Ostatnia droga króla Władysława Jagiełły Postać króla Władysława Jagiełły z XV-wiecznego nagrobka w katedrze wawelskiej

Ostatnia droga króla Władysława Jagiełły

590 lat temu, 1 czerwca (31 maja) 1434 roku, w Gródku koło Lwowa (nazwanym później Jagiellońskim) zmarł Władysław II Jagiełło, król Polski, wielki książę litewski. Był pierwszym królem Polski z dynastii Jagiellonów, pogromcą Krzyżaków w bitwie pod Grunwaldem w roku 1410 i twórcą potęgi państwa polsko-litewskiego. Był również najdłużej panującym polskim monarchą – sprawował rządy przez 48 lat, 2 miesiące i 27 dni. Pozostawił po sobie dwóch synów Władysława i Kazimierza, jego następcą został starszy z braci, Władysław III zwany później Warneńczykiem.

Władysław Jagiełło dożył 82 lat (według innych obliczeń – 72 lata). W takim oto słusznym wieku, będąc jednak jeszcze mimo to w pełni, jak na te lata, władz fizycznych i umysłowych, podjął wyprawę z Krakowa do Halicza. Była to ostatnia podróż sędziwego monarchy. Szczegółowe informacje o niej przekazał potomnym Jan Długosz, główny kronikarz Jagiellonów, historyk, nazywany ojcem polskiej historiografii, duchowny, geograf, pierwszy heraldyk polski, dyplomata. W „Rocznikach, czyli kronikach sławnego Królestwa Polskiego (Annales seu cronicae incliti Regni Poloniae)”, historii Polski od czasów bajecznych do 1480 roku, pozostawił nam szczegółowy opis okoliczności zgonu oraz przebiegu uroczystości pogrzebowych założyciela dynastii Jagiellonów. Wychowawca wnuków Jagiełły (w tym Kazimierza, późniejszego świętego) pod koniec życia otrzymał nominację na arcybiskupstwo lwowskie, zaś w czasie, gdy spisywał kronikę, żyli jeszcze naoczni świadkowie minionych wydarzeń. Ojciec naszego kronikarza był uczestnikiem słynnej bitwy pod Grunwaldem. Tam też dokonał on bohaterskiego czynu, biorąc do niewoli komtura krzyżackiego, Markwalda von Salzbacha. Brał w niej udział również jego stryj historyk, Bartłomiej, który był kapelanem Władysława Jagiełły. Tym samym, kronikarz mógł czerpać z ich relacji, jak też i z opowieści innych świadków tamtej epoki. Taki oto obraz wydarzeń z wiosny 590 lat temu wyłania się z kart Długoszowej kroniki.

5 kwietnia 1434 roku, „w najbliższy wtorek po niedzieli Przewodniej”, Władysław Jagiełło opuścił Kraków i udał się na Ruś, zmierzając „przez zwyczajne miejsca postoju” do Halicza. Do tego miasta nad Dniestrem miał przybyć hospodar mołdawski Stefan, by złożyć polskiemu królowi hołd lenny. Podczas stacji we wsi Medyka, „w sobotę, po uroczystości św. Wojciecha”, a więc 30 kwietnia, król jak to miał od lat w swym zwyczaju „udał się do lasów, by nasycić uszy słodkim, pełnym czaru dźwiękiem, by słuchać śpiewu słowika”. Przeziębił się, nie będąc należycie odzianym, bowiem „przez całe swe życie za nic mając drogie sobolowe, kunie, popielicowe albo lisie futra, używał jedynie baranich”. Dziejopis zwraca uwagę na występującą wówczas w Polsce anomalię pogodową, która przypominała tę, jaką obserwowaliśmy w niektórych regionach w roku bieżącym: po ciepłym przedwiośniu nastąpiło gwałtowne ochłodzenie, niejako powrót zimy. „która mrozami ścisnąwszy ziemię, wszystkie wiosenne zasiewy i kwiaty i już rozwijających się drzew liście zmroziła”. Kontynuując podróż, 15 maja, „w sobotę, w wigilię Zielonych Świąt”, Jagiełło przybył do Gródka, gdzie oczekiwali go wysłannicy hospodara mołdawskiego. Podejmując posłów przy stole, król doznał gorączki, która odtąd nie opuszczała go przez siedemnaście dni pomimo usilnych starań ze strony nadwornych medyków. Przeczuwając zbliżający się kres ziemskiego żywota, „po kilkukrotnie powtórzonej spowiedzi świętej i przyjęciu najpobożniej sakramentów Eucharystii i Ostatniego Namaszczenia, zrobił testament”. Umierając król do końca pozostał świadomym i przytomnym. Tuż przed tym jak zasnął w Panu, przebaczył wszystkim wrogom, jak i przyjaciołom oraz bliskim występki, krzywdy i winy, jakich doświadczył z ich strony w przeciągu długiego życia, zdążył jeszcze kilkakrotnie powtórzyć Wyznanie Wiary. „Powierzając Panu Bogu swego dostojnego ducha, we wtorek – był to ostatni dzień maja – o trzeciej w nocy, jak najłagodniejszy baranek, zasnął na rękach panów duchownych i świeckich, którzy prześcigając się wzajemnie boleśnie opłakiwali jego zgon”.

Żałobny orszak z doczesnymi szczątkami Władysława Jagiełły, które ubrano w królewskie szaty i koronę i złożono w drewnianej pokrytej smołą i żywicą skrzyni, opuściwszy Gródek skierował się w stronę Krakowa. W tej ostatniej drodze towarzyszyły królowi rzesze poddanych chcących po raz ostatni oddać cześć wielkiemu władcy, „stąd i drogi, którymi przewożono jego ciało, były pełne zgromadzonych ludzi obojga płci, którzy tłumnie przybywali nawet z odległych miast i wsi i którzy opłakiwali jego zgon pełnymi smutku lamentami”. Do Krakowa orszak przybył 11 czerwca, w dzień św. Barnaby. Naprzeciw wyszła mu królowa Zofia wraz z synami, „lejąc obfite łzy, małych jeszcze synów przysuwała do wozu […]. Ich płacz i łzy przyzywające ojca skłaniały do współczucia i łez wszystkich innych, co tam stali”. Tego dnia we wszystkich krakowskich kościołach odprawiono egzekwie za duszę zmarłego władcy. W oczekiwaniu na przybycie do Krakowa panów i prałatów królestwa, ciało króla tymczasowo złożono na Wawelu w kościele św. Michała, gdzie dniem i nocą pełnili przy nim straż rycerze. 18 czerwca, w sobotę, w dzień św. św. Marka i Marcelina w katedrze wawelskiej odbył się uroczysty pochówek króla Władysława. Śpiewaną mszę pogrzebową odprawił arcybiskup gnieźnieński Wojciech Jastrzębiec. Ciało króla spoczęło pod sarkofagiem, do dziś znajdującym się w katedrze wawelskiej. Wykuty w czerwonym marmurze węgierskim, powstał prawdopodobnie jeszcze za życia monarchy. Król sam wyznaczył miejsce swojego pochówku w pobliżu grobu świętego Stanisława.

Fragment pomnika Serca Jagiełły w Gródku Jagiellońskim, fot. ze zbiorów ks. dra Michała Bajcara

Serce Jagiełły pozostało zaś w Gródku. Spoczęło w ufundowanym niegdyś przez niego kościele franciszkanów. Spoczęło w mieście, które polubił i w którym chętnie przebywał. „Co mu się tak bardzo i tak serdecznie w mieścinie owej podobało, nie wiadomo” – zastanawiał się badacz przeszłości miasta Franciszek Jaworski w opublikowanej we Lwowie w 1910 roku pracy pt. „Władysław Jagiełło jako opiekun miasteczka. Wspomnienia z przeszłości Gródka Jagiellońskiego”. „Może cicha, zadumana tafla wód gródeckich, co przy zachodzie słońca uciszone milczą, jak dusza Litwina, której głębi i przepaści nie zbadać słodyczą okrytej. Może mu śpiew słowików, wiece żab nocą rozgwarzone, skrzyp polnego konika, krzyk dzikich kaczek na błotach może mu ta cała gródecka przyroda roztęskniona, pełna rzewnego smutku, tak przemówiła do serca, że tutaj szukała schronienia i ciszy dusza wielka, a jasna, jak szata gołębi, czysta jak stawu gródeckiego zwierciadło, kiedy niem wiatr nie zamąci, ni niebo nie schmurzy”.

Uroczystości żałobne króla Jagiełły odbyły się również w katedrze lwowskiej, która za rządów tego władcy została oficjalnie podniesiona do takiej rangi. Stało się to w 1412 roku, kiedy to antypapież Jan XXIII mocą bulli „In eminenti specula militantis Ecclesiae” 28 grudnia 1412 roku przeniósł stolicę arcybiskupstwa z Halicza do Lwowa. Decyzję papieską w tej sprawie zrealizowano po dwóch latach, 30 maja 1414 roku, czyli dokładnie 610 lat temu. A więc gdy 30 lat po tym pamiętnym dla Lwowa wydarzeniu, król oddał ducha Bogu, i w naszym mieście składano hołd jego pamięci i modlono się o pokój jego duszy. Pamiętano wówczas jeszcze, że władca w 1404 roku obecny był przy poświęceniu prezbiterium świątyni, wznoszonej wytrwale wtedy już od kilkudziesięciu lat – od czasów fundacji przez ostatniego króla z dynastii Piastów, Kazimierza Wielkiego. Pamiętano o licznych przywilejach, którymi Jagiełło obdarzył archidiecezję lwowską, zrównując ją w roku 1430, na cztery lata przed swym zgonem, w prawach z metropolią gnieźnieńską. Pamiętano, że aktem wydanym w Bieczu rok wcześniej król ustalił ramy organizacyjne i uposażenie lwowskiej kapituły metropolitalnej, liczącej dziesięciu członków, jak też i o tym, że w 1431 roku zapewnił arcybiskupstwu godziwą siedzibę, ofiarowując kamienicę przy rynku lwowskim (obecnie Rynek 9), która przez kilka kolejnych stuleci była rezydencją metropolitów lwowskich obrządku łacińskiego aż do momentu zbudowania w XIX wieku okazałego pałacu, w którym dziś mieści się kuria metropolitalna. Opłakiwano króla w miastach królewskich: Żydaczowie, Glinianach, Szczercu, Koropcu jako fundatora kościołów parafialnych, opłakiwano też jako opiekuna zakonów dominikańskiego, (dla którego m.in. fundował kościół Najświętszej Maryi Panny i klasztor w Kołomyi) i franciszkańskiego, (któremu ufundował wspomniany klasztor w Gródku). Opłakiwano go jako fundatora farnych kościołów w Drohobyczu i Mościskach, należących do diecezji przemyskiej, jako i tego, który, powiększył uposażenie starej fary Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Stryju. Opłakiwało swego dobroczyńcę miasto Lwów. Po śmierci króla na mocy uchwały rady miejskiej powstrzymano się tu na cały rok od wszelkich zabaw, tańców, muzyki i innych rozrywek. Jagiełło wielokrotnie bowiem gościł w murach miasta, które – obok Krakowa i Wilna – traktował  jako jedną ze stolic swego królestwa. Tu snuł plany polityczne, małżeńskie, przyjmował poselstwa zagraniczne, podejmował ważne decyzje państwowe. Dbał o rozwój gospodarczy i obronność miasta. W końcu, na krótko przed swoim zgonem, podniósł Lwów do rangi stolicy utworzonego przezeń województwa ruskiego Korony Królestwa Polskiego. Jednostka administracyjna w takim kształcie (od 1569 w składzie Rzeczypospolitej Obojga Narodów) przetrwała trzy z górą wieki, aż do czasów rozbiorów, do roku 1772.

Upamiętnienia króla Jagiełły

O tym, że serce króla spoczywa w gródeckim kościele franciszkanów, zdewastowanym w późniejszych wiekach przez austriackie władze zaborcze, przypomina dziś Pomnik Serca Władysława Jagiełły. Ustawiony został na terenie otaczającym kościół parafialny pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Gródku Jagiellońskim przy poparciu i dzięki inicjatywie ówczesnego proboszcza ks. dra Michała Bajcara i przedstawicieli miejscowej inteligencji. Tablica w trzech językach: ukraińskim, polskim i litewskim informuje, że wykonany w metalu pomnik w kształcie serca jest wyrazem hołdu dla zmarłego w tym miasteczku monarchy. Ks. Michał Bajcar w czasie pełnienia swej posługi w gródeckiej parafii rzymskokatolickiej w latach 2000–2016 poprzez rozliczne upamiętnienia zadbał o przywrócenie i utrwalenie pamięci historycznej o jej królewskim dobroczyńcy. Tablica po polsku we wnętrzu kościoła, wmurowana w 2010 roku z okazji 20-lecia odzyskania świątyni po dziesięcioleciach zamknięcia i dewastacji, wspomina Jagiełłę jako jej fundatora i zwycięzcę spod Grunwaldu, w 600-lecie bitwy.

Obraz św. Jadwigi z kościoła pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Gródku Jagiellońskim, fot. ze zbiorów ks. dra Michała Bajcara

W prezbiterium kościoła gródeckiego zażywa czci okazały, prawie trzymetrowej wysokości obraz św. Jadwigi Andegaweńskiej, młodo zmarłej małżonki Jagiełły, znanej ze swojej głębokiej pobożności, łagodności, odwagi, mądrości i troski o poddanych. Wszak jako młodziutka królowa, świeżo poślubiona Jagielle już w 1387 roku przybyła do Gródka na czele wyprawy, w wyniku której do Korony przyłączona została Ruś Halicka wcześniej zajęta przez Węgrów. Obraz został namalowany przez Bohdana Rożaka po kanonizacji monarchini, dokonanej w 1997 roku w Krakowie przez Ojca św. Jana Pawła II. Mozaikowe przedstawienie pary królewskiej, Władysława i Jadwigi, autorstwa Jarosława Bałańdiuka znajduje się na bocznej elewacji kościoła, Jest doskonale widoczne dla podróżujących szlakiem z Przemyśla do Lwowa, czyli tą drogą, którą król zmierzał w trakcie pełnienia swej ostatniej ziemskiej misji.

Niestety w czasie II wojny światowej w Gródku, mieście, które Jagiełło odwiedził kilkanaście razy goszcząc na tutejszym zamku, w mieście, w którym dokonał żywota, zostało unicestwione najważniejsze i jedyne tego rodzaju upamiętnienie króla na terenach Rusi Czerwonej – jego pomnik. Pomnik powstał na początku XX wieku, a pomysłodawcą jego budowy miał być ks. Tadeusz Gromnicki, proboszcz z Buczacza. Przemawiając w Gródku podczas uroczystości mickiewiczowskich w 1897 roku tymi słowy zwrócił się do mieszkańców miasta: „Ten król wart przecież widomego, pięknego pomnika. Nie ma go dotąd nigdzie w Polsce całej. Zdaje się jakby czekał właśnie na was… Nie dajcie sobie zabrać tego zaszczytu pierwszeństwa. Zbudujcie mu go tu wśród was… Daję od siebie 10 złr. Obym miał szczęśliwą rękę!…”. Sześć lat później pomnik został uroczyście odsłonięty na Rynku gródeckim 29 września 1903 roku, a uczestniczyli w tym wydarzeniu – prócz rzesz mieszkańców Gródka i okolic oraz licznych delegacji ze stołecznego Lwowa – dwaj święci Kościoła katolickiego: Józef Bilczewski, ówczesny arcybiskup metropolita lwowski obrządku łacińskiego i Sebastian Pelczar, ówczesny biskup przemyski.

Pomnik króla Jagiełły dłuta Juliusza Bełtowskiego w Gródku Jagiellońskim

Pięciometrowy monument wykuty w kamieniu Polańskim był jedną z najbardziej znanych prac rzeźbiarza Juliusza Bełtowskiego, urodzonego w Nowym Targu, a działającego przez wiele lat aż do swej śmierci we Lwowie. Na dwóch tablicach został umieszczony napis: „Władysław Jagiełło – król polski i ziem krakowskiej, sandomierskiej, sieradzkiej, łęczyckiej, kujawskiej. Wielki książę litewski. Władca i dziedzic Pomorza, Rusi etc. 1386–1434. Wielkiemu królowi zmarłemu w Gródku 31 maja 1434 r. – wdzięczna ziemia gródecka”. Zniszczone fragmenty gródeckiego pomnika leżą dziś, rozrzucone bezładnie, w samym środku miasta, które tak wiele królowi zawdzięczało…

Imię króla nosiły w okresie międzywojennym męskie gimnazja w Gródku i Drohobyczu. Uczniami tej ostatniej placówki mieszczącej się przy dawnej ul. Sienkiewicza (obecnie Iwana Franki 24) byli m.in. generałowie Stanisław Maczek i Michał Tokarzewski-Karaszewicz, pisarz Bruno Schulz i ogłoszony przez Sejm Rzeczpospolitej Polskiej patronem roku2024 poeta Kazimierz Wierzyński.

Najwięcej upamiętnień dotyczących króla Jagiełły powstało w związku z obchodami 500-lecia bitwy Grunwaldzkiej w 1910 roku. Są to liczne tablice pamiątkowe, zachowane w wielu kościołach, m.in. w Dobromilu, Szczercu, Otyni. Do niezachowanych pamiątek z tego czasu należą m.in. pomniki Grunwaldzkie w Stanisławowie i Drohobyczu, pamiątkowy dębowy dziesięciometrowy krzyż grunwaldzki koło Uhnowa, czy tablica na murze Katedry Łacińskiej we Lwowie. Przetrwało natomiast – chociaż przez wiele lat w zapomnieniu – w 2009 roku odnowione na Wawelu staraniem konserwatorów polskich dzieło malarskie „Panorama bitwy pod Grunwaldem”. Jest to obraz olejny autorstwa lwowskich malarzy Zygmunta Rozwadowskiego i Tadeusza Popiela, współautorów Panoramy Racławickiej, namalowany w 1910 roku i znajdujący się w zbiorach Muzeum Historycznego we Lwowie.

Tablica pamiątkowa ma murze kościoła pw. Św. Stanisława w Szczercu
Tablica pamiątkowa ma murze kościoła pw. Św. Stanisława w Szczercu, fot. Kazimierz Świetlicki

Jedno z ostatnich przed wybuchem II wojny światowej upamiętnień króla Jagiełły powstało w podlwowskim Szczercu 90 lat temu, w 500. rocznicę zgonu władcy. Jest to tablica pamiątkowa z 1934 roku na zewnętrznym murze kościoła pw. św. Stanisława.

Zaledwie dekada dzieli nas od kolejnej okrągłej rocznicy – 600-lecia śmierci króla Władysława Jagiełły, która przypada w roku 2034. Oby był to czas godnego przypomnienia dokonań jednego z najwybitniejszych władców i wodzów w historii Polski, odnowiciela Uniwersytetu Krakowskiego, noszącego dziś miano Jagiellońskiego, apostoła Litwy, fundatora metropolii lwowskiej obrządku łacińskiego, siedmiu kościołów katedralnych, a także niezliczonej liczby innych świątyń. Oby w tym czasie, wzorem naszych przodków, nie zabrakło inicjatyw zdążających do upamiętnienia postaci króla, zwłaszcza w tych miejscowościach, które zaznaczył swoją obecnością jako troskliwy gospodarz, hojny fundator i rycerski obrońca.

Joanna Pacan-Świetlicka

X