Natchnęły ją… słoneczniki Od tego obrazu zaczęła się przygoda ze sztuką Heleny Budżak, fot. Krzysztof Szymański / Nowy Kurier Galicyjski

Natchnęły ją… słoneczniki

W dniach od 18 do 25 listopada br. w salach wystawowych Lwowskiej Galerii Obrazów miała miejsce wystawa prac lwowskiej malarki Heleny Budżak. Artystka tworzy swoje prace od sześciu lat i ma już w dorobku ponad 100 obrazów w różnych technikach i o różnorodnej tematyce.

Jej przygoda ze sztuką zaczęła się nietradycyjnie. Pewnego dnia dostała od syna bukiet słoneczników. Była pod wrażeniem tych dorodnych jesiennych słonecznych kwiatów. Odczuła wewnętrznie, że musi to piękno utrwalić. Zakradły się wątpliwości: jako inżynier nigdy nie malowała, nie miała w ręku pędzla, ale to uczucie przezwyciężyło wszelkie wątpliwości. Nie zastanawiała się czym ma malować. Odszukała stare farby, którymi w dzieciństwie malowali jej synowie i…

Państwo Helena i Piotr Budżakowie, fot. Krzysztof Szymański / Nowy Kurier Galicyjski

Ten bukiet wisi na honorowym miejscu na wystawie i jest autorce niezwykle drogi. Kolejne lata minęły w poszukiwaniach swego miejsca w sztuce. Próbowała różnych technik, kopiowała prace innych autorów, szukała swego wyrazu. Udało się jej wypracować styl, który zasadniczo różni się od innych. Jej obrazy przede wszystkim odzwierciedlają stan jej ducha, Helena zaś odbiera świat niezwykle pogodnie. Pomocne jej były zajęcia Tai Chi, które są nie tylko chińskim systemem gimnastycznym, ale i swego rodzaju filozofią.

fot. Krzysztof Szymański / Nowy Kurier Galicyjski

Należy tu podkreślić wsparcie, które artystka ma ze strony swego męża, Piotra. Od pierwszych chwil wspierał żonę i jest pierwszym krytykiem jej dzieł. Na szczęście nie jest zbyt surowym krytykiem, a ponadto podpowiada czasem tematykę kolejnych dzieł. Wspiera ją przy tym w poszukiwaniu materiałów, informacji i inspiruje małżonkę w jej twórczości.

Aby doskonalić swoje prace i rozwijać talent artystka została adeptką Szkoły Plastycznej „Wrzos” przy Lwowskim Towarzystwie Miłośników Sztuk Pięknych. Tu pod okiem prof. Ireny Strilciw rozwinęła jeszcze bardziej swe zdolności. Jak twierdzi profesor, Helena Budżak jest nadzwyczaj utalentowaną malarką.

– Helena przyszła do „Wrzosu” przed trzema laty. Na szczęście miała już swój styl i swój stosunek do sztuki. Brakowało jej jednak kontaktu z innymi artystami, a tu, we „Wrzosie”, jesteśmy jak jedna rodzina. Artysta malarz powinien mieć kontakt z innymi artystami, z kolegami, z publicznością. Następuje tu wymiana doświadczeń, obserwowanie techniki innych. Bardzo się cieszę, że artystka osiągnęła taki poziom swych prac i życzę jej, aby ten początek był dla niej szczęśliwy i żeby nadal rozwijała swoje zdolności.

Wymiana wrażeń na wystawie, fot. Krzysztof Szymański / Nowy Kurier Galicyjski

Otwarcie wystawy zgromadziło wielu przyjaciół malarki. Otwarcie odbyło się nietradycyjne – bez przemówień i osób urzędowych. Koronawirus odcisnął tu jednak swoje piętno. Mimo wszystko było to wydarzenie wspaniałe, kameralne, o niezwykle serdecznej atmosferze. Prace artystki przyciągały wzrok, tchnęło od nich piękno, spokój, ciepło. Publiczność przechodziła od obrazu do obrazu. Niektórzy podchodzili kilkakrotnie, podziwiając dzieło. Każdy mógł tutaj znaleźć dla siebie coś interesującego, gdy artystka przedstawiła obrazy olejne, i akwarele, i tempery. Zadziwiająca była kolorystyka: operując kolorem artystka potrafi przyciągnąć wzrok widza. Nie koniecznie muszą to być kolory jaskrawe, krzyczące – niektóre obrazy w pastelowych kolorach były bardziej wymowne. Po prostu trudno było oderwać wzrok i opuścić to czarujące miejsce.

Świąteczny plaster miodu, fot. Krzysztof Szymański / Nowy Kurier Galicyjski

Tematyka przedstawionych prac obejmowała portrety, martwą naturę, kwiaty, dzieła o tematyce historycznej. Na szczególną uwagę zasługują prace przedstawiające znane lwowskie budowle: Teatr Opery, gmach Sejmu Krajowego czy Kasyno Szlacheckie. Nie są to zwykłe obrazki – jest to lekcja historii, bowiem artystka na tle tych budowli przedstawiła portrety ich twórców czy fundatorów. Niespotykana wizja i połączenie.

Najnowsze dzieło historyczne Heleny poświęcone jest 100-leciu sojuszu Piłsudski-Petlura. I tym razem te historyczne postacie przedstawione są w otwartej księdze na tle Belwederu, miejsca, gdzie ten układ został podpisany. Artystka zamierza po zakończeniu wystawy przekazać swe dzieło w darze prezydentowi Andrzejowi Dudzie.

Obraz, namalowany z okazji 100-lecia układu Piłsudski-Petlura (fot. Krzysztof Szymański)

I jeszcze jedno zdarzenie: gdy artystka dowiedziała się, że przyjaciele męża popłyną na Antarktydę na ukraińską stację Akademik Wiernadski, postanowiła przekazać im swoje prace, które w tym lodowym klimacie rozgrzewałyby ich serca. Namalowała szarotkę, przebiśniegi i lwowską Basztę Prochową. Teraz te obrazy wiszą w mesie stacji i przypominają uczonym o ich dalekich ojczystych stronach. W ten sposób Helena stała się jedyną artystką na Ukrainie, której prace znalazły się na Biegunie Południowym.

Osobny dzień, 24 listopada, artystka przeznaczyła dla swoich przyjaciół ze Szkoły „Wrzos”. Również tym razem panowała tu szczególna atmosfera: obrazy przykuwały uwagę, zaś aura tego miejsca długo nie pozwalała je opuścić. Ponownie goście podziwiali każdy obraz, omawiali każde pociągniecie pędzla, każdy element kompozycji, a na zakończenie w ciepłych i pełnych podziwu słowach obecni opisywali swe wrażenia i gratulowali koleżance tak wspaniałych prac. Nikt nie śpieszył się do domu, sycąc się nastrojem i niepowtarzalnym klimatem obrazów.

Na zakończenie udało się porozmawiać z panią Heleną Budżak. Oto co powiedziała dla czytelników Kuriera Galicyjskiego:

Pani Heleno, jak rozpoczęła się pani przygoda ze sztuką?
Malarstwo było od dawna moim marzeniem. Marzyłam o tym przez całe życie, ale stało się to dopiero rankiem pewnego dnia, gdy mój syn przyniósł mi bukiet słoneczników. Spojrzałam na niego i coś wewnątrz podpowiedziało mi, że to piękno należy namalować. Ale inny wewnętrzny głos podpowiedział, że przecież nigdy nie malowałam i nawet nie próbowałam. Postanowiłam jednak spróbować. Odszukałam stare farby pastelowe, które były w domu z czasów gdy dzieci uczęszczały na rysunki. Tak powstał mój pierwszy obraz. Wisi tu teraz na wystawie.

Jest pani członkiem towarzystwa „Wrzos” i tam doskonali pani swoje umiejętności.
Tak, jestem we „Wrzosie” już od trzech lat. Pani Irena Strilciw daje wiele „młodym” artystom. Jest to bardzo przyjemne towarzystwo i zaprzyjaźniliśmy się. Za ten czas dowiedziałam się bardzo dużo. Brałam udział w trzech wspólnych wystawach. Jestem pewna, że dzięki zajęciom we „Wrzosie” podniosłam swój poziom artystyczny.

Mówi pani, że jest młodym artystą, ale pani prace są bardzo dojrzałe i posiadają własne cechy charakterystyczne. Jak na przykład obrazy z lwowską architekturą.
Urodziłam się we Lwowie i bardzo kocham swoje miasto. Pasjonuje mnie architektura tego miasta. W tych obrazach postanowiłam pokazać nie tylko architekturę, ale i postacie, dzięki którym te gmachy powstały. Dlatego przy gmachu Sejmu Galicyjskiego, znanego bardziej jak Uniwersytet Lwowski, czy Teatru Opery przedstawiłam postacie architektów. Chcę dalej rozwijać ten temat i pragnę stworzyć serię prac o Lwowie. Obecnie tworzę również akwarele i w tej technice chcę przedstawić swoje miasto.

Tworzy pani również obrazy o tematyce historycznej…
Ten temat bardziej podpowiedział mi mój mąż, który pasjonuje się historią. Gdy dowiedzieliśmy się o biennale, które zatytułowane było „Ukraina od Trypola do dziś”, postanowiłam wziąć w nim udział. Temat jest bardzo interesujący i szeroki. Moja pierwsza praca poświęcona była samej kulturze Trypola, a drugą postanowiłam połączyć z muzyką. Mam też wykształcenie muzyczne, ukończyłam studium przy Lwowskim Konserwatorium. Przedstawiłam najdawniejsze instrumenty muzyczne.

Ostatnia pani praca historyczna poświęcona jest układowi Piłsudski-Petlura…
Tak. Uważam, że tegoroczne obchody 100-lecia podpisania tego układu były szczególnym wydarzeniem. Wydarzenie to może wywoływać mieszane uczucie: ktoś może ustosunkowywać się to tego negatywnie, a ktoś pozytywnie. Ja chciałam przedstawić, na ile wybitne postacie w historii ludzkości mogą wpływać na bieg historii niektórych państw, a też całej ludzkości. Uważam, że trzeba popierać dobre stosunki z naszym najbliższym sąsiadem – Polską.

Jest pani jedynym artystą na Ukrainie, czyje prace dotarły na Antarktydę.
Była to dla mnie wielka przygoda. Nawet początkowo nie bardzo wierzyłam, że to się uda. Moje prace dotarły tam z wielkim trudem, ponieważ jacht, którym były przewożone na stację Wiernadskiego miał ograniczone miejsce w ładowniach. Jestem bardzo wdzięczna załodze jachtu, że jednak te moje prace wzięli i dostarczyli je na biegun południowy. Teraz szarotka i widok Lwowa umila im życie i swoimi ciepłymi kolorami ogrzewają ich w tym zimnie.

Dziękuje bardzo i życzę pani dalszych sukcesów.

Krzysztof Szymański

One thought on “Natchnęły ją… słoneczniki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X