O akcji „Wisła” w kontekście Giedroycia

O akcji „Wisła” w kontekście Giedroycia

 

W 65. rocznicę akcji „Wisła” w Warszawie odbyła się konferencja pod patronatem prezydenta RP Bronisława Komorowskiego „Akcja „Wisła” i społeczność ukraińska w Polsce: od koncepcji Jerzego Giedroycia do wyzwań współczesności”, którą zorganizował Związek Ukraińców w Polsce. Panelistami byli: Bogumiła Berdychowska, Mirosław Czech, Adam Szostkiewicz, Henryk Wujec.

Redaktor „Kultury” w sprawy ukraińskie był zaangażowany już od czasów II RP, m.in. popierał ideę autonomii dla Galicji. O tym opowiedziała Bogumiła Berdychowska.

Po II wojnie światowej już w 1949 r. odbyła się dyskusja redakcyjna „Kultury” na temat stosunków z Ukraińcami. Później Giedroyć bronił dobrego imienia Symona Petlury. Zainicjował nieudaną akcję na rzecz ratowania dziedzictwa ukraińskiego w Polsce i polskiego w Ukrainie.

Szerokim echem odbiło się wydanie antologii poezji twórców sowieckiej Ukrainy, którzy zostali unicestwieni przez reżim sowiecki – „Rozstrzelane odrodzenie”. Współpracował z ukraińskimi intelektualistami – Iwanem Łysiakiem-Rudnickim, Bogdanem Osadczukiem. W 1977 r. opublikował deklarację dotyczącą niepodległości Ukrainy, którą podpisali m.in.: polscy, węgierscy, czescy i rosyjscy intelektualiści.

W swoich uwagach w dziele „Z notatek redaktora” Jerzy Giedroyć krytykował politykę polskich władz komunistycznych dotyczącą polityki narodowościowej w PRL. Dla niego akcja „Wisła” była zbrodnią komunistyczną. Co pozostało z Giedroycia obecnie? Przede wszystkim: kultura polityczna – sposób dyskusji, podmiotowe traktowanie, wysłuchanie drugiej strony i nie szkodzenie sprawie.

Podczas paneli padły ważne słowa o samej akcji „Wisła”. Publicysta Adam Szostkiewicz celnie skonstatował, że połączyła polskich nacjonalistów z komunistami, czego skutki odczuwamy do dziś. Obecnie brak jest publicznej narracji o tym wydarzeniu, a historyczna tragedia jest wyparta ze świadomości, zaś polskie elity intelektualne spóźniły się z zaangażowaniem w tę sprawę i teraz główny nurt relacji polsko-ukraińskich w Polsce jest zdominowany przez środowisko ks. Tadeusza-Zaleskiego. Wg dziennikarza „Polityki” na Ukrainie również radykałowie grają pierwsze skrzypce, tak więc obecnie jest gorzej niż było i jesteśmy świadkami kryzysu w dialogu o polsko-ukraińskiej historii.

Mirosław Czech z kolei wywnioskował, że komunistom udało się narzucić obraz siebie jak prawdziwych Polaków w stosunku Ukraińców. Mało tego, za wysiedlenie w 1947 r. otrzymali uprawnienia kombatanckie. Dziennikarz „Gazety Wyborczej” ukazał trzy podejścia do akcji „Wisła”: pierwsza – usprawiedliwienie walką z Ukraińską Powstańczą Armią, druga – sprowadzanie do kontekstu antypolskiej akcji na Wołyniu w 1943 r., trzeci – potępienie zasady odpowiedzialności zbiorowej jako metody totalitarnych reżimów. Warto pamiętać, że członkami UPA na terytorium Polski byli przede wszystkim młodzi chłopcy, którzy nawet nie słyszeli o czystce etnicznej na Wołyniu.

Adam Szostkiewicz (od lewej), Henryk Wujec, Bogumiła Berdychowska, Mirosław Czech (Fot. Grzegorz Spodarek)

Mirosław Czech dostrzega w Polsce po 1989 r. działania w duchu Jerzego Giedroycia, próby oczyszczenia i odkrycia prawdy, czego dowodem była uchwała Senatu w 1990 r. i potępienie akcji „Wisła”, i gesty pojednania z Ukraińcami przez prezydentów RP Aleksandra Kwaśniewskiego i Lecha Kaczyńskiego.

Obecnie nawet w Przemyślu, w którym wcześniej dochodziło do antyukraińskich ekscesów zaakceptowano ukraińską mniejszość narodową jak pełnoprawną składową społeczności Przemyśla (radnymi miasta zostały przedstawicielki tej mniejszości).

Henryk Wujec przypomniał drogę polskiej opozycji do unormowania stosunków z Ukraińcami (utworzenie w „Solidarności” komisji mniejszości narodowych). Akcję „Wisła” nazwał masową zemstą, a wygodnym pretekstem do tego była śmierć gen. Karola Świerczewskiego. Wspominał swoją młodość, kiedy komunistyczna propaganda odpowiednią literaturą kreowała i podtrzymywała negatywny stereotyp Ukraińca w Polsce.

Teraz zmienia się wizerunek Ukraińca, dzięki bezpośrednim kontaktom ludzi – od bazarów do sportu. Doradca prezydenta RP do spraw społecznych uważa, że dopóki na Ukrainie otwarcie nie będzie mówić się o zbrodniach na Polakach, dopóty w mediach panować będą tacy ludzie jak ks. Isakowicz-Zaleski.

Jan Pisuliński (od lewej), Igor Hałagida, Grzegorz Motyka, Andrzej Leon Sowa (II) (Fot. Grzegorz Spodarek)

W drugim panelu wzięli udział historycy: dr Igor Hałagida, dr hab. Grzegorz Motyka, prof. Jan Pisuliński, prof. Andrzej Sowa. Wg Grzegorza Motyki, historycy podejrzewają, że o projekcie wysiedlenia Moskwa musiała co najmniej wiedzieć. Niestety, rosyjskie dokumenty są nadal niedostępne.

Pracownik IPN Igor Hałagida przedstawił dorobek IPN-u w badaniu wysiedlenia 1947 r. Pion edukacyjny również ukazywał tragiczne stosunki polsko-ukraińskie. Pion śledczy IPN jednak odmówił śledztwa, gdyż nie dopatrzył się zbrodni komunistycznej, z czym nie zgadza się pion historyczny IPN. Jednak prokuratorzy IPN są niezależni. Pod ocenę poddano decyzję Rady Ministrów, a nie sam przebieg akcji „Wisła”.

Hałagida przypomniał, że sami komuniści krytycznie ocenili decyzję przeprowadzenia akcji „Wisła” już w 1956 r. Wtedy w MSW przyznano, że Ukraińcom uczyniono krzywdę i trzeba ją jakoś naprawić, jednak na powroty na ziemie rodzinną nie pozwolono. Akcja „Wisła” to nie tylko wysiedlenie, lecz ograniczenie wszelkich praw obywatelskich. Zabroniono nawet mówić po ukraińsku, zniszczono i nie odtworzono struktur Kościołów, szkół i innych instytucji.

Prof. Andrzej Sowa przedstawił stosunek II RP do ukraińskiej mniejszości narodowej, gdzie ją jawnie dyskryminowano, a Józef Piłsudski był odpowiedzialny w 1930 r. za pacyfikację wsi ukraińskich w Galicji. Historyk pytał, czy dałoby się uniknąć Akcji „Wisła”. Przed wojną wykonawca przesiedlenia gen. Stefan Mossor przed wojną był narodowcem i to pod jego wpływem władze podjęły taką decyzję. Tu widać wyraźnie powiązania komunistów z nacjonalistami.

Prof. Jerzy Pisuliński odpowiedział na pytanie, czy wyjaśnienia wysiedlenia walką z UPA są usprawiedliwione. Oczywiście, można się zgodzić z opinią, że żadne państwo nie zgodziłoby się z działalnością partyzantki w celu oderwania części kraju. Lecz walkę z ukraińskim podziemiem zaczęto dopiero po zwalczeniu polskiego podziemia antykomunistycznego, a siły Wojska Polskiego miały siły dziesięciokrotnie większe.

Problem ukraiński zaczęto rozwiązywać przed wyborami do parlamentu PRL. Do zwalczania ukraińskiej partyzantki nie użyto polskiej miejscowej ludności, gdyż nie ufano jej. Użyte siły zbrojne były z innych regionów Polski. Wątpliwość budzi jednak metoda walki – wysiedlenie ludności, nawet z terenów nie objętych działalnością UPA. Na Łemkowszczyźnie Zachodniej działali upowcy „Smyrnego” z rodzimych wsi w ilości 50 członków, a wysiedlono ok. 30 tys. Łemków. Natomiast na Łemkowszczyźnie działała polska partyzantka, więc trudno tu mówić o likwidacji zaplecza dla UPA wysiedlając Łemków.

Wg rzeszowskiego historyka, ludność ukraińska w granicach Polski nie była odpowiedzialna za rzeź wołyńską. Wśród członków partyzantki ukraińskiej na Zakerzoniu nie było uczestników wołyńskich wydarzeń. Odpowiedzialność została narzucona wszystkim. Duża część wysiedlanych nie czuła się nawet Ukraińcami, byli to przede wszystkim chłopi.

Prof. Pisuliński podkreślił nieracjonalne działanie polskich władz komunistycznych, np. nie wysiedlali oni Ukraińców z miast, gdzie działały silne struktury podziemia ukraińskiego, o których aparat bezpieczeństwa wiedział. Co ciekawe, polska ludność, w tym starostowie, była przeciwna przymusowym przesiedleniom ludności. Domagano się tylko walki z UPA.

Pomysł wysiedlania ludności wyszedł od Polskiej Partii Socjalistycznej już w 1940 r., czemu przeciwstawiał się Władysław Gomułka, a w 1947 r. milczał. Kwestią do omówienia jest też autonomia działania władz polskich.

Jerzy Pisuliński podjął interesującą kwestię prób wysiedlenia innych mniejszości w bloku komunistycznym. Analogicznie w Czechosłowacji E. Benesz chciał obok ludności niemieckiej wysiedlić także Węgrów, którzy nie prowadzili działań wojennych. Sprzeciwił się temu Stalin. W Polsce nie wysiedlono Białorusinów, gdyż nie prowadzili walki podziemnej z Polską (część wyjechała dobrowolnie w latach 1944-46). Wysiedlając ludność na tzw. Ziemie Odzyskane starano się zapełnić lukę demograficzną i podnieść ekonomicznie rozszabrowane terytoria, na które nikt nie chciał jechać dobrowolnie.

W dyskusji jeden z prawników ocenił, że wielkim błędem była decyzja o odmowie wszczęcia śledztwa na podstawie braku możliwości oceny, czy Rada Ministrów miała kompetencje do podjęcia takiej decyzji. Wg niego najważniejszym aktem prawnym jest konstytucja lub ustawa, a nie akt prawny niższego rzędu. Decyzje o prawach obywateli muszą być podejmowane na podstawie ustawy, jakiej nie było.

A o zbrodniczym charakterze świadczy przebieg wysiedlenia. Oprócz tego, już w procesie Norymberskim stwierdzono, że wysiedlenia przed i w czasie wojny są zbrodnią ludobójstwa, więc analogicznie należy interpretować takie decyzje po wojnie.

Głos o tym, że zbrodnię uczynili komuniści, a nie Polacy odparował prof. Pisuliński stwierdzając, że ci komuniści byli Polakami. Oprócz tego antyukraińskie akcje przeprowadzali milicjanci, samoobrony, antykomunistyczne podziemie niepodległościowe, śledczymi zaś byli młodzi polscy chłopcy. Uczestnicy byli zgodni, że była to największa zbrodnia komunistyczna w Polsce i nie można jej wiązać z Wołyniem 1944-43. Tu działali inni ludzie, inne były też okoliczności.

Jarosław Prystasz
redaktor naczelny „Naszego Słowa”
Tekst ukazał się w nr 10 (158), 29 maja – 14 czerwca 2012

X