyjęli ich z otwartymi ramionami. Było dużo łez i wzruszeń. Później zabrali też mnie. To była dla mnie ogromnie wzruszająca podróż. Do dziś żyję tymi wspomnieniami i każdy temat związany ze Lwowem jest mi szalenie bliski – podkreślała Anna Priebe-Haglauer.

Kolejny pokaz filmu „Lwowiak z Wrocławia – Wrocławianin z Lwowa” zaplanowano 23 marca w Centrum Historii Zajezdnia przy ul. Grabiszyńskiej we Wrocławiu.

Eugeniusz Sało

Spotkanie opłatkowe byłych mieszkańców podlwowskich miejscowości oraz ich potomków

X