O Annie Walentynowicz – po ukraińsku Olga Lubczyk i Anna Lubczyk Walentynowicz – pierwsze wspólne zdjęcie po 53 latach rozłąki, z prywatnego archiwum rodziny LubczykówOlga Lubczyk i Anna Lubczyk Walentynowicz – pierwsze wspólne zdjęcie po 53 latach rozłąki, z prywatnego archiwum rodziny Lubczyków

O Annie Walentynowicz – po ukraińsku

Aby przetłumaczyć dla czytelnika ukraińskiego autobiograficzną powieść Anny Walentynowicz i Anny Baszanowskiej „Cień przyszłości”, dziennikarka z Równego Walentyna Romaniuk specjalnie zapisała się na kurs nauki języka polskiego. Prezentacja ukraińskiego wydania miała miejsce w Wołyńskiej Bibliotece Obwodowej im. Ołeny Pcziłki.

„Nie mogę obiecać życia bezpieczniejszego, zatrzymania się w walce przeciwko bezprawiu, krzywdzie i poniżeniu. Nie mogę poddać się w walce o godne życie w wolnym kraju” – słowa te to credo Anny Walentynowicz, którą nazywają matką polskiej „Solidarności”. Urodzona na przysiółku pod Równem, zrządzeniem losu trafiła w czasach wojny do sąsiedniego państwa. W ciągu całego swego dalszego życia walczyła o godność i prawa człowieka w polskim społeczeństwie.

Za swoją działalność Anna Walentynowicz była nagrodzona szeregiem medali i odznaczeń. Najważniejsze z nich to Order Orła Białego, najwyższe odznaczenie Polski. Była nagrodzona również amerykańskim medalem Wolności Roosevelta-Trumana. Była na osobistej audiencji u papieża Jana Pawła II.

Dobrze znanej w Polsce, urodzonej na Wołyniu Anny Walentynowicz na Ukrainie prawie nie znano. O tym, kim jest naprawdę i skąd pochodzi, świat dowiedział się dopiero po jej śmierci.

Polka? Nie, Ukrainka!

…10 kwietnia 2010 roku. Świat oniemiał, usłyszawszy wiadomość o strasznej tragedii – w niebie pod rosyjskim Smoleńskiem rozbił się polski samolot prezydencki. Na pokładzie było 96 pasażerów. Nie przeżył nikt. W tym dniu do urodzonej w Równem Walentyny Romaniuk, pracującej w redakcji Radio „Swoboda”, zadzwonił jej kolega i zapytał, czy wie, że pośród tych co zginęli była Ukrainka, rodem spod Równego. Jej nazwisko to Anna Walentynowicz, z domu Lubczyk.

– Początkowo nie uwierzyłam – wspomina Walentyna. – O tym, kim jest Walentynowicz wiedziałam. Ale byłam przekonana, że matka „Solidarności” była Polką. Kolega jednak nalegał, abym odszukała rodzinę Anny. Jak okazało się, mieszkali oni w sąsiedztwie redakcji. Przyszłam do tego mieszkania i przedstawiłam się. Na moje spotkanie wyszła zasmucona starsza kobieta, siostra Anny. Płakała, pokazywała wspólne zdjęcia. Opowiedziała mi o losie młodszej siostry. Okazuje się, że 14-letnią Annę Lubczyk podczas wojny podstępem wywieźli do Polski państwo Teleśniccy, u których służyła. Przekonali dziewczynę, że jej wioskę spalili Niemcy i jej rodzina zginęła. Poradzili nikomu nie mówić, że jest Ukrainką. Biedna Ania wiele u nich wycierpiała. Odnalazła w sobie siły, by odejść od swoich gospodarzy. Znalazła przytułek w innej rodzinie. Pracowała w fabryce margaryny, a potem wieloletnia praca w stoczni gdańskiej. Jej bezprawne zwolnienie doprowadziło do strajku, który stał się początkiem powstania Wolnych Związków Zawodowych.

O swoim życiu „Anna Solidarność” opowiedziała swej siostrze Oldze w czasie ich spotkania po ponad 50 latach. Okazuje się, że rodzina Anny wierzyła, że ona żyje, poszukiwali ją, aż w końcu odnaleźli. Po raz pierwszy Anna Lubczyk-Walentynowicz odwiedziła ojczyznę w 1996 roku. Od tej pory regularnie przyjeżdżała do rodziny co roku.

Jak mówi Walentyna, po spotkaniu z siostrą Anny Walentynowicz dziennikarka skontaktowała się z redakcją Radia „Swoboda”. Powiedziała, że chce zrobić materiał o tym jak zginęła w katastrofie lotniczej Ukrainka, bohaterka Polski. Początkowo jej nie uwierzono, ale po sprawdzeniu faktów wyrażono zgodę. Audycja radiowa stała się prawdziwą sensacją w obu państwach. Na Ukrainie dziwiono się, a w Polsce nie wierzono i się oburzano. Wówczas Walentyna Romaniuk pojechała do rodzinnej wsi Lubczyków, Sadowego pod Równem, aby rozwiać wszelkie wątpliwości i porozmawiać z innymi krewnymi. Okazało się, że jest ich wielu. Oprócz starszej siostry Olgi, która obecnie ma 97 lat, dziennikarka poznała jej braci, bratanków i innych krewnych. Pokazywali dziennikarce wspólne zdjęcia, prezenty, które przywiozła Anna. Wspomnienia, zebrane podczas tej wizyty, posłużyły za podstawę do realizacji filmu „Córka Ukrainy – matka Solidarności”. Otrzymał on pierwszą nagrodę na polsko-ukraińskim festiwalu radiowo-telewizyjnym „Kalinowe Mosty”.

Prezentacja książki. Rusłana Melnyk (od lewej), Walentyna Romaniuk, Piotr Urbanowicz

Biografia Anny Walentynowicz po ukraińsku

– Jestem pod wrażeniem losu mojej rodaczki Anny Walentynowicz. Zapragnęłam dowiedzieć się o niej więcej – wspomina Walentyna. – Los podpowiedział mi takie możliwości. Czasami odwiedzałam jakieś imprezy i dowiadywałam się nowych faktów z życia rodziny Anny. Np. zdziwiłam się bardzo na wiadomość, że Anna Lubczyk-Walentynowicz jest bezpośrednim potomkiem ukraińskiego wodza Seweryna Nalewajki. Może tu jest źródło jej buntowniczego ducha!

Wspólnie z polskim historykiem pochodzenia ukraińskiego, pracownikiem IPN w Gdańsku Igorem Hałagidą, dziennikarzami „Gazety Wyborczej” Dorotą Karaś i Markiem Sterlingowym pracowaliśmy nad rodzinnymi archiwami rodziny Lubczyk-Walentynowicz. Ustaliliśmy, kim była z pochodzenia. Pewnego razu, podczas wizyty w jej rodzinnej miejscowości pokazano mi książkę „Cień przyszłości”, powstałą ze wspomnień Anny Walentynowicz, spisanych przez polską dziennikarkę Annę Baszanowską. Kilka egzemplarzy przywiozła rodzinie sama Anna. Czytałam te wspomnienia i płakałam.

Od tej chwili Walentyna zapaliła się ideą wydania na Ukrainie wspomnień bohaterki obojga narodów. Tym bardziej, że w tym czasie wspomnienia Anny Walentynowicz ukazały się już po polsku, po angielsku, czesku, niemiecku, słowacku i japońsku. Na Ukrainie wydane nie było. Trzeba było znaleźć kogoś, kto mógłby fachowo przetłumaczyć „Cień przyszłości” z polskiego. Gdy chętnych nie było, dziennikarka postanowiła sama dokonać przekładu. Polskiego wówczas jeszcze nie znała. Aby zrealizować swe marzenie, zapisała się na kurs języka polskiego w Równem. Z czasem ukazał się w Równem, w 10 rocznicę Tragedii Smoleńskiej, pierwszy nakład – 200 egzemplarzy. Wydanie wspomnień sfinansowali bratanek Anny Walentynowicz i Rówieńska Rada obwodowa.

Dyrektor Biblioteki obwodowej Ludmiła Stasiuk (od lewej), Rusłana Melnyk, Walentyna Romaniuk i Piotr Urbanowicz

O bohaterce obojga narodów wiedzą teraz w Łucku

Biografia Anny Walentynowicz sprawiła wrażenie na mieszkance Wołynia Rusłanie Melnyk. Jako kierownik turystycznego klubu „My”, była wtedy na szkoleniach przewodników w Gdańsku, zatytułowanych „Stocznia Gdańska – szlakami kobiet”.

– Na tym kursie wiele uwagi poświęcono Annie Walentynowicz – wspomina Rusłana. – Zainteresowałam się jej losem. Tym bardziej, że obie pochodzimy z Wołynia. Zechciałam dowiedzieć się o niej więcej. Los zetknął mnie z Walentyną Romaniuk. W Równem byłam na prezentacji przekładu książki o Walentynowicz. Przeczytałam ją i zaproponowałam, by zrobić podobną prezentację w Łucku, aby tam też poznano jej dzieje. Niestety, Walentyna powiedziała, że jest to niemożliwe, bo niewielki nakład książki rozszedł się w Równem. Rusłana Melnyk zgłosiła się z propozycją do Konsulatu Generalnego RP w Łucku, gdzie poparto ideę wydania przekładu „Cień przyszłości”. Nakład ukazał się dzięki wsparciu Konsulatu Generalnego RP w Łucku i Instytutu Polskiego w Kijowie. Sama prezentacja w Bibliotece obwodowej nieco się opóźniła z powodu ograniczeń epidemii.

– Anna Walentynowicz była Ukrainką, mającą udział w procesach demokratycznych w Polsce – mówi Piotr Urbanowicz, attache konsularny Konsulatu Generalnego Rzeczypospolitej Polskiej w Lucku, obecny na prezentacji. – Nie ma wątpliwości, że bohaterka obojga narodów jest wspólnym punktem rozbudowy konstruktywnych stosunków pomiędzy Warszawą i Kijowem. Autobiografia interesująco opowiada o działalności Anny jako uczestniczki demokratycznego ruchu obrony praw robotników w Polsce. Jednocześnie o jej związkach z Wołyniem. Dlatego wydanie to jest interesujące dla mieszkańców obu regionów. Mamy z Ukrainą wspólną historię, dlatego będziemy nadal wspierali takie inicjatywy.

PS – Gdy umrę na Ukrainie – pochowajcie mnie tu – podczas jednego z przyjazdów do ojczyzny powiedziała Anna Walentynowicz. Nie było jej sądzone. Kto jest winny jej śmierci, jak również w śmierci 95 ofiar katastrofy pod Smoleńskiem, odpowie czas. Za życia Anna obiecała synowi Januszowi i wnukowi Piotrowi wskazać miejsce gdzie się urodziła. Po jej śmierci przyjechali na Ziemię Rówieńską bez niej. Przyjechali z reżyserem Jerzym Zalewskim. Niebawem ma powstać pełnometrażowy film fabularno-publicystyczny o losach bohaterki obojga narodów. Człowiek żyje dotąd, dopóki żyje pamięć o nim.

Ludmiła Pryjmaczuk

Tekst ukazał się w nr 3 (391), 15 – 28 lutego 2022

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X