Spotkanie opłatkowe byłych mieszkańców podlwowskich miejscowości oraz ich potomków fot. Eugeniusz Sało/Nowy Kurier Galicyjski

Spotkanie opłatkowe byłych mieszkańców podlwowskich miejscowości oraz ich potomków

18 stycznia br. we Wrocławiu odbyło się spotkanie opłatkowe byłych mieszkańców podlwowskich miejscowości, takich jak Sokolniki, Nawaria, Basiówka, Pustomyty, Hodowica, Maliczkowice, Dublany, Dawidów i innych, a także ich potomków. Wydarzenie miało miejsce w klasztorze Sióstr Maryi Niepokalanej na Ostrowie Tumskim i zgromadziło ponad 120 osób. Była to kolejna okazja do wspólnej modlitwy, wspomnień oraz serdecznych rozmów.

– Ogromną radością jest dla mnie to, że mimo upływu tylu lat od zakończenia II wojny światowej, uczestników spotkań jest coraz więcej. To swoisty powrót do korzeni i dowód na to, że kolejne pokolenia interesują się historią swoich rodzin. Osób, które urodziły się jeszcze w podlwowskich wsiach i pamiętają je z autopsji, jest dziś zaledwie kilka. Większość przyjechała do Polski jako małe dzieci lub urodziła się w czasie wojny. Dziś jednak przyjeżdżają ich dzieci i wnuki – nie tylko z Wrocławia, ale z całego Dolnego Śląska i z różnych regionów kraju. To daje nadzieję, że te spotkania będą odbywać się jeszcze przez wiele lat – podkreśliła Małgorzata Michalska, koordynatorka Komitetu Organizacyjnego, której rodzina pochodzi z Sokolnik.

Po mszy świętej, którą odprawił o. Faustyn Zatoka OFM, proboszcz parafii pw. św. Alberta Wielkiego we Wrocławiu-Sołtysowicach, uczestnicy spotkania przeszli do klasztornej jadalni. Tam dzielono się opłatkiem, kolędowano i prowadzono długie rozmowy przy wspólnym stole.

Józef Gołębiewicz ze Świnoujścia, którego rodzice pochodzili z Sokolnik

Jednym z uczestników był Józef Gołębiewicz ze Świnoujścia, którego rodzice pochodzili z Sokolnik.

– Mój ojciec w 1944 roku trafił na front, miał wtedy 20 lat. Dziadek opuścił Sokolniki w 1946 roku i osiedlił się w Drawsku Pomorskim. Tam odnalazł ojca, który już nie wrócił w rodzinne strony. Rodzice poznali się dopiero po wojnie. Na to spotkanie przyjeżdżam od niemal 25 lat. Po raz pierwszy przyjechałem w 2001 roku z myślą, aby pojechać z ojcem do Sokolnik i zobaczyć miejsca jego dzieciństwa. Podczas pielgrzymki wszystko okazało się inne, niż zapamiętał. Dopiero dzięki pomocy krewnych udało się odnaleźć dom rodzinny — wspominał Józef Gołębiewicz.

Wiesław Krysiak z Wrocławia

W wydarzeniu uczestniczył także Wiesław Krysiak z Wrocławia, który jak sam mówi, „wżenił się” w rodzinę lwowiaków.

– Moi teściowie pochodzą z Sokolnik pod Lwowem. Od ponad 40 lat kultywujemy w rodzinie lwowskie tradycje, zarówno bożonarodzeniowe, jak i wielkanocne. Nigdy nie znałem kuti, zakochałem się w tej potrawie. Po raz szósty biorę udział w tych spotkaniach i pomagam w ich organizacji z potrzeby serca. Widzę, że to dziedzictwo nie zanika, wręcz przeciwnie, przejmują je dzieci i wnuki. Spodziewaliśmy się około 100 osób, a jest nas ponad 120. To najlepszy dowód, że ta wspólnota wciąż żyje – zaznaczył Wiesław Krysiak.

Alicja Pawlaczek-Karaś, 85-letnia była mieszkanka Lwowa

Wśród uczestników była także pani Alicja Pawlaczek-Karaś, 85-letnia była mieszkanka Lwowa, obecnie mieszkająca w Bielawie.

– Urodziłam się we Lwowie w 1941 roku. Miałam cztery lata, gdy przyjechaliśmy na Dolny Śląsk. Mój tata, który należał do Armii Krajowej, został we Wrocławiu aresztowany i skazany na karę śmierci. Mama przez tydzień klęczała przed Belwederem, prosząc Bolesława Bieruta o jego uwolnienie. Wyrok zamieniono na sześć lat więzienia. Mama do końca życia kochała Lwów. Ja sama byłam tam trzynaście razy, już po rozpadzie Związku Sowieckiego, także z wnukiem – opowiadała.

Pani Alicja uczęszczała do szkoły ceramicznej, a dziś zajmuje się malarstwem. – Namalowałam duży obraz Matki Bożej i przekazałam go do kościoła w Nawarii. Do dziś tam się znajduje. Wierzę, że Matka Boża chroniła mnie przez całe życie, uchroni też tamte ziemie – dodała.

Małgorzata Michalska, koordynatorka Komitetu Organizacyjnego, której rodzina pochodzi z Sokolnik

Podczas spotkania nie brakowało wzruszających historii o odnajdywaniu się rodzin, dawnych sąsiadów i krewnych. – To miejsce, gdzie ludzie odkrywają wspólne korzenie. Często ktoś pamięta jedynie nazwisko czy fragment rodzinnej opowieści, a tutaj okazuje się, że siedzi obok daleki krewny. Takie spotkania pozwalają odkrywać historię swoich rodzin i miejsc, z których pochodzą – podsumowała Małgorzata Michalska.

Spotkania byłych mieszkańców podlwowskich miejscowości i ich potomków mają długą tradycję, sięgającą początku lat 90. XX wieku. Ich geneza wiąże się z powołaniem Komitetu Pomocy w Odbudowie Kościoła w Nawarii koło Lwowa, na czele którego stanęli m.in. ks. Franciszek Rozwód oraz Augustyn Barabasz, Janina Oparowska i Maria Śledzik z domu Gołębiewicz. Celem inicjatywy jest integracja osób, które po II wojnie światowej zostały zmuszone do opuszczenia swoich rodzinnych stron. Spotkania odbywają się dwa razy w roku, po Bożym Narodzeniu i po Wielkanocy.

Eugeniusz Sało

fot. Eugeniusz Sało/Nowy Kurier Galicyjski

Spotkanie wielkanocne byłych mieszkańców podlwowskich miejscowości oraz ich potomków

X