Monastyrek

„Świątynia w grocie” w miejscowości Monastyrek w rejonie borszczowskim obw. tarnopolskiego wygląda jak wzorcowe wcielenie hollywoodzkiej wizji autentycznego pogańskiego sanktuarium.

Znajduje się na wierzchołku ponurej skały, nawisającej malowniczo nad dziką doliną rzeki Seret, gdzie dotąd nie widać żadnych śladów cywilizacji. Pieczary tchną atmosferą zamierzchłych wieków, a złożone z nieociosanych kamiennych brył kolumny jako żywo przypominają słynny Stonehenge lub megalityczne świątynie Malty z okresu neolitu.

Widok ten wspaniale uzupełnia ołtarz ofiarny, stojący przed grotą. Wyrzeźbiony w kamieniu rowek, którym spływała krew, natychmiast wywołuje w pamięci okrutne ofiary ludzkie, wyrywane żywcem serca i tym podobną makabryczną egzotykę w stylu Azteków. I nic dziwnego, że znany polsko-białoruski historyk Adam Honory Kirkor (1818-1886), który na zlecenie krakowskiej Akademii Umiejętności badał zabytek w roku 1877, pracę swą podsumował konkluzją, że jest to stare przedchrześcijańskie sanktuarium. Według niego, naturalne zagłębienie w skale zostało około IX wieku sztucznie pogłębione i wykorzystywane było przez kapłanów do rytuałów religijnych.

Niebawem ta hipoteza stała się pewnikiem, powielanym we wszystkich przewodnikach i pracach krajoznawców, a cały kompleks skalny nazywany jest tam nie inaczej, jak „pogańską świątynią”. Ale tak naprawdę, starożytni kapłani chyba jedynie przypadkiem przechodzili tamtędy.

Jakkolwiek byśmy chcieli odnieść tę „budowlę” do okresu pogańskiego, to jednak ludzie zaczęli tu osiedlać się dopiero w XVI wieku i byli to mnisi-pustelnicy. To właśnie w tym okresie w Galicji szerzyło się pustelnictwo, szeroko wykorzystując naturalne pieczary i groty.

W 1600 roku Stefan Potocki założył tu klasztor pw. Podwyższenia Krzyża Świętego, przekazany później bazylianom. W połowie XVII wieku został on zniszczony przez wojska Bogdana Chmielnickiego. W 1735 roku klasztor odbudowano z funduszy kasztelana bracławskiego Jana Potockiego. Z czasem mnisi przenieśli się z wilgotnych pieczar w skałach do cel na powierzchni. Jednak klasztor nie utrzymał się długo – w 1793 roku został skasowany podczas kasaty józefińskiej. Przypomnę, że na terenach Rzeczypospolitej, zajętych przez Austrię, nowe władze wydały wojnę Kościołowi katolickiemu (tak rzymskim katolikom, jak i grekokatolikom), a już szczególnie katolickim klasztorom. W nich bowiem widziano ośrodki oporu przeciwko nowej władzy. Oficjalna wersja głosi, że klasztor odebrano za długi.

Murowana świątynia klasztorna (wzniesiona w 1772 roku) stała się cerkwią parafialną dla miejscowości Bilcze Złote, zabudowania zaś klasztorne i gospodarcze przekazano w ręce prywatne. W II połowie XIX wieku nowy właściciel Bilczy Złotych i Monastyrka pierwszy marszałek Sejmu Galicyjskiego Leon Sapieha urządził tu folwark i w 1876 roku została rozebrana nawet część murowanych budowli klasztoru. Co się tyczy cerkwi, to w wyniku niekwalifikowanego remontu pod koniec XX wieku utraciła ona autentyczny charakter.

W samych pieczarach w oczy rzucają się liczne zagłębienia-nisze, wyryte w ścianach. Prawdopodobnie pierwotnie stały tam ikony lub inne przedmioty sakralne. Na ścianie przy kamiennym ołtarzu zachowało się unikalne malowidło przedstawiające Chrystusa z zamkniętymi oczyma. Symbolicznie przedstawia ono Zbawiciela, który zamknął oczy, bo nie mógł dłużej patrzeć na zło, szerzące się wśród ludzi. Według tradycji postać Chrystusa pojawiła się mnichom jako gra światła i cieni. Pomalowali wizerunek farbami i tak powstała ta ikona. Legenda głosi również, że modlący się przed nią dostępują odpuszczenia najcięższych grzechów. Inna legenda mówi, że gdy Jezus nareszcie otworzy oczy, nastąpi koniec świata.

Fot. Dmytro Poluchowycz
{gallery}gallery/2020/poluchowycz_Monastyrek{/gallery}

W latach 90. wieku teren przed pieczarą zbadali archeolodzy. Nic należącego do okresu przedchrześcijańskiego tu nie znaleziono. Wyjawiono również, że dolmen pojawił się tu stosunkowo niedawno. Podczas prac przy nim przy każdej z jego stron odnaleziono miedziane szelągi boratynki z czasów Jana Kazimierza. Monety te bito w latach 1659–1666 i były one w obiegu do roku 1766. Te właśnie monety pozwoliły określić czas ustawienia kamiennego ołtarza – pomiędzy połową XVII a połową XVIII wieków. W tym mniej więcej okresie powstał też bazyliański klasztor. Sam dolmen jest chyba autentyczny i został przeniesiony tu przez mnichów z jakiegoś innego miejsca, gdzie pierwotnie faktycznie znajdowała się pogańska świątynia. Świadczy o tym napis na kamieniu: „Божим волокошим інокам многая літа” („Bożym wlokącym [ten kamień] mnichom wiele lat życia”).

Należy zaznaczyć, że kolumny z nieociosanych bloków kamiennych też są stosunkowo „młode”. Ustawił je pod koniec XIX wieku wspomniany już Leon Sapieha w miejscu starych oryginalnych fragmentów skalnych, które zaczęły niszczeć.

Wypad do Monastyrka nikogo nie pozostawi obojętnym. Widok jest tu nadzwyczaj malowniczy. Jedynym minusem jest dojazd, co ma również stronę pozytywną – odstrasza większość turystów, więc nie ma ich tu tak wielu, jak we Lwowie czy Kamieńcu Podolskim. Każdy natomiast, komu starczy odwagi by tu dotrzeć, będzie mógł napawać się ciszą oraz cieszyć się widokiem zadziwiającego zabytku i nieskalanej przyrody.

Dmytro Poluchowycz
Tekst ukazał się w nr 5 (345), 17 – 30 marca 2020

X