Moda z okolic Stanisławowa Chłop ze stanisławowskiego cyrkułuc

Moda z okolic Stanisławowa

W wielu galicyjskich rodzinach ze szczególnym pietyzmem przechowywane są zdjęcia pradziadków i prababć w strojach narodowych. Ich ubrania zasadniczo różnią się od tych, które nosimy teraz. A w co ubierano się 200 lat wstecz?

Testament mecenasa

W lwowskiej Bibliotece Naukowej im. Stefanyka przechowywane jest około tysiąca akwareli i szkiców, przedstawiających mieszkańców Polski, Litwy i Zachodniej Ukrainy. Ich autorstwo przypisywane jest Jerzemu Głogowskiemu, ale niedawno okazało się, że większość prac wykonana została przez Kajetana Kielisińskiego. Pośród licznie przedstawionych postaci mieszczan i chłopów znajduje się kilka przedstawiających mieszkańców cyrkułu stanisławowskiego. Dzięki nim możemy zobaczyć, jaka panowała tu moda w latach 30. XIX w. Ale najpierw kilka słów o ich autorze.

Kajetan Kielisiński

Kajetan Wawrzyniec Kielisiński (1808–1849) nie ukończył żadnych akademii, ale malował nieźle. Zauważył go Jan Gwalbert Pawlikowski i zaproponował mu utworzenie galerii typów ludowych. Malarz wiele podróżował i szkicował ludzi różnych zawodów i warstw społeczeństwa. Kilkakrotnie przecinał nawet nielegalnie granice z Rosją, by namalować mieszkańców tych okupowanych terenów. Było to dość ryzykowne, bowiem za udział w powstaniu przeciwko caratowi Kielisińskiemu groziło zesłanie na 20 lat w „sołdaty” w jakimś zapadłym garnizonie azjatyckim.

Kielisiński początkowo szkicował ołówkiem, a kolorystykę ubrań zapisywał w notatniku. Później kolorował szkice według notatek. Artysta nie omijał też pejzaży, na których tle przedstawiał swe typy. W rezultacie mamy nie tylko obrazek, ale prawie kolorową fotografię o wymiarach 5,5×8,5 cm.

W 1836 r. artysta odwiedził Galicję i zawitał do Stanisławowa, dzięki czemu jego twórczość powiększyła się o kilka akwareli chłopów z okolic miasta.

Przez dłuższy czas prace te przechowywane były w prywatnej kolekcji Pawlikowskich. W 1921 r. wnuk Jana Gwalberta wykonał testament dziadka. Zgodnie z nim, gdy Polska odzyska niepodległość, kolekcja miała zostać udostępniona społeczeństwu. Prawie 40 tys. eksponatów kolekcji Pawlikowkich zostało przekazane Zakładowi Narodowemu im. Ossolińskich we Lwowie. Dziś jest to Biblioteka Naukowa im. Stefanyka.

Wioska i ludzie

W XIX w. odzież mieszczan i chłopów różniła się. Miasto było zamożniejsze i jego mieszkańcy mogli pozwolić sobie na odzież z gotowych materiałów. Na wsi przeważały samodziałowe wyroby z płótna tkanego w warunkach domowych.

Na akwarelach widzimy postacie męskie. Obie mają długie proste włosy – peruki wówczas nie były w modzie. Ale nakrycia głowy są jednakowe –czapki z owczej skóry, o identycznym kształcie z okrągłym denkiem, wychodzącym ponad czapką niczym daszek.

Główną część ubioru ukraińskiego chłopa stanowiła płócienna koszula, sięgająca znacznie poniżej kolan. Chłodną porą wkładano na nią kaftan z białego lub brązowego sukna. Bogatsi mogli sobie pozwolić na haftowane wzory na nim. Ciekawe jest to, że dawniej kaftany nie miały kieszeni, dlatego pieniądze i drobne przedmioty noszono w torebkach-sakiewkach u pasa.

Obuwie wskazywało na status społeczny właściciela. Zamożniejsi nosili skórzane buty z cholewami (3), a biedota – postoły lub chodaki (1, 2)

Prababki naszych prababć

Każda kobieta miała długą płócienną koszulę. W upalne lato chłopki chodziły w nich po ulicach lub zajmowały się swymi sprawami. W naszym przypadku, niewiasta zmierza do rzeki (nie wykluczone, że do Bystrzycy) by płukać wełnę. Żeby nie stać w nienaturalnej niewygodnej pozycji, kobieta niesie ze sobą drewniany zydelek. Jest bosa, bo najpewniej jest to dzień powszedni, a wówczas tak właśnie chodzono.

Następna to kobieta z koszykiem. Jest już chyba chłodniej, bo ubrała biały kaftan, obszyty niebieskim sznurem i udekorowany czerwonym haftem. Spod kaftana wygląda spódnica w pasy i płócienny fartuch. Nasza pani ubrana jest w czarne buty z cholewami na niskim obcasie i z wydłużonymi noskami.

Mężatki musiały chodzić z nakrytą głową. Była to przeważnie zwykła chustka, ale zdarzały się wersje bardziej interesujące. W książce „Ukraińska odzież ludowa” zaznaczono, że chłopki z okolic Stanisławowa zawiązywały na głowie czerwoną chustkę z cienkiego płótna w kwiaty. Końce chustki spuszczano na plecy i sięgały one nieraz poniżej pasa. Na chustę wiązano namitkę, obramiającą twarz. Końce namitki wiązano z tyłu w pętlę – „cybę”. Dziś przypomina to nieco opatrunek przy złożonym urazie głowy, ale przed 200 laty uważano to za ostatni „krzyk” mody.

…i reszta narodowości

Wszystkie wyżej wymienione typy odzieży odnoszą się do mieszkańców okolic miasta. A co noszono w mieście? Niestety, nie mamy stosownych akwareli, więc trochę puścimy wodze fantazji. Austriaccy urzędnicy i inteligencja najpewniej ubierali się z europejska. Polacy, wśród których było wiele miejskiej szlachty, nie zdradzali swego narodowego stroju. Jako przykład przedstawimy mieszczanina z Halicza. Mężczyzna odziany jest w fioletowy żupan przewiązany paskiem, na wierzch którego narzucono kontusz. Według polskiej mody w XVIII w. noszono krótkie fryzury, podgolone na karku.

„Lwowski Żyd roznoszący prezenty”, mal. Jerzy Głogowski

Większość ludności galicyjskich miast stanowili Żydzi. Wygląd jednego z nich dokładnie przedstawia akwarela Jerzego Głogowskiego „Lwowski Żyd roznoszący prezenty”. Ubrany jest w pantalony za kolana, białe pończochy i czarne półbuciki. Pończochy nawet ośpiewano w ukraińskiej piosence:

„Będziem pili gorzałeczkę potroszku, potroszku,
aby Żydzi nie nosili jedwabne pończoszki”.

Jest to aluzja do tego, że większość szynków dzierżawili Żydzi i nieźle zarabiali na handlu gorzałką.

Ostatnia postać nie jest bezpośrednio związana ze Stanisławowem, ale ominąć jej nie sposób. Rysunek 9 przedstawia nikogo innego, jak… Hucuła! Ubrany jest w tradycyjne postoły, gacze (spodnie), lejbik (prawzór kiptaryka – kamizelki) i nawet ma bartkę (toporek). Natomiast na głowie ma jakieś mołdawskie nieporozumienie. Ale taką stożkową czapkę odnotował w XVIII w. u naszych górali podróżnik Baltazar Haket i takie nakrycie głowy opisał w 1840 r. Iwan Wagilewicz. Prawdopodobnie kanoniczny wizerunek Oleksy Dowbusza należy zweryfikować.

W artykule wykorzystano ilustracje Kajetana Kielisińskiego i Jerzego Głogowskiego

Iwan Bondarew

Tekst ukazał się w nr 13 (449), 16 – 25 lipca 2024

X