Mariampol – miasto pojednania

Mariampol – miasto pojednania

W Mariampolu pod Stanisławowem – dzisiejszym Iwano-Frankiwskiem – od kilku lat stoi pomnik polsko-ukraińskiego pojednania. Zbudowali go wspólnie Polacy i Ukraińcy – dawni i obecni mieszkańcy tego miasteczka.

Za wzorzec dla pomnika posłużyła mała statuetka, wręczona przedstawicielom społeczności miasta przez samego papieża Jana Pawła II. Na jej podstawie widać napis w języku polskim i ukraińskim: pojednanie.

Musi pan tam pojechać. To niesłychane. Dziwne, że nikt o tym nie pisze.

Pojechaliśmy razem z panią Wiesławą Holik, która od kilku lat pomaga ojcom franciszkanom z pobliskich Bołszowiec w odbudowie tamtejszego sanktuarium. Właśnie do niej zwrócili się przedstawiciele miejscowego Stowarzyszenia Odrodzenia Mariampola.

Pomnik (Fot. Marcin Romer)Stajemy w centrum pod budynkiem Rady Wiejskiej. Naprzeciw Dom Kultury – kiedyś polski Dom Ludowy.

„Witamy was w Mariampolu” – zaczyna powitanie prezes stowarzyszenia Wołodymyr Bociurko, a zarazem profesor i szef katedry endokrynologii Akademii Medycznej w Stanisławowie. „Stoimy pod budynkiem, jaki wybudowali mieszkający tu kiedyś wasi rodacy. Dalej dobrze służy mieszkańcom naszego miasteczka. Zawsze pamiętamy o tych, którzy tu mieszkali. Mamy dziś żywe kontakty z nimi, z ich potomkami. Czasem to już trzecie pokolenie. Spotykamy się przynajmniej dwa razy w roku. My jedziemy do Wrocławia, gdzie w kościele NMP na Piasku znajduje się oryginał obrazu Matki Boskiej Mariampolskiej, zwanej też Hetmańską. Jego kopia, podarowana przez Polaków, wisi w naszej cerkwi greckokatolickiej.

Byli mieszkańcy Mariampola też do nas przyjeżdżają. Często mieszkają w domach, w których kiedyś mieszkali – oni sami, ich rodzice, dziadkowie.

Osiem lat temu wspólnie postawiliśmy, tu, na centralnym skwerze, pomnik polsko-ukraińskiego pojednania. Za wzorzec dla jego wykonania posłużyła mała statuetka, wręczona przedstawicielom społeczności miasta przez samego papieża Jana Pawła II”.

Pomnik (Fot. Marcin Romer)

Jak to się stało? Do pierwszych kontaktów między „nowymi” a „starymi” mieszkańcami Mariampola doszło na początku lat dziewięćdziesiątych – wspomina prof. Bociurko. – A w 1995 roku do Mariampola zajechały dwa autokary z byłymi mieszkańcami Mariampola.

Powitanie przed cerkwią było bardzo uroczyste, z chorągwiami i ikonami. Dawnych mariampolan przywitał chlebem i solą ówczesny wójt Mariampola Wołodymyr Hołowczak i ksiądz greckokatolicki Igor Bałanda. Zobaczyć można było łzy, ociekające po policzkach gospodarzy i „gości”. Stronę „gości” z Polski reprezentowali Bronisław Jarosławski i ks. Stanisław Pawlaczek. To oni doprowadzili do pierwszego spotkania.

– Witajcie w domu – tak zwrócił się do „przyjezdnych” wójt Hołowczak. – I my i wy zostaliśmy przed laty wygnani ze swojej ziemi. Nie stało się to ani z waszej ani z naszej winy.

Pomnik (Fot. Marcin Romer)

Wśród czekających na nas członków Stowarzyszenia Odrodzenia Mariampola jest też wójt miasteczka – pani Lesia Szkawritko oraz młody proboszcz miejscowej parafii greckokatolickiej – ksiądz Roman Dziubak. Rozmowa przebiega w dwóch językach – przeważa jednak polski. Ksiądz Roman, mówiący piękną, literacką polszczyzną, na pytanie, skąd taka dobra znajomość tego języka, odpowiada: „Nie, nie mam Polaków nawet wśród dalekich przodków. Po prostu ukończyłem teologię na KUL-u w Lublinie. Jestem dumny, że znam język, kulturę polską. Nie wstydzę się rozmawiać na Ukrainie po polsku. Niech się wstydzą ci, którzy, mieszkając tu przez dziesięciolecia, nie mogą opanować języka ukraińskiego”.

Pani Lesia jest jedyną wśród gospodarzy osobą, która ma polskie korzenie – po babci. Kiedyś to było powszechne. Małżeństw mieszanych było sporo. Wszak miłość nie wybiera.

Wysadzaną starymi drzewami aleją idziemy w kierunku niewielkiego wzgórza. Po drodze zwiedzamy wielki budynek szkoły, postawiony jeszcze przed wojną. W nim izbę pamięci – zalążek przyszłego muzeum. Pełno w nim dawnych dokumentów – świadectw wspólnej przeszłości. Są listy z różnych stron świata, w tym od byłych mieszkańców – żołnierzy generała Andersa.

Jest też rzecz najcenniejsza – wspomniana na wstępie statuetka – podarunek papieża.

Idziemy dalej, by po niewielkiej chwili znaleźć się u stóp resztek pałacu Jabłonowskich. Właśnie hetman Jabłonowski był faktycznym fundatorem miasta. Po wiktorii wiedeńskiej przekazał miastu sławny obraz Matki Boskiej zwanej od tego czasu „Hetmańską”.

Zapaleńcy ze Stowarzyszenia Odrodzenia Mariampola mają wobec zamku wielkie plany. „Szukamy inwestora. Najpierw trzeba zabezpieczyć to, co zostało. Można by tu przecież urządzić np. muzeum, a obok – restaurację, by muzeum miało, z czego żyć”.

W skład prezydium stowarzyszenia wchodzi oko koło dziesięciu osób – w tym, żona mera Stanisławowa – Lidia Anuszkieviczius.

Jest osobą powszechnie lubianą. Pochodzi z Mariampola.

Powstały komitet działa niezwykle aktywnie. Wiele już zrobiono. Miasteczko jest czyste, pobielone krawężniki. Oczyszczony stary pałacowy park. Za resztkami pałacu, tuż za miejscem, gdzie po wojnie władze sowieckie rozebrały niedobudowany do końca kościół katolicki, powstaje kaplica ekumeniczna wszystkich chrześcijańskich obrządków. Stąd rozciąga się przepiękny widok na zakola Dniestru.

Do miasta znów idą pielgrzymki (Fot. Marcin Romer)

Mariampol znaczy po prostu Miasto Maryi. Kilka lat temu przywrócono starą nazwę i herb. Za czasów sowieckich miejscowość nazywała się Marynopil. – Nie wiadomo od jakiej Maryny powstała nowa nazwa – żartuje ksiądz Dziubak.

Komitet ma jeszcze jeden poważny problem. W budynku byłego kościoła i klasztoru jest dziś więzienie dla kobiet.

„Warto by się pozbyć tego mało sympatycznego lokatora. Z drugiej strony więzienie daje pracę mieszkańcom miasteczka. Można by urządzić w tym miejscu np. hospicjum. Wszak przez lata w budynku klasztornym siostry szarytki prowadziły szpital. Dawny klasztor wróciłby do swego poprzedniego przeznaczania” – mówi profesor Bociurko.

Pan profesor jeździ, pisze, przekonuje. – Myślę, że w końcu się uda.

Takie były początki naszej znajomości. Od tego czasu odwiedzałem Mariampol wiele razy. Za każdym razem witano nas niezwykle miło. Piszę – nas, bowiem nigdy nie przyjeżdżałem tu sam.

Międzypaństwowe komisje od lat radzą, co czynić by doprowadzić do polsko-ukraińskiego porozumienia. Zbierają się historycy, publicyści.

Tymczasem dzisiejsi i byli mieszkańcy Mariampola dawno mają już to za sobą.

Marcin Romer

Pałac – tak kiedyś wyglądał (Fot. Marcin Romer)

Z dawnych dziejów Mariampola

Nazwa Mariampol powstała w XVII wieku w okresie licznych napadów tatarskich na te ziemie. Legenda głosi, że podczas jednego z nich, hetman Stanisław Jan Jabłonowski, uciekając z okrążenia przed Tatarami na koniu, rzucił się w wody Dniestru. Udało mu się dopłynąć do przeciwległego brzegu, ale koń nie mógł wyjść na brzeg. Hetmanowi zagrażała śmierć albo niewola. Wtedy z rozpaczy krzyknął „Jezus Maryja, ratujcie mnie” i koń wyskoczył z wody na brzeg. Hetman w podzięce za ocalenie życia, zmienił nazwę wsi Czesybiesy na prawym brzegu Dniestru na „Jezupol”, a na wzgórzu po lewej stronie Dniestru u podnóża wsi Wołczków na terenie osady Czortków rozpoczął budowę zamku obronnego wraz z zabudową całego wzgórza i nadał nazwę temu miasteczku „Mariampol”.

Ruiny pałacu Jabłonowskich (Fot. Marcin Romer)

W poczuciu odpowiedzialności piastowanego stanowiska budował nowe wsie i miasteczka, po zajęciu zaś przez Turków Kamieńca Podolskiego wzdłuż Dniestru wzniósł łańcuch obronnych fortów i zamków: Okopy św. Trójcy, Szaniec NMP Mariampol itd. W dawnym województwie ruskim, diecezji lwowskiej, na lewym brzegu Dniestru 18 km na północny wschód od Stanisławowa, leży miasteczko Mariampol. W 1691 roku Stanisław Jabłonowski (1634-1702), kasztelan krakowski i hetman wielki koronny, założył miasteczko Mariampol z czworobocznym rynkiem i zbudował w nim zamek jako fortecę obronną. Cała budowla zabezpieczona była wałem z głęboką fosą (część wałów zachowała się do dnia dzisiejszego). Założyciel miasteczka, Stanisław Jabłonowski zmarł w 1702 r. i został pochowany we Lwowie. Po śmierci hetmana, syn jego Jan, wojewoda – generał Ziem Ruskich, objąwszy Mariampol w 1703 r., w szczególny sposób zatroszczył się o miasto Maryi. Wzniósł nowy kościół po wezwaniem Świętej Trójcy i wystarał się o stałą obsługę kapłańską. Za pozwoleniem władz kościelnych został intronizowany do tej świątyni sławny, obozowy obraz Matki Bożej, który z hetmanem Jabłonowskim długi czas wędrował z wojskiem polskim po polach bitew.

Wnuk hetmana Jan Kajetan (1699-1764) syn Jana Stanisława, właściciel Mariampola i Jezupola, wojewoda bracławski, feldmarszałek wojsk austriackich, senator. Przejąwszy w 1731 r. Mariampol, przebudował kościół z drewnianego na murowany (1738-1746). Był po dziadku największym orędownikiem Mariampola, wniósł duży wkład w rozwój tego miasteczka, zakładając fundację kapucynów, oraz wspólnie z żoną Teresą ufundował zakład Sióstr Miłosierdzia.

W 1809 r. podczas wyprawy napoleońskiej na wschód, doszło do walk wojsk polskich z Austriakami. Kiedy to bo bitwie pod Raszynem książę Józef Poniatowski wycofał się z Warszawy i przerzucił część wojska do Galicji, które 26.V.1809 r. zajęło Lwów. Powstały wtedy nowe pułki galicyjskie. Walki wojsk polskich nabrały w tym czasie charakteru wojny wyzwoleńczej. Jeden z oddziałów, posuwając się na południowy wschód, doszedł do Mariampola i zajął go.

Marcin Romer
Tekst ukazał się w nr 2 (198) za 31 stycznia – 13 lutego 2014

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X