Odszedł od nas Alfred Schreyer

O sobie mówił, że jest „ostatnim polskim Żydem z Drohobycza”, był absolwentem drohobyckiego gimnazjum im. Władysława Jagiełły, muzykiem, więźniem trzech obozów koncentracyjnych i znów muzykiem – aż do śmierci.

Muzyka – to moje życie! To ona uratowała mnie od śmierci…
Alfred Schreyer

Urodził się w Drohobyczu w 1922 r. „Lata dziecięce spędziłem w Jaśle – wspomina – gdzie ojciec, Beno Schreyer, pełnił funkcję kierowniczą w rafinerii ropy naftowej. Rodzina była dobrze sytuowana i wtedy życie wydawało się bogate i piękne”. Początkowo pobierał prywatne lekcje. Egzaminy na zakończenie roku szkolnego zdawał eksternistycznie w szkole im. Staszica. Później uczęszczał do szkoły podstawowej im. Romualda Traugutta.

Ale na początku lat 30., gdy rozpoczął się ogólnoświatowy kryzys i ojciec stracił posadę, rodzina wróciła do Drohobycza. W 1932 roku rozpoczął naukę w prywatnym koedukacyjnym gimnazjum polskim im. Henryka Sienkiewicza. Jego nauczycielką była znana osoba – Józefina Szelińska, polska tłumaczka, polonistka i nieoficjalnie narzeczona Bruno Schulza. W latach 1934-1939 kontynuowałem naukę w państwowym gimnazjum im. Króla Władysława Jagiełły, gdzie profesorem był Bruno Schulz. Uczył on rysunku i prac ręcznych, głównie stolarki. Co do rysunku to było jasne, był świetnym artystą. Ale to te ostatnie umiejętności pozwoliły mu przeżyć początkowy okres okupacji niemieckiej – pracował jako pomocnik stolarza przy tartaku w Hyrawce. Po ukończeniu gimnazjum przenosi się do Lwowa i tu zakłada zespół muzyczny, z którym gra okazyjnie w lokalach, kinach i na dancingach. We Lwowie zastaje go wybuch wojny. Powraca do Drohobycza i kontynuuje działalność muzykalną w zespole agitacyjnym.

Podczas okupacji niemieckiej stracił całą rodzinę. W jednej z największych akcji aresztowań w Drohobyczu, po której wywieziono ponad 5 tys. Żydów, stracił ojca, brata, babcię i ciocię Helenę. W jednym z pięciu obozów pracy przymusowej pracowała jego matka. Z czasem wszystkie obozy zostały zlikwidowane, a ich pracowników rozstrzelano w lesie Bronickim. Tym razem stracił matkę, dziadka i kolejną ciocię. Traf chciał, że przy porządkowaniu odzieży po rozstrzelanych natknął się na płaszcz matki i w kieszeni znalazł kartkę, którą napisała do niego przed śmiercią. Z całej rodziny został sam z tym skrawkiem papieru.

W 1944 roku został przewieziony do obozu koncentracyjnego w Płaszowie. Po sześciu miesiącach przeniesiono go do Gross-Rosen, a z czasem do Buchenwaldu i w końcu do filii tego ostatniego w Taucha pod Lipskiem. W kwietniu 1945 roku rozpoczął się Todes Marsch czyli tzw. „marsz śmierci”. Ale szczęśliwie, udało mu się zbiec z kolumny jenieckiej.

Wyzwolenie zastało go we Freibergu. Pracuje jako ekspedient w sklepie. Przebywa tam do jesieni 1946 roku. Potem z pociągiem ewakuacyjnym powraca na tereny ZSRR. Początkowo do Grodna, gdzie zatrudnia się w orkiestrze wojskowej. Po powrocie do rodzinnego Drohobycza gra w orkiestrze w kinie oraz w restauracji. Jednocześnie podejmuje pracę nauczyciela w liceum muzycznym.

Będąc już na emeryturze w okresie odradzania się kultury polskiej zakłada zespół dziecięcy, który śpiewa zarówno piosenki ludowe, batiarskie, przedwojenne szlagiery lwowskie, jak i własne kompozycje. Następnie z dwójką przyjaciół zakłada zespół muzyczny „Trio Schreyera”, z którym koncertuje w Warszawie, Wiedniu, Berlinie, Londynie. Podróże i śpiew pomagają mu nadal cieszyć się życiem. Praktycznie do ostatnich lat życia występował na scenie, śpiewając szczególnie pięknie przedwojenne szlagiery i inne utwory w języku jidysz, po polsku i ukraińsku.

Z okazji jubileuszu 90-lecia otrzymał złoty medal „Gloria Artis”. Był również odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej. Bardzo się tymi odznaczeniami szczycił.

W jednym z wywiadów tak sam powiedział o sobie: „Nie jestem ani chrześcijaninem, ani Polakiem. Ale urodziłem się w Drohobyczu w tym, wówczas, polskim mieście. Uczęszczałem do polskiej szkoły. W domu mówiono tylko po polsku. Wychowany byłem w duchu polskiego patriotyzmu. Zawsze poczuwałem się, poczuwam się i zapewniam, że do ostatniego dnia poczuwać się będę do polskości”.

Ostatnio zamieszkał w Warszawie, gdzie zmarł 25 kwietnia 2015 roku. 8 maja obchodziłby swoje 93 urodziny.

Krzysztof Szymański
Tekst ukazał się w nr 8 (228) za 30 kwietnia – 14 maja 2015

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X