Obertyn: tu tworzyła się historia Polski

Obertyn: tu tworzyła się historia Polski

Wielkie opustoszałe pola, kolczaste krzaki i suche trawy po pas widnieją blisko niedużej wsi Obertyn – na miejscu zwycięskiej bitwy hetmana polskiego Jana Amora Tarnowskiego. Jedynie duży krzyż przypomina o dawnych chwalebnych wydarzeniach. Został ustawiony przez członków „Sokoła”, na początku ubiegłego wieku, a odnowili miejscowi Polacy na czele z prezesem Natalią Tomyn.

Jako korespondent „Kuriera Galicyjskiego”, postanowiłam odwiedzić Obertyn. Kiedyś miasteczko, obecnie – mała wieś, żyje swym życiem. Po ulicach wałęsają się bezrobotni. Wielu mieszkańców wsi wyjechało, by dorobić się czegoś za granicą. Najwięcej ich mieszka we Francji, gdyż we wsi działa dobra szkoła podstawowa o zaawansowanych nauczaniem języka francuskiego. Czemu więc nie wykorzystać tych wiadomości dla polepszenia sytuacji finansowej w rodzinie? Niektórym udaje się dostać na studia do Francji i otrzymać europejskie wykształcenie (kilku młodych mieszkańców Obertyna studiuje obecnie na Sorbonie – aut.). Szanse ich powrotu na Ukrainę są jednak małe, tym bardziej – do Obertyna. No co tu jest do roboty?

 

Natalia Tomyn z córką Anną (Fot. Halina Pługator)Tu zawrócili Pieczyngowie…
W Obertynie od wieków kipiało życie. Historycy twierdzą, iż ludzie mieszkali tu od niepamiętnych czasów, różne plemiona przechodziły przez obertyńską ziemię: Goci, Scytowie, Hunowie, Pieczyngowie, Biali Chorwaci, Tywercy, Słowianie. W ІХ-ХІ w. obejmowała te ziemie Ruś Kijowska, a w XII-XIV – Księstwo Halicko-Wołyńskie. Hanna Wasyliuk twierdzi, że miejscowi krajoznawcy zapisali legendę o pochodzeniu obecnej wsi. Było to dawno temu. Ludzie osiedlali się na tej ziemi i ją „oswajali” – wyrąbywali lasy, zasiewali pola, dorabiali się majątków i gazdowali. Zakładali oni gospodarstwa również w dorzeczu. Z czasem, doszły ich uszu straszne wieści o zbliżaniu się ord Pieczyngów, którzy palili wsie i wyrzynali mieszkańców. Zaczęto więc budować wysokie palisady koło gospodarstw. Zabezpieczono grodzisko i wzięto się za sporządzanie broni: kucie mieczy, robienie łuków i strzał. Pewnego dnia, mieszkańcy wsi z wałów zobaczyli konnicę – Pieczyngów. Wrogowie otoczyli grodzisko i zaczęli domagać się otwarcia bramy. Nie wysłuchano ich i rozpoczęła się walka. Chmury strzał zawisły nad grodziskiem. Mieszkańcy dzielnie się bronili, choć ich szeregi stawały się coraz rzadsze. Trzeci dzień trwała walka, a Pieczyngowie wciąż nie mogli zdobyć grodziska. W nocy, zebrali się za wałami młodziankowie, niepostrzeżenie przedostali się do namiotu wodza Pieczyngów i zakłuli go mieczami. W obozie wroga zrobiło się zamieszanie, Pieczyngowie zaczęli ścigać śmiałków, ale obrońcy grodziska w porę otworzyli bramę i uratowali swoich wybawców. Rano Pieczyngowie zadęli w trąby, zwinęli namioty i odstąpili. Po tej niezwykłej bitwie, zaczęły krążyć legendy o tym, jak Pieczyngowie zawrócili koło grodziska. Po jakimś czasie, wieś zaczęto zwać Obertynem (od ukr. obernuty (oбернути) – zawrócić – aut.).

 

Pamiątkowa tablica na miejscu bitwy (Fot. Halina Pługator)Przez wieki złączeni z Polakami
W 1340 roku przyszli na te ziemie rycerze króla polskiego Kazimierza III Wielkiego. Zaczęła się tu również osiedlać szlachta, zarówno ruska jak i polska, którą król szczodrze obdarowywał ziemiami. Pierwsza pisemna wzmianka o Obertynie, jako osiedlu, wywodzi się z 1416 r. i należy do polskiego kronikarza R. Dubkowskiego: „osiedle w tym roku było własnością Waśka Teptukowicza i nosiło nazwę Podmertyn, ale znajdowało się na ziemiach, które kiedyś nosiły nazwę Obertyn. W XV w. polski ród szlachecki Obertyńskich stał się sławny na Pokuciu. Posiadał on połowę Obertyna. W miejskich i ziemskich aktach, tom XII, zapisany jest Obertyn w 1437 r., jako własność Marcina Obertyńskiego”.

Mijały lata, wieki. Na początku XX w. miasteczko zamieszkiwali Ukraińcy, Żydzi i Polacy. Odwiedzali się w czasie świąt i żyli w przyjaźni. Polacy zawsze byli dumni ze swej sławnej historii, przecież kilka kilometrów od miasteczka, 22 sierpnia 1531 r. miała miejsce zwycięska bitwa hetmana Jana Tarnowskiego z wojskami Piotra ІV Raresza, księcia Mołdawii. O tym wydarzeniu pisali zarówno polscy, jak i europejscy kronikarze.

Historię ocaliła Natalia
Natalia Tomyn, pochodząca z polsko-ukraińskiej rodziny, od dzieciństwa znała historię bitwy pod Obertynem. Matka często opowiadała jej o sławnym rodzie. Syn prababki p. Natalii był majorem wojska polskiego. Kobieta miała 73 lata i została na rodzinnej ziemi, gdyż nie wierzyła, iż ktoś mógłby ją w tak poważnym wieku gdzieś zesłać. Nie stało się jednak tak, jak się jej wydawało. Została zesłana do Kazachstanu. Rodzina pani Natalii długo męczyła się w tej ziemi, dopóki nie udało się jej wrócić do rodzinnego kraju. Matka obecnej przewodniczącej polskiego towarzystwa wyszła za mąż za Ukraińca. W rodzinie szanowano kulturę obojga narodów, a dzieci uczyły się rozmawiać i modlić w obu językach. W czasach Związku Radzieckiego, matka p. Natalii starała się nie zapomnieć języka ojczystego i prenumerowała gazetę „Trybuna Ludu”.

 

Historia pod płytami nagrobnymi (Fot. Halina Pługator)„Właśnie od matki usłyszałam o miejscu sławnej bitwy, – opowiada „Kurierowi” Natalia Tomyn. – Mama opowiadała nam o kurhanach pod lasem, gdzie poległy tysiące Polaków, Ukraińców i Litwinów. Jak każdemu dziecku, strasznie chciało mi się pójść tam z łopatką i poszukać strzał czy mieczy”. Mijały lata. W 1989 r. pani Natalia zobaczyła traktory w pobliżu tego historycznego miejsca. Okazało się, że ma tam być utworzony duży skład nawozów mineralnych, zdolny obsłużyć cztery rejony. Po kilku dniach, odbyło się wiejskie zebranie, na którym kobieta śmiało wystąpiła przeciwko budowie czegokolwiek na tym miejscu. O istnieniu mogił nie powiedziała. Ujawniła, że w tym miejscu ciągnie się wododział między basenami rzek Dniestr i Prut, skład więc szybko ulegnie zniszczeniu. Prócz tego, dla miejscowości charakterystyczne są wiatry północno-wschodnie, które będą przynosić truciznę do wsi. „Jeślibym choć wspomniała o polskich pochówkach, to oczywiście, nie osiągnęłabym upragnionego sukcesu i sprowadziłabym na siebie niepożądane problemy”, – wspomina kobieta. Prócz „polskiej bitwy” jak nazywają czasem bitwę pod Obertynem miejscowi mieszkańcy, w czasie I i II wojen światowych, ciągnęły się przez to miejsce linie obrony. Starcie między wojskiem radzieckim i niemieckim w tym miejscu nazwano później „drugą Bitwą Stalingradzką”.

Wiedząc o tym, że córka broni święte miejsce od wandali, ojciec pani Natalii opowiedział jej o pamiątkowej metalowej tablicy ustawionej na kurhanie upamiętniającym miejsce bitwy, która znajdowała się w sąsiedniej wiosce Żuków, koło chaty byłego kołchozowego brygadzisty. W 1931 r. ustawili ją członkowie „Sokoła”, a później, brygadzista ją wykorzystał nieco inaczej – jako wycieraczkę. Po jakimś czasie, tablicę pamiątkową przeniesiono do stajni. Na wiadomość, że ktoś chce ją zabrać, sprytny brygadzista od razu odczyścił tablice i zostawił koło studni. Były partyjniak zażądał od kobiety jedynie pokwitowania.

 

Zwolnijmy drogę ku „śpiącemu wojsku”
Przez dziesięć lat, Natalia Tomyn przechowywała tablicę u siebie na balkonie. „Pamiętałam legendę o tym, że w tych starych kurhanach śpi wojsko i chroni wieś, – mówi nasza bohaterka. – W drugiej połowie lat pięćdziesiątych chciano zaorać mogiły, ale niepojętym sposobem – traktor stracił pług. To szczęście, że kierowca nie ucierpiał. Miejscowa władza na długo zapomniała o chęci splądrowania świętego miejsca spoczynku rycerzy”. Odważną kobietę nie spłoszyły więc ani krzyki komunistów, ani dziwne spojrzenia i wyrzuty otoczenia.

Z czasem, entuzjazm i śmiałość p. Natalii wysoko zostały ocenione przez prof. Ryszarda Brykowskiego, który opowiedział jej o ciekawych szczegółach bitwy pod Obertynem. Naukowiec znalazł w archiwach szkic krzyża, który niegdyś stał w miejscu zwycięstwa hetmana Tarnowskiego nad Mołdawianami. Dowiedzieć się czegoś więcej o sławnym miejscu pomagała Polakom też Grażyna Orłowska-Sondej – dziennikarka telewizji „Studia Wschód” z Wrocławia.

Obecnie, do mogiły przychodzą uczniowie pobliskiej szkoły. Odbywają się tu lekcje pamięci i praktyka edukacyjna. Największym problemem jest brak drogi do mogiły. „Koło najwyższego kurhanu są jeszcze dwa pochówki, widać jednak tylko jeden, gdyż wokół rośnie trawa, drzewa i krzaki” – podsumowuje pani N. Tomyn. Kobieta planuje prosić o pomoc w tej sprawie nowych przewodniczących rejonu i obwodu. W 2011 r. przecież będzie kolejna rocznica bitwy. W radzie wiejskiej mówią, że pragną zbudować dobrą drogę, by każdy chętny mógł bez przeszkód odwiedzić mogiły i oddać hołd bohaterskim obrońcom Pokucia.

Pani Natalia jest zadowolona z tego, że udało się jej wykonać testament rodzinny i częściowo upamiętnić to miejsce. I Nieważne, że – ani Polacy, ani Ukraińcy nie podziękowali jej za wierność. Zasłużyła sobie na szacunek ze strony „śpiącego wojska”.

Halina Pługator
Tekst ukazał się w nr 22 (122) 30 listopada – 16 grudnia 2010

X