Lisowczycy

Lisowczycy

 

Staropolscy kondotierzy Lisowczycy, elearzy, Die Polnische Kosacken, Teufel und Bluthunde, homo lissovianus – te określenia wieściły polski fenomen zaciężnych kawalerzystów, walczących po stronie tego, kto zapłaci lub zaoferuje więcej. Organizację tej formacji wymyślił Aleksander Lisowski herbu Jeż.

Legenda zagończyka
Ten szlachcic trafił do obozu stronników Dymitra Samozwańca po udziale w niesławnej inflanckiej konfederacji żołnierskiej, a co gorsza – i w rokoszu Zebrzydowskiego. Jednak sukcesy w Rosji przyniosły sławę Lisowskiemu, a jednocześnie infamię zmazywał męstwem wykazanym na placu boju. Po zdobyciu Briańska Lisowski zjednał sobie część Kozaczyzny i dokonał szalonej wyprawy ku brzegom Morza Kaspijskiego. W dalekim zagonie pięciotysięczna grupa dotarła w 1608 roku do Astrachania, a jego podwładny, późniejszy wódz lisowczyków, Jarosz Kleczkowski zapewniał, że „byłać ochota i do Persji, i z tym narodem (…) zwarłszy się, Turczynowi w oczy zakoliwszy zastąpić”.

Jako pułkownik dowodził samodzielną grupą kawalerii w głębi państwa moskiewskiego. Pomiędzy ochotnikami służącymi propter retributionem (w nadziei nagrody) byli panowie szlachta obok plebeuszy, Kozaków i Rosjan, a nawet Tatarów. Legendarna wyprawa 1615 roku ruszyła na północ, zmierzając „ku morzu lodowatemu”, osiągnęła Twer, Galicz oraz Suzdal. Uczestnicy tej eskapady staną się nośnikiem tradycji przyszłych lisowczyków. Gdy wódz zyskał uznanie Sejmu, niespodziewanie umarł, podobno otruty, 11 października 1616 roku po miesiącu od zaciągu, co było ciosem dla próby odzyskania carskiej korony przez królewicza Władysława.

Na służbie cesarza
Po śmierci Lisowskiego gromada łowców przygód i łupu przekształciła się w najemne bractwo żołnierskie, którego sensem była walka. „Służały” żołnierz pozostanie poszukiwanym towarem podczas wojny 30-letniej. Najpierw polscy kawalerzyści dowodzeni przez Adama Lipskiego i Walentego Rogawskiego dokonali dywersyjnego ataku na Węgry i zwyciężyli pod Humennem. To ocaliło cesarza obleganego w Wiedniu przez Gabora Bethlena, który wycofał się do Siedmiogrodu. Zaś wojna, miast skończyć się, trwała 29 lat.

Ferdynand II stał się jednym z poważniejszych zleceniodawców dla lisowczyków. Ci już 8 lutego 1620 roku pojawili się nad Dunajem, u bram stolicy cesarstwa. W toku pierwszych walk zginął wspomniany Kleczkowski, którego zastąpił Stanisław Rusinowski. Kronikarz i kapelan formacji, ksiądz Wojciech Dembołecki, przedstawiał towarzyszy broni niczym święty hufiec: „Sam Pan Bóg to wojsko na cesarską (służbę) dla obrony kościoła swego Świętego zaciągnął”.

Trzy tysiące jazdy elearskiej (od węgierskiego „eloharcos” – doborowa jazda) odegrało znaczną rolę w bitwie pod Białą Górą, która zapoczątkowała trzysta lat niewoli czeskiej. Lisowczycy zdobyli 52 sztandary, a wśród nich chorągiew króla „zimowego” Fryderyka V. Polacy walczyli jeszcze na Śląsku, w Palatynacie, Lotaryngii.

W trakcie kampanii reńskiej miejsce lisowczyków w hierarchii obniżyło się, choć zachowali minimum autonomii pod ks. Zygmuntem Karolem Radziwiłłem oraz płk. Stanisławem Strojnowskim. Walczyli też później, a ich udziałem stała się jeszcze rzeź Novégo Mesta, co ze szczegółami opisywała frankfurcka gazeta „Theatrum Europaeum”. Przed upadkiem lisowczycy trafili pod dowództwo Gottfrieda von Pappenheima. Walczyli we Włoszech w rejonie Zuccarello i jeziora Garda, ale bój pod Opawą wykazał zużycie oddziału, który zatracił charakter elitarny na skutek wymiany i strat w szeregach.

W obronie Ojczyzny
Mimo najemnego charakteru zobowiązań lisowczycy spieszyli też bronić „najjaśniejszej Rzplitej”. Poza walkami w latach 1617 – 1619 z Moskwą byli zaangażowani w zmagania przeciwko Turkom i Szwedom. Część z nich pod dowództwem Walentego Rogawskiego trwała na Ukrainie po powrocie ze Śląska. Później wyruszyli na tragiczną wyprawę podolską u boku hetmana Stanisława Żółkiewskiego. Piotr Nadolski pisał w „Krwawym Marsie narodu sarmackiego”: „Z Wrzeszczem, z mężnym Rogawskim nacierał w ich roty/ W sprośnej krwi bisurmańskiej utapiając groty”. Obecność lisowczyków pod Chocimiem, prowadzonych przez Stanisława Rusinowskiego, została powitana z radością. Było to zapewne 3500 ludzi. „Lisowczyk w srogich szturmach nic nie ustępował/ Tak strzelbą, jak i mężną ręką dokazywał” – opiewał cytowany Nadolski.

Pierwsza konfrontacja trzech chorągwi lisowczyków ze szwedzkimi regimentami miała miejsce na przełomie 1621 i 1622 roku w Inflantach. Kolejny raz dowodzeni przez Jędrzeja Kalinowskiego walczyli z siłami Gustawa Adolfa pod Tczewem i Gniewem. Dopiero zmiana dowódcy na Mikołaja Moczarskiego odnowiła sprawność i siłę tych kawalerzystów. Znaczną rolę lisowczycy odegrali w zniszczeniu posiłkujących Szwedów regimentów Streiffa i Teuffla.

Józef Brandt, Jeździec (Fot. wawel.net/malarstwo/brandt.htm)W Rzeczypospolitej były pamiętane zarówno zasługi lisowczyków, jak ich nieposkromiona żądza grabieży, krwi i gwałtu. Ich łupieże i przemoc w stosunku do ludności cywilnej na terenie Rzeszy Niemieckiej obrazuje fakt, że matki straszyły dzieci pojęciem „Der Polnische Kosacken” do czasów napoleońskich. Oddziały sasko-weimarskie, pamiętając o ich wyczynach, wycięły w pień w 1626 roku lisowskich obrońców Głogówka na Śląsku.

Wygląd i taktyka
Prawa lisowczyków zostały ustanowione w 1622 roku i składały się z 31 artykułów omawiających przewinienia i grożące za nie kary. Lisowczycy podzieleni na 200–400 konne chorągwie podlegali rotmistrzom oraz przewodzącemu wszystkim pułkownikowi. Stanowili lekką konnicę, opartą na wzorcach tatarskich. Uzbrojeni w karabin lub rusznicę, dwa pistolety, łuk, szablę, koncerz, czasem również pikę.

Ich wygląd – „Płaszcze opięte, czapki wysokie, pludry wąskie jak rękaw, buty żółte, podkute, zbroi nie mają, krzywe rapiery, wędzidła u koni małe, siodła małe, dziw, że z nich nie spadną” – opisał kapelan Dembołecki. Niektórzy lisowczycy przypinali sobie skrzydła na wzór husarzy. Walczyli, korzystając z możliwości, jakie dawała walka bez związania się z taborami (komunik). Podejmowali się dalekich wypraw dywersyjno-terrorystycznych. Wykorzystywali taktykę ataku i odwrotu oraz improwizacji bitewnej, co zostało zaczerpnięte z orientalnej tradycji.

Potomni o elearach
Sława lisowczyków wykraczała poza czas i dzielnice, w których operowali. Już w 1620 roku Bartłomiej Zimorowic składał takie oto rymy w „Żywocie Kozaków Lisowskich” także i potyczki ich szczęśliwe: „Tam wy Melanchtonową wyniszczając wiarą/ Wieleście Lutrów dali diabłom na ofiarę”. To przecież „Lisowczyka” bądź „Jeźdźca polskiego” uwiecznił około 1655 roku sam Rembrandt, gdy ten rodzaj wojsk już nie istniał (choć pierwszy właściciel Michał Kazimierz Ogiński wolał w nim widzieć „Cosaque a cheval”). Malowali i rysowali ich Roelant Savary, Sebastian Vrancx, Peter Snayers. Lisowczyków wybierali na temat obrazu polscy artyści: Władysław Szerner, Józef Brandt i Juliusz Kossak. Mit lisowczyków podtrzymują nieco zapomniane powieści Antoniego F. Ossendowskiego i Bogusława Sujkowskiego.

Feliks Szulc-Binszewski
Tekst ukazał się w nr 16(188) 30 sierpnia-16 września 2013

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X