Lwów antyczny. Część 5

Lwów antyczny. Część 5 Tablica pamiątkowa na ścianie domu przy ulicy Łyczakowskiej 55, gdzie państwo Herbertowie mieszkali przed wojną, fot. Maria Basza / Kurier Galicyjski

Rozmowa Anny Gordijewskiej z Mariuszem Olbromskim, literatem i muzealnikiem, animatorem działań kulturalnych.

Wróćmy ponownie do dialogu Lwów antyczny, w którym w czasie poprzedniej rozmowy wspominał Pan o dziełach i ich twórcach z okresu dwudziestolecia międzywojennego, twierdząc na zakończenie, że jednak najciekawiej do dziedzictwa antyku nawiązał w naszej literaturze w XX wieku Zbigniew Herbert. Proszę może tę myśl rozwinąć….
W moim rozumieniu najgłębiej odczytywał i interpretował dziedzictwo antyku właśnie Zbigniew Herbert, stąd często nazywa się go „współczesnym klasykiem”. Był w tym niezrównany i rzeczywiście odkrywczy. Potrafił w stare marmury, greckie mity – tchnąć życie. Sądzę, że jedną z tajemnic jego sztuki pisarskiej była umiejętność wykorzystania kostiumu antycznego tak, aby poddawać pod rozwagę współczesnych czytelników, zwłaszcza w Polsce, zagadnienia najbardziej aktualne. Zarazem ukazywał, że wiele problemów nurtujących człowieka w XX wieku, było tak samo złożonych i nurtowało starożytnych Greków czy Rzymian. W naturze człowieka istnieją niezależnie od epoki, miejsca, pewne stałe cechy, istnieją pewne stałe mechanizmy świata, historii, podkreślał, że należy do przekazów historycznych odnosić się w wielką ostrożnością, wnikliwie je badać. Jego twórczość, która rozświetlała mroki totalitaryzmu i towarzyszyła polskiej i europejskiej inteligencji przez dziesiątki lat była m.in. i dlatego czytelna, że odwoływała się do znanego w całej Europie i świecie kodu kulturowego jakim jest chrześcijaństwo i kultura antyczna. Jego poezje i proza w tej dziedzinie są dziś klasyką literatury polskiej i światowej. Ale stały się klasyką właśnie dlatego, że Herbert potrafił ożywić w swej twórczości antyczne posągi i budowle, mity greckie i rzymskie. Odkryć i przekazać to w znakomitej, klarownej formie artystycznej. Prostej, a zarazem kunsztownej. Nowoczesnej, a zarazem wypływającej z wielowiekowej tradycji literatury polskiej i europejskiej. Potrafił uczynić z dziejów kultury antycznej dla często zagubionego w świecie wartości współczesnego człowieka, aktualne i ważne znaki odniesień. Kostium antyczny – jeśli można używać takiego określenia – w jego twórczości wynikał nie tylko z jego przemyśleń, ale był świadomym wyborem tradycji zachodnioeuropejskiej i chrześcijańskiej, co po wojnie w PRL-u miało mocną wymowę.

Dlaczego?
Po II wojnie światowej toczyła się w Polsce uporczywa walka komunistów nie tylko zbrojna z podziemiem niepodległościowym. Były to zmagania o prawdę historyczną, ale także walka o kształt kultury polskiej. Władze komunistyczne w PRL-u próbowały odciąć naszą literaturę od jej pradawnych korzeni, od tradycji. To była walka dwóch cywilizacji: zachodnioeuropejskiej z cywilizacją ukształtowaną przez sowietów, prymitywną i opartą o fałszywe założenia ideowe. Poprzez wprowadzenie cenzury próbowano odciąć pisarzy od swobodnej wypowiedzi twórczej, co jest podstawą działalności artystycznej. Czyniono to także poprzez inne działania. Sterowano na przykład rynkiem wydawniczym tak, aby ukazywały się głównie dzieła zgodne z oczekiwaniami władz. Ta walka oznaczała również próbę zmarginalizowania dawnej i współczesnej literatury o charakterze chrześcijańskim, czy literatury nawiązującej do tradycji europejskich, w tym do antycznej. Duża cześć intelektualistów miała tego świadomość i już sam wybór tematów ich dzieł był ważny, niezależnie od poetyk, gatunków literackich. Te zamierzenia komunistów widać dobrze na przykładzie oświaty i podejścia do nauki języków klasycznych. W okresie dwudziestolecia międzywojennego w Polsce język łaciński i grecki był wykładany w gimnazjach klasycznych, w mniejszym stopniu w humanistycznych. Ale na ogół polskie szkoły w tym okresie niezwykle solidnie kształciły w zakresie języków starożytnych. Przykładem może być fakt, że wybitny filozof Kazimierz Twardowski, część swoich wykładów na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie miał po łacinie i studenci go rozumieli. W tym okresie wydziały filologii klasycznej istniały na wszystkich najważniejszych uniwersytetach w Polsce, w tym oczywiście we Lwowie, a profesorami byli wybitni klasycy. Często też wykładali w szkołach, co podnosiło poziom nauczania.

A jak wyglądało to nauczanie w PRL-u po II wojnie światowej?
Po II wojnie światowej władze komunistyczne ze szczególną niechęcią odnosiły się do łacińskiej cywilizacji i do chrześcijańskiej wizji człowieka. W 1952 roku zlikwidowały filologię klasyczną na uniwersytetach. Jeszcze tuż po wojnie łaciny nauczano w szkołach licealnych około 30 procent uczniów, ale w 1967 roku reforma szkolna zepchnęła łacinę wraz z przysposobieniem obronnym i zajęciami sportowymi do zajęć nadobowiązkowych. Co faktycznie oznaczało koniec nauczania tego języka, nie mówiąc o grece, której nauczania zaniechano wcześniej zupełnie. Języka, który w Polsce był znany przez tysiąc lat. Później uległo to jeszcze małej modyfikacji, ale ten antyłaciński kurs władze komunistyczne prowadziły do końca swych rządów. Dopiero na tym tle można zrozumieć czym był na przykład fakt, że wielki miłośnik i popularyzator antyku Jan Parandowski został przez kolegów wybrany prezesem polskiego PEN Clubu, najważniejszej, międzynarodowej organizacji pisarzy w PRL. Miało to swoją znaczącą wymowę. Także dopiero na tym tle można pełniej zrozumieć postawę artystyczną Herberta. Oczywiście Herbert nie tylko sięgał do dziedzictwa antyku, ale ten nurt w jego twórczości jest szczególnie ważny i obecny, obfitujący wieloma wybitnymi utworami. Nawet już w debiutanckim tomie Struna światła, który został opublikowany w 1956 roku, po tak zwanym „polskim październiku”. Znajdujemy w nim szereg utworów, których już same tytuły wiele mówią: O Troi, Do Marka Aurelego, Przypowieść o królu Midasie, Fragment wazy greckiej, Nike, która się waha. Szereg z nich to dzisiaj jedne z najsławniejszych wierszy polskich XX wieku, czytanych i analizowanych przez coraz to nowe pokolenia w szkołach i nie tylko. Utwory te zostały przełożone na wiele języków świata, były i są czytane przez wielu wytrawnych znawców i miłośników poezji. W tym czasie ukazał się też jego dramat Jaskinia filozofów, którego głównym bohaterem jest Sokrates, niesłusznie oskarżony przez Ateńczyków i skazany na karę śmierci. Utwór, przedstawia trzy ostatnie dni życia filozofa. Jest oparty na platońskich Dialogach, ale stanowi z nimi rodzaj polemiki. Wydany rok później tom, który ugruntował znaczenie literackie poety już w samym tytule zawiera element antyczny. To Hermes, pies i gwiazda. Kilka lat później, w 1961 roku ukazał się nowy zbiór wierszy Herberta Studium przedmiotu, gdzie znajdujemy, m.in. słynny dziś wiersz Apollo i Marsjasz.

Oczywiście jego wybór tematów antycznych nie był wyłącznie strategią literacką. Ale rodził się przede wszystkim z rzeczywistej, ogromnej fascynacji Wielkiego Lwowianina kulturą Grecji, Italii, innych krajów europejskich. Z żywego zainteresowania sztuką, malarstwem, rzeźbą, którą wyniósł ze swego rodzinnego miasta. Z tradycji rodzinnych, w tym szczególnie chrześcijańskich. Potrafił bowiem również czerpać odkrywczo ze źródła Biblii.

Czy Herbert podróżował do Grecji i Italii?
Tak, nie poznał tej kultury wyłącznie wędrując po Lwowie, kontemplując dzieła inspirowane antykiem, czy ze szkolnych i domowych lektur, sięgając do bogatej w dzieła biblioteki ojca. Także jedynie z licznych, późniejszych lektur. W Grecji poeta był siedem razy, niekiedy sam, niekiedy z przyjaciółmi, państwem Czajkowskimi. Podróże poprzedzały liczne lektury i studia. Podróżował też do innych krajów europejskich w basenie Morza Śródziemnego. Był od maja 1958 do kwietnia 1960 we Francji i Italii. Pod wpływem tej podróży powstała książka, „Barbarzyńca w ogrodzie”, znakomity zbiór szkiców poświęconych głównie zagadnieniom sztuki. Książka jest sumą jego wiedzy o odwiedzanych miejscach, miastach, muzeach i ruinach, a zarazem poetyckim sprawozdaniem z podróży do nich. Spośród 10 szkiców, najbardziej ciekawy dla mnie jest szkic U Dorów. Jest on odkrywczą relacją ze spotkania ze sztuką grecką, ruinami świątyń greckich w stylu doryckim w dawnej Posejdonii – dawnym greckim mieście Posejdona – a obecnie we włoskim Paestum, w pobliżu Neapolu, obecnej dzielnicy miasta Capaccio na wybrzeżu Morza Tyrreńskiego. Pozostałości miasta są parkiem archeologicznym, jednym z najsławniejszych w Europie, wpisanym na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Zachowały się tam trzy doryckie świątynie: bazylika Hery, świątynia Ateny i świątynia Hery z IV i V w. p.n.e. Szkic Herberta o tych świątyniach, który uważał, że architektura jest najwyższym przejawem myśli człowieka czytałem wielokrotnie. Mam poza sobą lektury wielu książek o architekturze greckiej, ale tak pięknie i precyzyjnych wyrażonych głębokich refleksji o architekturze doryckiej nie spotkałem nigdzie. Ten szkic po prostu trzeba przeczytać, trudno jego znacznie w pełni zdefiniować. Zachęcam do tej lektury, tak też można bardzo ciekawie podróżować, pożytecznie i bezpiecznie w czasach pandemii.

Czy poeta podróżował do Grecji jedynie na stały ląd, do Aten, na Półwysep Peloponeski, czy może znał też liczne i urocze wyspy greckie?
Poznał ich wiele, był współczesnym Odyseuszem, zauroczonym zresztą zupełnie Odyseją Homera, o czym wielokrotnie wspominał. W 1959 żeglował wraz z państwem Magdaleną i Zbigniewem Czajkowskimi po Morzu Śródziemnym ich jachtem. Ale później podróżował też statkami, dotarł na Kretę, największą wyspę grecką, pełną niezwykłych pejzaży, zabytków, rozsławioną też mitami. I właśnie stamtąd wziął się tytuł książki Herberta Labirynt, wydanej już po jego śmierci. Książka składa się z siedmiu szkiców dotyczących kultury antycznej, z których każdy stanowi osobną tematycznie całość. Tytułowy szkic odnosi się do Krety i do sławnego mitu o Minotaurze i Labiryncie. Ma też związek z odkryciami archeologicznymi, z pałacem w Knossos. Tytuł książki Herberta ma sens dosłowny i metaforyczny. Z jednej strony odnosi się do pałacu w Knossos, ale też przenośny, bo wielkim labiryntem zagadek i zaskakujących odczytań dla współczesnego człowieka jest kultura antyczna. W książce też znajdziemy szkic Akropol, niezwykłe refleksje dotyczące tej budowli, najbardziej znanego zabytku Grecji antycznej.

Po pięćdziesięciu sześciu latach od wyjazdu ze Lwowa poeta wrócił w jakimś sensie do swego rodzinnego miasta. Stało się to w dniach 16 i 17 marca 2002 roku w czasie trwania „Dni Zbigniewa Herberta”. Na Łyczakowie, w kościele pw. św. Antoniego, gdzie Zbigniew Herbert został ochrzczony, została odsłonięta przez siostrę poety pamiątkowa tablica poświęcona autorowi Napisu z wyrytymi słowami fragmentu wiersza Moje miasto, fot. Maria Basza / Kurier Galicyjski

Jego Labirynt kończy uroczy szkic Lekcja łaciny, który przenosi nas do Lwowa.
Tak, w lata trzydzieste XX wieku, do lat szkolnych przyszłego poety, lekcji w VIII Państwowym Gimnazjum im. Kazimierza Wielkiego, gdzie lekcje łaciny prowadził wymagający i surowy Grzegorz Jasilkowski, zwany przez uczniów Grzesiem. Herbert wspomina go z humorem i sympatią. Pisze, że dzięki niemu posiadł sztukę analizy tekstu poetyckiego, wyczulenie na metrum i melodykę utworu, poznał Horacego, podstawowe wiadomości o kulturze śródziemnomorskiej. Czyli bardzo wiele. Herbert zyskał w Polsce i na świecie – bo dzieła jego zostały przetłumaczone na wiele języków – wielkie uznanie i popularność. Międzynarodowe uznanie dla jego twórczości przejawiło się uhonorowaniem tego wielkiego poety ponad 30 prestiżowymi nagrodami. Trudno je wszystkie wymieniać. Ponieważ w każdym prawie jego tomie znajdziemy odniesienie do antyku – należy te nagrody traktować także jako uhonorowanie jego dokonań w tym zakresie.

Swoistą, pośmiertną, wielką nagrodą dla Herberta był również jego symboliczny, a zarazem realny i wspaniały powrót do rodzinnego Lwowa. Przed laty był Pan inicjatorem i głównym organizatorem tych wielkich wydarzeń nazwanych „Dniami Zbigniewa Herberta”. Proszę o krótkie ich przypomnienie.
Zbigniew Herbert urodził się 29 października 1924 roku we Lwowie, w rodzinie o tradycjach patriotycznych i kulturalnych. Był synem Marii z Kaniaków, a jego ojciec Bolesław, był legionistą, prawnikiem, profesorem ekonomii, dyrektorem banku. Pierwsze, trzypokojowe mieszkanie, w którym się wychowywał wraz z bratem Januszkiem i siostra Haliną było w kamienicy przy ulicy Łyczakowskiej 55, gdzie również mieszkała babcia Maria z Bałabanów, z pochodzenia Ormianka. W 1932 roku rodzina przeniosła się na ulicę Piekarską, po niej na Tarnowskiego, a już przed samą wojną na Obozową, obok parku Stryjskiego. Okres II wojny światowej – okupacji sowieckiej, później hitlerowskiej państwo Herbertowie z trudem przeżyli we Lwowie, ale przed ponownym wkroczeniem sowietów do Lwowa, w 1944 roku wyjechali do Krakowa. Poeta już nigdy realnie nie zobaczył swojego miasta. Wracał do niego często myślami, co znalazło odzwierciedlenie w jego wspaniałych utworach. Powrócił jednak symbolicznie, a zarazem realnie też w czasie wspomnianych przez panią redaktor uroczystości, które odbyły się w dniach 16 i 17 marca 2002 roku. Na uroczystości złożyły się: międzynarodowa sesja naukowa w Uniwersytecie Iwana Franki, poświęcona życiu i twórczości autora Pana Cogito w wypełnionej po brzegi wspaniałej auli uniwersytetu; prezentacja polsko-ukraińskiego wydania „Wyboru wierszy” Zbigniewa Herberta, opublikowanego w dużym, dziesięciotysięcznym nakładzie przez lwowskie Wydawnictwo Kameniar, z moim obszernym wstępem. Utwory Herberta zawarte w tej publikacji świetnie przełożył na język ukraiński prof. Wiktor Dmitruk. Antologia ta była pierwszą we Lwowie i na Ukrainie prezentacją twórczości Herberta. Duża część tego nakładu została rozdana już tego dnia uczestnikom uroczystości, rozchwytana przez nich już z paczek do ostatniego egzemplarza. Dla mnie szczególne znaczenie miała recytacja utworów Herberta na sesji naukowej przez utalentowaną młodzież szkół polskich. To było szczególnie wzruszające, bo oznaczyło to, że Herbert rzeczywiście wraca do rodzinnego miasta. Przejmującą interpretację wierszy Herberta przedstawił Zbigniew Chrzanowski, aktor i dyrektor Ludowego Teatru Polskiego we Lwowie oraz Bohdan Kozak, ukraiński aktor Teatru im. Marii Zańkowieckiej we Lwowie.

Herbertiada, 8 września 2018. Rafał Żebrowski (od lewej), Mariusz Olbromski, Emilia Chmielowa, Anna Nasiłowska, fot. Maria Basza / Kurier Galicyjski

To odbyło się pierwszego dnia, a następnego?
Następnego dnia uczestniczyliśmy we Mszy św. z wspaniałą homilią ks. kardynała Mariana Jaworskiego, metropolity lwowskiego, w kościele św. Antoniego, gdzie Herbert został ochrzczony i gdzie był ministrantem. Po czym nastąpiło uroczyste odsłonięcie i poświęcenie tablic pamiątkowych, zarówno we wspomnianym kościele, jak i na domu przy Łyczakowskiej nr 55, gdzie przyszły poeta mieszkał wraz z rodziną w pierwszych latach po urodzeniu. Następnie w Pałacu Sztuki przy ulicy Kopernika odbył się wernisaż wystawy Epilog burzy. Gośćmi honorowymi całości uroczystości byli: pani Halina Herbert-Żebrowska, siostra poety i jej syn Rafał Żebrowski. Żona poety pani Katarzyna Herbert nie mogła przybyć ze względów losowych, ale przysłała na nie wzruszający list.

Wiem, że później wracał Pan wielokrotnie z tematyką herbertowską do Lwowa…
Tak, byłem na przykład jurorem konkursów szkół polskich na recytacje utworów Herberta. Wracałem też z tym tematem wielokrotnie w ramach „Dialogu Dwóch Kultur”, który zaczynamy zawsze w Krzemieńcu, wędrujemy przez kilka miast, a kończymy we Lwowie. Ostatni raz byliśmy we Lwowie dwa lata temu, gdzie w auli dawnej biblioteki Ossolineum, a dziś Lwowskiej Narodowej Naukowej Biblioteki Ukrainy im. Wasyla Stefanyka, dzięki życzliwości dyrektora biblioteki i dobrej współpracy z panią Wiktorią Malicką, pełnomocnikiem ZNiO we Lwowie, odbyła się Herbertiada, na która złożyły się: sesja naukowa, pokaz filmów, recytacje wierszy Herberta przez młodzież szkolną i studencką.

Sądzę, że jeszcze nie wyczerpaliśmy zupełnie tematu rozmowy, którą prowadzimy w zasadzie w kolejną rocznicę śmierci Herberta. Poeta bowiem zmarł 28 lipca 1998 roku w Warszawie. Nad miastem szalała właśnie burza. Jego ostatnia książką poetycka nosi tytuł Epilog burzy. Poeta został pochowany na cmentarzu Powązkowskim. Może wrócimy jednak ponownie do tematu Lwów antyczny, aby podsumować nasze dotychczasowe rozważania, obejmujące okres od XVI wieku, do współczesności, a także rozwinąć dialog o twórczości Herberta, ale nie tylko w kontekście kultury antycznej, lecz również w odniesieniu w ogóle do obrazu Lwowa w jego dziełach.
Dobrze, z przyjemnością, o wielu zagadnieniach trzeba jeszcze wspomnieć. A osobny temat „Lwów w dziełach Herberta”, bo to bardzo ciekawe zagadnienie.

Dziękuje za rozmowę.
Ja również bardzo dziękuję.

Rozmawiała Anna Gordijewska
Tekst ukazał się w nr 15 (355), 18 – 31 sierpnia 2020

Anna Gordijewska. Polka, urodzona we Lwowie. Absolwentka polskiej szkoły nr 10 im. św. Marii Magdaleny we Lwowie. Ukończyła wydział dziennikarstwa w Lwowskiej Akademii Drukarstwa. W latach 1995-1997 Podyplomowe Studium Komunikowania Społecznego i Dziennikarstwa na KUL. Prowadziła programy w polskim "Radiu Lwów". Nadawała korespondencje radiowe o tematyce lwowskiej i kresowej współpracując z rozgłośniami w Polsce i za granicą. Od 2013 roku redaktor - prasa, radio, TV - w Kurierze Galicyjskim, reżyser filmów dokumentalnych "Studio Lwów" Kuriera Galicyjskiego. Od września 2019 roku pracuje w programie dla TVP Polonia "Studio Lwów". Otrzymała nagrody: Odznaka "Zasłużony dla Kultury Polskiej", 2007 r ., Złoty Krzyż Zasługi, 2018 r.

X