Lwów gotowy do EURO?

Lwów gotowy do EURO?

Z okazji EURO 2012 we Lwowie wydano broszurki informacyjne w języku polskim. NIESTETY…

 

Przygotowania do EURO we Lwowie dobiegły końca. Mamy stadion, drogi, lotnisko, hotele i mętlik transportowy. We Lwowie pokazano już Puchar i trwają ostatnie prace z ustawiana znaków drogowych i tabliczek informacyjnych. Informacja nie tylko jest na tabliczkach. Ratusz wydał też materiały informacyjne dla licznych turystów, których spodziewa się miasto. Również tych z Polski.

Są to broszurki, w których można przeczytać o ścieżkach spacerowych i trasach rowerowych po lwowskich parkach, a również o życiu muzycznym Lwowa. Broszurki wydano na dobrym kredowym papierze, są bogato ilustrowane. Aż ręka sama się ciągnie do nich. Można je dostać w Centrum Informacji Turystycznej w Ratuszu (od strony fontanny z Neptunem).

Wygląd zewnętrzny niestety nie idzie w parze z treścią. Aż dziw bierze, że ludzie którzy odpowiedzialni są za to wydanie nie skonsultowali treści z historykami (a może właśnie konsultowali?). A już język polski tych wydań jest poniżej wszelkiej krytyki. Czy to we Lwowie, na Uniwersytecie nie ma katedry języka polskiego? Czy nie ma tam ludzi znających polski na odpowiednim poziomie? Nie wspomnę już o polskich szkołach i nauczycielach-polonistach.

Pasjonującą lekturę zaczniemy od „Rekreacyjnych tras pieszych Lwowa”. Mniejsza o to, że nie we wszystkich wypadkach zgadzają się przypadki i końcówki poszczególnych słów – nie czepiajmy się. Z opisu parku Wysoki Zamek dowiadujemy się, że „…górny taras uwieńcza sztuczny kurhan („kopec”)…”. Natomiast „…na północnym zboczu parku „Wysoki Zamek” znajduje się źródło (ulubione miejsce wodnych procedur zwolenników radykalnych metod zakalca organizmu)…”.

Z tej lektury dowiadujemy się również ciekawostek historycznych. Od północnej strony wzgórza „…można zobaczyć duży kamień z ledwie zauważalnym napisem po polsku. Ta bryła, która służyła postumentem pomnika Janowi Sobieskiemu w śródmieściu, została przeniesiona tu po demontażu i przewiezieniu monumentu do Polski…”. Ciekawe, czy autorzy tekstu widzieli stare widokówki pomnika Jana III Sobieskiego na Wałach Hetmańskich i porównywali „bryłę” do cokołu? Różnice widoczne są gołym okiem. Ta „bryła” – to pomnik bitwy z Tatarami, stoczonej przez Jana III Sobieskiego na polach Zniesienia i Lesienic w 1675 roku – tak podaje Mieczysław Orłowicz w swoim przewodniku po Lwowie.

Przejdziemy do „Rekreacyjnych tras rowerowych Lwowa”. Wiele tras powtarza trasy piesze, ale gdzie da się przejść, to da się i przejechać rowerem. Czytamy tam o cmentarzu na Zniesieniu, że tu „…znajdują się cudem ocalałe groby więźniów biwaku Talerhof…”. Chyba pomylono biwak z obozem i to w tym najgorszym znaczeniu tego słowa. O parku „Żelazna woda” czytamy, że park ten nosił pierwotnie „…imię Gabriela Narytowicza, pierwszego Prezydenta II Rzeczy Pospolitej…” A dalej z tekstu dowiadujemy się, że dla „…uwielbiaczy rozrywek…” w 30-ch latach na improwizowanej scenie sztuki przedstawiał teatr niemiecki Franca Kratera.

Najgorzej udała się chyba broszura „Lwów muzyczny”. Tu o Lwowskim Domu muzyki Organowej i Kameralnej (czyli kościele Marii Magdaleny) czytamy „…znany jest ze swych narządów, zbudowany w 1936 roku przez czesko-austriacką firmę „Rieger”…”. Tu chyba jednak chodziło o te narządy (czytaj organy) kościelne, a nie o rok budowy kościoła. Natomiast o Solomei Kruszelnickiej dowiadujemy się, że była „…piosenkarką, która miała występy gościowe na najbardziej prestiżowych scenach świata…”.

Co może pomyśleć sobie o naszym mieście osoba, która po raz pierwszy zawita do Lwowa. Chyba tylko bardzo się zdziwi, co to za narządy w kościele?

 

A szkoda, bo miało być tak pięknie, a wyszło jak zawsze.

Krzysztof Szymański

X