Pewnego czerwcowego wieczoru pod pałac Bielskich we Lwowie przy ulicy Kopernika 42 podjechała dorożka. Wysiadł zeń pan Zbigniew Chrzanowski, wraz z nim jeszcze kilka osób, wciąż odczuwanych na scenie, choć nie fizycznie. Nastrój wieczoru wyznaczała muzyka Marka Grechuty do trzeciej części Pieśni Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, znanej jako przepiękna pieśń „Ile razem dróg przebytych …”.
Tak 22 czerwca rozpoczął się monodram pt. Zaczarowana Dorożka w wykonaniu p. Zbigniewa Chrzanowskiego, wieloletniego dyrektora Teatru Ludowego we Lwowie. Monodram został oparty w całości o utwory Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego z czytelnikowskiego tomiku „Poezja”.
Rok wcześniej, pałac przy ulicy Kopernika 42 świętował podwójną rocznicę: 65-lecia powstania Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie, po prostu Teatru Polskiego oraz 60-lecia pracy pana Zbigniewa Chrzanowskiego, reżysera i wieloletniego dyrektora artystycznego Teatru.
Najsłynniejsza powojenna polska placówka kulturalna we Lwowie powstała dzięki wysiłkom pary nauczycieli – Anny i Piotra Hausvaterów, którzy użyczali Teatrowi najpierw swojego mieszkania, a później wyprowadzili go na deski szkolne. Jedną z trzech pierwszych „wystaw” Teatru Polskiego była farsa „Babcia i wnuczek” K. I. Gałczyńskiego, odegrana na deskach teatru szkoły im. Marii Magdaleny (dzisiejszej Dziesiątki). Pięć lat po tych premierach czas do swoich jubileuszy zaczął odliczać Zbigniew Chrzanowski.
Dlaczego na monodram podsumowujący swoje sześćdziesięciolecie Jubilat wybrał właśnie ten tomik? Między innymi dlatego, że Gałczyński był jednym z pierwszych trzech autorów, których sztuki rozpoczęły długą listę pozycji repertuaru Teatru Ludowego, a ponadto jego poezja połączyła kilka osób, szczególnie ważnych dla p. Chrzanowskiego osobiście.
Pierwszą osobą, która walnie przyczyniła się do wystawienia tego spektaklu, nie zdając sobie być może z tego sprawy, była małżonka p. Zbigniewa Chrzanowskiego, Barbara, która, na początku lat 60., będąc jeszcze przyszłą żoną, podarowała mu tomik wierszy Gałczyńskiego. Było to pierwsze wydanie wierszy Gałczyńskiego po długim okresie zakazu druku, który objął poetę w czasach stalinowskich.
Tomik, w miękkiej oprawie i obwolucie z kolorowymi ptakami na okładce został wydany w wydawnictwie Czytelnik najprawdopodobniej w 1959 roku. Nie potwierdzimy już tego, gdyż do 1968 roku Czytelnik czterokrotnie wznawiał to właśnie wydanie, zaś panu Jubilatowi tomik ktoś „zaczytał” i książka metafizycznie rozpłynęła się.
Ale dopiero w 1968 roku Zbigniew Chrzanowski „odważył się” zaprezentować interpretację Gałczyńskiego, pamiętając wszakże, kto mu ów tomik podarował. Wówczas jeszcze słynny fragment Pieśni „Ocalić od zapomnienia” Zbigniew Chrzanowski recytował, zanim zaśpiewał go po raz pierwszy Marek Grechuta na swojej płycie Korowód w 1971 roku.
Gałczyński w Teatrze przeplatał postaci i czasy: „był grudzień 1968 roku, zima. A na widowni siedziała wówczas wielka przyszła przyjaciółka naszego teatru, znakomita dziennikarka, recenzentka teatralna, która przyjechała z Wilna – Alwida Bajor”. Zobaczywszy spektakl stwierdziła, że powinno go obejrzeć i Wilno. I już rok później aktor wraz z monodramem udał się do Wilna.

W 2008 roku, „Babcia i wnuczek” ponownie trafiła na deski Teatru Ludowego. Ale wtedy, po 50 latach od premiery, scenografię zaprojektował kolejny gość wieczoru, również już nieobecna wśród nas Helena Jacyno: „…wspaniała malarka,plastyczka, dziewczyna pełna pomysłów kolorowych, która później podarowała nam przepiękną scenografię do Czupurka”. Obecna za plecami Jubilata scenografia przedstawiająca zimowy Kraków i magiczną Dorożkę to jej ostatni projekt.
Wileńskie wiersze Gałczyńskiego Zbigniew Chrzanowski zadedykował tym trzem osobom: O naszym gospodarstwie, Szczęście w Wilnie, Już kocham Cię tyle lat…
Ale nie byłby Gałczyński sobą, a Zbigniew Chrzanowski wnikliwym obserwatorem rzeczywistości, gdyby pomiędzy subtelne nuty nie wkradły się facecje, ironie i satyra.
Przez scenę przedefilował korowód postaci filuternych: nieśpiewających Ogórków, których mijamy obojętnie, króla Łokietka z zaskorupiałymi skumbriami czy prześmiewcze Wrony, których autorstwo Zbigniew Chrzanowski omal omyłkowo nie przypisał Janowi Turnauowi (muzykę napisała w rzeczywistości Elżbieta Adamiak).
Ale na scenie zobaczyliśmy też nas samych:
„Wciąż uciekamy. Z miasta do miasta.
Inteligenci.
Tęskniąca nacja. Ginąca klasa (…)”,
posiadujących w Małych kinach:
„(…) w rozterce i w udręce,
z krzesłami wyściełanymi pluszem
czerwonym, jak serce (…)”.
I narodowe Ikony (Żołnierze z Westerplatte, Chopin) i przemówienie do ulic z przepięknego wiersza „Przed zapaleniem choinki”:
„Siostry moje, ulice,
chcę wam dziś miłość wyznać:
wy jesteście moja ojczyzna,
mój deszcz i wiatr i śnieg.
Śnieg tak pachnie jak lilia,
deszcz jak wino upija,
idąc wami słyszę
jak mija szalony XX wiek …”.
Przed końcem pojawiła się Dorożka, która użyczyła tytułu całemu monodramowi, rozsiewając magiczny blask zimowy na lwowskie ulice:
„(…) zawsze będzie w każdym mieście,
zawsze będzie choćby jedna,
choćby nie wiem, jaka biedna,
ZACZAROWANA DOROŻKA
ZACZAROWANY DOROŻKARZ
ZACZAROWANY KOŃ”.
I na koniec niespodzianka – ten dziwny Gałczyński: „to był Szekspir-Gałczyński, albo Gałczyński Szekspir, który przetłumaczył przepięknie „Sen nocy letniej” – fragment Puka ze „Snu Nocy Letniej”:
Gdy głodny lew ziemię trąca
A wilk wyje do miesiąca
Kiedy oracz równocześnie
utrudzony chrapie we śnie
Gdy trzeszczy jedlina sucha
A skrzeczący puchacz pucha
My elfy w pląsaniu niemym
Księżyc obtańcowujemy.
Jeżeli my duchy płoche
Obraziliśmy was trochę
Wierzcie, że to sen jedynie
I zaraz jak sen przeminie.
Niech ta sprawa błaha
nad wami jak sen się waha.
Trwajcie w tym śnie, jak w zabawie
A co złe to ja naprawię.
Gdy wybrzmiewały ostatnie frazy „Choinki”– zgasło światło. I nie był to zamierzony efekt reżyserski, lecz braki prądu wywołane wojną, którą rozpętały „łobuzy od historii”. Ale to już inny poeta.
Olga Iwaniak
Tekst ukazał się w nr 14 (450), 26 lipca – 29 sierpnia 2024
