Lwów pod żaglami

Lwów pod żaglami

Sława, jaką zdobył Lwów dzięki obronie i odbiciu miasta z rąk Ukraińców przez młodocianych mieszkańców miasta, zaowocowała między innymi tym, że pierwszy w Polsce statek szkolny dla pierwszej w Polsce szkoły morskiej postanowiono nazwać Lwów.

Odrodzona Polska po ponad wiekowej niewoli postanowiła jak najszybciej zagospodarować uzyskany dostęp do Morza Bałtyckiego.

Naczelnik Państwa Józef Piłsudski 28 listopada 1918 r. wydał rozkaz o utworzeniu marynarki polskiej (wojennej i handlowej). Specjalna grupa pojechała do kilku portów Europy Zachodniej, aby wybrać odpowiedni statek. Wybór padł na żaglowiec stojący w Rotterdamie w Holandii. Statek ze stali zbudowano w Birkenhead w Wielkiej Brytanii w 1869 r. jako towarowo-pasażerską fregatę z przeznaczeniem na linie do Indii i do Australii. W ciężkim sztormie nieopodal przylądka Horn w Ameryce Południowej (niektórzy podają, że nieopodal przylądka Dobrej Nadziei w Afryce Południowej), stracił wszystkie trzy maszty, ale nie zatonął. Został wyremontowany i jako bark o powierzchni ożaglowania 1500 m kwadratowych, pływał do Indonezji do 1919 roku, kiedy został wycofany z eksploatacji.

„Orlęta Lwowskie” (Fot. Aleksi Lindström)

Mocą ministra Spraw Wojskowych, a za sprawą Departamentu dla Spraw Wojskowych, dnia 17.06.1920 r. kupiono statek za 179 tys. dolarów. Ponieważ postanowiono, że statek będzie na siebie zarabiać, przebudowano go w ten sposób, że ostała się jedna ładownia gotowa na przyjęcie różnego rodzaju ładunków. Łącznie na kupno i przebudowę żaglowca wydano 247 tys. dolarów. Podczas przebudowy zamontowano dwa silniki spalinowe o mocy po 180 KM, co znacznie polepszyło zdolności manewrowe statku. Dodano także dwa silniki pomocnicze po 8 KM, jeden do napędu prądnicy, a drugi do napędu pompy balastowo-zęzowej. Kadłub statku pomalowano na czarno z białym pasem w środku burty. Statek miał 85,1 m długości, 11,4 m szerokości. Najwyższy maszt wznosił się 42 m nad pokładem. Dnia 4 września 1921 r. dziekan morski ksiądz Paykart poświęcił statek i podniesiono na nim banderę polską, wykonaną przez organizację kobiecą we Lwowie. Banderę przywiózł wicewojewoda lwowski, dr Leonard Stahl w towarzystwie posła lwowskiego prof. dra Stanisława Głąbińskiego. Portem macierzystym statku został Gdańsk. Dnia 14 listopada statek przekazano Państwowej Szkole Morskiej w Tczewie, a 8 grudnia tegoż roku nastąpiła inauguracja szkoły w obecności m. in. wiceadmirała Kazimierza Porębskiego.

W pierwszy rejs statek popłynął do brytyjskiego portu Birkenhead.

Najdłuższym rejsem „Lwowa” była 261-dniowa podróż do Brazylii. Wtedy to żaglowiec jako pierwszy polski statek przepłynął równik. Wśród różnorodnego ładunku wiezionego w ładowni statku, było 50 skrzyń słynnej wódki Baczewskiego. Za pozwoleniem właściciela, załoga zużyła jedną z nich. Po powrocie z tego rejsu kadłub statku pomalowano całkowicie na biało. „Lwów” pływał do 17 maja 1930 r., kiedy po powrocie z krótkiego rejsu do Danii, został przekazany Marynarce Wojennej, która wykorzystywała go jako bazę dywizjonu okrętów podwodnych. Później, na Oksywiu został rozebrany na złom. Była rozważana możliwość przekształcenia statku w muzeum na wodzie, ale z braku pieniędzy i małego zainteresowania potencjalnych fundatorów, zrezygnowano. Łącznie w czasie służby pod polską banderą, statek przepłynął ponad 63 000 mil morskich, co na lądzie odpowiada ponad 116 000 km. Odwiedził w tym czasie 38 portów w 20 krajach świata.

Następcą „Lwowa” został żaglowiec „Dar Pomorza”, a imię miasta niestety nie pojawiło się już na kadłubie polskiego statku. Natomiast pływa jeszcze pod znakiem PŻM, statek noszący imię „Orlęta Lwowskie” na cześć młodzieży i dzieci walczących w obronie Lwowa w 1918 roku. Myślę, że Dyrekcja Polskiej Żeglugi Morskiej w Szczecinie powinna rozważyć możliwość nadania nazwy „Lwów”, jednemu z nowo budowanych statków. Byłoby to godne uczczenie statku, na którym uczyli się marynarskiego rzemiosła oficerowie, którzy potem wyprowadzali pierwsze polskie statki na morskie szlaki.

Tekst opracowany na podstawie tekstów i fotografii dostępnych w sieci.

Józef Tomsia
Tekst ukazał się w nr 202 za 31 marca – 14 kwietnia 2014

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X